7 lutego 2013

XVIII


‘’Ona nie widzi jak twoje oczy
Rozświetlają się, gdy się uśmiechasz
Nigdy nie zauważy jak zatrzymujesz się i patrzysz na nią
Kiedy tylko przechodzi obok
A ty nie widzisz, że pragnę cię tak, jak ty jej’’
Taylor Swift - Invisible


Może i dzwonił, może nie. Nawet gdyby to zrobił, nie byłoby odzewu, bo próbując po wyjściu z hali dostać się do auta, przy poszukiwaniu kluczy telefon wypadł mi prosto do kałuży. Zgarnęłam go z zamiarem wysuszenia z domu, chociaż i tak spisałam go na straty.
Następnego dnia znów wybrała się na halę, tym razem w drzwiach natykając się na Idę. Chcąc nie chcąc bez słowa weszłyśmy na salę, gdzie już grały Skrzaty, nie było jednak z nimi trenera.
-Gracie? – zapytał Winiarski. W odpowiedzi pokiwałam przecząco głową, a Ida zaśmiała się:
-Bardzo bym chciała, ale na parę miesięcy będę musiała wyłączyć się z gry.
Wszyscy popatrzyli się na nią ze zdziwieniem, a ona patrząc na mnie zawołała:
-Jestem w ciąży!- i rzuciła mi się w ramiona. Cwaniara, miała zamiar udawać, że nadal jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. Odruchowo ją przytuliłam, bo gdybym tego nie zrobiła, osunęłabym się na podłogę. Mroczki zatańczyły mi przed oczami i momentalnie zrobiło mi się tak nie dobrze, że myślałam iż zwymiotuję na jej kaszmirowy sweter pachnący truskawkami.
Siatkarze rzucili się do niej i Aleksa z gratulacjami. Popatrzyłam na niego- był blady jak ściana i szczerze zdziwiony. Zachowując pozory podeszłam do niego, uścisnęłam go, a gdy się odsuwałam, wyszeptał sam do siebie:
-To...jak..co.
W szoku był, nie dziwię się.  Sama miałam ochotę zacząć się jąkać i znikać gdzie pieprz rośnie.
Ida była cała w skowronkach, a ja poczułam, że nie wytrzymam tu już ani minuty dłużej. W tej chwili na halę wkroczył trener, słysząc gratulacje podszedł do nich i także im pogratulował. Gdy mnie spostrzegł, powiedział:
-Wydaje mi się, że nie tylko tej parze możemy gratulować.
Wszyscy popatrzyli na niego i na mnie, a nawet na Muzaja nie rozumiejąc, ja sama także nie załapałam o co mu chodzi.
-Ale my przecież nie jesteśmy parą. - rzucił Muzaj.
-Nie jestem w ciąży, jeśli o to wam chodzi. – z trudem wypowiedziałam, czym wywołałam salwę śmiechu. 
-Ach, nie, nie. Nie to miałem na myśli. Czemu się nam nie pochwaliłaś? – zapytał Nawrocki, machając Przeglądem Sportowym. Wlazły przejął od niego gazetę.
-Mała, gratulacje! Jak mogłaś nam nic nie powiedzieć? – na te słowa zgłupiałam i wyrwałam z jego rąk PS. Na pierwszej stroni zobaczyłam artykuł : ,,Piotr Makowski i nowa kadra reprezentacji Polski w piłce siatkowej kobiet’’. Pod zdjęciem nowego trenera, zobaczyłam listę nazwisk kobiet powołanych do kadry, a przy numerze 15 – moje własne. Autor artykułu szczerze zastanawiał się, dlaczego Makowski powołał ,, nikomu nie znaną dziewczynę, która zapewne wkupiła się do kadry jakimiś podejrzanymi sposobami.’’ Pisał też, że lista nie jest do końca zatwierdzona, bo nie wszyscy zaakceptowali powołanie. Cały akapit mi poświęcony, napisany trochę prześmiewczo, ciąża Idy i to wszystko, co się wokół mnie działo, sprawiło, że już wiedziałam co zrobię.
-Niespodzianka. – powiedziałam, siląc się na uśmiech.
-Musimy to oblać! – zawołał Plina i wybiegł z sali, po chwili wracając z kilkoma butelkami szampana. Chłopaki potrząsnęli wszystkimi naraz i otworzyli je, oblewając mnie szampanem. Wyszłam stamtąd omijając ściany, bo bałam się, że jeśli się o którąś z nich otrę, to się do niej przykleję. Ubrania całe w szampanie okropnie się do mnie kleiły. Mimo tego, co dzisiaj usłyszałam i co wywróciło mój świat do góry nogami nie byłam załamana. A przynajmniej nie aż tak, jak się tego spodziewałam. Może tak naprawdę to jeszcze do mnie nie dotarło... Sytuacja miała jednak jeden zasadniczy plus.Znalazłam wyjście z sytuacji, niby bez wyjścia.
Stanęłam obok auta. Silnie wiejący wiatr rozwiewał mi włosy, gdy patrzyłam na halę Energia. Świat zaczął mi się rozmazywać, nie czekając więc na łzy, pogrzebałam w kieszeni. Wybrałam w telefonie zastępczym numer selekcjonera kadry i zadzwoniłam.
-Tu Justyna. Zgadzam się.
Znowu uciekam, ale najwidoczniej po prostu inaczej nie potrafię.
*
,,Tchórz, tchórz…’’ cały czas rozbrzmiewało w mojej głowie. Próbowałam odegnać te słowa, włączając głośno radio i śpiewając do moich ulubionych piosenek. Kogo ja próbowałam oszukać? Samą siebie? Tak naprawdę wyjazd na zgrupowanie kadry wcale mi się nie uśmiechał. Znowu rzuciłam się na głęboką wodę, bo nikogo tam nie znałam, a miałam spędzić z nimi cały sezon reprezentacyjny. Do tej pory siatkarki oglądałam tylko w telewizji, ewentualnie przewijały się przez strony internetowe, które odwiedzałam. Ponieważ jednak nie osiągnęły tyle, ile męska reprezentacja, ludzie rzadziej o nich mówili. Czułam teraz, że za moją sprawą znów zrobi się wokół nich głośno.
Gdy trener Makowski zatwierdził listę zawodników, zrobił się straszny szum na mój temat. Spodziewałam się, że tak będzie, nie byłam jednak na to przygotowana. Nie wiem, skąd ci ludzie wzięli moje namiary ( czyżby tamten podły dziennikarzyna maczał w tym palce?), ale teraz nie było dnia, kiedy pod moim blokiem nie przewinąłby się jakiś koleś z aparatem. Napotkałam też wiele artykułów na swój temat, które bynajmniej nie wypowiadały się o mnie pochlebnie. Ogółem, wszyscy zarzucali mi, że droga do reprezentacji prowadziła przez łóżko i  to nie jedno. Po pewnym czasie przestałam to wszystko czytać. Jeśli ci ludzie nie są w stanie powiedzieć mi tego wprost, to ich sprawa. Nie podobało mi się to, że mnie oczerniają, ale nie miałam na to wpływu, udawałam więc, że to wszystko mnie nie rusza.
Potrząsnęłam głową, jakbym w ten sposób mogła odegnać złe myśli.  Wsłuchałam się w słowa piosenki, która leciała w radiu, jednak zaraz znów moja uwaga się rozproszyła. Rozejrzałam się po opustoszałych półkach i włożyłam do walizki ostatnią parę spodni. Z salonu wzięłam dwie książki, których jeszcze nie zdążyłam przeczytać, laptopa i gitarę. Wszystkie pakunki złożyłam w przedpokoju. Bardzo przywiązałam się do tego mieszkania, dlatego też nie chciałam rozwiązywać umowy najmu, na czas mojej nieobecności miał zamieszkać w nim Maciek.
Dzień przed moim wyjazdem, siatkarze urządzili mi imprezę pożegnalną. Był tort, szampany i tona prezentów. Kazali mi obiecać, że po sezonie wrócę do Bełchatowa, nie mogłam jednak tego zrobić, nie wiedziałam, czy nadal będę mogła tu mieszkać po powrocie. Może po pewnym czasie wszystko sobie poukładam… Jednym z prezentów, na którego widok bardzo się ucieszyłam, była kamera. Wręczyli mi ją Wlazły,Winiar, Pliński i Woicki, życząc sobie żebym została ,,Igłą w spódnicy’’ i dokumentowała wszystko co spotka mnie w kadrze i publikowała w internecie, a im oczywiście przesyłała nieocenzurowane materiały. Kooistra, Dante, Bąkiewicz,Kłos i Zati złożyli się na laptopa - ,, przecież ten, którego używasz teraz, to – nie obraź się- niezły rzęch’’. Od Serbów i Idy dostałam słownik polsko-  serbski. Przyjęłam ten prezent z szerokim, bardzo sztucznym w moim mniemaniu uśmiechem. Czułam, że nie będzie z niego zbyt dużego pożytku. Mimo to, wylądował na dnie mojej walizki. Muzaj ofiarował mi naszyjnik z zawieszką w kształcie czterolistnej koniczynki i bransoletkę do kompletu - ,,tak na szczęście’’. Od razu je ubrałam, dzisiaj też miałam je na sobie. Bardzo wzruszyłam się, gdy nadszedł czas pożegnania. Co prawda, siatkarze zaoferowali pomoc przy przeprowadzce, ale wiedziałam, że nie mam aż tylu rzeczy, by potrzebna była do tego zgraja facetów, miał pomóc mi tylko Maciek.
Wspominanie przerwało mi pukanie do drzwi. Po otworzeniu, zobaczyłam właśnie mojego giermka. Spojrzałam na zegarek – była 10.
-Przyszedłeś punktualnie. Nie poznaję cię. Może to nie ty? – zaśmiałam się. Drocząc się z nim, wychyliłam się na korytarz, rozglądając się i wołając:
-Maciek, jesteś tam? 
W odpowiedzi chłopak zaśmiał się.
- Nie podmienili mnie, jeśli o to ci chodzi.
Staliśmy chwilę w przedpokoju. Cisza była tak smutna. Poczułam, że mimo tego wszystkiego, co mnie tu spotkało, będę tęsknić za Łodzią. Przywiązałam się już do tego miasta.
-Gotowa? – zapytał. Miał głowę na karku i wiedział, że jeśli będę to przedłużać, to nie dojadę na czas. W odpowiedzi tylko pokiwałam głową, ze wzrokiem wbitym w podłogę. Wziął moją walizkę i torbę, ja zgarnęłam karton i kolejną torbę i weszliśmy do windy. W ciszy wyszliśmy na parking i zapakowaliśmy te rzeczy do samochodu. Pokonaliśmy tę drogę jeszcze kilka razy, nic się nie odzywając. Dla obu z nas było to trudne, za chwilę mieliśmy się rozstać na dość długo. Słyszałam jego kroki, gdy szedł za mną i pomyślałam, że nie chcę stąd wyjeżdżać. Nie chcę go opuszczać.
W końcu staliśmy obok mojego auta załadowanego po brzegi. Cały czas unikałam jego wzroku.
-Musisz już jechać, jeśli nie chcesz zrobić wejścia w wielkim stylu, spóźniając się. – spojrzałam na niego i na jego twarzy zobaczyłam leciutki uśmiech. Będzie mi go brakować. Na ławce jakieś kilka metrów dalej zobaczyłam kolesia z aparatem. Czułam się jak pod ostrzałem, jednak pomyślałam, że nie wyjadę tak, bez słowa.
-Maciek ja… będę za Tobą tęsknić.
Nie wiem, czy nie spodziewał się takiej szczerości, ale wyglądał na trochę zaskoczonego.
-Uwierz mi Mała, ja też. Będę za Tobą tęsknić. Dzwoń w każdej chwili dnia i nocy. – powiedział ze smutkiem patrząc mi w oczy. Widziałam, że podejrzanie się świecą.
-Tylko mi tu nie płacz. Z nas dwojga to ty powinieneś nosić spodnie. – powiedziałam żartobliwie, czując ścisk w gardle. Walczył ze sobą, ale pochylił głowę i wbił wzrok w chodnik. Było mi tak przykro, że go tu zostawiam. Ta cała sprawa z Idą bardzo nas do siebie zbliżyła, był przy mnie zawsze, jak cień w słoneczne dni. Dodawał mi otuchy, a teraz znów będę sama.
Ignorując mężczyznę z aparatem, który prawdopodobnie robił teraz niezły zoom, żeby zrobić nam dobre zdjęcia, zrobiłam krok do przodu i wtuliłam się w Muzaja. Ostatni raz zaciągnęłam się zapachem jego perfum, które sama kupiłam mu na urodziny, a które kojarzyły mi się ze spokojem i bezpieczeństwem. Odwzajemnił uścisk mocno i staliśmy tak chwilę, bo żadne z nas nie chciało puścić drugiego. Nie interesowało mnie, że paparazzi zrobił nam już setki zdjęć, które trafią pewnie na wszystkie możliwe strony internetowe. Kiedy w końcu oderwaliśmy się od siebie, pocałował mnie w policzek i powiedział:
-Tylko o mnie nie zapomnij.
Otworzył mi drzwi do auta i chwilę później patrzyłam jak z rękami w kieszeniach stoi na parkingu. Odpaliłam silnik i przełykając ślinę, ruszyłam z miejsca.
*
Wciąż czułem cytrusowy zapach jej włosów i ciepło policzka, nadal widziałem też jej smutne oczy. Wiedziałem, że tak będzie dla niej lepiej, jednak myśl ta sama wcale nie poprawiła mi humoru. Po prostu już zaczynało mi jej brakować.

,,Gdy Cię nie ma 
Każdy kawałek mojego serca za Tobą tęskni 
Gdy Cię nie ma 
Tęsknię za Twoją twarzą, którą znam
Gdy Cię nie ma 
Słowa, które potrzebuję usłyszeć by przebrnąć przez dzień 
I czuć się dobrze 
To „tęsknię za Tobą”.’’
Avril Lavigne – When You’re Gone 

*
Nie wiem, czy ten rozdział nie za bardzo przereklamowany ;) Znów wersja maksi, początkowo miały to być dwa osobne, ale ponieważ opowiadanie posuwa się w ślimaczym tempie, to złączyłam je w jeden.
Dzięki za wszystkie komentarze. Ale ostatnio miałam wenę, napisałam kilka końcowych rozdziałów, choć do końca droga długa i kręta ;) 
Jak zapewne zauważyliście, grzebałam ostatnio w szablonie, planuję gruntowne przemeblowanko, więc nie zdziwcie się, kiedy wejdziecie tu i nie poznacie mojego bloga. Zaszaleję.
Czekam na wasze opinie, na temat tej całej sytuacji i decyzji Justyny. Jestem ciekawa, jak wy to wszystko postrzegacie. Chętnie poczytam też wasze spekulacje co będzie dalej :)
Ferie mi się kończą (nieeee). Od poniedziałku znowu publikuję ok. 16 ;) A w weekendy standardowo koło 11.

EDIT: Powoli uzupełniam rubrykę ,,Bohaterowie''. Na chwilę obecną możecie już poczytać o kilku z nich.



18 komentarzy:

  1. Ida w ciąży? Biedny Alek. W sumie to liczę na to, że albo nie jest w ciąży, albo, że to nie jest dziecko Atanasijevića, bo musiałby się z nią użerać przez całe życie.
    W sumie można się było spodziewać, że Justyna zgodzi się na występy w kadrze. To dla niej wielka szansa, ale szkoda, że musi opuszczać chłopaków (czytaj Muzaja :D). I jak się Muzaj z nią żegnał to po liczyłam, że się pocałują, a tu dupa :<. Bo może mi się zdaje, ale czy Muzaj nie zaczyna czuć czegoś więcej do Justyny? Jeśli tak to skaczę z radości i mam nadzieje, że ona też odkocha się w Alku i przerzuci się na Maćka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, nawet nie wiesz, jak chciałabym rozwiać wszystkie Twoje wątpliwości...Ale nie mogę ;) Szczerze to tak się przywiązałam do tych moich bohaterów, że aż mi się samej Muzaja szkoda zrobiło. W sumie napisałam dwie wersje ostatniego fragmentu tego rozdziału, ale w końcu stwierdziłam, że podam wam uczucia Maćka jak na tacy i zrezygnowałam :D Zauważ tylko, że cmoknął ją w policzek, to musi ci na razie wystarczyć ;) Ale odpowiedź na pytanie dotyczące Muzaja już w następnym, sobotnim rozdziale, jeśli się nie pomyliłam przy liczeniu.
      Teraz mam tyle pomysłów na kolejne rozdziały, że za jakiś czas mnie chyba zlinczujecie. Gdyby Justyna istniała naprawdę, to by mnie znalazła i nieźle skopała za to wszystko co jej zgotowałam i zgotuję ;D Zaczynając to opowiadanie miałam inne wyobrażenie dotyczące jego końca niż to , które przelałam już sobie na papier. Kto wie, może i za jakiś czas to spalę i napiszę nowe, bo mi się odwidzi :D
      Jedno mogę zdradzić - Muzaj będzie walczyć do końca. I nie tylko on, ale kto jeszcze, to moja słodka niespodzianka ;)

      Usuń
    2. Czyżby oprócz Muzaja i Alka miał pojawić się jeszcze ktoś? Ja tam wymagająca nie jestem, chce tylko więcej Muzaja :D No i nie wiem jak teraz wytrzymam do soboty.

      PS: Zapraszam do mnie na dziewiąty rozdział :)
      http://lonesome-tears-in-my-eyes.blogspot.com/

      Usuń
    3. Mam w planie jeszcze kogoś wprowadzić ;) Ale Muzaj będzie, w końcu to jeden z głównych bohaterów.

      Usuń
  2. Jak ty to robisz, że tyle osób cię czyta? :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle? Nie jest ich wielu, mogłoby być więcej. Ale i tak jestem wdzięczna, że to czytają, po prostu jest sens pisania ;)
      Nie robię nic. Obserwuję parę blogów i je komentuję, może dlatego. Nie zostawiam spamu, bo sama go nienawidzę. Jeśli masz bloga, to też ci nie radzę tego robić :)

      Usuń
  3. Fajny rozdział!Zapraszam do mnie na dziewiątkę ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Liczyłam, że Justyna przyjmie tą propozycję z kadry. :) Myślę, że lepiej będzie jak oddali się od Bełchatowa na jakiś czas.. A co do Idy, to myślę, że jest z nią tak, jak we wszystkich ciążowych dramatach. Po prostu udaje, żeby zatrzymać przy sobie Alka. (Modlę się, żeby tak się okazało, bo chyba umrę, jak ona dziecko urodzi xD) Rozdział bardzo fajny, niecierpliwie czekam na następny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz co do Idy - świetny ;) Nie wiem jeszcze sama jak to będzie, ale nie umieraj, cokolwiek by się nie działo! :)

      Usuń
  5. Zapraszam!!!!!!!!!!!!!!!
    http://please-tell-my-why.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo dobrze, że Justyna przyjęła propozycję i wystąpi w kadrze! :) To, że znajdzie się w innym mieście dobrze jej zrobi, odpocznie od tego wszystkiego, chociaż szkoda mi Maćka! Mam nadzieję, że będą do siebie często dzwonić i nie pozwolą zniszczyć, a może bardziej zaniedbać tego co razem stworzyli :)
    Pozdrawiam serdecznie! :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też go szkoda. Chociaż sama go w tym opowiadaniu wykreowałam ;) Maciek nie da tego zaniedbać, tyle ci powiem :)

      Usuń
  7. Menda! Kłamie na pewno w ciąży nie jest... Mała dobrze zrobiła to jej się przyda taki odpoczynek. Maćka szkoda trochę ale jeszcze coś czuje że dobrego sie stanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moją odpowiedzią na Twój komentarz może być jedynie uśmiech. Nic nie powiem ;)

      Usuń
  8. Chcę jutra *.* wiecej Muzaja a może coś jednak z Alkiem? jestem tak strasznie ciekawa xd

    OdpowiedzUsuń