24 stycznia 2013

XI

,,Party hard- wersja siatkarska''

-Chcesz batonika?
-Nie krępuj się, my płacimy.
-Nie, chłopaki naprawdę, już zbyt dużo dla mnie zrobiliście. Nie mogę…- patrzyłam jak Cupko i Aleks zbierają z półek tony słodyczy i wrzucają do koszyka. – …żerować na waszych portfelach.
-Jakie żerować? Dziewczyno, ciebie trzeba porządnie dokarmić. – zaśmiał się ten drugi.
-Nie wiem, czy słodycze i porządne dokarmianie mają ze sobą coś wspólnego.
-Fakt. Musimy załatwić ci jakieś witaminy na ten twój wzrost, bo aż mnie plecy bolą od tego ciągłego pochylania się w twoją stronę. – odezwał się Cupko uśmiechając się i próbują poprawić mi nastrój.
Mój dzień nie zaczął się za ciekawie. Wstałam z okropnym bólem głowy. Poprzedniego popołudnia Skra przełamała złą passę i pokonała Arkas Izmir 3:1. Chyba nic dziwnego, że wszyscy później ostro świętowali, a zwycięstwa na pewno nie oblewali sokiem malinowym. Polały się procenty, a ja- słaba psychicznie, nie asertywna – nawet jako tako się trzymałam. Mimo to, byłam totalnie zmęczona, bo przez całą noc nie zmrużyłam oka przez chrapanie obu Serbów. Dodatkowo minęło kilka dni, a ja nawet nie ruszyłam notatek z wykładów, które obiecałam sobie chociaż przejrzeć.

Ból głowy i ogólne samopoczucie pobudziły mój cięty język, sarkazm i ironię. Coś sądziłam, że po powrocie do kraju ( który miał nastąpić już następnego dnia), siatkarze nie będą już tak za mną przepadać.
-Oj, ktoś tu jest nie w sosie. – zauważył Cupko i mrugnął do Aleksa.
-Słyszysz to? To cisza. Niesłychane, myślałem, że nie doczekam się dnia, kiedy Mała nie będzie trajkotać jak nakręcona. – rzucił przechodzący obok nas Kłos do Wlazłego, który stał niedaleko przy dziale z napojami. Kapitan uśmiechnął się, pomachał w moją stronę butelką wody mineralnej i włożył ją do koszyka Cupko ze słowami:
-Chyba się nada.
-Gdzie twój giermek?- zapytał Kłos. W tej chwili zza rogu wyskoczył Muzaj. -O patrz, znalazł się.
Z myślą, że chyba lepiej będzie wybrać coś, na co mam ochotę niż zdać się na instynkt Serbów, sięgnęłam po dziwnie wyglądające coś.
-Jak myślicie, co to za owoc? – zapytałam, ale chwilę później dodałam:
 – Jeżeli to w ogóle jest owoc.

Nie mogliśmy zrozumieć tureckich napisów, więc odłożyłam ten wynalazek natury. Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że lepiej będzie sugerować się obrazkami lub międzynarodowymi  markami, zgarnęłam więc z półek kilka znanych mi opakowań oraz jogurty. Ruszyliśmy do kasy. Muszę przyznać, że zwracaliśmy na siebie uwagę – nie tylko dlatego, że siatkarze górowali nad resztą obecnych w sklepie ludzi, ani tym, że ja także różniłam się od tureckich dziewczyn- sprzedawca nie mówił w ogóle po angielsku, a Cupko najpierw spokojnie próbował wytłumaczyć mu o co mu chodzi na migi, a gdy ten nadal nie rozumiał, zaczął sypać wiązanką serbskich przekleństw. Muszę przyznać, że były to jedne z nielicznych słów w tym języku, które rozumiałam.  Sytuację załagodził Mariusz Wlazły, który jak przystało na porządnego kapitana drużyny, wyciągnął rozumówki tureckie i jakoś dogadał się z obsługującym nas mężczyzną.
Obładowani zakupami poszliśmy do hotelu. Robiło się już ciemno. Dopiero po dotarciu do pokoju poczułam, że jestem naprawdę zmęczona i jedyne, co miałam ochotę zrobić, to rzucić się na łóżko. Niestety przyczołgali się do nas Woicki i Plińsk, więc moje plany musiałam odłożyć na później.
 Parę godzin wcześniej wyruszyłam z Serbami, Kłosem, Zatim, Muzajem i Wlazłym zwiedzać Izmir, gdy reszta drużyny została półżywa w swoich pokojach. Zrobiłam dużo ciekawych zdjęć, ale nie skupiałam się na krajobrazie, a na moich towarzyszach. Widząc ich poczynania, zaczęłam szczerze zastanawiać się, czy w ich krwi nadal nie krążą procenty, bo o ile Cupko i Muzaj wiecznie dziwnie się zachowywali, to jednak zachowanie Aleksa trochę mnie zdziwiło.

 W sumie, tylko trochę odbiegało od tego z dnia poprzedniego, kiedy po wypiciu sporej ilości kieliszków spokojnie mógł startować w konkursie na największego gadułę roku, a fakt, że potrafił przegadać mnie i Cupko chyba dostatecznie świadczy o tym ile gadał. Pod koniec był już w takim stanie, że mówił do mnie po ango-serbsku, a gdy dołączyć do tego uniwersalny dla wszystkich pijacki język, nie dało się zrozumieć jego bełkotu. Chyba postawił sobie za cel zabawianie mnie, ponieważ zostałam sama przy stole z nim i jego  niekontaktującym przyjacielem. Patrząc na zalanego w trupa Cupko, praktycznie śpiącego obok mnie z głową na stole, postanowiłam odholować jednego i drugiego do pokoju. Rozejrzałam się wokół, szukając jakiegoś rosłego Polaka ( lub nie), który by mi w tym przedsięwzięciu pomógł. Niestety wszyscy, którzy się jakoś trzymali już poszli, a reszta sprawiłaby mi więcej kłopotu niż korzyści.  Myślałam, że może ,,mój giermek’’ jest gdzieś w pobliżu, ale wcześniej widziałam go, jak przystawiał się do jakiejś dziewczyny, więc od razu spisałam go na straty. Grr… jak zwykle wszystko na mojej głowie.

-Aleks, choć idziemy do pokoju. – powiedziałam do niego. Chwilę potrwało, zanim zrozumiał moje słowa.  Wyciągnęłam mu z rąk szklankę i odłożyłam ją.  Wstał i musiał przytrzymać się krzesła, żeby nie zaliczyć spotkania trzeciego stopnia z parkietem. Patrząc na niego, pomyślałam, że zadanie będzie trudniejsze niż myślałam.  Widząc, jak się zatacza, złapałam jego rękę i zarzuciłam ją na szyję. Wpadł na mnie z takim impetem, że w myślach już widziałam, jak leżę przygnieciona przez bezwładnego Serba na drewnianej podłodze w holu. Na szczęście udało się nam ( a raczej mi) utrzymać równowagę. Szerokim łukiem ominęłam schody i ruszyłam w oparach alkoholowego oddechu Aleksa w kierunku windy. Gdy drzwi się za nami zamknęły, puściłam go, aby dać chwilę odpoczynku swoim barkom. Nim się obejrzałam, byliśmy już na naszym piętrze. W ostatniej chwili złapałam go, kiedy próbował twarzą poznać fakturę pokrywającego korytarz dywanu. Z ulgą odetchnęłam na widok drzwi naszego pokoju. Po przekroczeniu progu, rzuciłam go na łóżko i sama ległam obok. Czułam się, jakbym przeciągnęła za sobą kilkutonową ciężarówkę, a czekało mnie to samo, tyle że z Cupko. Już miałam się zbierać, kiedy obrócił się na bok i przygniótł mnie ręką. Mamrocząc coś pod nosem, głowę wygodnie ułożył na moich włosach, a ja czułam się jak w pułapce.
-Aleks. – szturchnęłam go. Zero odzewu. Podniosłam się więc, tracą pewną część włosów, które wraz z cebulkami pozostały pod Serbem. Przesunęłam jego głowę i byłam wolna. Wstawałam, gdy coś powiedział, znowu po serbsku, w odpowiedzi na jego słowa poczochrałam jego kręcone włosy. Patrząc na bezwładnego Serba nie mogłam się oprzeć i cyknęłam mu zdjęcie.

5 minut później pokonywałam znów tę samą drogę, holując Cupković'a. Ten był jednak bardziej pomocny, najwidoczniej drzemka troszkę go otrzeźwiła, bo był w stanie ściągnąć bluzę i buty oraz rąbnąć się na łóżko Aleksa. W kontakcie z poduszką zapadł momentalnie w tak twardy sen, że nie mogłam wytłumaczyć mu, że jego miejsce do spania stoi tuż obok. Leżeli tak obaj praktycznie nieprzytomni, więc znów wyciągnęłam lustrzankę, uwieczniłam chwilę dla potomności i zajęłam się sobą.

Tak właśnie bawili się siatkarze w tureckim Izmirze.
*
I już 11 rozdział. Dobrze, że od jutra mam ferie, bo nie miałabym co tutaj publikować ;) Niby przygotowałam kilka następnych fragmentów, ale nie są one poukładane chronologicznie, z tego powodu, że jak mi coś do głowy wpadnie, to piszę dalekie, bardzo dalekie rozdziały. Tym oto sposobem mam już napisany 13. i   może 16 i 17, więc brakuje mi kilku środkowych. Niby mogłabym wrzucić was w wir dalszych fragmentów, ale co do na maksa przełomowego momentu w życiu Małej - chyba jednak jeszcze na niego poczekacie ;)
Standardowo- mam nadzieję, że spodobał się tak jak poprzednie. Chciałabym wiedzieć, ile osób naprawdę to czyta, ale nie będę naciskać. 
Pamiętajcie, że publikuję co dwa dni, nie będę wam zostawiać spamu na waszych blogach, bo nie lubię tego robić. Regularnie przeglądam też wasze opowiadania, więc na pewno bez przypomnienia się tam pojawię ;) Oczywiście, gdyby ktoś chciał podzielić się adresem bloga, chętnie tam zajrzę.
Dziękuję za wszystkie komentarze i wyświetlenia.

4 komentarze:

  1. Super! Rozwalił mnie tekst o giermku xD Bardzo dobre określenie na Muzaja. ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały ten rozdział.! ;p
    Zapraszam http://parkiet-siatka-mikasa-moje-marzenie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń