5 lutego 2013

XVII

,,Traktuje życie jak zabawę i zawsze jest na liście gości
Traktuje mnie jak trend, z którym już dała sobie spokój
Myślę, że zawsze obecny na jej twarzy grymas jest trochę niepokojący
Ona myśli, że jestem wariatką, bo lubię rymować jej imię z różnymi rzeczami
Ale wyrafinowanie nie wynika z tego, co nosisz ani kogo znasz
Albo z popychania ludzi, żeby dostać się tam, gdzie chcesz
Nie nauczyli cię tego w prywatnej szkole, więc muszę ja
Że żadna ilość sukienek w stylu vintage nie doda ci godności.’’

Po raz kolejny ignorowałam wibrujący uporczywie telefon. Na wyświetlaczu znów wyświetliło się ,,Ida’’. Nie miałam jednak żadnej ochoty, by z nią rozmawiać. Teraz, ani kiedykolwiek. Ponieważ jednak udowadniała teraz swoją upartość, która tak kiedyś mi imponowała, bez przerwy próbując się do mnie dodzwonić, wyciszyłam telefon. Wiedziałam, że na długo jej to nie powstrzyma. Rozwiązanie doraźne, ale zawsze jakieś. Dawało mi trochę więcej czasu do namysłu.
Nawet gdybym odebrała, to co miałam powiedzieć? ,,Cześć Ida, jak ja się za Tobą stęskniłam! Nie, coś ty, nie jestem na ciebie zła. O co? Ach, że niby o Aleksa? Przestań dziewczyno, przecież to tylko chłopak! To nic, że zadurzyłam się w nim po uszy, naprawdę. Odstąpię ci go i z uśmiechem będę chodzić z wami na spacery trójkę, robić zdjęcia, doradzać wam co do miejsc randek i spełniać inne przydatne funkcje, jak to piątemu kołu u wozu przystało. Wiesz, co? Wpadnijcie dzisiaj do mnie, puścimy jakąś ckliwą komedię romantyczną… Jeszcze lepiej będzie, jak zabierzecie ze sobą Cupko i jego dziewczynę, wtedy dobijecie mnie już na amen.’’
Dużego samozaparcia wymagało ode mnie chodzenie na treningi, jak gdyby nigdy nic się złego nie stało. O dziwo, omijała mnie wtedy szerokim łukiem, co było mi na rękę. Gdy ona grała, wymykałam się z hali jakieś 10 minut przed końcem, żeby nie zdołała mnie złapać po drodze do auta. Wiem, że moje zachowanie może było trochę dziecinne, ale nie chciałam mieć z nią żadnego kontaktu.
Z braku laku weszłam na Internet, a pierwsze co mi się rzuciło po zalogowaniu na facebooku, to zdjęcia Idy i Aleksa opublikowane przez ich prywatne profile, jego oficjalny i oczywiście wszystkie możliwe fan cluby i inne siatkarskie stronki. Czułam się, jakby ktoś nagle odciął mi dostęp do tlenu. Osaczali mnie ze wszystkich stron i nie było od tego ucieczki. Zanim zamknęłam przeglądarkę, wyświetliła mi się też wiadomość od niej : ,,Ignorujesz mnie?’’.
Nie mając co ze sobą zrobić, ubrałam tenisówki i wyszłam na świeże powietrze. Biegłam łódzkimi ulicami, próbując uciec od swojego życia i tego wszystkiego co się w nim pogmatwało.  Nie wiem nawet, jak długo pędziłam na pełnych obrotach, ale w pewnej chwili dostrzegłam znajome mi domki. Cholera, czy ja nawet sama siebie muszę umartwiać? Czemu tutaj przybiegłam? Powoli podeszłam do małego, kremowego domu z brązowymi okiennicami i zadbanym ogródkiem. Przejechałam palcem po skrzynce na listy, na której znajdowało się nazwisko jej rodziców. Przypomniało mi się, jak narzekała na fakt, że nadal z nimi mieszka. Śmiała się, że jeśli tylko kogoś sobie znajdzie, to wreszcie będzie miała z nimi spokój. Z tego co słyszałam na hali, już niedługo jej marzenie się spełni, bo postanowili zamieszkać razem – ona i Aleks…
-Justyna? – moje imię wyrwało mnie z zamyślenia. Podniosłam głowę i zobaczyłam, jak stoi w drzwiach.  Poczułam krople deszczu, powoli spadające z nieba.
-Wejdziesz do środka? – uśmiechnęła się, podczas gdy ja nadal stałam za jej furtką. Na automacie podeszłam do niej i pogłaskałam psa – Miśkę, która łasiła mi się do nóg- jednak nie miałam najmniejszego zamiaru przekraczać progu tego domu, już nigdy więcej. Zaschło mi w gardle, gdy tak stałyśmy w odległości może jednego metra na jej ganku.
-Po co to robisz? – ledwo co wyszeptałam, bo tak bardzo miałam ściśnięte gardło.
-Co robię? – zapytała. Uśmiech zniknął z jej twarzy, zastąpiony przez autentyczne zdziwienie. Dobra aktorka…
-Nie udawaj, że nie wiesz. Po co udajesz, że nic się nie stało? Że między nami wszystko ok? – podniosłam głos, bo strach i smutek zastąpiła dzika furia.
-A coś jest między nami nie tak? – zapytała, marszcząc brwi. Kiedyś sądziłam, że to zabawne, teraz jednak miałam już tego serdecznie dosyć.
-Wiesz po co tu przyszłam? Aby raz na zawsze to wyjaśnić. Nie jesteśmy przyjaciółkami i już nigdy nie będziemy. Powiedziałam ci, co do niego czuję, a ty tak bezkarnie teraz się za nim uganiasz! – wyrzuciłam z siebie gwałtownie.
-Ja się za nim uganiam? – powiedziała cicho, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, na którego widok zrobiło mi się niedobrze. W ten sam sposób uśmiechał się też właściciel srebrnej Skody, dziennikarz od siedmiu boleści.
-Pragnę zauważyć, że to on wybrał mnie, a nie ciebie. MNIE. Dlaczego miałabym nie skorzystać z takiej okazji? Tym bardziej, że muszę przyznać – przystojny jest, miły, kasę ma… Czego chcieć więcej?
Nie wiedziałam, co mam na to odpowiedzieć. Widząc to, dopowiedziała:
-Nie masz już czego tam szukać Justyna. Wróć teraz do domu z resztką dumy, którą jeszcze posiadasz i nie pokazuj się mi na oczy nigdy więcej. Wiesz, zakop się gdzieś w pościeli, z kubkiem gorącej herbaty i opakowaniem chusteczek, jak masz w zwyczaju. Zostaw nas w spokoju.
Niebo przecięła błyskawica, gdy zbiegłam po schodkach i już stałam za bramką, gdy obróciłam się i powiedziałam:
-Jeszcze tego pożałujesz.
Biegłam w strugach deszczu łódzkimi ulicami i choć byłam już daleko, nadal wydawało mi się, że słyszę jej śmiech.
Byłam tak wściekła, że przysięgam, miałam ochotę rozbijać ściany gołymi pięściami. Łzy płynęły mi po twarzy ciurkiem, ale byłam już tak przemoczona, że nie miało to jakiegoś większego znaczenia. Teraz dotarło do mnie, że może nawet nie poznałam jej tak naprawdę, bo ukazała mi się z całkiem innej strony. Cały czas, jak echo powracały do mnie jej słowa : ,,przystojny jest, miły, kasę ma…’’. Czy ona była z nim tylko dla pieniędzy? Przecież zasłużył na kogoś lepszego, już nawet nie myślę o sobie, bo z faktem, że nigdy nie będziemy parą jakoś się pogodziłam. Bałam się, że tylko go skrzywdzi.
Kurczę, Justyna głupoty pleciesz. Aleks to duży chłopiec i da sobie radę, a tobie nic do tego. Otarłam twarz rękawem kurtki, co praktycznie nic nie dało, bo i ona była mokra i weszłam do mieszkania, zostawiając za sobą mokre ślady. Za dwie godziny siatkarze mają trening… Miałam ochotę ich olać i nigdy więcej się z nimi nie spotykać, ale nie chciałam dać Idzie tej satysfakcji. Nawet, jeżeli mnie zmiażdżyła, to nie dam tego po sobie poznać. Zrzuciłam mokre ciuchy i rzuciłam się do szafy po suche. (http://weheartit.com/entry/50659100/via/stinehelle) Wysuszyłam włosy i po szybkim zjedzeniu kanapki pędziłam w stronę Bełchatowa. Teraz do Idy nie czułam nic, oprócz czystej wściekłości, dlatego też z wysoko podniesioną głową wparowałam na halę. Skoczyłam po drodze do automatu, żeby kupić sobie butelkę wody.
Może kłamiąc, gdy próbowałam uratować Muzaja przed trenerem, zapeszyłam, bo w tej chwili wrzuciłam do maszyny ostatnie drobne, a butelka, którą chciałam kupić, zaklinowała się w połowie drogi i nie miała zamiaru się stamtąd ruszyć. Zaklęłam pod nosem i sprzedałam urządzeniu porządnego kopa. Widząc, że nic już w tej sprawie nie zrobię, miałam odejść, gdy ktoś położył mi rękę na ramieniu. Obróciłam się, żeby zobaczyć brązowe roześmiane oczy i urocze loczki. Momentalnie zrobiło mi się nieswojo, ale spróbowałam odwzajemnić uśmiech.
-Cześć. Znowu przygoda z automatem? Ty to masz do niego pecha. – zaśmiał się Aleks.
-Tak, chyba powinnam się czegoś nauczyć po ostatnim razie.  –,,choć ostatniego razu nie było’’ – dopowiedziałam sobie w myślach.
-Zobaczymy, co da się zrobić . – zabawnie ruszył brwiami i potrząsnął parę razy automatem. Butelka przesunęła się, ale nadal tkwiła w automacie.
-Kurczę utknęła na amen.
-Gdybym miała drobne, to kupiłabym coś co znajduje się wyżej, może spadając by ją strąciło. Ale nie mam.– powiedziałam, szperając po pustych kieszeniach. Na moje słowa Aleks wyciągnął z kieszeni  5 złotych.
-Ta dam! Ale ja mam. – słowom tym towarzyszył szeroki uśmiech, którego nie mogłam odwzajemnić. Wrzucił monetę do automatu i chwilę później trzymałam już w ręce moją wodę i nadprogramową zieloną herbatę.
-Weź ją sobie, nienawidzę tej herbaty. – mrugnął.- Idziesz na salę?
Skinęłam głową, więc szliśmy powoli obok siebie korytarzem. Patrzyłam się cały czas przed siebie, choć tak bardzo chciałam chociaż nasycić sobie wzrok jego widokiem. W pewnej chwili zwolnił i zaszedł mi drogę.
-Powiedziałem coś do ciebie, ale nie odpowiedziałaś. – powiedział, udając naburmuszonego.
-Naprawdę? Przepraszam, zamyśliłam się. – odpowiedziałam, lekko się uśmiechając i próbując go wyminąć. Złapał mnie jednak za ramiona i podniósł mi głowę tak, że teraz patrzyłam mu w oczy.
-Coś jest nie tak. Masz jakieś problemy. – bardziej stwierdził niż zapytał. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć, zająknęłam się więc i zapewniłam:
-Nie, nie. Wszystko w porządku.
-J. ty nie potrafisz kłamać. – powiedział niby z nutką śmiechu, jednak jego oczy cały czas patrzyły się na mnie z zatroskaniem. Kochanie, kto jak kto, ale ja potrafię kłamać jak z nut. Zapytaj mojego giermka… Na głos nie odpowiedziałam jednak nic. Po prostu nie wiedziałam co.
-Cały czas uciekasz wzrokiem, kiedy przychodzisz na treningi już z nami nie grasz, nie wychodzisz z nami nigdzie po południu… Co jest grane? – zapytał. Postanowiłam sprzedać mu największe kłamstwo wszechświatów, choć czułam się okropnie, okłamując go. Gdybym była Pinokio, już dawno mogłabym skakać o moim nosie jak o tyczce, bo z pewnością byłby nie małej długości.
-Wszystko ok. Po prostu mam nawał roboty w pracy, ostatnio trochę się podziębiłam, ale na następnym treningu z wami pogram. – moja twarz wykrzywiła się w nienaturalnym uśmiechu. Aleks nadal nie wyglądał na przekonanego, jednak gdy dodałam, że się spóźni, objął mnie krótko ramieniem poszliśmy w stronę boiska. Maciek, który już się rozgrzewał, ze zdziwieniem przeniósł wzrok z Aleksa na mnie. W odpowiedzi podniosłam prawy kącik ust w pół uśmiechu.
Siadłam na trybunach i obserwowałam jak grają. Tym razem Ida się nie pojawiła, czego się nie spodziewałam. Czyżby to ona spanikowała? Moje zamyślenia przerwało pojawienie się Cupko, który w czasie przerwy na wodę kucnął przede mną, opierając ramiona na moich kolanach. Patrzył tak na mnie, a ja obróciłam głowę, by zobaczyć, tak jak się spodziewałam, przyglądającego się nam Aleksa.
-Aleks wysłał cię na zwiady?
-Nie musiał, sam zauważyłem, że ostatnio zachowujesz się inaczej. Już od jakiegoś miesiąca nie nazwałaś nikogo głupkiem. – zaśmiałam się.
-Aż tak ci tego brakuje Cupko? Ludzie się zmieniają, nie przyszło ci do głowy, że może nie mam ochoty już was obrażać? – zapytałam, wciąż się śmiejąc.
-Wiesz o co mi chodzi. Możesz udawać, ale i tak dowiemy się co jest grane i jeśli powodem jest jakaś osoba, to możesz być pewna, że szybko się z nią rozprawimy. – powiedział, z powagą na twarzy. Naprawdę, nie sądziłam, że kiedykolwiek zobaczę poważnego Cupko. W tym momencie trener odgwizdał koniec przerwy, więc wszyscy zabrali się do pracy.
Po treningu miałam jak zwykle odprowadzić ich do szatni i pojechać do Łodzi, po drodze złapał mnie jednak Muzaj. Poczekał, aż wyminą nas wszyscy siatkarze i powiedział:
-Musimy pogadać. Cały czas pytają mnie co jest z Tobą nie tak.
-Mam nadzieję, że im nie powiedziałeś? – odpowiedziałam, marszcząc brwi. W odpowiedzi przecząco skinął głową.
-Nie, ale może powiemy przynajmniej Cupko?
-Czyś ty zwariował? Chcesz, żeby wszystko wygadał Aleksowi?  Oni są bliskimi przyjaciółmi, nie chcę go w to wciągać, żeby później i on musiał go okłamywać. Jestem w ogóle zła na siebie, że i ty w tym siedzisz. – powiedziałam. Staliśmy tak chwili w ciszy i zanim zadałam pytanie, już otrzymałam odpowiedź.
-Ida nie przyszła, bo źle się czuła od samego rana. – na te słowa prychnęłam z ironią.
-Kiedy śmiała się ze mnie jakieś trzy godziny temu nie wyglądała na chorą.
Po tych słowach otworzyły się drzwi szatni i wychylił się z nich Wlazły, wołając:
-Młody, radziłbym ci szybko tutaj przyjść, jeśli nie chcesz, żeby przegrzebali ci torbę.
Na te słowa Muzaj wystrzelił jak z procy w tamtą stronę, przy samych drzwiach odwracając się i wołając :
-Zadzwonię do ciebie.
A ja obróciłam się na pięcie, założyłam kaptur i w strugach deszczu ruszyłam do auta.


,,Jestem dla ciebie po prostu kolejną rzeczą
Przy której wywracasz oczami skarbie
Być może go masz, ale to ja zawsze mam ostatnie słowo’’
Taylor Swift – Better Than Revenge
*
Rozdział wersja maxi. Miałam podzielić go na dwa, ale pierwszy był zbyt krótki, nie chciałam wam dawać do czytania takiego ochłapu ;) Sama nie mogę się doczekać publikacji kolejnego, bo będzie przełomowy, zapraszam więc w czwartek. 
Macie konfrontację z Idą. Chyba widać jak na dłoni jej intencje, ciekawa jestem waszej opinii na temat tego wszystkiego :)
EDIT: Prawie zapomniałam. Dziękuję za te już ponad cztery tysiące wyświetleń i komentarze, każdy z osobna  :*

21 komentarzy:

  1. Super! Mój status: W oczekiwaniu na czwartek *,*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach to spięcie z Idą ;p Fajny rozdział;p Zapraszam na ósemkę
    http://parkiet-siatka-mikasa-moje-marzenie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś musiało do niego dojść, wolałam zrobić to wcześniej niż później, bo Mała ma bogate plany ;)

      Usuń
  3. Super!!!!!!!!!!!! ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Oni muszą być razem, już czekam na czwartek *.* jeśli ty nie możesz się doczekać? to dodaj wcześniej! dla każdego będzie tak lepiej xd Ciekawe co będzie w przełomowym rozdziale :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda mi Justyny, ale z drugiej strony dobrze, że pogadała a raczej pokłóciła się z Idą. Mam nadzieje, że teraz zmotywuje się do dalszego działania, przestanie rozpaczać i weźmie się za Muzaja? Z rozdziału na rozdział darze go jeszcze większą sympatią :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, komentarz niżej miał być odpowiedzią na ten anonimowy -.-
      Nie odpowiem na twoje pytanie, ale jeszcze większą sympatią będziesz go darzyć po przeczytaniu sobotniego rozdziału, bo będzie go w nim pełno :D

      Usuń
  6. Oj, korci mnie, żeby dodać, ale tego nie zrobię ;) Wiesz, trzeba sobie kształtować osobowość, a po drugie z większą chęcią przeczytacie to co dodam :D
    Może odpowiedzi dokładnej na twoje pierwsze zdanie jeszcze nie będzie, ale jeśli chodzi o Małą i jej giermka, to sobotni rozdział na bank ci się spodoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Muzaj mnie rozbraja - jest genialny! Mam nadzieję, że panowie szybko przekonają się, jaka jest Ida.
    Wpadłam, przeczytałam całość jednym tchem i... chcę już czwartek ;D
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, miło mi to słyszeć ( a raczej czytać). Kiedyś na pewno się przekonają, jaka jest, ale nie powiem dokładnie kiedy, żeby była niespodzianka ;)

      Usuń
  8. Wiedziałam! Normalnie to czułam że ta małpa leci na kasę... Jak ja ją bym wzięła i skrzywdzila no !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I uwolniła braciaka Majki od tej zołzy? Coraz bardziej podoba mi się perspektywa wprowadzenia twojej bohaterki, żeby w niedalekiej przyszłości skopała Idzie tyłek :D

      Usuń
  9. Co za pipa no! -.-
    Nieładnie tak, nieładnie! Na pewno podwinie jej się gdzieś noga! Musi! :D
    Spotkanie z Aleksem na pewno jest ciężkie dla Justyny, tak jak z każdym innym siatkarzem.
    Tymczasem zapraszam do siebie na nowy rozdział na http://setball-for-hope.blogspot.com/ oraz na nowe opowiadanie magia-rubinu.blogspot.com
    Pozdrawiam, Misu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja reakcja na twój komentarz : :D Trafne określenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. czwartku, nadejdźże w końcu <3
    wiem, że to jutro, ale aż kilkanaście godzin ;(
    trzymałabym kciuki za następny rozdział, ale w swoim braku talentu wybiłam oba jednocześnie odbijając piłkę -.-
    loFFki(taki trolling) i pozdrowienia,
    http://spala-baby.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak można wybić dwa kciuki za jednym razem? Brawa się należą :D Ja jeszcze nigdy sobie nic nie wybiłam.
      To może być takie symboliczne trzymanie kciuków w myślach.;)

      Usuń
  12. już jutro *.* w jakich godzinach? xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz :D Wczoraj nie doczytałam, przepraszam ;)

      Usuń