,,Kilkunastu umięśnionych facetów, szybka piłka i udany szantaż''
Jak obiecali, tak zrobili. Kilka dni po dziwnym telefonie
pojawiłam się w Hali Energia na treningu Skry. Myślałam, że nie spojrzę w oczy
Muzajowi, bo na myśl o ostatniej rozmowie czułam się trochę nieswojo. Co jak
co, ale zabiegi kogokolwiek o moje względy nie były dla mnie chlebem
powszednim, nawet te udawane. Postanowiłam jednak zebrać się w sobie i z wysoko
poniesioną głową świadczącą o pewności siebie wkroczyć na salę.
Moje kroki odbijały się echem po korytarzach, gdy sama
kroczyłam w stronę części dla widzów. Usiadłam na dole trybun i wyciągnęłam
telefon. Byłam tu kilkanaście minut za wcześnie i na boisku nie było jeszcze
nikogo. Wyciągnęłam z torebki truskawkową wodę i przez dobrą chwilę mocowałam
się z zakrętką, aż w końcu dałam sobie spokój. Zrezygnowana odkładałam ją do
torebki, gdy zobaczyłam Pawła Zatorskiego, który musiał mnie wcześniej
obserwować, bo teraz wyciągnął po nią rękę i z łatwością odkręcił butelkę.
Usiadł koło mnie i właśnie byliśmy w trakcie rozmów na temat innych klubów
siatkarskich, gdy pojawiła się reszta drużyny i trener. Pan Nawrocki zarządził
rozgrzewkę i miło mnie powitał, informując z góry, że wie o mnie dość dużo, bo
nasłuchał się tego, co mówią o mnie jego podopieczni. Zaczęłam zachodzić w
głowę, co też mogą o mnie pleść, w porę jednak przypomniałam sobie, że miałam
poprosić go o zgodę na robienie zdjęć podczas treningu. Mężczyzna uśmiechnął
się i powiedział, że oglądał moje ostatnie zdjęcia, które według niego były
świetne. Zapytał mnie, dlaczego nie wybrałam kariery fotografa, niestety nie
potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie.
Tymczasem siatkarze już odbijali piłką w parach. Byli mocno
zmotywowani, bo nadchodził mecz z Jastrzębskim Węglem, z którym ostatnio
przegrali a teraz chcieli się odegrać. Moja lustrzanka rozgrzała się
praktycznie do czerwoności, gdy robiłam im zdjęcia, jedno za drugim. Daniel
Pliński rzucił nawet, że kariera paparazzi byłaby dla mnie jak znalazł.
W pewnej chwili ścinający Mariusz Wlazły był o włos od
pozbawienia mnie życia, gdy piłka przeleciała nad ramieniem jego partnera i
uderzyła w rząd trybun za mną. W miejsce, gdzie znajdowała się sekundę
wcześniej moja głowa. Kapitan drużyny zaczął nerwowo machać rękami i wszyscy
odwrócili się, patrząc na mnie. Zapewniłam ich, że żyję i poszłam po piłkę,
znajdującą się między dwoma rzędami krzeseł. Wycelowałam, podrzuciłam i chwilę
później Mikasa znajdowała się w rękach Wlazłego. Zauważyłam niedowierzanie na
twarzach zebranych, w tym trenera Nawrockiego, któremu z wrażenia spadła
trzymana w rękach kartka. Prawda, że mój serw wyszedł mi idealnie, uderzyłam w
odpowiednim momencie i piłka dość szybko poszybowała w kierunku siatkarza, ale
przecież nie było to nic specjalnego, same Skrzaty chwilę wcześniej serwowały o
wiele, wiele lepiej. Najwidoczniej jednak dla nich był on zaskoczeniem, bo
nadal stali i patrzyli się na mnie. Zmarszczyłam brwi i wracałam do swojego
rzędu krzeseł, gdy odezwał się Wlazły:
-Chłopaki, wydaje mi się, że ktoś robi nas w konia. Nie wiem
jak wy, ale ja nie wierzę, że ta dziewczyna w siatkówkę grać nie potrafi.
-Przecież nigdy nie powiedziałam, że nie umiem grać. Po
prostu nigdy nie byłam w żadnej drużynie.- odpowiedziałam. Bycie w centrum
uwagi naprawdę mi nie odpowiadało i chciałam, żeby jak najszybciej zmienili
temat do rozmowy, więc popatrzyłam z nadzieją na trenera, że każe im wrócić do
treningu. Ten jakby czytał w moich myślach i siatkarze dali mi spokój.
Podczas krótkiej przerwy ku mojemu niezadowoleniu powrócili
do tematu. Myślałam, że siłą zaciągną mnie na boisko i wcisną w ręce piłkę,
abym zaprezentowała im swoje możliwości. Broniłam się rękami i nogami,
argumentując niechęć tym, że nie miałam ubrań na zmianę i faktem, że między mną
a najwyższym zawodnikiem było jakieś 40 cm różnicy a górna taśma siatki
znajdowała się tak wysoko, że zadzierając głowę do góry, by ją zobaczyć, raziły
mnie jasne lampy umieszczone przy suficie. Na nic zdały się moje jęki, bo Cupko
już przyniósł mi jakiś mały strój ( nie wiem skąd go wytrzasnął) i już wepchali
mnie do łazienki z poleceniem najszybszego przebrania się. Zdesperowana,
ubrałam i tak za duże o jakiś rozmiar ubranie i modląc się, żeby spodnie ze
mnie nie zjechały, związałam włosy w kitkę i wyszłam na boisko. Chwilę się
rozciągałam, ale niestety nie mogłam przeciągać tego w nieskończoność. Wepchali
mi w dłoni piłkę i kazali zaserwować.
W obawie przed kompromitacją posłałam w boisko lekką
zagrywkę, jednak nie usatysfakcjonowało ich to. Domagali się powtórzenia serwu,
który wykonałam z trybun. Cofnęłam się więc trochę od linii boiska, odbiłam
piłkę kilka razy od podłogi i postanowiłam zaryzykować zagrywkę z wyskoku.
Pocieszałam się, że jeśli nie pójdzie po mojej myśli, to dadzą mi spokój. Podrzuciłam
więc ją wysoko i podskoczyłam. Lampy oślepiły mnie i uderzyłam na czujkę. Piłka
uderzyła w sam róg boiska, z niemałą prędkością. Ciszę wypełniły oklaski.
-O matko, jak tyś to zrobiła? – zawołał Kłos.- Takie to
liche, a siłę w ręce ma.
Zaśmiałam się, bo
wszyscy mieli strasznie śmieszne miny. Tak jak myślałam, na zagrywce się nie
skończyło. Chwilę poodbijałam z Cupkiem, powystawiałam piłki innym siatkarzom a
w końcu i mi kazali ścinać i blokować. O ile w pierwszym elemencie byłam w
miarę skuteczna przy obijaniu bloku, to samo wykonywanie go nie miało
najmniejszego sensu, bo mimo że po mocnym wyskoku moje ręce znajdowały się nad
siatką, to i tak nie sądziłam, żeby na takim pułapie ktokolwiek posyłał piłki.
Byłam zmęczona, wylałam z siebie chyba kilka litrów potu, gdy wreszcie dali mi
spokój. Przebrałam się w swoje ciuchy, zabrałam podarowany mi strój i
usłyszałam, że na kolejny trening też mam przyjść. Stwierdziłam, że podziękuję,
jeśli znów zmuszą mnie do gry, a wtedy Cupko zagroził, że będą z Aleksem tak
długo stali pod moim blokiem, aż pojadę z nimi na halę. Zrezygnowana, machnęłam
ręką i wyszłam na chłodne, świeże powietrze.
Przypomniałam sobie chłopaka z
wykładów i adres, który mi dał. Jeszcze nie zdążyłam się tam udać, ponieważ
bałam się, że się nie nadaję do gry w siatkę i skompromituję. Po dzisiejszym
popołudniu stwierdziłam jednak, że nawet najmocniejsze zagrywki mi nie
straszne, chociaż bałam się, że niektóre z nich urwą mi ręce. Może tam pójdę? Przynajmniej nie będę sobie wyrzucać, że nawet nie spróbowałam.
*
Dzisiaj króciutko. Nie będę się rozpisywać, skoro prawie nikt tego nie czyta ;) Może niektórym wydawać się, że Justyna jest idealna, ale mogę już teraz zapowiedzieć wam, że czekają ją niemałe trudności, poznacie więc także sporo jej wad. Na początku zawsze jest kolorowo.
No, ale spoilerować wam dalej nie będę ;)
Haha, to ją urządzili :D
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem jak dalej akcja związana będzie z treningami.
A co do czytania - nie martw się, ci którym zależy będą czytać. Pisz dla przyjemności, a nie ze względu na czytelność bądź komentarze :)
Pozdrawiam, Misu :*
Zapraszam do siebie (http://setball-for-hope.blogspot.com/) na nowy rozdział :)
UsuńCiekawa, jestem jak jak będzie wyglądał ten trening :D Może ktoś ją zauważy i przejdzie do jakiejś drużyny ? :D Byłoby fajnie ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
OL. ;)
OdpowiedzUsuń