28 stycznia 2013

XIII

,,Hey, I just met you, and this is crazy, 
But here's my number, so call me, maybe?''
Carly Rae Jepsen - Call Me Maybe

Chciałam przetrzymać tajemniczego siatkarza w niepewności i postanowiłam napisać do niego następnego ranka. Wstałam przed siódmą z myślą, żeby zrobić mu dobry kawał. Siatkarze zapewne nie położyli się wcześnie i o tej porze śpią w najlepsze, dlatego też utworzyłam nową wiadomość i napisałam.
,,Dzień doberek! Jak tam się spało bydgoskiemu właścicielowi tego numeru?’’
Odpowiedź przyszła bardzo szybko.
,,Stanowczo za krótko. Nie wiem, czy nie żałować, że dałem ci ten numer ;)’’
,,Zacząłbyś żałować, gdybym podrzuciła go jakimś hottkom. Zapewne jest takich wiele’’ –napisałam, śmiejąc się.
,,Oj, chyba muszę uważać ze słowami. Bardzo przywiązałem się do tego numeru telefonu i nie chcę go w najbliższej przyszłości zmieniać ;)’’
Zanim zastanowiłam się nad odpowiedzią, przyszedł kolejny SMS.
,,Z drugiej strony ja teraz też mam twój numer i mogę go co niektórym rozdać, a uwierz, znaleźliby się chętni ;) Jestem w lepszej pozycji, bo przynajmniej wiem, z kim piszę.’’
Cwany ten siatkarz, nie ma co. Zanim zdążyłam odpisać, przyszła kolejna wiadomość:
,,J Będziesz dzisiaj na treningu?’’
,,Mam taki zamiar.’’
,,W takim razie się zobaczymy ;)’’
,,Hej! Czyli nie dowiem się, kim jesteś?’’
Nie dostałam odpowiedzi. Fajnie, nadal nie wiedziałam, czyj to numer...
Ubrałam się i wyszłam na zakupy. Całą drogę do supermarketu i z powrotem miałam nieciekawe uczucie, że ktoś mnie obserwuje. Obejrzałam się kilka razy za siebie, ale nie chcąc wyjść na paranoiczkę zaprzestałam tego. Wiedziałam jednak, że tamten dziennikarz nie da mi spokoju. Żałowałam, że nikomu o nim nie powiedziałam, bo gdyby tak… Nie, nie ma co myśleć o takich głupotach i niepotrzebnie się nakręcać. Gdy zamknęłam drzwi od mieszkania, odetchnęłam z ulgą. Tu byłam bezpieczna, ale przecież nie mogę przesiedzieć reszty życia w domu. Mimo to, dziwne uczucie mnie nie opuszczało. Podczas, gdy obiad się gotował, odpaliłam laptopa i przejrzałam kilka stron, nie znalazłam tam jednak nic ciekawego. Czas okropnie mi się dłużył i bardzo ucieszyłam się, gdy mogłam po obiedzie ruszyć na halę. Wcześniej poprosiłam o pomoc przy samochodzie jednego z sąsiadów i dzięki niemu teraz nie musiałam tłuc się rozklekotanym autobusem.

Machinalnie wbiłam do szatni w Energii ze słowami ,,cześć chłopaki’’, gdy spostrzegłam tam innych półnagich mężczyzn. Od razu poczułam gorąco na twarzy, więc musiałam być czerwona jak burak. Nie wiem jakim cudem, ale pomyliłam wejścia i stałam teraz pomiędzy siatkarzami Delecty. Oni co prawda początkowo zdziwieni, zaczęli się śmiać z mojego skrępowania.
-Widzę, koleżanka czuje się jak u siebie. – zawołał Wojtek Jurkiewicz. Gdybym mogła, po jego słowach zrobiłabym się jeszcze bardziej czerwona, ale kolor mojej twarzy i tak już chyba przekroczył możliwą skalę.
-Przepraszam was bardzo, nie te drzwi. Już wychodzę. – uśmiechnęłam się z zakłopotaniem. Wybiegłam stamtąd z prędkością światła i tym razem poszłam od razu na salę, omijając szerokim łukiem szatnię Skrzatów. Gdy tam weszłam, już się rozciągali. Usiadłam na trybunach, zastrzegając sobie, że dzisiaj na pewno nie zagram i za Chiny mnie do tego nie przekonają. Obserwowałam jak grali, gdy podszedł do mnie Andrzej Wrona. 
-Koniec zabawy w kotka i myszkę, to ze mną pisałaś. – powiedział, siadając obok.
-Muszę przyznać, że byłeś jedną z osób, które obstawiałam. – odpowiedziałam. Zadałam mu pytanie, które mnie nękało:
-Dlaczego zapisałeś mi swój numer?
-Wydawało mi się, że jesteś fajną dziewczyną. Nie znam wielu takich, które nie bałyby się zagrać z profesjonalnymi siatkarzami i jeszcze ich ograć. Ja zobaczyłem cię na boisku, od razu pomyślałem : ,,Dziewczyna z charakterem’’. – zaśmiał się, a ja mu zawtórowałam. Zastanawiałam się, dlaczego tak pomyślał. Nigdy nie wydawało mi się, żebym miała w sobie coś takiego – jeśli jednak tak mnie odbierali nie miałam zamiaru wyprowadzać ich z błędu.
-Nie żebym cię podrywał. To był impuls, a później szkoda było mi wyrywać kartki z tego twojego notesiku. – uśmiechnął się. Siedzieliśmy chwilę w ciszy, więc zmieniłam temat.
-Czytam twojego bloga. Świetny pomysł, uwielbiam poznawać siatkówkę od kuchni. – powiedziałam. Tak szerokiego uśmiechu, jaki wywołała na jego twarzy ta informacja, nie widziałam chyba jeszcze u nikogo. No, może gdyby wyłączyć Cupko. Na halę weszła reszta Delecty. Gdy trener machnął do niego ręką, rzucił:
-Wiesz, gdybyś kiedyś chciała dostać jakieś bilety na nasz mecz, albo po prostu pogadać, to dzwoń.
I pobiegł do drużyny. Często jednak uśmiechał się do mnie, kiedy ćwiczył wraz z nimi w odległym końcu sali. Po treningu Cupko i Aleks odprowadzili mnie do auta, opowiadając o jakiejś świetnej grze na Playstation, w którą ostatnio nałogowo grali. Słuchając ich, czułam się jakbym szła z dwójką bardzo wyrośniętych przedszkolaków, którym rodzicie kupili nową zabawkę. W świetnym humorze wróciłam do Łodzi. Wysiadałam z auta, gdy zobaczyłam srebrną Skodę. Żołądek momentalnie mi się ścisnął, bo to właściciela właśnie tego auta nie miałam ochoty już więcej zobaczyć. Szybkim krokiem ruszyłam do klatki i weszłam do niej. Miałam wrażenie, że serce wyskoczy mi z piersi, gdy długo nie mogłam znaleźć włącznika światła. W końcu światło zapaliło się, ale to nie ja się do tego przyczyniłam. Oparty o ścianę, stał znajomy mi już dziennikarz. Uśmiechał się złośliwie, widząc zapewne przerażenie w moich oczach. ,,Weź się w garść dziewczyno’’ – pomyślałam, prostując się. Spojrzałam mu prosto w oczy i zapytałam.
-Czego ode mnie chcesz? -
-Chciałem z tobą porozmawiać po dobroci, to uciekłaś. Może dzisiaj poszlibyśmy na kawę? – zapytał.
-Żadnej kawy nie będzie. Daj mi spokój, bo zgłoszę na policję, że mnie nękasz.
Podniósł ręce w geście kapitulacji i zaśmiał się, a mnie przeszedł dreszcz. Nastała upiorna cisza, która wydawała się trwać w nieskończoność. Wciąż grając pewną siebie, trąciłam go z całej siły ramieniem, ponieważ nie miał zamiaru umożliwić mi wejścia do windy. Wcisnęłam jej przycisk i obróciłam się. W moim spojrzeniu chciałam przekazać mu całą złość, jaką czułam. Nie dam kolejny raz się zastraszyć i zniszczyć życia. Zbyt dużo trudu włożyłam w odbudowanie siebie, tu w Łodzi. Chwilę jeszcze się na mnie patrzył, ale potem bez słowa wyszedł w ciemną noc.
W windzie oparłam czoło o zimny metal i poczułam jak łzy spływają mi po policzkach. Wraz ze słonymi kroplami uciekł cały mój strach.
*
Trzynasty rozdział, a jednak nie taki całkiem pechowy. Powrót wrednego dziennikarza cz. II, może tak powinnam była to nazwać ;) Jeśli chodzi o rozwiązaną zagadkę telefonu, to gdybyście mnie znali, z zamkniętymi oczami moglibyście obstawiać, że będzie chodzić o Wronę, bo znajduje się on na liście moich ulubionych siatkarzy. Zapunktował sobie u mnie faktem, że prowadzi bardzo ciekawego bloga, jeśli jeszcze go nie odkryliście, to żałujcie ;)
Źle wyliczyłam sobie rozdziały i jednak najbardziej przełomowy ( jak do tej pory) nastąpi już w środę. Serdecznie zapraszam :) Wielkie, wielkie dzięki za poprzednie komentarze! Jak je zobaczyłam, to miałam ochotę ucałować was każdego z osobna. Czym innym jest liczba odsłon a realne komentarze. Przy okazji, wielkie dzięki za 2000 wyświetleń. :)

11 komentarzy:

  1. Tak czułam, że to będzie Wrona. ;d Nie wiedziałam, że ma bloga. Moje zycie straciło sens. Można prosić o link? Tak poza tym świetny rozdział jak zawsze! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie :D Twoje życie zaraz nabierze sensu, bo oto link do jego bloga : http://www.delectabydgoszcz.pl/aktualnosci-blog_andrzeja_wrony,304 ;)

      Usuń
  2. Genialny rozdział!.
    Zapraszam http://parkiet-siatka-mikasa-moje-marzenie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zwykle super! :D Nie spodziewałam się takiego obrotu akcji, myślałam, że tajemniczy właściciel telefonu jeszcze się z nią pomęczy... Ale i tak świetnie. Czekam z niecierpliwością na środę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim pierwszym zamierzeniem było, żeby faktycznie się z nią pomęczył, ale nie napisałam nic konkretnego, więc wyszło jak wyszło ;)

      Usuń
  4. Super rozdział :)
    Szczerze powiedziawszy, też lubię Andrzej choć nie trafiłam jeszcze na jego bloga. Mówisz (a raczej piszesz), że jest ciekawy? Sprawdzę :D
    Czekam na kolejny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdź, sprawdź, bo naprawdę jest świetny ;)

      Usuń
  5. Też podejrzewałam, że to będzie właśnie Wrona! :)
    Nie wiedziałam, że prowadzi bloga! Jeśli to nie byłby problem, może podesłałabyś linka? :)
    Pozdrawiam :**
    + zapraszam do mnie na szóstkę!
    http://bowoczachjestwszystko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń