16 stycznia 2013

VII


,,Kilkunastu umięśnionych facetów, szybka piłka i udany szantaż''

Jak obiecali, tak zrobili. Kilka dni po dziwnym telefonie pojawiłam się w Hali Energia na treningu Skry. Myślałam, że nie spojrzę w oczy Muzajowi, bo na myśl o ostatniej rozmowie czułam się trochę nieswojo. Co jak co, ale zabiegi kogokolwiek o moje względy nie były dla mnie chlebem powszednim, nawet te udawane. Postanowiłam jednak zebrać się w sobie i z wysoko poniesioną głową świadczącą o pewności siebie wkroczyć na salę.

Moje kroki odbijały się echem po korytarzach, gdy sama kroczyłam w stronę części dla widzów. Usiadłam na dole trybun i wyciągnęłam telefon. Byłam tu kilkanaście minut za wcześnie i na boisku nie było jeszcze nikogo. Wyciągnęłam z torebki truskawkową wodę i przez dobrą chwilę mocowałam się z zakrętką, aż w końcu dałam sobie spokój. Zrezygnowana odkładałam ją do torebki, gdy zobaczyłam Pawła Zatorskiego, który musiał mnie wcześniej obserwować, bo teraz wyciągnął po nią rękę i z łatwością odkręcił butelkę. Usiadł koło mnie i właśnie byliśmy w trakcie rozmów na temat innych klubów siatkarskich, gdy pojawiła się reszta drużyny i trener. Pan Nawrocki zarządził rozgrzewkę i miło mnie powitał, informując z góry, że wie o mnie dość dużo, bo nasłuchał się tego, co mówią o mnie jego podopieczni. Zaczęłam zachodzić w głowę, co też mogą o mnie pleść, w porę jednak przypomniałam sobie, że miałam poprosić go o zgodę na robienie zdjęć podczas treningu. Mężczyzna uśmiechnął się i powiedział, że oglądał moje ostatnie zdjęcia, które według niego były świetne. Zapytał mnie, dlaczego nie wybrałam kariery fotografa, niestety nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie.

Tymczasem siatkarze już odbijali piłką w parach. Byli mocno zmotywowani, bo nadchodził mecz z Jastrzębskim Węglem, z którym ostatnio przegrali a teraz chcieli się odegrać. Moja lustrzanka rozgrzała się praktycznie do czerwoności, gdy robiłam im zdjęcia, jedno za drugim. Daniel Pliński rzucił nawet, że kariera paparazzi byłaby dla mnie jak znalazł.

W pewnej chwili ścinający Mariusz Wlazły był o włos od pozbawienia mnie życia, gdy piłka przeleciała nad ramieniem jego partnera i uderzyła w rząd trybun za mną. W miejsce, gdzie znajdowała się sekundę wcześniej moja głowa. Kapitan drużyny zaczął nerwowo machać rękami i wszyscy odwrócili się, patrząc na mnie. Zapewniłam ich, że żyję i poszłam po piłkę, znajdującą się między dwoma rzędami krzeseł. Wycelowałam, podrzuciłam i chwilę później Mikasa znajdowała się w rękach Wlazłego. Zauważyłam niedowierzanie na twarzach zebranych, w tym trenera Nawrockiego, któremu z wrażenia spadła trzymana w rękach kartka. Prawda, że mój serw wyszedł mi idealnie, uderzyłam w odpowiednim momencie i piłka dość szybko poszybowała w kierunku siatkarza, ale przecież nie było to nic specjalnego, same Skrzaty chwilę wcześniej serwowały o wiele, wiele lepiej. Najwidoczniej jednak dla nich był on zaskoczeniem, bo nadal stali i patrzyli się na mnie. Zmarszczyłam brwi i wracałam do swojego rzędu krzeseł, gdy odezwał się Wlazły:

-Chłopaki, wydaje mi się, że ktoś robi nas w konia. Nie wiem jak wy, ale ja nie wierzę, że ta dziewczyna w siatkówkę grać nie potrafi.
-Przecież nigdy nie powiedziałam, że nie umiem grać. Po prostu nigdy nie byłam w żadnej drużynie.- odpowiedziałam. Bycie w centrum uwagi naprawdę mi nie odpowiadało i chciałam, żeby jak najszybciej zmienili temat do rozmowy, więc popatrzyłam z nadzieją na trenera, że każe im wrócić do treningu. Ten jakby czytał w moich myślach i siatkarze dali mi spokój.

Podczas krótkiej przerwy ku mojemu niezadowoleniu powrócili do tematu. Myślałam, że siłą zaciągną mnie na boisko i wcisną w ręce piłkę, abym zaprezentowała im swoje możliwości. Broniłam się rękami i nogami, argumentując niechęć tym, że nie miałam ubrań na zmianę i faktem, że między mną a najwyższym zawodnikiem było jakieś 40 cm różnicy a górna taśma siatki znajdowała się tak wysoko, że zadzierając głowę do góry, by ją zobaczyć, raziły mnie jasne lampy umieszczone przy suficie. Na nic zdały się moje jęki, bo Cupko już przyniósł mi jakiś mały strój ( nie wiem skąd go wytrzasnął) i już wepchali mnie do łazienki z poleceniem najszybszego przebrania się. Zdesperowana, ubrałam i tak za duże o jakiś rozmiar ubranie i modląc się, żeby spodnie ze mnie nie zjechały, związałam włosy w kitkę i wyszłam na boisko. Chwilę się rozciągałam, ale niestety nie mogłam przeciągać tego w nieskończoność. Wepchali mi w dłoni piłkę i kazali zaserwować.

W obawie przed kompromitacją posłałam w boisko lekką zagrywkę, jednak nie usatysfakcjonowało ich to. Domagali się powtórzenia serwu, który wykonałam z trybun. Cofnęłam się więc trochę od linii boiska, odbiłam piłkę kilka razy od podłogi i postanowiłam zaryzykować zagrywkę z wyskoku. Pocieszałam się, że jeśli nie pójdzie po mojej myśli, to dadzą mi spokój. Podrzuciłam więc ją wysoko i podskoczyłam. Lampy oślepiły mnie i uderzyłam na czujkę. Piłka uderzyła w sam róg boiska, z niemałą prędkością. Ciszę wypełniły oklaski.
-O matko, jak tyś to zrobiła? – zawołał Kłos.- Takie to liche, a siłę w ręce ma.

 Zaśmiałam się, bo wszyscy mieli strasznie śmieszne miny. Tak jak myślałam, na zagrywce się nie skończyło. Chwilę poodbijałam z Cupkiem, powystawiałam piłki innym siatkarzom a w końcu i mi kazali ścinać i blokować. O ile w pierwszym elemencie byłam w miarę skuteczna przy obijaniu bloku, to samo wykonywanie go nie miało najmniejszego sensu, bo mimo że po mocnym wyskoku moje ręce znajdowały się nad siatką, to i tak nie sądziłam, żeby na takim pułapie ktokolwiek posyłał piłki. Byłam zmęczona, wylałam z siebie chyba kilka litrów potu, gdy wreszcie dali mi spokój. Przebrałam się w swoje ciuchy, zabrałam podarowany mi strój i usłyszałam, że na kolejny trening też mam przyjść. Stwierdziłam, że podziękuję, jeśli znów zmuszą mnie do gry, a wtedy Cupko zagroził, że będą z Aleksem tak długo stali pod moim blokiem, aż pojadę z nimi na halę. Zrezygnowana, machnęłam ręką i wyszłam na chłodne, świeże powietrze. 

Przypomniałam sobie chłopaka z wykładów i adres, który mi dał. Jeszcze nie zdążyłam się tam udać, ponieważ bałam się, że się nie nadaję do gry w siatkę i skompromituję. Po dzisiejszym popołudniu stwierdziłam jednak, że nawet najmocniejsze zagrywki mi nie straszne, chociaż bałam się, że niektóre z nich urwą mi ręce. Może tam pójdę? Przynajmniej nie będę sobie wyrzucać, że nawet nie spróbowałam.
*
Dzisiaj króciutko. Nie będę się rozpisywać, skoro prawie nikt tego nie czyta ;) Może niektórym wydawać się, że Justyna jest idealna, ale mogę już teraz zapowiedzieć wam, że czekają ją niemałe trudności, poznacie więc także sporo jej wad. Na początku zawsze jest kolorowo. 
No, ale spoilerować wam dalej nie będę ;)

4 komentarze:

  1. Haha, to ją urządzili :D
    Ciekawa jestem jak dalej akcja związana będzie z treningami.
    A co do czytania - nie martw się, ci którym zależy będą czytać. Pisz dla przyjemności, a nie ze względu na czytelność bądź komentarze :)
    Pozdrawiam, Misu :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam do siebie (http://setball-for-hope.blogspot.com/) na nowy rozdział :)

      Usuń
  2. Ciekawa, jestem jak jak będzie wyglądał ten trening :D Może ktoś ją zauważy i przejdzie do jakiejś drużyny ? :D Byłoby fajnie ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń