I
Uf. W końcu. Już tu jestem. Odstawiłam ostatnie pudło na podłogę i
ściągnęłam kurtkę. Głęboki oddech i pora
zastanowić się, co teraz.
W sumie to nie wiem, czy mam się cieszyć, czy płakać.
Zupełnie sama w wielkim, obcym mieście, w którym do tej pory byłam tylko raz.
Trochę mnie to wszystko przytłacza.
O czym ja myślałam, wybierając Łódź jako miejsce studiów?
Ach, no tak. Że na tutejszą uczelnię medyczną zamiast fizyki, której nie
trawię, wymagają matematyki. Ale nie oszukujmy się, znaczącą rolę odegrał
blisko położony Bełchatów. A w szczególności klub siatkarski, którego jestem
wielką fanką. Co ja sobie wyobrażałam? Może, że gdy tu przyjadę, moje życie się
zmieni? W pewnym sensie tak się stało, bo teraz nie mam nawet do kogo się
odezwać. Kilkaset tysięcy ludzi i ja.
Niby dorosła, a jednak głupia jak dziecko. Przecież
siatkówka i bycie jej kibicem to nie wszystko, zajmuje to znaczną część mojego
życia, ale przecież oprócz tego jest jeszcze wiele aspektów. Wywiady z moimi
ulubionymi siatkarzami nie zastąpią mi kontaktu z ludźmi. Jakby nie
patrzeć, zawsze mogę mówić do siebie,
ale to chyba podpada pod pewne problemy z psychiką. Ze względu na moją
gadatliwość długo tak nie pociągnę.
Wszyscy, którym na mnie zależało, zostali w moim rodzinnym
miasteczku. Moje całe życie, wspomnienia. Prawie trzysta kilometrów stąd.
No cóż, chyba przyjdzie mi budować swoją historię na nowo.
Zdjęłam tenisówki i rzuciłam je pod ścianę, a potem
zgarnęłam pierwsze lepsze pudło i położyłam na stole. Pomyślałam, że może akademik
byłby lepszym rozwiązaniem, przynajmniej mogłabym z kimś porozmawiać. Niestety,
uparta jak osioł rodzina wolała już opłacić mi wynajem małego mieszkanka, niż
zgodzić się na mój pobyt wśród innych studentów. Bali się, że mnie
zdemoralizują. Moi drodzy, chyba w ogóle mnie nie znacie, skoro myślicie, że
jestem aż tak podatna na wpływy. Zawsze płynęłam pod prąd, czy mi się to
podobało czy nie i przywykłam do odstawania. Może właśnie dlatego znalazłam
tylko dwie prawdziwe przyjaciółki? Nie
wszyscy mieli odwagę postawić się grupie, po to żeby wysłuchać mojego
bezsensownego gadania od czasu do czasu.
Tak więc wylądowałam w tym dwupokojowym mieszkaniu. Miałam chociaż nadzieję, że któryś z
mieszkańców tego bloku będzie w podobnym wieku. Tu chyba też szczęście mi nie
dopisało, bo jak na złość odkryłam, że mieszkają tu tylko ludzie w wieku 30 +.
Jedyne, z czego byłam zadowolona, to fakt że wynajmowane
przeze mnie mieszkanko urządzeniem nie przypominało tych sprzed wieku. Z tego co dowiedziałam się od właścicielki,
był tu salon kosmetyczny, a gdy interes nie wypalił, postanowiła usunąć zbędne
urządzenia i pozostawić mieszkanie do dowolnego urządzenia. Żadnych starych,
rozpadających się mebli. Po małych zakupach miałam już podstawowe meble – między innymi podwójne łóżko, o którym zawsze
marzyłam, biurko i ogromną szafę. W
kuchni meble z jasnego drewna, a do nich stolik i cztery krzesła.
Cieszyłam się, że mam zaplanowane dzisiejsze popołudnie.
Reszta życia tutaj była dla mnie wielką niewiadomą. Otworzyłam postawione
przeze mnie na stole pudło i wyciągnęłam z niego kilka ramek ze zdjęciami mojej
rodziny, szkatułkę z biżuterią, kilka książek i innych drobiazgów. Moje
spojrzenie zatrzymało się na uśmiechniętych twarzach moich rodziców.
Pomyślałam, że już długo nie zobaczę ich uśmiechu i nie usłyszę ich głosu. I to
nie ze względu na fakt, że mieszkać będę teraz daleko od mojego rodzinnego
domu, a naszą kłótnię. Wiedziałam, że kiedyś, prędzej czy później do niej
dojdzie. Zawsze byłam uległą córką, słuchającą poleceń i nie odmawiającą
niczego. Rzucałam wszystko, gdy któreś z nich mnie wołało, bo tak mnie
nauczyli. Uczyłam się najlepiej z klasy, dobrze szło mi w konkursach, nie
urządzałam imprez gęsto oblewanych alkoholem i przed 21. zawsze byłam w domu.
Nie przeklinałam, unikałam ludzi, którzy mogli ,,mieć na mnie zły wpływ’’,
przyjaźniłam się od wielu lat z dwiema dziewczynami z sąsiedztwa. Po pewnym czasie jednak moje życie się
zmieniło- przeżyłam wiele okropnych chwil, nieraz załamałam się, żeby później
znowu się podnieść. Krzywdzili mnie najbliżsi, szczególnie jeden z nich, a mimo
to wybaczyłam mu cały ból, który nam zadał. Całej naszej rodzinie. Bo tak było
lepiej, ale z pewnością nie dla mnie. Trzymałam w sobie wszystkie uczucia, bo
nie miałam komu o nich powiedzieć – rodzina miała dość tego, co przeszliśmy i
nie chciała tego słuchać, wszyscy zbywali mnie, kiedy próbowałam uświadomić im,
że koszmar kiedyś może wrócić. Przyjaciółki też odpadały – nic nie wiedziały o
mojej przeszłości, a raczej jej ciemnej stronie, bo wszystko przed nimi
tuszowałam. Chyba nie chciałam ich współczucia.
A może bałam się, że odtrącą mnie, a ja zostanę sama w moim czarno
białym świecie, bez tej tęczy, jaką dla mnie wtedy były? Nieważne. Ważne jest
to, że gdy koszmar znów nadciągał, sprzeciwiłam się. Wyrzuciłam im wszystko, co
leżało mi na sercu przez tak wiele lat. Usłyszałam, że jestem niewdzięczną
córką, żyjącą marzeniami głupią dziewczyną. Szczegółów nie pamiętam, wiem
jednak, że pewnych słów już nigdy nie zapomnę : ,,Nie chcę cię więcej widzieć.
Znikaj stąd i nigdy nie wracaj’’. Byłam tak zła, że niewiele myśląc
odpowiedziałam, iż nie mam takiego zamiaru. Jedyne co dalej pamiętam, to trzask
drzwiami i długą jazdę moim wysłużonym autkiem do Łodzi. Tylko tu mogłam się
schronić. Wiedziałam, że jest przynajmniej jedyny plus studiowania w tym
mieście – będą zbyt daleko, żeby móc tu przyjechać, wszystko odkręcić i
ściągnąć mnie z powrotem do domu. Wydaje mi się, że byli zdziwieni buntem
swojej ułożonej córeczki. Nigdy dotąd się im nie sprzeciwiałam, a jeśli już to
szybko ulegałam ich namowom. Tym razem jednak widmo koszmaru, wszystkie te złe
wspomnienia z przeszłości powróciły. Sprawiły, że miałam siłę powiedzieć co
myślę, ten jeden raz w życiu.
W obliczu moich problemów siatkówka przestała już mnie tak
interesować.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jest prolog. Mam nadzieję, że się spodobał ;) Kolejny post może jutro, jak dobrze pójdzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz