,,Marzenia młodego Muzaja''
Otworzyłam oczy. Mój pokój był pogrążony w półmroku, a
szybkie spojrzenie na zegarek utwierdziło mnie w przekonaniu, że jest jeszcze
bardzo wcześnie. Wyciągnęłam z szuflady odtwarzacz mp4, bo miałam ochotę
jeszcze chwilę pobyczyć się w łóżku. Ustawiłam odtwarzanie losowe i chwilę
później usłyszałam pierwsze dźwięki ,,Everything Has Changed’’ Taylor Swift i
Eda Sheerana. Bardzo lubiłam obu tych wykonawców, a Taylor była moją ulubioną
piosenkarką. Jej piosenki zawsze niosły jakieś przesłanie i częściowo mogłam w
nich zobaczyć swoje życie. Tym razem tekst był częściowo podobny do tego, co
czułam do Serbów. Chciałam poznać ich lepiej, wiedziałam też, że ich pojawienie
się w moim życiu sprawiło, że wszystko się zmieniło. Wszystko to wydawało się zbyt piękne, żeby
mogło być prawdziwe, wyglądało jak jakiś piękny sen.
Poczułam, że nie mogę tak bezczynnie leżeć w łóżku, bo
rozpierała mnie energia. Ubrałam się w legginsy i ciepłą bluzę, założyłam
wygodne buty i chwilę później biegłam już dość pustymi o tej porze chodnikami. Bieganie
było moją drugą ulubioną czynnością, zaraz po siatkówce. Nie czułam tego
wysiłku, moje myśli stawały się bardziej przejrzyste, a porządny wycisk
sprawiał, że czułam się jak najszczęśliwszy człowiek na świecie. Po pół
godzinie dotarłam na moje osiedle. Wciąż rozgrzana, zabrałam pieniądze i poszłam
na zakupy do supermarketu, bo kończyły mi się artykuły spożywcze. Na dłuższą
chwilę zatrzymałam się przy stoisku z owocami, po czym wybrałam kilka
pomarańczy, bananów i kiwi. Do wózka wrzuciłam też warzywa, które potrzebne
były mi do ugotowania obiadu, kilka butelek wody smakowej, której byłam wielką
fanką i kurczaka. Nie miałam także zamiaru omijać szerokim łukiem stoiska ze
słodyczami - w wózku wylądowały moje
ulubione czekoladowe batoniki i paczka landrynek. Długo byłam też przy
lodówkach z nabiałem, zaopatrzyłam się w kilka jogurtów pitnych i mleko, do
którego dobrałam miodowe płatki kukurydziane. Odchodząc od kasy, byłam lżejsza
o kilkadziesiąt złotych, a moje zakupy okazały się okropnie ciężkie. Droga do
domu nie była jednak zbyt długa, a w bloku bardzo pomocna okazała się winda.
Rzadko kiedy jej używałam, bo schodzenie po schodach było dla mnie dodatkową
czynnością, mającą na celu dbanie o formę. Odłożyłam torby na podłogę i
wcisnęłam przycisk z numerem 4. Rozpakowałam zakupy i włączyłam MTV UK. Muzyka
zawsze napędzała mnie do działania. Chwilę później tańczyłam już z odkurzaczem,
zbierałam rozrzucone kartki i ścierałam kurze, nucąc moje ulubione piosenki. Po
zaprowadzeniu generalnych porządków wskoczyłam na Internet, w celu znalezienia
chwytów do ,,Everything Has Changed’’. Ta piosenka chodziła za mną cały ranek i
wciąż słyszałam ją w mojej głowie.
Na gitarze grałam już dobre parę lat. Byłam posiadaczką
klasyka, którego dostałam bodajże na 14 urodziny. Nie brałam lekcji, bo nie
czułabym się dobrze chodząc do obcych ludzi i ucząc się zadawanych przez nich
piosenek, a później musząc się z nich rozliczać, jak w szkole. Tym bardziej, że
trochę one kosztowały. Jedna z moich koleżanek miała nauczyciela, który tylko
ją zniechęcił do gry, a ja nie chciałam podzielić jej losu. Odpaliłam więc moją
ulubioną stronę, podłączyłam drukarkę, by wydrukować chwyty wraz z tekstem
piosenki. Wyciągnęłam z pokrowca moją kochaną gitarę i zaczęłam ją stroić.
Trzymając ją w rękach, zdałam sobie sprawę jak długo już jej nie używałam.
Już posądzając po wyglądzie było widać, że jestem
dziewczyną. Naprawdę nie wiem, co podobało mi się w pomarańczowym drewnie, ale
po kilku latach użytkowania nienawidziłam siebie za wybór koloru. Próbowałam
,,odświeżyć look’’ mojej gitary, w tym celu naklejając na nią z biegiem czasu
coraz więcej naklejek. Były więc kokardki, jabłka i listki, duszki, a nawet
bomba i czaszka. Kiedy tak siedziałam, dorosła, trzymając ją na swoich
kolanach, musiałam wyglądać komicznie. Przerwałam swoje rozmyślania, by zabrać
się za naukę. Pół godzinki i potrafiłam zagrać tą piosenkę, a nawet do niej
zaśpiewać. Szkoda było mi sąsiadów, że będą musieli słychać mojego wycia, bo
nie miałam zamiaru z niego rezygnować. Śpiew stanowił dużą część mojego dnia,
musiało tak być skoro namiętnie słuchałam muzyki i umiałam na pamięć tysiące
tekstów. Żeby tak mi nauka do głowy wchodziła, byłoby idealnie. No, ale nie
można mieć wszystkiego.
