,, Znałam
swą drogę, ale się pogubiłam
Miałam serce ale królowa została zrzucona z tronu
I teraz nie śpię, ciemność jest zbyt trudna by ją pokonać
I teraz już się nie trzymam, potrzebuję siły która by mnie pchnęła’’
Miałam serce ale królowa została zrzucona z tronu
I teraz nie śpię, ciemność jest zbyt trudna by ją pokonać
I teraz już się nie trzymam, potrzebuję siły która by mnie pchnęła’’
Ellie Goulding - Lights
Czas leci nieubłaganie. Zauważyłam to już, kiedy skończyłam
szkołę. Nim się obejrzałam, wyszłam z niej po raz ostatni, a ludzie z którymi
przebywałam przez te całe trzy lata, rozeszli się każdy w swoją stronę. Były
obietnice, że nie stracimy ze sobą kontaktu, że będziemy się spotykać. Puste
obietnice. Wina jednak leży zawsze po obu stronach, muszę przyznać, że sama o
to nie zadbałam. Gdybym przecież wyraziła jakąś chęć, mogłabym znów siedzieć z
nimi w pizzerii, jak za starych czasów i krztusić się coca colą, kiedy któreś z
nich opowiedziałoby dobry żart. Sama to jednak odrzuciłam, musiałam dać to
sobie jasno do zrozumienia. To samo się tyczy rodziny – może faktycznie nie
byli bez winy, ale może to ja nie potrafiłam słuchać? Ludzie w gniewie
obrzucają się błotem, choć normalnie nawet by o tym nie pomyśleli. Żyliśmy ze
sobą całe osiemnaście lat, czasem było dobrze, czasem źle, ale to nie zmienia
faktu, że jesteśmy rodziną. A rodzina powinna trzymać się razem. Ja po prostu
się od tego odcięłam, nie pokazałam nawet cienia skruchy czy ochoty na
wyjaśnienie sytuacji. Bezsenne noce stwarzają wyśmienitą okazję na pognębienie
samego siebie i uświadomienie, że źródłem wszystkich problemów, jest nikt inny,
tylko on sam. Cisza, która panowała w pokoju, była strasznie męcząca. Przerywana
tylko cichym oddechem Darii i odległymi grzmotami, uderzała mnie coraz
bardziej. Nałożenie słuchawek na uszy
nic nie dawało. Po prostu przychodzi taki moment, kiedy trzeba stawić czoła
swojemu ja. Dokładnie określić, dlaczego
znaleźliśmy się właśnie tutaj. Jak tutaj trafiliśmy i dlaczego właśnie nam było
to dane.
Pomyśleć, że jeszcze kilka miesięcy temu, też tak leżałam.
Zaciskałam powieki, aby uchronić się przed burzą. Wtedy jednak psychicznie
prezentowałam cię o niebo lepiej, w porównaniu do dzisiejszej nocy - jestem w klasycznym dole. Każdy czasem jest nie w humorze, ale to
przygnębienie towarzyszyło mi już zbyt długo. Praktycznie od pierwszego meczu.
Nie ma co ukrywać, że było cienko. Przegrałyśmy i to z kretesem. Nie pomogły
zmiany, prośby, krzyki. Cały mecz spędziłam na ławce rezerwowych, obserwując,
jak burzą się nasze marzenia. Uczucie to było okropne. Wiele razy, jeszcze jako
kibic byłam zdruzgotana, kiedy moje ulubione drużyny przegrywały, jednak sposób
widzenia zależy od punktu siedzenia. Zawiodłyśmy, a wstyd i żal paliły tak bardzo,
że miałyśmy ochotę zakopać się w jakiejś dziurze. Wymagano od nas jednak
profesjonalizmu i trzymania głowy wysoko, nawet jeśli nikt nie wypowiadał się o
nas zbyt pochlebnie.
Czas leci nieubłaganie, sezon zbliżał się ku końcowi. Nie
osiągnęłyśmy praktycznie niczego, za każdym razem odpadałyśmy z gry, zanim
jeszcze na dobre się rozpoczęła. Nasze nastroje się zmieniły, przestałyśmy się śmiać i żartować. Podczas
każdej podróży autokarem na mecz, panowała cisza. Poddałyśmy się, było to jasne
jak słońce. Ile było meczów, kiedy trener zarządzał zmianę za zmianą, licząc na
jakieś efekty? Jak wielkie było poczucie porażki, kiedy zły serw był ostatnim
punktem dla przeciwnika, kiedy mecze oddawałyśmy praktycznie walkowerem?
Nigdy tu nie pasowałam. To wszystko, to nie mój świat.
Miejsce w reprezentacji było dla mnie jak dar od losu, jednak wiedziałam, że
jego przyjęcie nie było fair. Jest wiele kobiet, które walczą do ostatku sił,
latami pracując na to, aby ktoś je zauważył. Może miałam szczęście, ale na
pewno na nie nie zasłużyłam. Gdyby na moje miejsce został powołany ktoś inny,
reprezentacja miałaby większe szanse na zdobycie czegokolwiek…
Upragniony sen w końcu nadszedł, szybko jednak zostałam
przywrócona do rzeczywistości, gdy zadzwonił budzik. Nieprzytomna, załadowałam
się do autokaru, który miał zawieść nas na kolejny trening. Czekał nas mecz o
wszystko – jeśli nie wykrzesamy z siebie choć odrobiny chęci, możemy rozjechać
się do domów. Pocieszający był fakt, że przynajmniej reprezentacja mężczyzn przynosiła
Polsce powody do dumy…
Robiłam wszystko jak na automacie i słabo docierało do mnie
to, co działo się wokół. Może była to też wina faktu, że niewiele zjadłam i
brakowało mi snu. Od ponad tygodnia nie potrafiłam przespać całej nocy, to
przecież nie jest normalne. W lusterku witała mnie brązowo oka dziewczyna z
ciemnymi sińcami pod oczami. Nawet korektor nie potrafił ukryć mojego
zmęczenia. Trenerzy spoglądali na mnie z zatroskaniem, lekarz cały czas zalecał
mi jakieś ziółka, tabletki i dodatkowe masaże.
Kolejny raz mój serw trafił w siatkę.
-Justyna, skup się! – krzyknął trener. Kolejna piłka ledwo,
ledwo trafiła w boisko, po drodze zahaczając o taśmę. Brakowało mi już na to
siły, miałam mroczki przed oczami.
-Ostatnie akcje! – usłyszałam. Zobaczyłam idealnie rozegraną
do mnie piłkę. Nie mogłam tego spaprać. Wzięłam duży rozbieg, wybiłam się do
góry i przebiłam przez blok. Nie zdążyłam się nawet nacieszyć udanym atakiem,
kiedy wylądowałam na ziemi i przewróciłam się. Próbowałam się podnieść, jednak
okropny ból w kolanie nie pozwalał mi na to. Spojrzenie na nie było ostatnią
rzeczą, jaką zarejestrował mój zmęczony umysł, zanim pochłonęła go ciemność.
*
Siedziałam na ławce, patrząc jak przeciwniczki zyskują
ostatni punkt w meczu, na którym tak nam zależało. Zaczęły skakać i śmiać się, kiedy po drugiej
stronie siatki rozgrywał się dramat. To już koniec. Zawiodłyśmy wszystkich.
Widziałam ich smutek i łzy, sama też szukałam słów pocieszenia, ale nie mogłam
ich znaleźć.
-Najlepiej będzie, jak do nich dołączymy. – powiedziała do
mnie Ola. Kiwnęłam głową i podniosłam się. Wsadziłam ręce w kule i powoli
dotarłam do załamanych dziewczyn. Przytulanie, kiedy ma się zajęte ręce jest
nie lada sztuką. Łzy lały się fontannami po naszych twarzach. Dziewczyny
udzielały ostatnich wywiadów i przepraszały kibiców, którzy do końca w nas
wierzyli.
Kolejne dni to tylko pojedyncze wspomnienia. Powrót do
Polski. Konferencja prasowa. Ostatnie spotkanie kadry i droga do domu. Moje
auto zostało w Szczyrku, jednak i tak nie byłabym w stanie prowadzić. Po
zbadaniu mojej nogi, która po feralnym treningu była nienaturalnie wygięta w
kolanie, okazało się, że mam problem z rzepką. Kontuzja wyeliminowała mnie na
dobrych kilka miesięcy, w których musiałam oszczędzać kolano. Przeszłam też
operację. Lekarz zapewniał mnie, że przerwa i odpowiednie leczenie pomogą mi
stanąć na nogi w kolejnym sezonie. Ja jednak wiedziałam swoje. Jak będę skakać
do ataków i bloków? Patrząc na moją zabandażowaną, usztywnioną nogę nie mogłam
sobie tego jakoś wyobrazić .
Wróciłam do punktu wyjścia. Znów byłam w Łodzi, nie wiedząc
jak dalej kierować swoim życiem. Bogatsza w doświadczenia, skopana przez los...
Otrząsnęłam się z tych myśli, oddalając się od lotniska, z niemałą pomocą
pewnego miłego pracownika tego obiektu, który holował za mną moją walizkę i
torbę. Zostawił mnie przy parkingu, gdzie miał ktoś po mnie przyjechać.
Nieważne, że nie wiedziałam kto. Jedyne informacje, jakie miałam na jego
temat, to fakt, że studiuje w Łodzi i to on opiekował się moim mieszkaniem, kiedy
Maciek zaczął sezon reprezentacyjny. Jakiś jego znajomy. Wystawiłam twarz do
słońca, uprzednio rozpuszczając włosy tak, aby zakryły orzełka na mojej piersi.
Mój występ w reprezentacji był jedną wielką porażką. Pierwsze więc, co miałam w
planach, to schować strój reprezentacyjny głęboko do szafy. Kto wie,
może kiedyś pochwalę się nim dzieciom? Czas mijał, siedziałam w tej
bezczynności już pół godziny. Kiedy już miałam dzwonić po taksówkę, na parking
zajechało srebrne BMW, z którego wysiadł wysoki blondyn. Patrzyłam jak idzie w
moją stronę.
-Cześć, Piotrek jestem. Przepraszam za spóźnienie, korki
były. – powiedział, uśmiechając się. Był ubrany w jasnoniebieską bluzkę,
znakomicie pasującą do kolor jego oczu.
-Nie ma sprawy. – odpowiedziałam, wkładając ręce w kule. Dokuśtykałam
za nim do jego auta. Patrzyłam, jak ładuje moje rzeczy do bagażnika,
niedowierzając, że stać było go na takie cacko. Nie mogłam się opanować, więc
zapytałam z ironią: – Biedny student?
-Co? Nie, to auto moich rodziców. Moje jest strasznie
ciasne, nie chciałem żeby było ci niewygodnie. Proszę, wsiadaj. – odpowiedział,
otwierając mi drzwi i przesuwając siedzenie pasażera do tyłu, tak abym miała
więcej miejsca. Zapięłam pasy i wyprostowałam moją prawą, kontuzjowaną nogę. Jeśli w ogóle można mówić o wyprostowaniu, skoro była usztywniona od uda po łydkę. Włożył kluczyki do stacyjki i powoli wyjechaliśmy z terenu lotniska. – Gdybym nie
interesował się trochę siatkówką, to i tak łatwo bym cię poznał. Maciek
powiedział mi, żebym szukał kupki nieszczęścia.
-Dowcipniś. – parsknęłam, jednak ta uwaga poprawiła mi
humor. Podczas drogi, która trwała jakieś piętnaście minut, dobrze się bawiłam.
Piotrek zagadywał mnie na różne tematy, zręcznie omijając dziedzinę, o której
totalnie nie miałam ochoty słyszeć. Nie wiedziałam, czy to on miał tyle taktu,
czy sam Maciek zasugerował mu, aby ani słowa nie zająknął się o siatkówce.
Załadowaliśmy się do windy i wjechaliśmy na moje piętro. Bałam się, co zobaczę
po otworzeniu drzwi, ale mieszkanie pozostało w prawie nienaruszonym stanie.
Zarejestrowałam jedyne brak wazonu z kwiatami. Patrząc na stolik, na którym się
powinien znajdować, usłyszałam:
-No… impreza była i tak jakby… Niechcący się stłukł. Ale jak
chcesz, to oddam ci kasę. – powiedział, grzebiąc w portfelu.
-Nie, nie trzeba. Totalny badziew i tak nigdy go nie
lubiłam. – przerwałam mu. Stał w przedpokoju, z rękami w kieszeniach. Widząc
to, odezwałam się: - Dam sobie radę. Dzięki za wszystko.
-Gdybyś potrzebowała pomocy, w zrobieniu zakupów czy w czymś
innym, to dzwoń. – podał mi swój numer zapisany na kartce telefonu. – Lodówkę ci
zapełniłem, według instrukcji Maćka.
Zaprezentował jej wnętrze, które wypełnione było po brzegi
jogurtami, białym i żółtym serem, warzywami i innymi produktami żywnościowymi.
-Raj na ziemi. Oddam ci pieniądze, ile to kosztowało?
-Nie, Maciek się ze mną rozliczy.
-Ale to przecież nie on będzie to jadł. – zaśmiałam się. –
Chociaż znając go, niewykluczone.
-Gdybym przyjął od ciebie pieniądze, to chyba by mnie
zadźgał. – nie czekając na moją odpowiedź, ruszył do drzwi. – Dzwoń jak coś.
-Dzięki! –zdążyłam jeszcze krzyknąć, nim wyszedł. Usiadłam
na łóżku, kulą starając się przyciągnąć po brzegi wyładowaną torbę. Kiedy po
kilku minutach mi się udało, czułam się, jakbym była po zawodach w holowaniu
ciężarówek gołymi rękoma. Gdy sięgałam do jej zamka błyskawicznego, jedna z
kul upadła mi na podłogę, poza zasięg moich rąk. Próbowałam jej dosięgnąć, ale moja prawa noga skutecznie mi to uniemożliwiała. Uświadamiając sobie, że dalsze próby nie przyniosą żadnego skutku, położyłam się na
wznak na łóżku i odetchnęłam.
-To będzie trudniejsze niż myślałam.
*
Chyba nie tego się spodziewaliście. No cóż, tak to wymyśliłam. Na pocieszenie, mogę dodać, że rozpisałam sobie plan wydarzeń, które jeszcze nastąpią i jednak nie pożegnam się z Wami tak szybko ;)
Jestem po trzech godzinach języka polskiego. Z mózgu mam totalną sieczkę, więc przepraszam za wszystkie błędy ;)
Jestem po trzech godzinach języka polskiego. Z mózgu mam totalną sieczkę, więc przepraszam za wszystkie błędy ;)
To jest dobre. Naprawdę bardzo dobre. Idealnie pokazuje, że nie wszystko w życiu jest różowe. Że czasami po prostu przegrywamy, mimo wszelkich starań i chęci. Myślę, że takie coś było potrzebne Twojej historii. Pamiętam, że ostatnio jakiś anonim Ci napisał, że tworzysz strasznie nierealistyczną bajkę, czy coś w tym stylu. (nie umiem dokładnie przytoczyć, ale chyba o to chodziło) Tym rozdziałem pokazałaś, że jest kompletnie na odwrót. Jak dla mnie ten rozdział jest naprawdę dobry, bo taki ludzki. Świetnie to opisałaś. Gratulacje się należą na pewno :)
OdpowiedzUsuńJestem tylko ciekawa, co będzie dalej. Bo co zostało Justynie? Nie wiem, próbuję się postawić w jej sytuacji i stwierdzam, że jest w beznadziejnej sytuacji. Strasznie mnie ciekawi, co teraz z nią 'zrobisz'.
Buziaki, czekam na coś nowego :)
http://nad-przepasciaa.blogspot.com/
Tak, dokładnie o to zostałam posądzona. Ale jak mu odpowiedziałam, jestem realistką, czasami nawet pesymistką i na pewno nie pozwoliłabym mojej bohaterce szczęśliwie wegetować.
UsuńFakt, że miałam lekkiego doła, pisząc to, zapewne bardzo mi pomógł ;) Przedsmak tego, co się dalej z nią stanie dodam w sobotę, chyba że się rozpiszę to może nawet więcej z tego się dowiecie ;)
Czasem dobre jest takie oderwanie od samego bezgranicznego szczęścia. Podoba mi się ten rozdział. Justyna jest teraz w beznadziejnej sytuacji, ciekawe jak dalej się potoczą jej losy.
OdpowiedzUsuńCzekam na sobotę :D
Zapraszam do mnie na 2 rozdział.
Nigdy nie spotkałam kogoś bezgranicznie szczęśliwego. Z mojego doświadczenia wynika, że zawsze kiedy wszystko jest w porządku, ktoś lub coś musi podciąć nam skrzydła. Kontuzja w przypadku Małej tak właśnie zadziałała. Dobrze, że czekasz na sobotę, bo tam już trochę o jej sytuacji się dowiesz ;)
UsuńWpadnę dzisiaj, albo jutro, bo mam urwanie głowy. Dobrze, że już prawie weekend.
Zgadzam się z dziewczynami wyżej. Dużym plusem jest to, że pokazałaś, że nie zawsze w życiu jest różowo. Maciek jaki kochany, wszystkim się zajął. Wiele bym dała za takiego przyjaciela.
OdpowiedzUsuńWidać gołym okiem, że justyna jest w sytuacji podbramkowej. Co może zrobić, żeby jej życie choć trochę się zmieniło? (oczywiście na lepsze :D)
Jestem strasznie ciekawa, jak potoczą się jej dalsze losy, także czekam z niecierpliwością!
I cieszę się bardzo, że jeszcze trochę z nami zostaniesz! :)
Ja też się cieszę. I tak bym została - czytałabym dalej wasze opowiadania i męczyła nowym ;)
UsuńGdzie jest mój Maciek, ja się pytam? Też takiego potrzebuję . ;)
Nowym, pierwszy rozdział na moim blogu i-still-believee.blogspot.com
UsuńZapraszam serdecznie :)
Zapraszam na kolejny rozdział, matchballforlove.blogspot.com
OdpowiedzUsuń+ Proszę, daj mi jakąś motywację, żebym nadrobiła Twoje wypociny, ok? ;)
Motywację już podsunęłam ci w komentarzu. Dzięki za poinformowanie ;)
UsuńMasy rację, tego się nie spodziewałam. Nie sądziłam, że przyspieszysz tak akcję. Maciek jeszcze bardziej u mnie zaplusował. Mam nadzieje, że Justyna wyleczyła się już z miłości do Alka. A swoją drogą, to jestem ciekawa co u niego słychać, bo skoro minęło już trochę czasu, to Ida powinna być już w dosyć zaawansowanej ciąży, albo nawet urodziła, jeśli niczego nie polątałam :>
OdpowiedzUsuńNo i coś czuje, że z Piotrkiem to jakas grubsza sprawa będzie :D
Zapraszam do mnie na nowy 12 rozdział:)
http://lonesome-tears-in-my-eyes.blogspot.com/
Mogę powiedzieć tyle : wątki Idy i Aleksa nie zostały jeszcze wyczerpane, na pewno do nich wrócę ;)
Usuńfakt tego się nie spodziewałam:/ przykre...no a ten Piotrek to chyba zawita na dłużej...?;) ciekawi mnie co u Alka i Idy... no ale z euforii szczęścia taki kubeł zimnej wody na głowę, samo życie:/
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
http://www.niedostepni-dla-siebie.blogspot.com
Kontuzja to naprawdę coś ciężkiego dla pasjonatki, ale najwyraźniej siatkówka trochę męczyła już Justynę.
OdpowiedzUsuńSzkoda mi jej, bo będzie musiała tyle czasu spędzić na rehabilitacjach itp... ale zapewne Maciek umili jej ten czas :)
Piotrek chyba też pojawi się trochę na dłużej niż jeden rozdział, co? :D
To dobrze, że zostajesz na dłużej, bo bardzo ciężko byłoby mi się oderwać od tej historii :D
Pozdrawiam i zapraszam do siebie na http://setball-for-hope.blogspot.com/ na 19. rozdział, Misu ;*