21 marca 2013

XXXVIII


,,Boję się stawić czoła kolejnemu dniu,

Bo strach we mnie po prostu nie zniknie.
W mgnieniu oka, odszedłeś, a ja jestem przerażona



Kawa poplamiła twoją ulubioną książkę,
Przypominającą mi o tobie więc nie mogę nawet spojrzeć
Gazety, które zostawiłeś na podłodze''

Duffy - I'm scared

<piosenka idealnie pasuje jako podkład>


Wspomnienia ostatnich dni powracały do mnie jak echo, którego tak bardzo chciałbym się pozbyć. Niestety, mieszkanie w ogromnym, przeważnie wypełnionym jej osobą domu, kiedy odeszła nie pozwalało mi zapomnieć. Wystarczyło spojrzenie na puste miejsce w szafie, jej ulubiony kubek, kosmetyki w łazience czy też po prostu na meble, które wybrała, by rozpoczęła się reakcja łańcuchowa. Tuż przed oczami miałem jak się to wszystko zaczęło, jak się zaprzyjaźniliśmy i te wszystkie chwile, gdy w końcu byliśmy razem. Spacer po parku, wyjazd zagranicę, przekomarzanie się z nią przy porannej kawie, czy narzekanie na to, że zapomniała wkroić mi do kanapek rzodkiewki. Jej rozczochrana postać, zalegająca do późnych sobotnich godzin na poduszce obok, tuląca się do mnie podczas burzy. Walka o pilota, wspólne posiłki, jej śpiew podczas sprzątania przy włączonym radiu. Paranoja na punkcie ran i zakażeń, którą nabyła kiedy zdecydowała się zostać pielęgniarką. Jej niziutka postać, ubrana w jasne dżinsy rurki, szare trampki i koszulkę Skry, która kibicowała mi praktycznie na każdym spotkaniu. Słowa pocieszenia po przegranej i bezgraniczna radość po wygranej. Jej małe dłonie, które nawet w środku lata były chłodne, a które tak bardzo lubiłem trzymać w swoich i rozgrzewać. Ta świadomość, że już nigdy nie odejdzie, kiedy zostaliśmy małżeństwem. Dlaczego w takim razie musiałem to wszystko spieprzyć? Podniosłem się zrezygnowany z fotela, z którym nie rozstawałem się od paru dni. On i telewizor były jedynymi rzeczami, jakie trzymały mnie przy życiu, a które opuszczałem tylko na treningi czy wypady do kuchni i łazienki. Skierowałem swoje kroki właśnie do tego ostatniego pomieszczenia. Bose stopy uderzające o chłodną podłogę sypialni, do której wszedłem po drodze. Na krześle nadal wisiała jej bluza, pachnąca zarówno jej jak i moimi ulubionymi perfumami. Nie widziałem jej już od miesiąca, nie dawała znaku życia, a mimo to, wszystkie ślady jej obecności w naszym domu pozostały nietknięte. Czasami wybierałem jej numer, ale albo miała wyłączony telefon, albo po prostu mnie ignorowała. Zastanawiałem się, gdzie teraz jest, jak się czuje w piątym miesiącu ciąży. Mimo to, nie traciłem nadziei i wysyłałem jej wiadomości, prowadziłem swoje śledztwo wraz z resztą siatkarzy, którzy bardzo przejęli się tą całą sytuacją. Niby mnie pocieszali, jednak wiedziałem, że mają do mnie pewien żal, bo sam się o to prosiłem. Znałem ją dobrze i wiedziałem, że na pewno nie zrobiła niczego głupiego. Kiedyś mówiła mi o swojej pogardzie do osób, które popełniają samobójstwo czy też się okaleczają się, by ulżyć sobie w cierpieniu, czy też tych, którzy topią smutki w alkoholu. Tylko te słowa powstrzymywały mnie przed wycieczką do pierwszego sklepu monopolowego i zakupu wysokoprocentowego napoju wyskokowego. Była rozsądna, nie zrobiłaby niczego, co mogłoby jej zaszkodzić, a już szczególnie zaszkodzić naszemu nienarodzonemu dziecku, prawda?
W nocnych koszmarach widziałem, jak wsiada do swojej Skody i odjeżdża z piskiem opon. Chyba nigdy jeszcze nie byłem aż tak zły na samego siebie, że tak to wszystko zepsułem. Po co? Dla chwili przyjemności? Co ja sobie wtedy myślałem?
Jak to się wszystko zaczęło? Pamiętam tamten dzień bardzo dobrze. Kończyliśmy trening, otwarty dla kibiców i podszedłem zmęczony wraz z innymi do fanek, aby rozdać im autografy. Mój nadgarstek wysiadał, gdy z całego tłumu zrobiła się już tylko garstka. Jeszcze kilka i po sprawie. Robiłem to wszystko na automacie, uśmiechając się mimowolnie, udając, że słucham co do mnie mówią, jednocześnie myślami błądząc wokół Justyny, która obiecała, że na obiad zrobi moją ulubioną zapiekankę. Nagle z zamyślenia wyrwało mnie podsunięcie pod rękę dużego notesu. Jego właścicielka zatrzęsła kilkoma bransoletami i pytając:
-Może być z dedykacją?
-Pewnie. Jak masz na imię? – odpowiedziałem machinalnie, wciąż zajęty podpisywaniem reszty zeszytów. Wziąłem jej notes w dłoń, wciąż na nią nie spoglądając.
-Klaudia. Ale mówią na mnie Czarna.
Dopiero teraz skojarzyłem jej głos. Spojrzałem na jej twarz i oniemiałem.
-Klaudia, to ty? Ale się dawno nie widzieliśmy. Teraz to już raczej Czarną cię nie powinni nazywać. – zaśmiałem się, spoglądając na jej długie blond włosy. Była moją koleżanką z podstawówki, kiedy to jeszcze mieszkałem we Wrocławiu. Dopingowała mnie w późniejszych, gimnazjalnych latach, gdy w końcu trafiłem do Gwardii. Spędzaliśmy masę czasu, byliśmy praktycznie nierozłączni, co zmieniło się diametralnie, gdy dostałem propozycję gry w Młodej Lidze w Bełchatowie. Wraz z rodzicami przeprowadziłem się, w pogoni za sukcesem. Niby utrzymywaliśmy ze sobą kontakt, ale po pewnym czasie nie było już o czym rozmawiać. Mieliśmy swoje życie. Teraz jednak wszystkie wspomnienia wróciły. Przytuliłem ją mocno. Na nogach miała buty na platformie, ale nie zmieniało to faktu, że była wysoka i bez nich, bo prawie dorównywała mi w nich wzrostem. Aleks, który przechodził obok wraz Cupko, podniósł wysoko brwi. 
-Moja kumpela, Klaudia. – zapoznałem ją z tymi, którzy jeszcze nie poszli się przebrać. Kiedy poszli, ruszyłem powoli ich śladem, rozmawiając z dziewczyną. Dowiedziałem się, że przyjechała do Łodzi do jakieś ciotki, zajmowała się modelingiem i była sama.
-Może poszlibyśmy do kawiarni i porozmawiali o starych czasach? Chyba dużo się u ciebie zmieniło, co? – wskazała głową na obrączkę, lśniła na moim palcu.
-Jasne, czemu nie? Mam wolną godzinkę. Poczekaj tylko chwilkę.
W ekspresowym tempie wziąłem prysznic, ubrałem się i skierowaliśmy swoje kroki o jednego z pobliskich budynków. Zamówiliśmy po filiżance kawy i ciastku, po czym zajęliśmy jeden ze stolików przy oknie. Przypomniałem sobie, jak miło było zawsze z nią rozmawiać i przekomarzać się o błahostki. Godzina minęła bardzo szybko, a ja szczęśliwy i uśmiechnięty od ucha do ucha wróciłem do domu. Gdy zamknąłem drzwi, przede mną pojawiła się Justyna.
-Dzięki Bogu, myślałam, że coś się stało. Miałeś wrócić na obiad, dzwoniłam, ale nie odbierałeś telefonu. Karol powiedział mi, że już dawno skończyliście trening. – powiedziała z lekkim uśmiechem, którym próbowała zatuszować dość wyraźnie rysujące się w jej wielkich, brązowych oczach, zaniepokojenie.
-Przepraszam, ale zapomniałem powiedzieć ci, że umówiłem się z Łukaszem, chciał żebym mu pomógł w wyborze prezentu dla siostry na urodziny. – odpowiedziałem, kłamiąc. Bałem się jednak jej reakcji, myślałem, że będzie zazdrosna i nie chciałem niepotrzebnie jej stresować.
Zjedliśmy już trochę chłodną zapiekankę a potem wyszliśmy na spacer.
Kilka dni później znów spotkałem Klaudię na swojej drodze. Ubrana w sukienkę i buty na wysokich obcasach przyciągała spojrzenia przechodzących obok nas ludzi. Nawet nie wiem, jak do tego doszło, ale w pewnym momencie, kiedy tłumaczyłem jej, co się dzieje w męskiej siatkówce, objęła mnie i pocałowała. Wiem, że powinienem był odepchnąć ją i powiedzieć, że mam swoją rodzinę, jednak tego nie zrobiłem. Była przepiękną kobietą, a jej malinowy błyszczyk sprawiał, że nie miałem ochoty się od niej oderwać. Od tamtej pory unikałem jej jednak, aż do momentu, gdy pojawiła się na meczu w Kędzierzynie. Wiedziałem, że źle zrobiłem, miałem przecież żonę, którą kochałem. Albo tak sądziłem, dopóki nie spotkałem swojej pierwszej miłości. Podszedłem do niej, by się wytłumaczyć, jednak znów się do mnie przymilała. Jej oczy były tak hipnotyzujące, że nie zauważając kamery, nie zważając na nic, nie zareagowałem, gdy rzuciła mi się na szyję i przyssała do moich ust. Kiedy po powrocie do domu Justyna była strasznie zdenerwowana, w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka. Przeważnie była oazą spokoju. Czyli już wiedziała. Któryś z chłopaków powiedział mi, że wszystko poszło na wizji, a w to, że oglądała nasz mecz nie wątpiłem.
Zapytała mnie, z twarzą wypraną z emocji, jak do tego wszystkiego doszło. Kiedy po jej twarzy pociekły łzy, śledziłem je, patrząc jak znikają w jej brązowych włosach, falami układających się na wąskich ramionach. A ona wciąż szeptała, sprawiając, że czułem się jak ostatni dupek. Naprawdę wolałbym, gdyby krzyczała, rzucała przedmiotami, czy uderzyła mnie. A ona tak po prostu, będąc kupką nieszczęścia, poszła po torbę i wyszła, trzaskając drzwiami. Zraniłem ją i okropnie się z tym czułem, nie wiedząc, czy kiedykolwiek mi wybaczy.
Pewnego dnia odwiedziła mnie Klaudia. Nieogolony, powitałem ją w drzwiach dość ozięble, co zbiło ją z tropu.
-Czego chcesz? – zapytałem mało przyjacielsko.
-Coś się stało? – zapytała, spoglądając na mnie szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami. Cały ten miesiąc od odejścia Justyny unikałem jej, przelewając na nią wszystkie emocje, które wyniszczały mnie od środka. W chwili, gdy stanęła na moim progu, czułem już tylko i wyłącznie złość i nienawiść. Gdybym nie napotkał jej na swojej drodze tamtego dnia po treningu, nadal mógłbym żyć jak dawniej, całować moją żonę na powitanie i planować umeblowanie pokoju dla dziecka.
-Nie udawaj, że nie wiesz. Przykleiłaś się do mnie wtedy w Kędzierzynie i wszyscy widzieli to w telewizji. Nie mogło ci to przecież umknąć.
-I co w tym złego? – zapytała, uśmiechając się lekko.
-Zniszczyłaś mi życie! Justyna mnie zostawiła, nie daje znaku życia, nie wiem, gdzie jest matka mojego nienarodzonego jeszcze dziecka! Wraz z Twoim pojawieniem wdepnąłem w niezłe bagno!
-Hola, hola, mój drogi. Nie ja zniszczyłam ci życie, to ty sam się o to prosiłeś. Skoro tak ją kochasz, to czemu się do mnie przystawiałeś? – podeszła do mnie bliżej, mierząc mnie wzrokiem. Uśmiech, który wcześniej widniał na jej twarzy, zniknął zastąpiony przez wrogi grymas.
-Byłaś nachalna.
-Wystarczyło mnie odepchnąć, zrozumiałabym. Zdziwiłeś mnie, szczerze. Zawsze taki rozsądny, dojrzały, a mając rodzinę na głowie sobie romansuje. Usprawiedliwiałam cię tylko tym, że my znamy się dłużej, a przed Twoim wyjazdem też coś między nami było. Chociaż… Nie powiesz mi chyba, że to taki wyjątek od reguły, co? Pewnie nieraz już wyrwałeś sobie fankę po meczu, tylko tym razem wpadłeś.
-Kogo ty ze mnie robisz?! Jakiegoś boga seksu? Kocham Justynę i musiałbym być idiotą, żeby ją zdradzać.
-W takim razie jesteś już tym idiotą. Nie wiem, czy o tym nie zapomniałeś. – odwróciła się ze złością i odeszła kawałek, a potem dodała. – Gdyby już jednak Twoja księżniczka nie chciała do ciebie wrócić, to wiesz gdzie mnie szukać.
Ze złością zatrzasnąłem drzwi, nie wiedząc co dalej robić. Nie mogę tak siedzieć bezczynnie. Emocje buzowały we mnie i myślałem, że wybuchnę, kiedy wsiadałem do auta i pojechałem do Łodzi. Objechałem wszystkie jej ulubione miejsca, park, ale nigdzie jej nie było. Tak jakby znikła z powierzchni ziemi. Zdesperowany, sięgnąłem po telefon, dziękując sobie, że kiedyś zapisałem sobie numer jej siostry, Baśki.
Odebrała po trzech sygnałach. Zanim zdążyłem się odezwać, powitało mnie niezbyt miłe:
-Czego? – warknęła. Czego innego się spodziewałem? Były siostrami, wiadomo, że trzyma jej strony, uważając mnie za ogromnego drania. Którym zresztą przecież byłem.
-Musisz mi pomóc. – postanowiłem przejść do konkretów.
-Nie wydaje mi się, żeby był to mój obowiązek.
-Baśka, ja chcę to wszystko naprawić. Byłem i jestem idiotą, największym dupkiem świata, nazwij mnie jak chcesz. Muszę tylko z nią porozmawiać. Jesteś jej siostrą, na pewno wiesz, gdzie teraz jest.
-Nie wydaje ci się, że gdyby chciała mieć z Tobą kontakt, to by cię nie ignorowała?
-Baśka, proszę cię. Nigdy o nic cię nie prosiłem, zrobię wszystko, co chcesz. Pomóż mi się z nią skontaktować. Daj jakąś wskazówkę, nie wiem. Będziemy mieli dziecko, nie mogę tak jej zostawić.
Po drugiej stronie słuchawki zapadła cisza, po chwili przerwana głośnym westchnieniem
-Jesteś nieodpowiedzialnym głupkiem Muzaj. Powiem ci tylko tyle – porozmawiam z nią, spróbuję ją nakłonić do tego, żeby się z Tobą porozumiała. Dziwię się sama sobie, w tej chwili mam ochotę ukręcić ci kark.
-Wiem, że źle zrobiłem…
-Źle? Co jak co, ale zdrada to już zwykłe świństwo. Masz szczęście, że nasi rodzice jeszcze nic o tym nie wiedzą, bo gdybyś wpadł w ręce mojego ojca, to już byśmy teraz ze sobą nie rozmawiali. Wiesz jak ja się czułam, kiedy do mnie zadzwoniła, płacząc w słuchawkę? Nie mogła wydukać z siebie ani jednego słowa, nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Od razu wsiadać w autobus i przejechać te prawie 300 km? Byłoby to bezcelowe, bo zwyczajnie bym nie zdążyła. Ty kurczę nawet nie wiesz, w jakim ona była stanie psychicznym. Naprawdę, bałam się, że rzuci się z mostu czy zrobi coś równie głupiego, bo tak załamanej jej jeszcze nigdy nie widziałam. A najgorsze było to, że nie mogłam nawet nikogo poprosić, żeby jej przypilnował, pocieszył, bo jedyną osobą, do jakiej miałam numer, byłeś ty! Złamałeś ją wpół Muzaj. Ludzie tacy jak ty nie powinni w ogóle istnieć. I wiesz co? Justyna musiałaby być głupia, żeby do ciebie wrócić. Wiesz po co ci to mówię? Bo chcę ci dokładnie uświadomić, że ta cała akcja z Klaudią była największym błędem Twojego życia. Straciłeś rodzinę, na której niby tak ci zależało. Ciekawe co na to Twoi rodzice, czy nadal są z ciebie tacy dumni? Nie dzwoń do mnie więcej, nie mam zamiaru jeszcze bardziej się denerwować.

Zanim się odezwałem, rozłączyła się. Jej słowa tak mnie dotknęły, że i tak nie byłbym wstanie powiedzieć czegokolwiek. Chyba po raz pierwszy w życiu ktoś tak dosadnie powiedział mi to, co dokładnie o mnie myśli. Zabolało.
Ale jeszcze bardziej zabolał fakt, że była to najszczersza prawda.

Minął kolejny miesiąc, a  ja nadal nie miałem z nią kontaktu. Baśka jak zapowiedziała, tak zrobiła – dzwoniłem do niej, lecz nie odbierała. Nie mogłem jednak winić jej za to, że jej siostra nie chce ze mną rozmawiać. Wiedziałem, że Justyna jest bardzo uparta, a złość chyba tylko nasilała tę cechę jej charakteru.  Życie toczyło się niby dalej, jednak bez niej to już nie było to. Wychodziłem z kumplami na imprezy, ale spędzałem je przy barze, samotnie sącząc piwo i nawet nie spoglądając na dziewczyny, które próbowały mnie poderwać. Już raz się to źle skończyło. Jakiś cichy głosik w mojej głowie podpowiadał mi, że od samego początku wierzyłem, że zadzwoni do mnie i da choć cień szansy na wytłumaczenie. Byłem gotów zasypać ją różami, iść za nią na kolanach czy godzinami stać pod jej oknem, gdybym tylko wiedział, gdzie teraz mieszka. I czy mieszka, chociaż myśl o tym, że mogła zrobić krzywdę sobie i dziecku, starałem się spychać w najciemniejsze zakamarki moich myśli. Jest już w szóstym miesiącu ciąży. Jak sobie radzi? Jak czuje się nasz syn? Czy chodzi na badania, kupuje rzeczy? I najważniejsze – czy ma za co żyć? Przecież nie pracowała. Co planuje zrobić, gdy już urodzi, wychować go bez ojca? Tyle pytań chciałem móc jej zadać, ona jednak uparcie nie obierała telefonu.
Moja forma pogorszyła się diametralnie, tak samo jak kontakty z resztą drużyny. Mimo, że ostatnio grałem w pierwszym składzie, teraz znów grzałem ławę, ponieważ trener nie potrafił się ze mną porozumieć. Piłka także się mnie nie słuchała. Po tym, jak cała prawda wyszła na jaw, już chyba nikt nie miał w stosunku do mnie cienia szacunku- po meczach grono fanek, które się wokół mnie ustawiało, było dużo mniejsze. W oczach niektórych zapewne byłem potworem, nawet jeśli lubiły mnie jako siatkarza, to i tak nie mogły przecież odgrodzić mojej pracy od prywatnego życia, które w dużym stopniu rzutowało na moją karierę.

Zbliżał się długi weekend, wszyscy byli bardzo podnieceni. Przebieraliśmy się właśnie po treningu, a oni co chwilę śmiali się i opowiadali o swoich planach. Widząc, jak wychodzą grupkami, specjalnie się ociągałem, nie mając ochoty z nimi rozmawiać. Wsadziłem głowę do szafki i udawałem, że czegoś szukam.  Kiedy już wszystko ucichło, odetchnąłem z ulgą, myśląc, że jestem sam i zatrzasnąłem jej drzwiczki. Nic bardziej mylnego- o futrynę oparty stał Atanasijević.
-Musimy pogadać. – powiedział patrząc na mnie. Chciałem go zignorować, a on od razu to zauważył. – Nie udawaj głuchego.
-Nie udaję. – burknąłem. – O czym chcesz gadać? Streszczaj się.
-A co, może się gdzieś spieszysz? Do pustego domu, kanapy i telewizora?
-Nie Twoja sprawa. – warknąłem, mierząc go wzrokiem. – Co, wreszcie jesteś zadowolony, tak? Justyna już ze mną nie jest, zawsze tego chciałeś.
-Tu nie chodzi o to, czego ja chciałem. Wolałbym już, żeby nadal była z Tobą i cieszyła się życiem, a nie rwała sobie włosy z głowy i płakała po nocach.
-Słuchaj, jeśli masz mi wytykać błędy, to podziękuję.
Minąłem go i łapałem za klamkę, gdy westchnął.
-Wiem, gdzie jest Justyna.
Odwróciłem się powoli, patrząc jak opiera się zrezygnowany o jedną z szafek, z rękoma w kieszeniach.
-Żartujesz, prawda?
*
W odpowiedzi na wszystkie Wasze pytania, przedstawiam wam perspektywę Maćka. 
Jestem ciekawa, jaki teraz macie do niego stosunek.
Chyba nie muszę już nic więcej pisać na temat tego rozdziału, pozostawiam wam wszelkie komentarze.
Kolejny, przedostatni rozdział pojawi się w niedzielę, ok. 11.
Zapraszam :)

EDIT: Swoją drogą, piękną mamy zimę tej wiosny, prawda? Po wyjściu z kina zostałam przywitana śnieżycą... Co to się porobiło, ja nie wiem.

30 komentarzy:

  1. Nie wiem, od czego zacząć, o czym pierwszym napisać? Maciek, po co ci to wszystko było, do cholery? Spieprzyłeś sobie życie, na własne życzenie. Spieprzyłeś je także Justynie i waszemu dziecku. Nadal jednak nie potrafię odpowiedzieć sobie na pytanie - spał z nią czy nie? Mówi, że musiałby być idiotą, żeby zdradzać żonę, na co Klaudia mu mówi, że nim jest. Co więc się wydarzyło między nimi? Zresztą, zdrada to nie tylko seks. Cóż, jego pierwsza miłość musiała być dość dobra, skoro dla niej oszukiwał żonę, odsunął się od niej i zaczął zachowywać się tak, jak się zachowywał, co wiemy z poprzedniego rozdziału. Poza tym, mimo wszystko, nie wmówi mi, że nie chciał tych pocałunków z Klaudią. Gdyby tak nie było, odepchnąłby ją. Zrobiłby coś, a on zwyczajnie się na to godził. Mógł przewidzieć zamiary tej dziewuchy, takim zawsze chodzi tylko o jedno, a faceci są tacy naiwni... Jeszcze to zdanie, że miał żonę, którą kochał, albo tak mu się wydawało, dopóki nie spotkał swojej pierwszej miłości, chyba mówi wszystko. Zadziwiające, z jaką łatowścią kobiety potrafią zrobić facetom sieczkę z mózgu, tak jak w tym przypadku. Jakaś obca dziewczyna doprowadziła do tego, że oszukiwał żonę, odsunął się od niej, co wiemy z poprzedniego rozdziału. Nie mogę zrozumieć, czemu nie zrobił nic, by temu zapobiec. Czemu pozwolił na to, by przyjazd Klaudii zniszczył jego rodzinę i poprzestawiał jego życie do góry nogami? Może to tylko moje dziwne wrażenie, ale on chyba nie żałuje tego, co zrobił, żałuje tylko konsekwencji, jakie z tego wyniknęły. Ani słowem nie wspomniał w tych swoich refleksjach o tym, że gdyby mógł, nie zrobiłby tego... Niech nie zwala wszystkiego na Klaudię, to nie tylko jej wina, mógł zwyczajnie ją odtrącić, opieprzyć, zrobić cokolwiek, co dałoby jej do zrozumienia, że tego nie chce. Nie zrobił, bo tego chciał, tak wynika z jego słów. Baśce się nie dziwię, gdyby cos takiego spotkało moją siostrę, pewnie zachowałabym się tak samo. Skoro Justyna nie chce się z nim kontaktować, to ona nie może jej do niczego zmusić. Mógł się Maciek wcześniej nad tym zastanawiać... Czemu się dziwi, że nikt nie ma do niego szacunku? Ciężko, by ktokolwiek miał, po tym, co wywinął. Idealny mąż okazał się skończonym dupkiem, największym kretynem świata! Wierzę, że Justyna jest silna, dlatego daje sobie radę. Sama chciałabym wiedzieć, gdzie ona jest? Nadal mieszka u Aleksa, może wróciła do domu, do rodziców? Jestem teraz ciekawa, co zrobi Atanasijević? Powie Muzajowi, gdzie ona jest? Nie wiem, czy Justyna by mu to wybaczyła... Jednak na miejscu naszego niewiernego męża miałabym jeden cień nadziei, że może się to wszystko poukłada - nie złożyła pozwu o rozwód, przez tyle czasu. Chyba, że czeka z tym do porodu, nie chcąc się denerwować. Co ten Serb wymyślił? Znów mnie skręca z ciekawości i myśl, że będę musiała tak długo czekać na odpowiedzi na swoje pytania, mnie dobija! :D
    Wciąż próbuję sobie odpowiedzieć na pytanie - czy ona mu wybaczy? Czy będzie w stanie zapomnieć o tym? Czy miłość okaże się na tyle silna, że pozwoli jej wrócić do niego? Nie mam pojęcia, ale wierzę, że podejmie dobrą decyzję. A Maciek... Niech walczy, tylko to mu pozostało. Rozpieprzył życie swojej rodziny, niech teraz spróbuje je naprawić, i tak nie ma nic do stracenia. I tak będą musieli się spotkać, czekam na ten moment, gdy to się stanie. Jest tyle pytań, które chciałabym zadać, ale muszę się powstrzymać, bo wiem, że i tak nie uzyskam na nie odpowiedzi :) Pozostaje czekać do niedzieli.
    PS: Ta historia wzbudza we mnie niezłe refleksje, gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już samo spojrzenie na długość Twojego komentarza utwierdziło mnie w przekonaniu, że i ten rozdział był dość refleksyjny. ;)
      Perspektywa perspektywą, ale i tak wszystkiego opisać nie mogłam. Maciek, jako mój bohater nie mówi nic o tym, że spał z Klaudią, ale czy tak było? Wydaje mi się, że już w poprzednim przyznał się, że jednak w pewnym stopniu chciał tego, co się między nimi zawiązało. Gdyby było odwrotnie, to dałby jej jakiś znak, czy też po prostu stanowczo odmówił. Okropne, że faceci mogą przekreślić sobie życie, przez tak krótki epizod, nawet się nie zastanawiając. Na pewno żałuje konsekwencji swojego czynu, ale z tym łączy się też raczej żal związany ze swoim zachowaniem. Gdyby był w porządku, Justyna nadal byłaby u jego boku, chyba dobrze sobie to teraz uświadomił. Jak to mówią - nie docenia się czegoś, co ma się pod nosem, dopóki nam tego nie zabraknie. Maciek zauważył, jak ważna była dla niego jego rodzina, dopiero, kiedy go opuściła i zostawiła samego jak palec. Facet dobrze wie, że wina leży tylko i wyłącznie po jego stronie i raczej nie dziwi go ochłodzenie stosunków z resztą.
      Mogę zdradzić, że Justyna nadal mieszka u Aleksa. Serb chyba jednak miał już dość tej sytuacji- jak wiesz, kocha ją, a jeśli kogoś darzy się uczuciami, to nie można tak po prostu patrzeć, jak ta osoba cierpi. Więcej na ten temat nie powiem, dokładniej o tym będzie w kolejnym, przedostatnim już rozdziale. Także zarówno na decyzję Justyny jak i rozmowę z Serbem, musisz poczekać. ;)
      Wydaje mi się, że po tak długim czasie podejmie dobrą decyzję. Chyba wszystko dokładnie sobie przemyślała.

      Usuń
    2. Właśnie dlatego, że nic nie mówi, nie mogę rozgryźć tego, czy doszło do czegoś więcej, czy nie. Niby to niczego nie zmienia, ale jednak zarzuty pod jego adresem byłyby trochę lżejsze. Dlatego Aleksowi też współczuję, bo tak naprawdę, to nie była jego wina, że zauroczył się Idą, zrobił sobie z nią dziecko i próbował stworzyć rodzinę, a tym samym ranił Małą, bo nie wiedział o jej uczuciach. A teraz? Teraz musi mu być ciężko, bo ją kocha, a patrzy jak ona wylewa hektolitry łez przez innego faceta, który wydawał się być o niebo lepszy niż on sam, obiecywał, że jej nie skrzywdzi, ona oddała mu serce, a on je zdeptał. I teraz, gdy Justyna najbardziej pomocy potrzebuje, to właśnie Aleks przy niej jest, ale może sam ogarnął, że ona kocha tego kretyna, swojego męża, więc może postanowił spróbować im się dogadać... Sama już nie wiem, co o tym wszystkim myśleć, więc zwyczajnie czekam na kolejny rozdział :) Swoją drogą, to tak się wciągnęłam w to opowiadanie, że nie chcę końca :(
      Jedyną, dobrą rzeczą, w znajdowaniu opowiadania w momencie, gdy się kończy, jest możliwość przeczytania tylu rozdziałów na raz i zaspokajania swojej ciekawości od razu :D

      Usuń
    3. Faktycznie, plusem czytania opowiadania pod koniec, jest to, że możesz przeczytać prawie wszystkie rozdziały po kolei, jak książkę ;). Wydaje mi się, że niektórzy czytelnicy, czytający moje opowiadanie od początku mogą już nie pamiętam połowy albo tego, jak to wszystko się zaczęło.
      Aleks wziął ślub, bo ,,tak trzeba''. Narobił sobie i Idzie kłopotów, bo przecież to przez niego zaszła w ciążę i był gotów ponieść konsekwencje swojego czynu. W pewnym sensie Maciek tutaj się różni - on nie był przygotowany na to, że jeśli tzw. romans wyjdzie na jaw, to Justyna go opuści. Część czytelników stwierdzała po ostatnich rozdziałach, że Aleks jest okropny, ale ja od początku planowałam wykreować go na porządnego człowieka. Wiadomo, każdy ma wady, a on sam otwarcie przyznał się przed Justyną, że niektóre jego decyzje były błędne, wydaje mi się, że to właśnie jest jego bardzo pozytywna cecha.
      Uwierz mi, że jak teraz wszystkie zaczęłyście tak komentować na potęgę, to jakoś tak łezka w oku się kręci, że niedługo rozstaniemy się z Justyną, Maćkiem i Aleksem. Wszystko się kiedyś kończy, niestety, ale może to i dobrze. W planach nigdy nie miałam napisania Mody na Sukces, nie planowałam też aż 40. rozdziałów. Pierwotnie opowiadanie miało zakończyć się po tym, jak Justyna i Maciek zostali parą. Jakiś chochlik podpowiadał mi jednak, że muszę jeszcze namieszać.;)

      Usuń
  2. O, idealnie! Dodałaś rozdział w idealnej porze, bo mam komputer i możliwość napisania komentarza od razu, a nie jak ostatnio bywało, po 2 dniach :)
    WIĘC! Zaczynam swój kolejny wywód dzisiejszego dnia. Nadal śmiało mogę nazwać Maćka frajerem, ten rozdział nie zmienił mojego podejścia do tego, co zrobił.
    Mam dziwne odczucia co do Aleksa. W sumie czuje takie zrezygnowanie w jego osobie. Rozumiem, że Justyna dalej u niego mieszka, tak? Bo jeśli tak, to (moim skromnym, nic nie znaczącym zdaniem) wydaje mi się, że Aleks ma już trochę dość. Nie tym, że Justynę ma u siebie w domu. Ale tym, że ma ją przy sobie, a jednocześnie tak naprawdę jej nie ma (sratata, wyszło masło maślane). Chodzi mi po prostu o to, że on ją kocha (bo tak powiedział przecież, nie?), ale też wie, że swoją szansę na bycie z J. stracił już dawno. I wiesz co? Chyba jest mi go nawet szkoda. Patrzyć jak osoba, którą kochasz, cierpi przez innego chłopaka? No cholera! W dodatku po końcówce tego rozdziału wnioskuję, że kompletnie nie potrafi pomóc Justynie. Czyli generalnie gorzej być nie może.
    Dobra, dalej.
    Nic, ale to nic nie usprawiedliwia Maćka. A przynajmniej w moich oczach. Zastanawiam się teraz, co on zrobi? Po tym rozdziale mam taką małą wizję zakończenia tego opowiadania, ale nie będę mówić, po epilogu napiszę, czy dobrze myślałam :)
    A i jeszcze jedno. Dobra końcówka rozdziału, bym powiedziała taka w moim stylu :) Lubię też tak pisać i lubię też czytać takie zakończenia.
    Teraz jakoś krócej piszę, nie mogę nic więcej z siebie 'wydobyć' :p Może po prostu dlatego, że ta perspektywa Maćka była przytłaczająca.

    Ok, to kończę chyba. Marny ten komentarz, tak wiem :) O, właśnie. Jeszcze powiem tylko, że dziękuję za ten rozdział, bo leżę chora od wczoraj i miło jest przeczytać coś, co mimo niezbyt wesołej treści wywoła uśmiech na twarzy :)

    Buziakiiii!
    http://nad-przepasciaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ,,Krócej piszę'' tak, widzę właśnie :D. Dziękuję za tak szybki, długi komentarz. Odświeżyłam sobie stronę, nawet nie myśląc, że ktoś już zdołał to przeczytać ;).
      Mogę tylko odpowiedzieć ci, że Justyna nadal mieszka u Aleksa. Jakby nie patrzeć, tylko on jest dla niem wsparciem, takim realnym, bo oddalona o kilkaset kilometrów Baśka nic może przecież objąć ramieniem. Czasami słowa nie wystarczą, potrzebne są i gesty. Nic nie zastąpi przecież kontaktu z żywym człowiekiem.
      Aleks faktycznie kochał i kocha Justynę, ale pogodził się jakoś z faktem, że nie będą razem. Po prostu wie, że była zakochana w Maćku i nie potrafi tego zmienić, choćby chciał. Prawda jest taka, że też nie potrafi za bardzo jej pomóc, dlatego też doszło do tej rozmowy z Maćkiem, a raczej dojdzie, bo rozwinę ją w następnym rozdziale. Justyna jest zraniona, a on nie może tego zmienić. Może gdyby nie dziecko, jakoś by się pozbierała, ale fakt, że mimo rozstania oprócz ślubu jeszcze coś ją z Maćkiem łączy, jest raczej trudny do rozwiązania.
      Jestem ciekawa co to za wizja Maćka, jednak poczekam ;).
      Końcówka rozdziału faktycznie w Twoim stylu. Ty uwielbiasz nas, czytelników, tak załatwiać, że mam cię ochotę ochrzanić :D. Jakoś bardziej się czeka na kolejny rozdział i zastanawia, jak się to wszystko potoczy. Duży plus takiego zakończenia.
      Perspektywa Maćka przytłaczająca, bo teraz macie praktycznie na dłoni wszystko, co myśli na ten temat. Nie wiem, czy kolejny rozdział również nie będzie ciężki do strawienia. ;)
      Pisz więcej takich ,,marnych komentarzy'', bo wbrew twojemu zdaniu, dla mnie są świetne. Życzę powrotu do zdrowia, nie daj się choróbsku,w końcu wiosna idzie, trzeba się cieszyć ( ale nie z tego śniegu za oknem). ;)

      Usuń
  3. Dobra Maciek zawalił wszystko dawał nadzieję Klaudii, a ona to wykorzystała.Zmanipulowała go i odsunął się od Justyny.Szczerze Baśka dobrze zrobiła, że wszystko mu wygarnęła przez ten telefon.Zawalił po całości, jednak mam nadzieję, że się pogodzą.Ciekawi mnie co w tym czasie się działo u Justyny i Aleksa, bo coś musiało się dziać skoro on wie gdzie ona jest.Jedno jest pewne, albo jest u niego, albo gdzieś wyjechała.Rozdział mi się podobał zresztą jak zawsze;). Pozdrawiam i zapraszam do mnie.
    http://parkiet-siatka-mikasa-moje-marzenie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz. Widzę, że i ty dzisiaj komentujesz dłużej, niż masz to w zwyczaju. ;)
      Wszyscy Muzajomaniacy zapewne wierzą, że jednak się pogodzą. Nie powiem jak to będzie, bo nie będzie niespodzianki. Wszystko okaże się w kolejnym, już przedostatnim rozdziale. ;)
      Serb wie, gdzie jest Justyna, bo cały czas mieszkała pod jego dachem. Tyle powiem. :>

      Usuń
  4. widać, że Maciek cierpi ale sam jest sobie winien:/ Klaudia Go nieźle zmanipulowała ale widać, że jednak jakaś Jego część tego chciała. Szkoda, że zrozumiał swój błąd dopiero po fakcie:/ Aleks wie gdzie jest Justyna bo jak można się było domyślić nadal mieszka u Niego. Ciekawi mnie reakcja Maćka jak się o tym dowie. Siostra Małej dobrze Mu nagadała!

    pozdrawiam
    http://www.niedostepni-dla-siebie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj nawet nie chodzi o zwykłą manipulację. Nie chciałabym, żebyście myślały zaraz ,, to wszystko przez Klaudię, bo przyszła i okręciła go wokół palca''. Gdyby Maciek był silnym psychicznie i rozsądnym facetem, głową rodziny, jaką powinien być, to przecież ich kontakty zakończyłyby się na zwykłej rozmowie starych przyjaciół. A to, że było inaczej... Wydaje mi się, że większa nawet wina leży po jego stronie, bo to on powinien wykazać się odpowiedzialnością.
      Ktoś musiał mu wygarnąć, jak głupie było jego zachowanie, padło na Baśkę. ;)

      Usuń
  5. Koleżanki na górze już przedstawiły swoje opinie, więc chyba czas na moją. ;) No więc zaczynam ;)
    Rozumiem, że to Klaudia się na niego rzuciła, ale Maciek nie pozostaje bez winy. Gdyby naprawdę kochał Małą, odepchnąłby Klaudię albo zrobiłby coś, co by spowodowało, że Klaudia sama by odeszła. Swoją drogą, jak ona mogła rzucić się na chłopaka, który ma żonę? Muzaj, jak sam przyznaje, wiedział, że musi odsunąć się od Klaudii, dać jej do zrozumienia, że kocha Justynę, ale tego nie zrobił, bo co? Bo nie wie kogo kocha? Normalnie jakbym widziała Elenę z TVD. Jestem jak najbardziej po stronie dziewczyn (Justyna i Baśka), o ile mogę tak powiedzieć. Pod jakim względem? Na ich miejscu zachowałabym się identycznie. Chociaż nie. Ja bym jeszcze Muzajowi nagadała, ale to już taka moja wewnętrzna skaza. Nie jestem z niej dumna, więc nie ciągnę tematu. ;)
    Teraz trochę o Alku. Z ciągiem Twojego opowiadania lubiłam go coraz bardziej, a tu nagle kabum! Zachował się jak kompletna ciota. Ale teraz myślę, że bezpodstawnie go osądzałam. Po prostu wiedział, że z Idą mu się nie ułoży, a nie chciał jej ranić. Rozumiem, ale pojąć nie mogę ;) Teraz czuję do niego większą sympatię niż we wcześniejszych rozdziałach. Mimo, że (chyba) dalej kocha J., może pogodzić się z myślą, że ona kocha Maćka, a nawet pomaga Maćkowi ją znaleźć... No jaka piękna friend-story <3
    Kończę, bo za bardzo nie mam czasu, by pisać. W końcu "odrabiam francuski" xD
    Czekam z niecierpliwością na dalsze losy Twoich bohaterów.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co wyście się wszystkie tak rozpisały? :D
      Może w perspektywie Maćka wydawać się mogło, że to Klaudia sama tak się na niego rzuciła. Jednak niekoniecznie jest to prawda - w komentarzu wyżej, napisałam już, że Klaudia może i się do niego przymilała, ale Maciek ma swój własny mózg, którego mógłby przecież użyć. W tym przypadku nawet nie chodzi o to, że kocha Klaudię. Po prostu wspomnienia przeszłości bardzo na niego podziałały i zrobił, co zrobił. Kocha tylko i wyłącznie Justynę, ale czy to ma już jakiś sens? Swoją drogą nienawidziłam zarówno Eleny jak i Belli ze Zmierzchu, bo to ten sam praktycznie typ kobiety, która nie wie, czego chce i biega od jednego do drugiego faceta.
      Wiesz, my dziewczyny powinnyśmy się jak najbardziej solidaryzować z Justyną. Maciek zachował się jak zwykły dupek, jak zwykle skończyło się na pięknych obietnicach. Takim facetom, to tylko dokopać, więc Twoja skaza byłaby tutaj jak najbardziej na miejscu. ;)
      Wszystkie przestałyście lubić Alka i nieźle po nim jeździłyście, ale ja od samego początku nie miałam w planach robić z niego czarnego charakteru. Za bardzo lubię go, jako realnego człowieka. :) Friend-story jak ta lala. Widzę, że już rozkminiłaś w jakim celu Aleks zaczął rozmowę z Maćkiem. ;)
      Znam to ,,odrabianie''. Siadłam wczoraj po 21 żeby znaleźć prasówkę na WOS, a skończyłam na czytaniu waszych komentarzy :D. W porę się jednak opamiętałam, dlatego wyłączyłam zakładkę i skupiłam się na zadaniu domowym, bo wisiała nade mną groźba pytania na ocenę. :D

      Usuń
  6. O, a ja byłam pewna, że rozdział będzie jutro :)
    Mimo bycia Muzajowcem zgadzam się w pełni ze słowami Baśki. Ja na miejscu Justyny bardzo długo zastanawiałabym się czy mu wybaczyć, ba, czy w ogóle z nim porozmawiać po tym wszystkim. Nie rozumiem także tego, że tłumaczy sie tym, że Klaudia to jego pierwsza miłość. Okej, wspomnienia wspólnie spędzonych chwil i tego co było między nimi robią swoje, ale jeśli kochał Justyne tak bardzo jak zawsze twierdził, to nie powinno to mieć kompletnie żadnego znaczenia. Po raz kolejny Maciek mnie zawodzi swoim zachowaniem, dodatkowo uważając, że to wszystko wina Klaudii. W końcu wina zawsze leży po dwóch stronach, a ja pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że to Maciej zawinił bardziej. W końcu to on ma żonę i dziecko w drodze, to on mógł zdecydowanie wszystko przerwać już na początku, zanim to się w jakikolwiek sposób rozwinęło. A tu okazało się, że Maciek jest jak większość facetów i zapomina o tym, co ma i zwyczajnie nie potrafi tego docenić. Dopiero gdy to stracił, zrozumiał jal wiele Justyna i ich przyszłe dziecko dla niego znaczy. Nie potrafię zrozumieć takich ludzi. I chyba nawet nie chcę.
    W tym wszystkim, oczywiście prócz Justyny, szkoda mi także Aleksa. W końcu to on był przy niej cały ten czas, on widział jej cierpienie i nie potrafił jej pomóc. A przecież sam także ją kocha. I docienić należy, że mimo wszystkiego co było między nim a Justyną, to właśnie on zachował się jak prawdziwy przyjaciel, to on udowodnił jak ważna jest dla niego Justyna. Może zrobił to tylko dlatego, żeby być blisko niej, może dlatego, że chciał się do niej zbliżyć, ale nie zmienia to faktu, że był obok, kiedy najbardziej potrzebowała wsparcia drugiej osoby. I za to go w tym momencie cenię.
    Jestem strasznie ciekawa jak zamierzasz zakończyć ich historię, więc grzecznie zaczekam na odpowiednie dni, by doczytać to opowiadanie do końca. A dziś dziękuję za poprawę humoru w ten śnieżny wiosenny dzień :)
    Pozdrawiam serdecznie, VE. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo planowałam dodać go w piątek, ale skoro już tak go napisałam szybciej, to dodałam. Korciła mnie Wasza opinia na jego temat. ;)
      Maciek faktycznie w złości sugerował, że wina leży po stronie Klaudii, jednak później zauważył, że te wszystkie opinie na jego temat i złość ze strony Baśki jest w pełni uzasadniona. Wie, że zawalił na całej linii i chce to naprawić, ale jak widać, nie bardzo potrafi się za to zabrać. Chyba tutaj widać cechę łączącą Justynę i Maćka - oboje to niezłe sierotki, kiedy wpadną w kłopoty. ;)
      Aleks pokazał, że jest jej przyjacielem, mimo tego wszystkiego, co między nimi zaszło. Uświadomił sobie, że nie ma już sensu o nią zabiegać i pogodził się z tym, a teraz chce tylko jej pomóc, bo skoro ona cierpi, to on w pewnym sensie też.
      Ja także dziękuję za ten miły komentarz w piękny wiosenny bodajże dzień. Siedzę przy oknie za którym sypie śnieg... Piękna atmosfera :D

      Usuń
  7. Maciek, do kurwy nędzy, po co ci to wszystko było?! Czy czerpałeś z tego jakieś korzyści, przyjemność? Nie sądze.
    Maciej Muzaj postąpił bardzo źle, niewybaczalnie źle. Udowodnił, że jest taki, jak większość facetów na tym świecie. Ma kochającą żonę i dziecko w drodze, a zdradza ją na boku. Mówił, że ją kocha, ale czy to prawda? Czy gdyby naprawdę ją kochał byłby zdolny do czegoś takiego? Nie sądzę. Justyna bardzo się na nim zawiodła, zresztą ja też. Maciej nie powinien zwalać całej winy na Klaudię, moim zdaniem to on zawinił nawet bardziej niż ona.
    Wiesz co? Nurtuje mnie jedno pytanie, mianowicie; skąd Baśka wiedziała, że ta dziewczyna ma na imię Klaudia? :)
    Każdy z Twoich bohaterów wywiera na mnie mieszane uczucia. Raz go cenię, a następnym razem wręcz przeciewnie. Podoba mi się też to, że oni nie są idealni. Mają wady, jak każdy normalny człowiek.
    Z wielką niecierpliwością czekam na to, jak zakończysz to cudowne opowiadanie. Mam cichą nadzieję, że nie dobijesz mnie tak jak wiosna i zakończysz to dzieło happy end'em :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta cała sytuacja jest takim ciosem poniżej pasa dla wszystkich Muzajowców. Przepraszam, ale jak już słusznie zauważyłyście, Maciek zawsze był ideałem, wiedział co, jak i kiedy powiedzieć, jak ją pocieszyć. Każdy ma jednak jakieś wady, podejmuje złe decyzji i jedną z nich jest ten cały romans.
      Skąd Baśka wiedziała, że ta druga miała na imię Klaudia? Prosta odpowiedź - bo wiedziała o tym Justyna, która przybliżyła jej całą sytuację. Nie rozwinęłam w poprzednim rozdziale jej rozmowy z Maćkiem, kiedy wrócił do domu, a ona się wyprowadziła, jednak wtedy powiedział jej wszystko,co było między nim a jego dawną przyjaciółką. ;)
      Co do mieszanych uczuć. W realnym życiu ciężko jest już raz kogoś określić jako dobry, czy zły charakter, bo ludzie się zmieniają i czasami ci, po których byśmy się tego nie spodziewali, wbijają nam nóż w plecy. Dlatego też tak samo jest w moim opowiadaniu. Nigdy dokładnie nie wiemy, co tam każdemu się po głowie tłucze. ;)
      Happy end czy też nie, nie powiem. Ja za to mam nadzieję, że nie zależnie czy zakończę tym pierwszym, czy też drugim, epilog wam się spodoba. A przynajmniej na tyle, żebyście nie wiązały z moim opowiadaniem jakichś negatywnych uczuć i były gotowe czytać moje kolejne twory. ;)

      Usuń
    2. Czytać Twoje twory napewno będziemy chciały, przynajmniej ja na 197650610653%! :)
      Mam nadzieję, że na nowość nie będę musiała długo czekać i wystartujesz z czymś ciekawym krótko po skończeniu tego dzieła :)

      Usuń
    3. Aww, dziękuję bardzo :*
      Prawdopodobnie zrobię sobie dwa tygodnie wolnego, może z tydzień ( w końcu idzie Wielkanoc i wielkie nudy), żeby trochę nadrobić z rozdziałami i nie zaczynać tak z partyzantki. :)

      Usuń
  8. Nie nie stracił w moich oczach ,chociaż może trochę ,no ale z drugiej strony wiemy jacy są faceci-wzrokowcy a niektóre laski perfidnie to wykorzystują. Zdziwiłam się tym ,że Alek chciał pomóc Maćkowi przecież on jakby mógł to by utopił go w łyżce wody ,aczkowiek kocha J. to może mu zależeć na jej szczęściu. Mam nadzieje ,że wrócą do siebie mają małego szkraba i wgl a ta dziewczyna Klaudia to jest tępy plastik no seryjnie zdenerwowała mnie ,ale dobrze ,żę Baśka też wygarnęła Muzajowi może to wszystko do niego dotrze a nie obije się jak grochem o ścianę, mam również taką cichą nadzieje ,że jednak oni wrócą do siebie ,ale to chyba już mówiłam i może ona go wysłucha ,bo już dawno powinna to zrobić i chociaż posłuchać co ma do powiedzenia mimo ,że to tak bolało.
    Pozdrawiam
    ~~>Annie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klaudia nie jest tępym plastikiem, może wyszła na taką z jego perspektywy, ale to nie było zamierzone. To, że jest blondynką z długimi nogami nie czyni z niej lalki Barbie. ;) Wyszło jak wyszło, ale wina leży według mnie bardziej po stronie Maćka, bo to on powinien wykazać się rozsądkiem, w końcu ma już rodzinę.
      Do niego już to wszystko dotarło, teraz tylko próbuje to odkręcić. A jak będzie, to musisz poczekać na kolejne, ostatnie już dwa rozdziały. ;)

      Usuń
    2. To w takim razie widzę tu swój błąd ,że tak postrzegałam Klaudię i przykro mi z tego powodu ,dobrze jednak ,że mi wszystko wytłumaczyłaś i przeprowadziłaś na dobrą stronę mocy :) A teraz chciałam cię serdecznie zaprosić na pierwszy rozdział mojego nowego bloga u Oliwii i Winiarze spiewamigram.blogspot.com

      Usuń
    3. Ciemna strona mocy też nie jest zła ;). Zaczynasz dopiero? Postaram się zajrzeć :>

      Usuń
  9. Zdrada jest tym, czego ja osobiście nigdy bym nie wybaczyła, nawet jakby moim mężem był Winiar, Kurek, czy ktoś inny tego pokroju. Oczywiście, można być razem, ale w życiu bym nie zaufała takiemu facetowi w 100%, to byłoby nierealne. Justyna teraz potrzebuje spokoju, żadnych stresów, więc to zapewne dlatego nie chce nawet się kontaktować z Maćkiem.
    Dobrze chociaż, że Maciek zrozumiał to wszystko, ten swój błąd, no i pogonił tą Klaudię. Dziecko potrzebuje ojca, więc Justyna w końcu będzie musiała porozmawiać z Muzajem, nawet jeśli z nim nie będzie chciała być, ale kocha go to i pewnie mu wybaczy :)
    No i Aleks w końcu zmądrzał, zaskoczył mnie, bo myślałam, że jeszcze mu dokopie jakimś komentarzem nieciekawym, a tu kolejne zaskoczenie :)
    Dobrze, że Baśka wygarnęła Maćkowi, ktoś to musiał zrobić, bo koledzy się do jakiejś szczerej rozmowy nie palili, no ale cóż, ważne, że zrozumiał. Czekam na dalszy rozwój wydarzeń zatem! :) I nie zgadzam się, na przedostatni rozdział, nawet mnie nie denerwuj :D Masz jeszcze pisać, pisać i pisać! :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Wydaje mi się, że zdrada jest najgorszą rzeczą, jaka istnieje w związku. Ofiarujesz tej drugiej osobie wszystko, a ona po prostu później tak po prostu się tego wszystkiego pozbywa, dodatkowo wciąż kłamiąc ci prosto w oczy. Winiar czy Kurek to tacy sami ludzie, więc nie wydaje mi się, żeby mogli mieć jakieś specjalne względy w sferze wybaczania. Jeśli ktoś z nimi jest, to nie dlatego, że są sławnymi siatkarzami, ale za to, jakimi ludźmi są. ;)
      Rozmowa z Aleksem jeszcze się nie zakończyła. ;)
      Będę jeszcze pisać, pisać i pisać, ale już inne opowiadania. Temat tego już się wyczerpał ;)
      Odpowiedziałabym na resztę twoich przemyśleń, jednak lepiej zrobią to za mnie następne, już ostatnie, dwa rozdziały. :)

      Usuń
  10. Twój blog śledzę od początku. Jest on boski<33 Zapraszam na moje blogi również o siatkówce: http://zagubiona-w-swiecie-marzen.blogspot.com/ oraz http://zsiatkowka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, miło mi to słyszeć (czy też czytać). ;) Już wcześniej patrzyłam na Twoje blogi, ale z braku czasu nie robiłam tego regularnie. Jeśli wysupłam chwilkę, to zajrzę znowu. ;)

      Usuń
  11. Brawo ja i mój internet...Bardzo chciałam ci napisać co myślę już wczoraj po przeczytaniu, ale nie oczywko łajza musiała przestać działać...Co ja powiem? - Nie kupuję tego Muzaj! to tyle ode mnie na dziś :) Buziak :* :* :
    xoxo K.

    OdpowiedzUsuń
  12. według mnie Justyna też nie jest taka bez winy, w końcu sama całowała się z Aleksem, de facto tego nie chciała ale ukrywa to przed Maćkiem. Gdyby tak baardzo szczerze ze sobą porozmawiali może doszliby do jakiegoś kompromisu... Ale to Ty piszesz to opowiadanie, Ty decydujesz co i jak więc pozostawiam to w Twoich rękach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby prawda, jednak moim zdaniem jedyny błąd Justyny polegał na tym, że nic Maćkowi nie powiedziała. Nie zrobiła tego, ponieważ z Aleksem gra w tym samym klubie, co byłoby nieciekawe... ;) Ona sama odepchnęła Aleksa czego nie można powiedzieć o Maćku, który już nie był jej na tyle lojalny. Jeden pocałunek a cały romans to różnica.
      Decyzja już podjęta, jej efekty zobaczysz w niedzielę o 11. ;)

      Usuń