14 stycznia 2013

VI

,,Marzenia młodego Muzaja''

Otworzyłam oczy. Mój pokój był pogrążony w półmroku, a szybkie spojrzenie na zegarek utwierdziło mnie w przekonaniu, że jest jeszcze bardzo wcześnie. Wyciągnęłam z szuflady odtwarzacz mp4, bo miałam ochotę jeszcze chwilę pobyczyć się w łóżku. Ustawiłam odtwarzanie losowe i chwilę później usłyszałam pierwsze dźwięki ,,Everything Has Changed’’ Taylor Swift i Eda Sheerana. Bardzo lubiłam obu tych wykonawców, a Taylor była moją ulubioną piosenkarką. Jej piosenki zawsze niosły jakieś przesłanie i częściowo mogłam w nich zobaczyć swoje życie. Tym razem tekst był częściowo podobny do tego, co czułam do Serbów. Chciałam poznać ich lepiej, wiedziałam też, że ich pojawienie się w moim życiu sprawiło, że wszystko się zmieniło.  Wszystko to wydawało się zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe, wyglądało jak jakiś piękny sen.

Poczułam, że nie mogę tak bezczynnie leżeć w łóżku, bo rozpierała mnie energia. Ubrałam się w legginsy i ciepłą bluzę, założyłam wygodne buty i chwilę później biegłam już dość pustymi o tej porze chodnikami. Bieganie było moją drugą ulubioną czynnością, zaraz po siatkówce. Nie czułam tego wysiłku, moje myśli stawały się bardziej przejrzyste, a porządny wycisk sprawiał, że czułam się jak najszczęśliwszy człowiek na świecie. Po pół godzinie dotarłam na moje osiedle. Wciąż rozgrzana, zabrałam pieniądze i poszłam na zakupy do supermarketu, bo kończyły mi się artykuły spożywcze. Na dłuższą chwilę zatrzymałam się przy stoisku z owocami, po czym wybrałam kilka pomarańczy, bananów i kiwi. Do wózka wrzuciłam też warzywa, które potrzebne były mi do ugotowania obiadu, kilka butelek wody smakowej, której byłam wielką fanką i kurczaka. Nie miałam także zamiaru omijać szerokim łukiem stoiska ze słodyczami - w wózku wylądowały  moje ulubione czekoladowe batoniki i paczka landrynek. Długo byłam też przy lodówkach z nabiałem, zaopatrzyłam się w kilka jogurtów pitnych i mleko, do którego dobrałam miodowe płatki kukurydziane. Odchodząc od kasy, byłam lżejsza o kilkadziesiąt złotych, a moje zakupy okazały się okropnie ciężkie. Droga do domu nie była jednak zbyt długa, a w bloku bardzo pomocna okazała się winda. Rzadko kiedy jej używałam, bo schodzenie po schodach było dla mnie dodatkową czynnością, mającą na celu dbanie o formę. Odłożyłam torby na podłogę i wcisnęłam przycisk z numerem 4. Rozpakowałam zakupy i włączyłam MTV UK. Muzyka zawsze napędzała mnie do działania. Chwilę później tańczyłam już z odkurzaczem, zbierałam rozrzucone kartki i ścierałam kurze, nucąc moje ulubione piosenki. Po zaprowadzeniu generalnych porządków wskoczyłam na Internet, w celu znalezienia chwytów do ,,Everything Has Changed’’. Ta piosenka chodziła za mną cały ranek i wciąż słyszałam ją w mojej głowie.
Na gitarze grałam już dobre parę lat. Byłam posiadaczką klasyka, którego dostałam bodajże na 14 urodziny. Nie brałam lekcji, bo nie czułabym się dobrze chodząc do obcych ludzi i ucząc się zadawanych przez nich piosenek, a później musząc się z nich rozliczać, jak w szkole. Tym bardziej, że trochę one kosztowały. Jedna z moich koleżanek miała nauczyciela, który tylko ją zniechęcił do gry, a ja nie chciałam podzielić jej losu. Odpaliłam więc moją ulubioną stronę, podłączyłam drukarkę, by wydrukować chwyty wraz z tekstem piosenki. Wyciągnęłam z pokrowca moją kochaną gitarę i zaczęłam ją stroić. Trzymając ją w rękach, zdałam sobie sprawę jak długo już jej nie używałam.

Już posądzając po wyglądzie było widać, że jestem dziewczyną. Naprawdę nie wiem, co podobało mi się w pomarańczowym drewnie, ale po kilku latach użytkowania nienawidziłam siebie za wybór koloru. Próbowałam ,,odświeżyć look’’ mojej gitary, w tym celu naklejając na nią z biegiem czasu coraz więcej naklejek. Były więc kokardki, jabłka i listki, duszki, a nawet bomba i czaszka. Kiedy tak siedziałam, dorosła, trzymając ją na swoich kolanach, musiałam wyglądać komicznie. Przerwałam swoje rozmyślania, by zabrać się za naukę. Pół godzinki i potrafiłam zagrać tą piosenkę, a nawet do niej zaśpiewać. Szkoda było mi sąsiadów, że będą musieli słychać mojego wycia, bo nie miałam zamiaru z niego rezygnować. Śpiew stanowił dużą część mojego dnia, musiało tak być skoro namiętnie słuchałam muzyki i umiałam na pamięć tysiące tekstów. Żeby tak mi nauka do głowy wchodziła, byłoby idealnie. No, ale nie można mieć wszystkiego.

Nagle napadło mnie natchnienie i zdecydowałam się zmienić tekst tak, aby dopasować go do swojej sytuacji. Dopadłam kartkę i w oparciu o oryginalny tekst, napisałam swoją wersję ,,Everything Has Changed’’, po angielsku. Wiem, że Polacy nie gęsi i swój język mają, niestety w języku ojczystym nigdy nie potrafiłam napisać nic interesującego. Żeby nie było, próbowałam. I to wiele razy, ale każde moje wypociny były tak beznadziejne, że od razu trafiały do kosza. Łatwiej było mi pisać po angielsku, szczególnie w domu, gdy nie chciałam dzielić się z rodziną swoimi przeżyciami. Nikt nie rozumiał angielskiego, mogłam więc wyrażać swoje myśli i wylewać ból, a i tak o tym nie wiedzieli. Myśląc o tym doszłam do tego, że sama jestem też winna temu, że się odizolowałam. Może, gdybym była bardziej otwarta, nie doszło by do naszego rozłamu?

Moje rozmyślania przerwał dzwonek telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz, na którym widniał obcy numer. Odebrałam, zastanawiając się, kto to może być. Pierwszą myślą był operator telefonii komórkowej, w której miałam telefon. Od razu wykluczyłam ją jednak, gdy w słuchawce usłyszałam:
-Witam panią. Ma pani szansę zostać szczęśliwą zwyciężczynią naszego konkursu, w którym do wygrania jest ekskluzywna wycieczka zagraniczna, wraz z zakwaterowaniem. Jeżeli dobrze odpowie pani na pytanie, pokryjemy wszystkie pani koszty podczas pani pobytu. – powiedział głos w słuchawce. Coś za bardzo śmierdziało mi to kawałem, ale postanowiłam pograć sobie chwilę z moim rozmówcą. Udałam podekscytowanie:
-Kurczę, naprawdę? Jejku, nie wierzę! Pewnie, że chcę odpowiedzieć na wasze pytanie, jeszcze nigdy nie byłam zagranicą! – wykrzyczałam. Musze się przyznać, że zaczynałam właśnie bardzo dobrze się bawić.
-Pytanie brzmi : jakiego koloru są małe, zielone jabłuszka?
W tej chwili myślałam, że spadnę z krzesła. Teraz byłam już na sto procent pewna, że jest to dowcip. Ciekawa, z kim rozmawiam, postanowiłam brnąć w to dalej.
-Zielone? – zapytałam, udając niepewność. W słuchawce usłyszałam oklaski i fanfary.
-Brawo! Odpowiedź prawidłowa. Właśnie wygrała pani kilkudniowy pobyt w tureckim mieście położonym nad malowniczą Zatoką Izmirską,  Izmirze! Jeszcze raz wielkie brawa! – ponownie usłyszałam oklaski.
-Niech zgadnę, pewnie w wycieczce zawarte jest też towarzystwo około dwumetrowych mężczyzn, uwielbiających siatkówkę? – zapytałam z cieniem ironii. Nie mogłam jednak powstrzymać uśmiechu, ponieważ moje podejrzenia się sprawdziły. Któryś z Serbów podzielił się z kolegami moim numerem i teraz mimo, iż wiedziałam że rozmawiam z siatkarzem, to nie wiedziałam którym. Nie kojarzyłam ich głosów i nie było sposobu, żebym rozpoznała z kim mam do czynienia.
-Czytasz w moich myślach mała!  - odpowiedział tajemniczy mężczyzna. W tej chwili do wyboru miałam albo Kłosa, albo Muzaja. Pasowało mi to do gadki, jaką raczyli mnie podczas naszego spotkania po meczu.
- Przelot samolotem w obie strony będzie darmowy, pod warunkiem, że spędzi go pani z siatkarzami Skry Bełchatów.
-Czyżby tymi siatkarzami mieli być Karol Kłos i Maciej Muzaj?
-Bingo! Do wygranej dorzucam pani randkę z najprzystojniejszym zawodnikiem tego klubu w ten weekend.
-Żyj marzeniami dalej Muzaj. – odpowiedziałam, śmiejąc się. Ryzyko opłaciło się, bo trafiłam. Chłopak próbował mnie jeszcze przekonywać, że takiego wieczoru nie mogę przegapić, bo wyjście gdzieś z takim ciachem może już długo mi się nie przydarzyć. Na te słowa, stwierdziłam głośno, że skromność nie jest chyba jego mocną stroną i rozłączyłam się.
*
I jest kolejny fragment. Postanowiłam nadawać im tytuły, bo sama liczba nie wygląda za ciekawie.Myślałam, że nie zdążę go dzisiaj dodać, ale na szczęście dałam radę :) Cieszy mnie liczba odsłon bloga, ale wolałabym, żeby choć trochę przelały się na komentarze ;) 

3 komentarze:

  1. Zdolna jest ta Justyna, nie powiem! :)
    Oj Muzaj Muzaj, dowcipnisiu :P
    Czekam na następne części, pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Muzaj jest faaajny i tylko rok starszy :3

    OdpowiedzUsuń