II
Koniec tego rozczulania się nad sobą. Rzeczy same się nie
wypakują. Nagle naszła mnie myśl, aby szybko zrobić to, co sobie zaplanowałam,
a później bez celu pokrążyć po Łodzi.
Rozpakowałam kilka kolejnych pudełek z naczyniami, kosmetykami,
laptopem, aparatem fotograficznym i wieloma kablami oraz ładowarkami sama nie
wiem do czego. Otworzyłam sportową torbę, w której zabrałam większość swoich
ciuchów. No cóż, nie wiele ich było. Przy pakowaniu postanowiłam zostawić
rzeczy, których nigdy nie ubierałam, a tylko zajmowały miejsce w szafce. I
takim oto sposobem moja nowa szafa świeciła pustkami. Póki nie zarobię jakichś
pieniędzy, tyle mi wystarczy. Po jakichś dwóch godzinach w moim mieszkanku
zrobiło się bardziej przytulnie. Zmęczona przysiadłam na podłodze. Zebrałam
wszystkie kartony, ubrałam się i wyszłam na zewnątrz. Po zostawieniu ich przy
pojemniku na makulaturę, włożyłam ręce do kieszeni i ruszyłam przed siebie. Nie
bardzo wiedziałam co się gdzie znajduje.
Totalnie się wyłączyłam, gdy tak szłam łódzkimi ulicami.
Docierały do mnie strzępki rozmów ludzi, których widziałam po raz pierwszy w
życiu. Mijały mnie ładne dziewczyny, idące pod rękę ze swoimi chłopakami. Czemu
zawsze muszę być ze wszystkim sama? Nigdy nie miałam chłopaka, nie licząc tego
z podstawówki, ale wtedy nie miałam bladego pojęcia o związkach i to co nas
łączyło, teraz mogę określić zwykłą przyjaźnią. Czasami myślałam, że jestem
inna, że może coś jest ze mną nie tak…
W tej chwili moje rozmyślania przerwało zderzenie z wysokim
chłopakiem. Moje zamyślenie musiało podziałać i na moje oczy, skoro nie
zauważyłam tego olbrzyma. Przeprosiłam, nie patrząc z kim mam do czynienia i
ruszyłam dalej. Po kilkunastu krokach odwróciłam się i zobaczyłam, jak znikał
za rogiem budynku. Jego sylwetka kogoś mi przypominała, ale niestety moja
krótkowzroczność nie pozwoliła mi na rozszyfrowanie kim dana osoba była. Z
reguły okulary zostawiam w domu, bo nienawidzę kiedy parują po wejściu do
pomieszczenia, a moja wada jest tak malutka, że dość dobrze widzę bez nich.
Myśląc o potrąconej osobie, ruszyłam za grupą dziewczyn,
które głośno się śmiały. Idąc za nimi czułam się bardzo niepewnie, a moje
uczucie nie polepszyło się wcale, kiedy dołączyło do nich paru chłopaków. Jeden
z nich, brunet o jasnoniebieskich oczach spojrzał na mnie, kiedy przystanęli, a
podczas drogi kilkakrotnie się obracał. Nie chcąc zostać posądzona o śledzenie,
przeszłam przez ulicę chwilę wcześniej, bo domyśliłam się gdzie
zmierzają-jakieś kilkanaście metrów dalej widniała sylwetka centrum handlowego.
Pomyślałam, że zwiedzenie tego budynku nie jest takie złe.
Po wejściu rozglądałam się za swoim ulubionym sklepem –
Empikiem. Od zawsze byłam molem książkowym i otoczenie tysiąca tytułów działa
na mnie kojąco. Obejrzałam kilka ciekawych książek i skierowałam swoje kroki do
działu z muzyką. Właśnie trzymałam w rękach płytę Adele, kiedy usłyszałam koło
siebie mowę obcokrajowców. Trochę zdziwiona rozejrzałam się po sklepie. W moim
małym miasteczku spotkać osobę z zagranicy było bardzo trudno, a furorę robił
murzyn pracujący w aptece jako farmaceuta. Moje zdziwienie sięgnęło zenitu
kiedy zobaczyłam, kto rozmawia w dziale znajdującym się za mną.
-O matko.
Moje słowa skierowane w stronę tej dwójki musiały być
znacznie głośniejsze, niż sądziłam, bo obaj przerwali w pół słowa i spojrzeli
na mnie. Czując, że moje policzki płoną, pomyślałam, że nie mogę tak długo stać
jak marmurowy posąg, a sytuacja przeciągała się. W końcu wydukałam po angielsku, uśmiechając się
trochę nerwowo.
-Przepraszam, ale jestem bardzo zaskoczona, że was tu
spotkałam. Nie spodziewałam się tego, bo spotykanie sławnych ludzi przeważnie
nie jest dla mnie czymś, co dzieje się codziennie.
Mężczyźni stojący po drugiej stronie stoiska z płytami także uśmiechnęli się.
-W porządku. Możemy coś dla ciebie zrobić?
Czym były moje problemy, kiedy w tej chwili stałam po środku
Empiku, nadal trzymając płytę Adele w ręce i rozmawiając z moimi ulubionymi
serbskimi siatkarzami Skry Bełchatów?
-Poprosiłabym was o autograf, ale niestety nie mam przy
sobie nic do podpisania. - odpowiedziałam zmartwiona. Na moje słowa siatkarze
nie zasmucili się, wręcz przeciwnie- Cupko uśmiechnął się od ucha do ucha.
-Może zdjęcie? – zapytał. Tym razem na mojej twarzy pojawił
się banan. Wyciągnęłam swój telefon i zaczęłam rozglądać się za osobą, która
mogłaby zrobić nam zdjęcie, gdy nagle zobaczyłam, że Alekswyciąga mi aparat z
dłoni.
-Ja się tym zajmę. – uśmiechnął się. Pokazałam mu, jak robi
się zdjęcie i ustawiłam się obok Cupka, który objął mnie ramieniem. Serb rzucił
jakiś żart, dzięki czemu zostałam utrwalona w moim telefonie z szerokim, nie
udawanym uśmiechem. Przyjaciele zamienili się miejscami i teraz to Aleks obejmował mnie, pozując do zdjęcia. Gdy już
było po wszystkim, w trójkę obejrzeliśmy zdjęcia i zaśmialiśmy się, widząc minę
Cupka. Przez przypadek wyszłam z albumu z fotografiami i wyświetliła się moja
tapeta – zdjęcie Aleksa, zrobione mu od tyłu w żółto czarnej koszulce Skry, a w
tle innych zawodników. Znowu poczułam, że moja twarz płonie.
-O widzę, że ktoś tu jest wielkim fanem Aleksa, czyż nie? –
zaśmiał się Cupko, wprawiając mnie w jeszcze większe zakłopotanie. Jego
przyjaciel popatrzył mi chwilę w oczy i uśmiechnął się. Chwilę pogadaliśmy i
chłopacy musieli się pożegnać
-Do
zobaczenia.– powiedzieli i uśmiechnęli się. Odpowiedziałam im tym samym.
Zauważyłam, że nadal trzymam tą nieszczęsną płytę Adele, więc odłożyłam ją na
miejsce.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny fragment. Mam nadzieję, sie spodoba na tyle, żeby ktoś to skomentował ;) Akcja się rozkręci, więc zachęcam do czytania.
..
Chyba zmienię swoją tapetę ,gdybym nagle spotkała Cupka i Aleksa ,ahah :D
OdpowiedzUsuńzapraszam do siebie :(o siatkarzach, w naciskiem na Skre )
maybevolleylove.blogspot.com/
Chyba zrobię odwrotnie i ściągnę sobie więcej meczowych zdjęć :) Bardzo przyjemnie się czyta więc przeglądam dalej ;) Jestem prawie Łodzianką więc tym lepiej ;) Oby tak dalej ;)
OdpowiedzUsuń;>
OdpowiedzUsuńOL.