IV
Kolejne tygodnie minęły mi bardzo szybko. Chodziłam na
uczelnię i do pracy, bo przyjęłam posadę w jednej z sieciówek. Dzięki niej
bywałam w galerii bardzo często, a mimo to nie spotkałam ich już więcej. Nic
dziwnego, przecież nie mieli czego szukać w sklepie z damską odzieżą. Oglądałam
każdy emitowany w telewizji mecz Skry, uśmiechając się na widok znanych mi
Serbów. Dobrze, że mieszkam sama, inni ludzie pomyśleliby, że jestem niespełna
rozumu, gdy tak szczerzyłam się do ekranu.
Jeden z weekendów był okropny. Nie dość, że nieciekawie się
czułam, to jeszcze w pracy trafiłam na upierdliwą klientkę.Naprawdę byłam zdziwiona,
że tak elegancka kobieta ubiera się w takich sieciówkach jak nasza. Chwilę później żałowałam, że tu
pracuję.
Jaśnie klientka zapragnęła mieć bluzkę z wystawy, niestety
jej rozmiaru już nie było. Na całe (nie)szczęście znalazł się, ale na manekinie
w oknie wystawowym. Więc stałam tak na wystawie, męcząc się z manekinem, który
się wciąż rozpadał i strącał pozostałe manekiny. Gdy już podałam jej bluzkę,
okazało się po przymiarce, że rozmiar jest jednak za mały. Kobieta wyszła, a ja
zostałam z pobojowiskiem w oknie wystawowym.
Zbierałam rozrzucone ubrania i manekiny, gdy ktoś zapukał w
szybę. Podniosłam głowę, znów oberwałam spadającą plastikową głową, aby zobaczyć czarną bluzę z
logiem Skry. Skierowałam wzrok trochę wyżej i stanęłam twarzą w twarz ( no
dobra, była jeszcze między nami szyba) z Cupko. Naprawdę, mój weekend z
beznadziejnego okazał się nie być taki zły. Chłopak zaczął coś pokazywać na
migi, ale nie zrozumiałam. Zaczęłam ręką wskazywać mu, żeby wszedł do środka.
Niepewnie spojrzał na sklep, pełen kobiet, ale zebrał się w sobie i chwilę
później pomagał mi składać manekiny. Cupko na wystawie sklepowej robił dość
duże wrażenie na przechodzących dziewczynach, które ku mojemu zrozpaczeni u,
wyciągały telefony i robiły nam zdjęcia. Siatkarz od razu znalazł się w swoim
żywiole, zaczął pozować i udawać jedną z figur, co wyglądało bardzo zabawnie.
Po poprawieniu wystawy, weszliśmy w głąb sklepu i Cupko zapytał, czy idę coś
zjeść, bo w KFC czeka na niego Aleks. Mój dzień pracy zmierzał ku końcowi, więc
poprosiłam, aby na mnie poczekali.
Spędziłam kolejne dwie godziny gadając o niczym, jeżdżąc w
tą i z powrotem ruchomymi schodami, bo chłopacy szukali czegoś fajnego do
ubrania. Wyszliśmy z galerii w ciemny wieczór, a ja od razu pomyślałam o naszym
ostatnim ( a zarówno pierwszym) spotkaniu. W Łodzi nie nawiązałam jeszcze
żadnych konkretnych znajomości, ludzie z wykładów też byli mi praktycznie obcy,
rodzina nie dawała znaku życia, więc Serbowie byli jedynymi osobami, do których
mogłam się odezwać.
Aleks zapytał mnie o plany na następny weekend.
Odpowiedziałam, że zamierzam z kubkiem ciepłej herbaty zasiąść przed telewizorem
i spędzić wieczór w towarzystwie przemiłych komentatorów Polsatu Sport,
oglądając mecz Skry. Dziwnie się uśmiechnęli, kiedy pożegnaliśmy się pod moim
blokiem.
Rano obudził mnie dźwięk domofonu. Uh, pewnie ktoś roznosi
ulotki, moje zakichane szczęście, że wybrał akurat mnie. Człowiek stojący na
dole był bardzo upierdliwy, bo dzwonił nie przerywanie, dopóki nie podniosłam
słuchawki.
-Słucham?
-J? – usłyszałam z drugiej strony i prawie upuściłam
słuchawkę. Co jak co, ale Cupko się nie spodziewałam. – Hej, mamy dla ciebie prezent.
Na ich prośby abym zeszła na dół, zaprosiłam ich do środka.
Byłam ubrana w fioletową, łaciatą pidżamę i nie miałam ochoty w tym ich witać
ani biegać po klatce schodowej, ale nie miałam wyboru. Z dwojga złego wolałam,
żeby to oni śmiali się z mojego ubioru, a nie wszyscy sąsiedzi. Zdziwiłam się,
że mnie znaleźli –wiedzieli w którym bloku mieszkam, ale nie znali numeru
mieszkania. Jak się później dowiedziałam, zaradni siatkarze dzwonili pod
wszystkie numery, aż trafili na kogoś kto mówił po angielsku. Nie musieli się
nawet nikogo pytać, czy wie pod którym numerem mieszkam, bo byłam jedyną osobą
w bloku używającą tego języka.
Kiedy otworzyłam im drzwi, mieli bardzo zabawne miny, bo
chyba nie spodziewali się mnie w pidżamie. Dziękowałam sobie, że przynajmniej
porządek jako taki miałam w mieszkaniu. Przeprosiłam ich na chwilkę i ubrałam
się, podczas gdy oni pili kawę.
Przysiadłam się do nich ze swoim kubkiem, a wtedy Cupko wyciągnął
kopertę z kieszeni i podał mi ją. Popatrzyłam po ich twarzach i zobaczyłam
podekscytowanie. Powolutku otworzyłam ją i wyciągnęłam bilet na mecz Skry,
który planowałam obejrzeć w telewizji. Zaskoczona ujrzałam, że załatwili mi
miejsce w środkowym sektorze, tuż przy barierce. Nie mogłam uwierzyć w swoje
szczęście, energia tak mnie rozpierała, że rzuciłam się i obu porządnie
wyściskałam, czego się chyba nie spodziewali sądząc po spojrzeniu, jakie między
sobą wymienili.
*
Mam nadzieję, że spodoba się na tyle, żeby zostawić komentarz ;)
Mi się podoba i czekam na kolejny ;)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie w wolnej chwili http://peryferiesiatkarskie.blog.pl/
Zobaczyć Cupko na wystawie składającego manekiny? Sama bym nie przeszła obojętnie. ;)
OdpowiedzUsuńTakim biletem na mecz to też bym nie pogardziła :D
Czytam to pierwszy raz a już mnie zaciekawiło
Czekam na następny i zapraszam do siebie: http://setball-for-hope.blogspot.com/ Misu ;)
Oo, Cupko jako manekin? Czemu nie :D Nie mogę się już doczekać meczu, może poznamy resztę graczy skry ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam : lonesome-tears-in-my-eyes.blogspot.com/
OL. ;)
OdpowiedzUsuń