Nagle napadło mnie natchnienie i zdecydowałam się zmienić
tekst tak, aby dopasować go do swojej sytuacji. Dopadłam kartkę i w oparciu o
oryginalny tekst, napisałam swoją wersję ,,Everything Has Changed’’, po
angielsku. Wiem, że Polacy nie gęsi i swój język mają, niestety w języku
ojczystym nigdy nie potrafiłam napisać nic interesującego. Żeby nie było,
próbowałam. I to wiele razy, ale każde moje wypociny były tak beznadziejne, że
od razu trafiały do kosza. Łatwiej było mi pisać po angielsku, szczególnie w
domu, gdy nie chciałam dzielić się z rodziną swoimi przeżyciami. Nikt nie
rozumiał angielskiego, mogłam więc wyrażać swoje myśli i wylewać ból, a i tak o
tym nie wiedzieli. Myśląc o tym doszłam do tego, że sama jestem też winna temu,
że się odizolowałam. Może, gdybym była bardziej otwarta, nie doszło by do
naszego rozłamu?
Moje rozmyślania przerwał dzwonek telefonu. Spojrzałam na
wyświetlacz, na którym widniał obcy numer. Odebrałam, zastanawiając się, kto to
może być. Pierwszą myślą był operator telefonii komórkowej, w której miałam
telefon. Od razu wykluczyłam ją jednak, gdy w słuchawce usłyszałam:
-Witam panią. Ma pani szansę zostać szczęśliwą zwyciężczynią
naszego konkursu, w którym do wygrania jest ekskluzywna wycieczka zagraniczna,
wraz z zakwaterowaniem. Jeżeli dobrze odpowie pani na pytanie, pokryjemy
wszystkie pani koszty podczas pani pobytu. – powiedział głos w słuchawce. Coś
za bardzo śmierdziało mi to kawałem, ale postanowiłam pograć sobie chwilę z
moim rozmówcą. Udałam podekscytowanie:
-Kurczę, naprawdę? Jejku, nie wierzę! Pewnie, że chcę
odpowiedzieć na wasze pytanie, jeszcze nigdy nie byłam zagranicą! –
wykrzyczałam. Musze się przyznać, że zaczynałam właśnie bardzo dobrze się
bawić.
-Pytanie brzmi : jakiego koloru są małe, zielone jabłuszka?
W tej chwili myślałam, że spadnę z krzesła. Teraz byłam już
na sto procent pewna, że jest to dowcip. Ciekawa, z kim rozmawiam, postanowiłam
brnąć w to dalej.
-Zielone? – zapytałam, udając niepewność. W słuchawce
usłyszałam oklaski i fanfary.
-Brawo! Odpowiedź prawidłowa. Właśnie wygrała pani
kilkudniowy pobyt w tureckim mieście położonym nad malowniczą Zatoką Izmirską, Izmirze! Jeszcze raz wielkie brawa! – ponownie
usłyszałam oklaski.
-Niech zgadnę, pewnie w wycieczce zawarte jest też
towarzystwo około dwumetrowych mężczyzn, uwielbiających siatkówkę? – zapytałam
z cieniem ironii. Nie mogłam jednak powstrzymać uśmiechu, ponieważ moje
podejrzenia się sprawdziły. Któryś z Serbów podzielił się z kolegami moim
numerem i teraz mimo, iż wiedziałam że rozmawiam z siatkarzem, to nie
wiedziałam którym. Nie kojarzyłam ich głosów i nie było sposobu, żebym rozpoznała
z kim mam do czynienia.
-Czytasz w moich myślach mała! - odpowiedział tajemniczy mężczyzna. W tej
chwili do wyboru miałam albo Kłosa, albo Muzaja. Pasowało mi to do gadki, jaką
raczyli mnie podczas naszego spotkania po meczu.
- Przelot samolotem w obie strony będzie darmowy, pod
warunkiem, że spędzi go pani z siatkarzami Skry Bełchatów.
-Czyżby tymi siatkarzami mieli być Karol Kłos i Maciej
Muzaj?
-Bingo! Do wygranej dorzucam pani randkę z
najprzystojniejszym zawodnikiem tego klubu w ten weekend.
-Żyj marzeniami dalej Muzaj. – odpowiedziałam, śmiejąc się.
Ryzyko opłaciło się, bo trafiłam. Chłopak próbował mnie jeszcze przekonywać, że
takiego wieczoru nie mogę przegapić, bo wyjście gdzieś z takim ciachem może już
długo mi się nie przydarzyć. Na te słowa, stwierdziłam głośno, że skromność nie
jest chyba jego mocną stroną i rozłączyłam się.
*
I jest kolejny fragment. Postanowiłam nadawać im tytuły, bo sama liczba nie wygląda za ciekawie.Myślałam, że nie zdążę go dzisiaj dodać, ale na szczęście dałam radę :) Cieszy mnie liczba odsłon bloga, ale wolałabym, żeby choć trochę przelały się na komentarze ;)
Zdolna jest ta Justyna, nie powiem! :)
OdpowiedzUsuńOj Muzaj Muzaj, dowcipnisiu :P
Czekam na następne części, pozdrawiam :*
Muzaj jest faaajny i tylko rok starszy :3
OdpowiedzUsuńOL. ;)
OdpowiedzUsuń