10 stycznia 2013

IV

IV
Kolejne tygodnie minęły mi bardzo szybko. Chodziłam na uczelnię i do pracy, bo przyjęłam posadę w jednej z sieciówek. Dzięki niej bywałam w galerii bardzo często, a mimo to nie spotkałam ich już więcej. Nic dziwnego, przecież nie mieli czego szukać w sklepie z damską odzieżą. Oglądałam każdy emitowany w telewizji mecz Skry, uśmiechając się na widok znanych mi Serbów. Dobrze, że mieszkam sama, inni ludzie pomyśleliby, że jestem niespełna rozumu, gdy tak szczerzyłam się do ekranu.

Jeden z weekendów był okropny. Nie dość, że nieciekawie się czułam, to jeszcze w pracy trafiłam na upierdliwą klientkę.Naprawdę byłam zdziwiona,  że tak elegancka kobieta ubiera się w takich sieciówkach  jak nasza. Chwilę później żałowałam, że tu pracuję.

Jaśnie klientka zapragnęła mieć bluzkę z wystawy, niestety jej rozmiaru już nie było. Na całe (nie)szczęście znalazł się, ale na manekinie w oknie wystawowym. Więc stałam tak na wystawie, męcząc się z manekinem, który się wciąż rozpadał i strącał pozostałe manekiny. Gdy już podałam jej bluzkę, okazało się po przymiarce, że rozmiar jest jednak za mały. Kobieta wyszła, a ja zostałam z pobojowiskiem w oknie wystawowym.

Zbierałam rozrzucone ubrania i manekiny, gdy ktoś zapukał w szybę. Podniosłam głowę, znów oberwałam spadającą  plastikową głową, aby zobaczyć czarną bluzę z logiem Skry. Skierowałam wzrok trochę wyżej i stanęłam twarzą w twarz ( no dobra, była jeszcze między nami szyba) z Cupko. Naprawdę, mój weekend z beznadziejnego okazał się nie być taki zły. Chłopak zaczął coś pokazywać na migi, ale nie zrozumiałam. Zaczęłam ręką wskazywać mu, żeby wszedł do środka. Niepewnie spojrzał na sklep, pełen kobiet, ale zebrał się w sobie i chwilę później pomagał mi składać manekiny. Cupko na wystawie sklepowej robił dość duże wrażenie na przechodzących dziewczynach, które ku mojemu zrozpaczeni u, wyciągały telefony i robiły nam zdjęcia. Siatkarz od razu znalazł się w swoim żywiole, zaczął pozować i udawać jedną z figur, co wyglądało bardzo zabawnie. Po poprawieniu wystawy, weszliśmy w głąb sklepu i Cupko zapytał, czy idę coś zjeść, bo w KFC czeka na niego Aleks. Mój dzień pracy zmierzał ku końcowi, więc poprosiłam, aby na mnie poczekali.

Spędziłam kolejne dwie godziny gadając o niczym, jeżdżąc w tą i z powrotem ruchomymi schodami, bo chłopacy szukali czegoś fajnego do ubrania. Wyszliśmy z galerii w ciemny wieczór, a ja od razu pomyślałam o naszym ostatnim ( a zarówno pierwszym) spotkaniu. W Łodzi nie nawiązałam jeszcze żadnych konkretnych znajomości, ludzie z wykładów też byli mi praktycznie obcy, rodzina nie dawała znaku życia, więc Serbowie byli jedynymi osobami, do których mogłam się odezwać.
Aleks zapytał mnie o plany na następny weekend. Odpowiedziałam, że zamierzam z kubkiem ciepłej herbaty zasiąść przed telewizorem i spędzić wieczór w towarzystwie przemiłych komentatorów Polsatu Sport, oglądając mecz Skry. Dziwnie się uśmiechnęli, kiedy pożegnaliśmy się pod moim blokiem.

Rano obudził mnie dźwięk domofonu. Uh, pewnie ktoś roznosi ulotki, moje zakichane szczęście, że wybrał akurat mnie. Człowiek stojący na dole był bardzo upierdliwy, bo dzwonił nie przerywanie, dopóki nie podniosłam słuchawki.
-Słucham?
-J? – usłyszałam z drugiej strony i prawie upuściłam słuchawkę. Co jak co, ale Cupko się nie spodziewałam. – Hej, mamy dla ciebie prezent.
Na ich prośby abym zeszła na dół, zaprosiłam ich do środka. Byłam ubrana w fioletową, łaciatą pidżamę i nie miałam ochoty w tym ich witać ani biegać po klatce schodowej, ale nie miałam wyboru. Z dwojga złego wolałam, żeby to oni śmiali się z mojego ubioru, a nie wszyscy sąsiedzi. Zdziwiłam się, że mnie znaleźli –wiedzieli w którym bloku mieszkam, ale nie znali numeru mieszkania. Jak się później dowiedziałam, zaradni siatkarze dzwonili pod wszystkie numery, aż trafili na kogoś kto mówił po angielsku. Nie musieli się nawet nikogo pytać, czy wie pod którym numerem mieszkam, bo byłam jedyną osobą w bloku używającą tego języka.

Kiedy otworzyłam im drzwi, mieli bardzo zabawne miny, bo chyba nie spodziewali się mnie w pidżamie. Dziękowałam sobie, że przynajmniej porządek jako taki miałam w mieszkaniu. Przeprosiłam ich na chwilkę i ubrałam się, podczas gdy oni pili kawę.  Przysiadłam się do nich ze swoim kubkiem, a wtedy Cupko wyciągnął kopertę z kieszeni i podał mi ją. Popatrzyłam po ich twarzach i zobaczyłam podekscytowanie. Powolutku otworzyłam ją i wyciągnęłam bilet na mecz Skry, który planowałam obejrzeć w telewizji. Zaskoczona ujrzałam, że załatwili mi miejsce w środkowym sektorze, tuż przy barierce. Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście, energia tak mnie rozpierała, że rzuciłam się i obu porządnie wyściskałam, czego się chyba nie spodziewali sądząc po spojrzeniu, jakie między sobą wymienili. 
*
Mam nadzieję, że spodoba się na tyle, żeby zostawić komentarz ;)

4 komentarze:

  1. Mi się podoba i czekam na kolejny ;)
    Zapraszam do mnie w wolnej chwili http://peryferiesiatkarskie.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zobaczyć Cupko na wystawie składającego manekiny? Sama bym nie przeszła obojętnie. ;)
    Takim biletem na mecz to też bym nie pogardziła :D
    Czytam to pierwszy raz a już mnie zaciekawiło
    Czekam na następny i zapraszam do siebie: http://setball-for-hope.blogspot.com/ Misu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oo, Cupko jako manekin? Czemu nie :D Nie mogę się już doczekać meczu, może poznamy resztę graczy skry ;)
    Pozdrawiam i zapraszam : lonesome-tears-in-my-eyes.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń