,,Teraz pójdę i usiądę na podłodze
Mając na sobie twoje ubranie
Nigdy nie pomyślałam, że to będzie nasz ostatni pocałunek
Nigdy nie wyobrażałam sobie, że skończymy w taki sposób''
Taylor Swift - Last Kiss
I żyli długo i szczęśliwie, w pięknym mieszkaniu z gromadką
dzieci. Tak powinnam była opisać dalej swoją historię. Każda kobieta jako mała
dziewczynka marzyła o zostaniu księżniczką i poznaniu swojego księcia z bajki,
który pojawiłby się w jej życiu na białym rumaku. Bajki mają jednak tę cechę,
że kończą się szczęśliwie, urywają w pewnym momencie, a my nie wiemy, jak nadal
potoczyły się losy jej bohaterów. Czy Kopciuszek i Śpiąca Królewna były tak
naprawdę szczęśliwe ze swoimi wybawcami? Może zostały zasypane przez masę
obowiązków, które powinny przejąć jako żony i matki? Może miłość wygasła,
pozostawiając po sobie tylko wspomnienia i cukierkową historię?
Jak każdy chciałam być szczęśliwa, dlatego tak bardzo
cieszyłam się, kiedy w końcu mogłam być w pobliżu mojego ukochanego, Maćka,
który był dla mnie wszystkim, całym światem. Czy nie byłam jednak zbyt wymagająca?
Może przesadzałam, usilnie pragnąc znaleźć klucz do wiecznego szczęścia i braku
problemów? Obrączka była dla mnie pewnego rodzaju gwarancją, że już nikt mi
tego wszystkiego nie odbierze, sprawiała, że spokojniej mogłam żyć u jego boku.
Kiedy rok po naszym ślubie okazało się, że jestem w ciąży, porzuciłam studia,
które już po raz kolejny zawieszałam. Maciek był szczęśliwy jak chyba nigdy
dotąd, sam ciągał mnie na wielogodzinne zakupy w działach z artykułami dla
maluchów, rysował przede mną wielkie plany. Tuż po ślubie zaczęliśmy budowę
domu, która już kierowała się ku końcowi. Cicha dzielnica w Bełchatowie, piękna
okolica. Kiedy już w końcu otrzymałam do ręki klucze do gotowego, urządzonego
budynku, będąc w czwartym miesiącu ciąży, myślałam, że sięgnęłam w pełni
szczęścia, której tak długo szukałam, dotknęłam nieba. Nie chcąc zapeszać, nie
kupowaliśmy jeszcze wiele dla malucha, który miał być płci męskiej. Wszyscy
koledzy Maćka twierdzili, że z pewnością pójdzie on w ślady ojca i śmiali się,
mówiąc, że lepiej by było, gdyby nie odziedziczył po mnie niskiego wzrostu.
Było jak w bajce tak? Niestety niedługo po wprowadzeniu coś
się popsuło, a ja nie wiedziałam co to było. Dostrzegłam to dopiero podczas
jednego z meczy, na który z powodu choroby nie byłam wstanie się wybrać. Jeśli
kiedyś mogłam o wszystkim z nim porozmawiać, to teraz rozmawialiśmy o niczym,
jakichś błahostkach. Pamiętam, jak obiecaliśmy sobie, że będziemy mówić sobie o
wszystkim, a ja przecież nie dotrzymałam danej obietnicy i nie powiedziałam mu
o tym, co zaszło między mną i Aleksem. Nie wiem, może to niszczyło mnie od
środka? A może to, że czułość, jaką mnie kiedyś obdarowywał, zaczęła zanikać?
Po powrotach z treningów czy meczy wychodził z kolegami, czy też zapraszał ich
do siebie, jakby unikał zostawania ze mną sam na sam. Tylko czasami, kiedy
wszyscy goście wybywali, gdy rozlegało się ostatnie ,,dobranoc’’, wślizgiwał
się cicho pod kołdrę i przytulał mnie, tak jak miał w zwyczaju. Często
przyłapywałam go na tym, że jeśli już nawiązywał rozmowę na jakiś temat, to
później już mnie nie słuchał, unikał kontaktu wzrokowego. W jego oczach nie
widziałam już też tych wesołych ogników, które zawsze mu towarzyszyły. Nie
wiedziałam, co się dzieje, ale ludzie się zmieniają, może i on przechodził
przemianę? Okrutnie dowiedziałam się na czym ta przemiana polegała, zupełnie
przypadkowo. Ot, zwyczajny nieszczęśliwy zbieg wydarzeń.
Oglądałam go w telewizji, ponieważ Skrzaty tym razem grały
na wyjeździe, w Kędzierzynie. Kiedy wygrali, darłam się jak opętana. Siedziałam
po turecku trzymając dłoń na troszkę już widocznym brzuchu, czekając na
komentarze pomeczowe i myśląc, co zjeść na kolację, doskonale to nadal
pamiętam. Ruszyłam do kuchni po szklankę wody i przybiegłam szybko, gdy z
telewizora popłynął głos Mariusza Wlazłego. Zasiadłam znów na kanapie,
popijając napój o lekko truskawkowym smaku i słuchając, co mówi, gdy w tle
zamajaczyła mi znana bardzo dobrze osoba. Uśmiechnęłam się mimowolnie,
przypominając sobie, jak mój mąż w połowie meczu zmienił Aleksa i grał jako
atakujący już do końca. Trener coraz częściej wpuszczał go na boisko i byłam z
tego powodu bardzo dumna. Zatraciłam się w myślach i wspomnieniach, ignorując
głos Wlazłego, który nadal odpowiadał na pytania dziennikarza, kiedy nagle poczułam,
jak szklanka, którą trzymałam, wyślizguje się z mojej dłoni. Usłyszałam
charakterystyczny dźwięk tłukącego się szkła oraz rozlewającej się po parkiecie
wody. Mój wzrok jednak nadal był wbity w wysoką postać, niezdającą sobie
zapewne sprawy z tego, że znajduje się w kadrze kamery. Postać, która w tej
chwili trzymała w ramionach pewną wysoką, długonogą blondynkę, ubiorem
przypominającą cheerleaderkę i bynajmniej nie zamierzała jej puścić. Pilot
leżał tuż obok, na wyciągnięcie ręki, ja jednak patrzyłam, jak dziewczyna
składa pocałunek na jego ustach. Mój Maciek całował się właśnie na wizji z
jakąś laską. Czując narastającą złość, wyłączyłam telewizor i rzuciłam pilotem
przez całą długość pokoju, roztrzaskując go o podłogę. Łzy ciekły mi ciurkiem,
gdy podnosiłam się z kanapy, całkowicie zapominając o potłuczonej szklance,
która przypomniała mi o sobie, kiedy poczułam rozdzierający ból w stopie.
Utykając, ruszyłam do apteczki i wyciągnęłam kilka odłamków szkła, które
rozmazywały mi się przed oczami, bo czym użyłam plastrów, które działały jak
szwy i obandażowałam nogę, rękoma niedoszłej pielęgniarki. Siedziałam na zimnym
taborecie wśród ciszy panującej w domu, z pustką w głowie. Nagle, jak po
odkręceniu kurka, wylały się pytania. Czemu musiałam to zobaczyć? Może lepiej
byłoby, gdybym była oszukiwana? Jak długo to trwało, kim była ta dziewczyna?
Oraz najważniejsze- dlaczego? Co ona ma
takiego, czego nie mam ja? Co teraz ze mną, z dzieckiem? Myśląc dość chłodno i
kalkulując, postanowiłam zostać i poczekać na jego powrót, a później pokazać mu
nagranie w Internecie, jako dowód zdrady.
Kiedy więc kilka dni później przyjechał, zastał mnie
czekającą na niego z rękoma założonymi na kolanach. Żadnego pocałunku na
przywitanie, żadnego zbędnego słowa. Zdziwiony moim chłodem, zaczął się
denerwować, ale zdenerwowanie osiągnęło apogeum, kiedy pokazałam mu gif,
krążący już po Internecie, przedstawiający jego i blond piękność.
-Justyna, ja…
-Przestań. Nie zaprzeczysz przecież, że to nie ty. Nie
powiesz mi, że sama się na ciebie rzuciła, jak jakaś napalona fanka. Wiem co
widziałam ja i jakieś kilkanaście tysięcy kibiców. Nie kłam.
Cisza, która mi odpowiedziała rozdzierała mi serce. Może
jednak lepiej byłoby, gdyby zaprzeczył? Może tak bardzo by nie bolało?
-Co chcesz teraz zrobić?
-Wyprowadzę się, już się spakowałam.
-A co z nami?
-Trzeba było wcześniej zadać sobie to pytanie.
-Dokąd pójdziesz, przecież nie będziesz spać na ulicy?
-Wynajmę coś.
-Ale…
-Maciek, przestań. Jesteś dorosły, wiedziałeś co robisz.
Chcę tylko wiedzieć dwie rzeczy. Kim ona jest i jak do tego doszło. Jak długo
już mnie oszukujesz? – zapytałam ze łzami w oczach, szepcząc cicho. Podszedł do
mnie, próbując mnie objąć, jednak się wyrwałam i odepchnęłam go. Widziałam
załamanie w jego oczach, ale wyrzuty sumienia, związane z jego szorstkim potraktowaniem, nie były na tyle silne,
by wymusić na mnie choć słowo pocieszenia. To nie ja jestem winna, sam się
prosił..– Nie dotykaj mnie, słyszysz? Odpowiedz mi tylko na moje poprzednie
pytania.
Starałam się spokojnie słuchać jego wyjaśnień, a kiedy
skończył, bez słowa minęłam go i udałam się do przedpokoju, po drodze
zabierając z sypialni torbę z najpotrzebniejszymi rzeczami. Powoli ubierałam
tenisówki, gdy stał w progu, próbując przekonać mnie, aby została i dała mu
jeszcze jedną szansę. Z pokerową twarzą, spojrzałam mu w oczy, łapiąc za klamkę.
-Zraniłeś mnie Muzaj, nie wiem czy kiedykolwiek ci to
wybaczę.
Zbiegłam po schodkach i wsiadłam do mojej Skody, rzucając
uprzednio torbę na tylne siedzenie. Starałam się nie patrzeć na dom, który w
wielkiej zgodzie budowaliśmy, snując marzenia o naszej wspólnej przyszłości.
Skąd jednak mieliśmy wiedzieć, że tej przyszłości tak naprawdę nie będzie? Mimo
odwracania wzroku, mignęła mi przed oczami jego wysoka postać, stojąca w
drzwiach wejściowych. Dodając gazu, jak najszybciej opuściłam znaną mi dzielnicę
i jeździłam bez celu po Bełchatowie, w końcu zatrzymując się pod halą Energia.
Siatkarze nie mieli dzisiaj treningów, nie bałam się więc, że któryś mnie
zobaczy. Jak to mówią, pod latarnią najciemniej, Maciek jeśli w ogóle mnie
szuka, to tutaj nie zajrzy w stu procentach. Dobrze mnie zna i wie, że jeśli
ktoś lub coś zada mi ból, to miejsc mi się z tym czymś kojarzących unikam jak
ognia. Z czym może mi się kojarzyć jego ponad dwumetrowa postać? Z siatkówką.
Proste i logiczne.
Zjechałam na siedzeniu, zastanawiając się co dalej. Dni,
które spędziłam w oczekiwaniu na jego powrót były wypełnione płaczem za tym, co
mieliśmy i utraciliśmy, czego kontynuowanie nie było nam dane, w jej chwili
więc nie byłam już w stanie uronić ani jednej kropli. Dlaczego do tego doszło?
Co jest ze mną nie tak, czy zrobiłam coś źle, że szukał szczęścia u tamtej
dziewczyny? Jeśli naprawdę coś się nie układało, czemu mi o tym nie powiedział?
Zadręczałam się swoimi myślami, aż zaczęło się ściemniać. Przerażona, zdałam
sobie sprawę, że nie mam dokąd wrócić, bo nie mam już tutaj domu.
Domem zwykłam nazywać miejsce, gdzie czułam się dobrze.
Kiedy o nim myślałam, nie widziałam murów, mebli, ale poszczególne osoby. W
ostatnim czasie moim domem był Maciek, a teraz, myśląc o tym słowie, nie widziałam
już nic. Ogromna, pochłaniająca wręcz pustka, tak wielka, że aż straszna. Daria
była na wyjeździe wraz z Budowlanymi, a reszta znajomych, których miałam, za
bardzo kojarzyli mi się z Maćkiem. Zatrzymanie u kogoś, kto był naszym wspólnym
przyjacielem nawet nie wchodziło w rachubę, nie chciałam stawiać ich w dziwnej
sytuacji i kazać im kłamać o moim pobycie. Bałam się, co się stanie, jeśli
Maciek wróci, by prosić mnie, żebym tak tego wszystkiego nie skreślała. A więc
kto?
W otchłani moich ciemnych myśli, powoli zaczęła pojawiać się
pewna twarz. Nieśmiało zaczęła robić się coraz wyraźniejsza. Aleks? Faktycznie, może to jest jakaś alternatywa?
Sam kiedyś zaproponował mi, żebym w potrzebie się do niego zwracała. Tyle, że
ta potrzeba była czystym egoizmem. Nie odzywałam się do niego od czasów wesela,
pomijając rzucane cicho ,,cześć’’ podczas meczy czy innych tego typu związanych
z siatkarzami spotkaniach. A teraz tak ni z tego, ni z owego mam pojawić się na
jego progu, z torbą, brzuchata i powiedzieć :
-Chciałeś, to masz Aleks. Jestem i potrzebuję kąta do
przenocowania. Następnym razem tak nie szastaj miłymi słówkami, jeśli nie
chcesz bym zwaliła ci się na głowę.
No cóż, jeśli ktokolwiek myślał, że tego nie zrobię, to się
mylił, bo właśnie stałam na klatce schodowej przed Serbem i czekałam na jego
reakcję na moją wypowiedź. Sam mój widok musiał go przerazić, a szybki look w
lusterko samochodowe przed wejściem do klatki zapewnił mnie, że bez
charakteryzacji mogłabym ubiegać się o rolę upiora. Podkrążone oczy,
rozczochrane włosy i praktycznie zero makijażu, nie były zapewne miłym widokiem
dla jego oka, ale wystarczająco dobrze odzwierciedlały mój stan psychiczny.
Byłam w rozsypce.
-Wchodź. – powiedział tylko jedno słowo, zabierając moją
torbę i zamykając za mną drzwi. Zaprowadził mnie na kanapę i zrobił herbatę.
Jedynym źródłem odgłosów w mieszkaniu, był grający telewizor, nadający jakiś
serial. Obracałam niebieski kubek w dłoniach, kiedy się odezwał.
-A więc już wiesz? Widziałaś…
-Ciężko było tego nie zauważyć. Musiałabym być ślepa i
głupia, aby się na to nie natknąć, chociażby w Internecie. – odparłam popijając
gorzką jak moje słowa herbatę. – Aleks, ja nie chcę od ciebie wiele.
Przepraszam, że tak wpadłam, ale gdyby nie fakt, że naprawdę nie miałam gdzie
się podziać, to nigdy byś mnie tutaj nie zobaczył. Mam swoją dumę. Kilka dni i
mnie tutaj nie będzie.
-Mówiłem ci przecież, że masz przychodzić, kiedy tylko coś
nie tak, prawda? Nie chcę, żeby ktoś cię krzywdził. Mieszkaj tutaj ile tylko
chcesz, naprawdę.
-Mam nadzieję, że wiesz, że nie przyszłam tutaj, żeby się
pocieszyć po Maćku… Będziemy tylko i wyłącznie przyjaciółmi Aleks. Nie chcę,
żebyś miał jakieś wątpliwości.
-Nie ma sprawy.
Dopiłam herbatę, a Aleks pokazał mi swoje mieszkanie. Po
rozwodzie z Idą musiał się wyprowadzić z ich wspólnego domu, który poszedł na
sprzedaż, a ona wraz z dzieckiem wróciła do rodziny.
-Będziesz spać w mojej sypialni, nie pozwolę ci przecież
spać na kanapie. Nawet nie próbuj zaprzeczać. – uśmiechnął się lekko,
poprawiając mi humor. Przypomniały mi się stare czasy, gdy jeszcze nie byłam
mężatką, a kiedy był moim najbliższym przyjacielem.
-Mam tylko jedną prośbę. Nie mów innym, że tutaj jestem,
ok.? Nie chcę, żeby Maciek się dowiedział, sam z siebie i tak tutaj nie
przyjdzie, chyba oboje dobrze o tym wiemy.
-Jesteś pewna, że to dobry pomysł?
-Muszę to wszystko w spokoju przemyśleć.
Spojrzał na mnie krótko.
-Przepraszam, że ci o niej nie powiedziałem. Nie chciałem
się wtrącać, bo bałem się, że będziesz mnie obwiniać o zepsucie tego, co jest
między Tobą a Maćkiem. Reszta drużyny też jakoś nieswojo się czuła, żaden nie
chciał być tym jeźdźcem zagłady.
-W porządku, nie mogę mieć przecież o to do Was pretensji. –
uśmiechnęłam się, słysząc jego słowa. Jak mogłam złościć się na ludzi, którzy
przecież przyjaźnili się zarówno ze mną jak i z Maćkiem? Byli między młotem a
kowadłem.
-Chcesz obejrzeć ,,Harrego Pottera’’? – zapytał, machając do
mnie jedną z pierwszych części mojej ulubionej powieści, która doczekała się
ekranizacji. Oglądanie jej zawsze było moją terapią na poprawę samopoczucia.
-Nie zapomniałeś. – zaśmiałam się, siadając obok niego na
kanapie. Było jak dawniej, z jednym wyjątkiem – na palcu miałam obrączkę,
spodziewałam się dziecka, a on był już po rozwodzie. U jego boku jednak czułam
się bezpiecznie, bo wiedziałam, że dobrze wie, w jakim jestem stanie i nie
będzie już chciał tego pogorszyć.
-Co dalej? – zapytał, gdy pojawiła się czołówka.
-Nie wiem. Naprawdę nie wiem.
Tym razem uciekłam od Maćka, ale czy któraś z Was nie
zrobiłaby tego, gdyby postawiła się na moim miejscu?
*
Ostatnie zamieszanie, mam nadzieję, że nie pozbawicie mnie za to głowy. ;)
Historia powoli się wyczerpuje, pora zwijać żagle - epilog będzie czterdziestym rozdziałem mojego opowiadania. Jeszcze trzy posty do końca, nie mogę w to uwierzyć. Tym razem będzie to już nieodwołalny koniec, nie mogę dalej tego ciągnąć.
Ale na mowę końcową i tego typu sprawy jeszcze będzie czas w ostatnim poście. ;)
EDIT : Dodałam cytat, bo zapomniałam o tym ostatnio. Piosenka, z której go zaczerpnęłam jest totalnym smutasem, prawie pasuje do sytuacji, więc jak ktoś chce się dodatkowo zdołować, to polecam ;)
EDIT : Dodałam cytat, bo zapomniałam o tym ostatnio. Piosenka, z której go zaczerpnęłam jest totalnym smutasem, prawie pasuje do sytuacji, więc jak ktoś chce się dodatkowo zdołować, to polecam ;)
Musiałaś?Tak było fajnie, mam nadzieję, że się pogodzą czekam na kolejny ;p
OdpowiedzUsuńhttp://parkiet-siatka-mikasa-moje-marzenie.blogspot.com/
Musiałam, nie mogłam się powstrzymać ;)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńNie dam rady! Jeśli uda mi się dokończyć dzisiaj rozdział 38, to najwcześniej dodam go za dwa dni, czyli w czwartek ;).
UsuńByło zbyt pięknie, prawda? Za cudownie, za bajecznie. Musiałaś coś namieszać, nie byłabyś sobą, a to opowiadanie byłoby jakieś nie Twoje ;)Biedna Justyna. Maciek, jak ty tak mogłeś?! Co?! To mi jakoś nie pasuje do Maćka sprzed kilku rozdziałów. Ale ludzie się zmieniają, niestety.
OdpowiedzUsuńWedług mnie zdrada jest niewybaczalna, ale to już Ty wymyślisz, co z tym zrobić. Ja bym chyba nie uciekła. Kazałabym wynosić się Maćkowi do tej "blondyny".
Aż mi się przykro zrobiło, no. Było tak cudownie, tak pięknie, a tu nagle bum!
Szkoda, że niedługo już koniec, ale jest to zrozumiałe. Spokojnie, głowy Ci nie urywam ;)
Pozdrawiam
Wydaje mi się, że ciągłe mieszanie to mój znak rozpoznawczy :D.
UsuńŻeby nie spoilerować, to nie powiem nic więcej. Już niedługo wszystko się okaże. ;)
Nie mogę przeżyć jednego dnia bez wejścia na Twojego bloga, więc boję się co będzie jak skończysz ;) Natknęłam się na informację, że będziesz pisać kolejne opowiadanie. Super ;) a jeśli mogę wiedzieć to o kim/czym?
UsuńKolejne związane z siatkówką. A z kim, to niespodzianka :)
UsuńSuper, czyli życie w stresie xD Już się boję szczerze mówiąc. Jak będziesz mącić w życiu bohaterów, to się popłaczę, ale czytać będę dalej, bo co jak co , ale talent masz i go nie zmarnuj. Wydaje mi się, że gdybyś napisała książkę, to byłaby ona bestsellerem i zostałaby wydana w kilkudziesięciu językach. Ludzie by chcieli ją czytać, a ja byłabym twoją czytelniczką No.1 ;)
UsuńNa razie czekam na następny rozdział, bo coś czuję, że będzie gorąco xD
Życie w stresie to mam ja, za każdym razem jak publikuję. Myślę sobie wtedy, czy nie przesadziłam i czy w ogóle ktoś to skomentuje, czy po prostu nie warte marnowania czasu. ;)
UsuńCzy można nazwać to talentem? Nie wiem, sama bym tak o sobie nie powiedziała. Dużo czytam książek jak i opowiadań i wychwytuję pewne cechy, które bardzo mi się podobają, styl pisania. Zawsze chciałam, żeby komuś podobało się to co piszę i nie mówię tu o pani od polskiego. Ona by mnie chyba zlinczowała, gdyby się dowiedziała, że gdzieś tam po lekcjach jej piątkowa uczennica pisze sobie opowiadanie z siatkarzami w roli głównej. :D
Wiesz, od czasu, kiedy zostałam molem książkowym ( nie ukrywajmy, jestem nim), czyli od przedszkola, zawsze mówiłam, że napiszę książkę, zaliczyłam też parę nieudolnych prób w podstawówce, ale to się do niczego nie nadaje. No chyba, żeby się pośmiać, bo jak i o czym wtedy pisałam, jest świetne na poprawę humoru. :D Chyba jednak nie byłabym wstanie napisać swojej własnej książki, bo do tego trzeba mieć dużo samozaparcia i grono odbiorców. Niby opowiadanie napisałam, które mogłoby rozmiarami przypominać małą książkę, jednak nie oszukujmy się- czytacie to, bo występują znane wam postaci. Nie wiadomo, jakby było, gdybym historię i ich sylwetki nakreśliła sama z siebie, używając tylko i wyłącznie własnej wyobraźni.
Gdybym jednak napisała jakąś książkę, lub miała takowy czyn w planach, na pewno cię o tym poinformuję. Przecież nie odmówiłabym sobie zaznajomienia ze swoimi planami mojej przyszłej czytelniczki numer 1. ;)
A czy gorąco w nowym rozdziale? Same musicie to ocenić. ;)
Kobietę w ciąży zdradzać? Naszą J? Macieju Muzaju, oficjalnie mnie zawiodłeś. Wstyd mi za ciebie. Prędzej bym się spodziewała, że to Aleks będzie próbował zniszczyć ich uczucie. A tu proszę - zgaszka. Serbie, zwracam honor. Macieju, zrób coś i napraw to co tak popsułeś. Wierzę w ciebie, jako że mimo wszystko nadal jestem Muzajowcem. Powodzenia chłopie!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie, nie linczuję, czekam na rozwój wydarzeń. VE :)
Nie mogę odpowiedzieć inaczej, niż tylko zaprosić na kolejny rozdział ;)
UsuńA bardzo chętnie wpadnę, bardzo :)
UsuńVE.
Bardzo mi miło to słyszeć ( a raczej czytać). ;)
UsuńZa bardzo lubisz tego Aleksa http://4.bp.blogspot.com/-gP-t_rD6Ju4/UNyKUjDcaAI/AAAAAAAAAb8/NcSFo2jGX4w/s640/4db893ddcb36a_56245-foch.jpg
OdpowiedzUsuńAle dlaczego to zrobiłaś?.. Ja też go lubię, ale było tak fajnie, sielankowo... ;)
Pozdrawiam i zapraszam do siebie
Natka *_*
Och, no nie fochaj się ;). Aleks też człowiek!
UsuńZrobiłam jak zrobiłam, bo nie mogłabym dojść do końca mojej historii. Jak się dalej potoczy, okaże się w następnych rozdziałach. Nie mogę nic więcej powiedzieć ;)
No tylko nie mów, że bd kolejny ślub... Albo, że Maciuś zostanie menelem i Justyna się nad nim zlituje... Nie... To raczej nie wchodzi w rachubę. Ale II ślub, to bardzo realne ;)
UsuńŻeby nie spoilerować, zapewnię, że Maciuś na pewno nie zostanie menelem ;).
UsuńEj ale sercołamacz. Kurde poryczałam się ale autentycznie. Shame on you Maciek! Ale to takie mocne mocne shame! Ja na miejscu małej bym przypierdoliła aż by się z podłogi nie mógł pozbierać no bo sory. Tak sfrajerzyć? Anonim nade mną ma racje też bym myślała że to loczek coś namiesza a tu lipa...Shame on him no! Nie jestem Muzajowcem, nawet nie jestem stronnicza tu ale jednak bym nie dała mu szansy. Zdrada to coś niewybaczalnego. Oznacza ostateczny koniec. Noo zawsze wiedziałam że ten Aleks to jednak taki głupi nie jest xD
OdpowiedzUsuńTy mieszasz a ja jadę na mecz do ula (jupiyeah! :D) Niech już będzie następny chcę wiedzieć co dalej :D Buziak :* :* :*
xoxo K.
Jak ty się teraz poryczałaś, to co będzie na epilogu? Radziłabym zaopatrzyć się w chusteczki, ale przypomnę o tym później ;).
UsuńZazdroszczę wyjazdu na mecz, no! Zabierz mnie ze sobą ;).
Czytałam Wasze wszystkie komentarze i każda twierdziła, że Aleks z czymś wyskoczy, a to mi nawet przez myśl nie przeszło. Ten rozdział to taki kubeł zimnej wody, ale jak kończyć opowiadanie, to z przytupem. ;)
To chyba dobrze że nas zaskoczyłaś ;) No i dobrze że kończysz tak z przytupem ;) Mnie tam pomimo wzruszenia się podoba ;) Chcesz mogę cię spróbować zmieścić do torby czy coś ;)
Usuńxoxo K. :*
Dobry pomysł, przemycisz mnie ;)
UsuńAwww....*_* Uwielbiam Twojego bloga:) Dlaczego Mazi to zrobił Małej:(
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział:)
Pozdrawiam Serdecznie
/Maggie:)
Mazi? Takiego zdrobnienia to jeszcze nie słyszałam ;).
UsuńA zrobił, zrobił, a dlaczego to się jeszcze okaże.
Miło mi, że podoba ci się moje opowiadanie, na prawdę. Poziom szczęścia zawsze drastycznie mi się podnosi po takich komentarzach jak Twój ;). Dzięki, że dałaś znać o swoim istnieniu :>
*naprawdę. :D
UsuńŻe co proszę?! Mój cudowny, wspaniały, kochany Maciek?!
OdpowiedzUsuńChciałabym go jakoś wytłumaczyć, ale chyba się nie da. Miział się z nią na oczach kilku, może nawet kilkunastu tysiącach ludzi? To chore.
Nie wiem co o tym myśleć, ale Aleks postąpił bardzo dobrze przyjmując Justynę do siebie i umilając jej czas.
Jestem w kropce, pozostaje mi tylko czekać na dalszy rozwój wydarzeń i - mam nadzieję - wyjaśnienie tego wszystkiego :)
Ja także uwielbiam Twojego bloga, co pisałam chyba nie raz :D
Podziwiam Cię za napisanie TYLU rozdziałów. Ja chociaż nie wiem jak bardzo bym się starała, nigdy w życiu nie uda mi się tylu napisać. Mój debiutancki nie będzie miał chyba nawet 20, a drugi? - dopiero zaczynam go pisać, sama jeszcze nie wiem.
Podziwiam Cię, naprawdę!
Tak, kochany Maciek się stoczył. Najwidoczniej nie był tak idealny, jak się wydawał. Każdy ma jakieś skazy, prawda?
UsuńWyjaśnienie przyjdzie, spokojna głowa. Nie skończyłabym tego w ten sposób, z wielką niewiadomą. ;)
Aj, czytałam bloga, który doszedł do liczby 90 rozdziałów. Ja sama nie dałabym rady przez tyle tego ciągnąć. Sama nie planowałam aż tylu rozdziałów, jakoś tak samo wyszło ;). Samozaparcie chyba mi w tym pomogło, gdyby nie to i wy, moi czytelnicy, to pewnie nie dotrwałabym do końca.
Dziękuję :>
o ranyyyy tego to na prawdę się nie spodziewałam...chyba bardziej spodziewałam się zdrady Justyny niż Maćka :o
OdpowiedzUsuńAleks to urósł w moich oczach tak się zachowując...
pozdrawiam i w wolnej chwili zapraszam do siebie:)
http://www.niedostepni-dla-siebie.blogspot.com
Co złego to Justyna, tak? ;)
UsuńNie, nie. Maciek to też nie ideał. Dokładnie to teraz widać ;)
Trafiłam tutaj dzisiaj, a właściwie to wczoraj, bo już po północy. Nie wiem, jak to się stało, ale było warto! Chciałabym napisać coś konstruktywnego, odnośnie całej historii, ale ostatni rozdział wzbudził we mnie takie emocje, że chyba nie będę w stanie. Nie wierzę, że Maciek mógł być tak głupi i bezmyślny - jak mógł całować się ze swoją... nie wiem nawet jak ją nazwać, ale chyba po imieniu - kochanką, na wizji?! Miałam napisać też, że jak mógł to robić przy kolegach z zespołu, ale potem doczytałam, że oni o tym wiedzieli. Nie zazdroszczę im sytuacji, w jakiej się znaleźli, ale ja bym chyba jednak czuła się oszukana przez nich. Pomijając wizję i kolegów, są jeszcze ludzie na hali i kibice - myślał, że się nie wyda? Frajer, skończony frajer! Miał wspaniałą żonę, cudowną przyszłość przed sobą, ale swoim kretyństwem wszystko przekreślił. Zastanawiam się, jak postąpi Justyna. To jasne, że na początku nie będzie chciała go widzieć, czemu nie ma się co dziwić. Cud, jeśli w ogóle będzie chciała z nim gadać. Wszystko byłoby łatwiejsze gdyby nie to, że jest w ciąży. Już na zawsze będzie ktoś, kto będzie ją z nim łączył, o nim przypominał - ich dziecko. Nie mam wątpliwości, że dzieci to największe szczęście, ale nie wiem, czy będąc w jej sytuacji też bym tak myślała. Gdyby mój mąż mnie zdradzał, w najgorszym przypadku, a w najlepszym - miał bliską, bardzo bliską przyjaciółkę, którą obściskiwałby i całował po meczu. Jestem bardzo ciekawa, jak wytłumaczy to, co zrobił. Poczuł się znudzony? Życie małżeńskie nie było takie, jak sobie wyobrażał? Przeraził się odpowiedzialności związanej z byciem ojcem? To są najczęstsze wytłumaczenia, więc jestem okropnie ciekawa, co wymyśli Maciek. Chciałabym użyć ostrzejszych słów, ale jednak się powstrzymam, nie wypada tak publicznie :D I teraz Justyna i Aleks są w podobnych sytuacjach życiowych - życie po ślubie im się nie ułożyło, mają/będą mieli dziecko... Tyle, że Aleks od początku wiedział, że jego małżeństwo z Idą nie ma przyszłości, natomiast J. była zakochana w Maćku, świata poza nim nie widziała, a ten debil to zniszczył. Tak, to potrafią tylko faceci! Serb mnie ogromnie zaskoczył swoim zachowaniem, może jednak zmądrzał? Dobrze, że Justyna od razu zaznaczyła, że to niczego pomiędzy nimi nie zmienia. Jasne sytuacje to jasne sytuacje, nie będzie żadnych niedomówień czy nieporozumień. Maciek będzie jej szukał? Nie mam pojęcia, co wymyśliłaś, ale wiedz, że jestem pod ogromnym wrażeniem i jestem wściekła na tego Twojego Maćka, któremu ktoś powinien porządnie przywalić w jego pusty łeb! Tak to jest, jak się ma w życiu za dobrze :P Przepraszam, że komentuję tylko ten ostatni rozdział, ale jak ochłonę, to być moze będę w stanie napisać coś o reszcie, ale muszę przetrawić niewiernego Macieja M. :D Chociaż można było się spodziewać, że coś ma na sumieniu, bo był ZA idealny :D Aż chciałoby się zapytać, gdzie ten Maciek, który pocieszał ją w toalecie, żegnał się z nią w tak uroczy sposób przed wyjazdem na zgrupowanie? Co się z nim, do cholery, stało! Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział! :)
OdpowiedzUsuńJak zobaczyłam długość tego komentarza, to pomyślałam: ,,No fajnie, znowu konstruktywna krytyka''. Całe szczęście, okazało się, że jest on jak najbardziej pozytywny :). Na wstępie, chcę ci bardzo, ale to bardzo podziękować za to, że dałaś o sobie znać i wyraziłaś swoją opinię tak dokładnie. Nie często dostaję tak długie komentarze.
UsuńCo do ostatniego rozdziału - jeżeli mieszałam do tej pory w życiu J., to teraz zrobiłam to już na maksa. Żadna z was się tego nie spodziewała, ale o to przecież chodziło, prawda? Element zaskoczenia musi być ;).
Wejdźmy teraz na temat Maćka. Faktycznie, zachował się okropnie, a to mało powiedziane. Miał wszystko, a zachował się, jak się zachował. CO myślał? Do jego tematu wrócę w kolejnym rozdziale ;). Justyna mogła faktycznie być zła na resztę siatkarzy, ale jak to już napisałam, co by nie zrobili, to byłoby źle, a w ostatnich czasach to z Maćkiem częściej się widywali. Poza tym grają w zespole, a tutaj potrzebna jest zgoda. Gdyby powiedzieli Justynie, to sytuacja w klubie mogłaby się pogorszyć. Ciąża komplikuje wszystko, bo gdyby chciała o nim zapomnieć, tak jak robi się to po zakończeniu związku, to zawsze będzie dziecko, które będzie ich łączyć. Nie będzie więc w stanie wykreślić Maćka ze swojego życia, choćby nie wiadomo jak się starała. Wydaje mi się, że każda kobieta, gdyby była na jej miejscu i miałaby trochę rozsądku, nadal kochałaby swoje dziecko, które byłoby największym szczęściem, słońcem jej życia. Malec przecież nie jest niczemu winien, a szczególnie tego, że ma ojca idiotę. ;)
Wyjaśnienia Maćka pojawią się w następnym rozdziale, który prawdopodobnie będzie cały napisany z jego perspektywy. Jeszcze go nie skończyłam, więc nie jestem pewna. Taki mały spoiler. ;)
Aleks i Justyna już się kiedyś przyjaźnili, a teraz los potraktował ich prawie identycznie. Mogę zapewnić, że Serb zmądrzał. Gdyby nadal był nachalny i próbował zdobyć ją na siłę, to nie miałby z nią żadnego kontaktu, zraził ją do siebie, patrząc na to, że Justyna kochała tylko i wyłącznie Maćka.
Maciek był załamany jak odchodziła, dlaczego miałby tak to zostawić? Chyba każdy facet, który by ruszył na poszukiwania. Porządnie przywalić w pusty łeb? Hm. Tego nie wykluczam. ;)
W porządku, gdybyś skomentowała poprzednie, to prawdopodobnie nawet bym nie zauważyła. Jeśli jednak masz ochotę wyrazić swoją opinię na ich temat, to droga wolna, będę czekać i na nie zaglądać. Uważaj, bo niewierny Maciej jest ciężkostrawny, zauważyłam to po reszcie komentarzy :D Dokładnie. Kiedy to moja bohaterka była zbyt idealna, zawsze wszyscy to zauważali, ale perfekcyjny Maciek nie budził podejrzeń. A powinien. Gdyby któraś z Was wcześniej to zauważyła, to mogłaby być w jakimś stopniu przygotowana na nagłe pojawienie się jego ciemnej strony charakteru.
Gdzie ten Maciek? Może sam odpowie na to pytanie w kolejnym rozdziale. :)
Ale mi humor Twój komentarz poprawił po dzisiejszym dniu w szkole. Dziękuję raz jeszcze :>
Nie mogę się powstrzymać i muszę odpowiedzieć na twoją odpowiedź.
UsuńFaktycznie, namieszałaś teraz w życiu Justyny już całkowicie. Wydaje mi się, że cios zadany przez Maćka to najcięższy jaki mogła otrzymać. Zawiodła ją najważniejsza osoba w życiu, która powinna być oparciem i dawać poczucie bezpieczeństwa, a tu co? Z dobrego męża wyszedł, kto wyszedł. Można mieć najwspanialszą rodzinę, cudownych przyjaciół, a i tak nikt nie pomoże się pozbierać po takim czymś, jeśli samemu się tego nie zrobi.
Niech jej szuka, proszę bardzo, ale czy to coś da? Co prawda nie wiem, jaką decyzję podejmie, czy mu wybaczy czy nie, bo to bardzo skomplikowana sytuacja i każde rozwiązanie ma jakieś minusy, ale czy jego przekonywania i tłumaczenia będą na tyle mocne, by zmieniła zdanie? Owszem, będą mieli dziecko, które, jak napisałam, na zawsze będzie ich łączyło, ale nigdy nie uważałam, by bycie ze sobą ze względu na dobro dziecka było mądrym rozwiązaniem. W domu, gdzie nie ma prawdziwej miłości, szczęścia między rodzicami, dziecku nigdy nie będzie dobrze. Maciek może przecież uczestniczyć w wychowaniu syna, jedno drugiego nie wyklucza. Nie może mieć pretensji do nikogo, oprócz siebie.
Owszem, dziecko to największy skarb i nie śmiem wątpić, że Justyna go kochać nie będzie, bo nie to miałam na myśli :) Człowiek to tylko człowiek, różne głupie myśli przychodzą mu do głowy, szczególnie w tak ekstremalnych sytuacjach, jak ta, w której ona się znalazła.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której nie wspomniałam we wcześniejszym komentarzu - strasznie mnie zastanawia to, jak długo to trwało. Maciek musiał nieźle się ukrywać i mieć w sobie dużo siły, by oszukiwać żonę. Jeśli od niedawna, to nawet niczego nie zamienia. Zniszczył swoją rodzinę i tyle. Ciekawe tylko, czy było warto. Pewnie już tego żałuje.
A co do chłopaków i dochowania tajemnicy, to rozumiem ich, nie mówię, że źle zrobili, ale jednak czułabym się jak ostatnia idiotka, wiedząc, że wszyscy dookoła o tym wiedzieli, tylko nie ja. I że pewnie nadal żyłabym w kłamstwie, gdyby nie głupia trasmisja.
W takim razie, z ogromnym zaciekawieniem czekam na kolejny rozdział, a jeśli będzie on pisany z perspektywy Maćka - to tym bardziej!
PS: Z tym przywaleniem w łeb, to mam teraz wątpliwości. Czy jeśli ktoś mu przyłoży, to czy cokolwiek to zmieni? Wątpię. Tego, co się wydarzyło, już nic nie zmieni. I możesz z mojej strony spodziewać się długich komentarzy, bowiem ja nie potrafię pisać krótkich, za dużo mam do powiedzenia :)
Jeszcze raz pozdrawiam :)
Zdrada to taki cios poniżej pasa, wiem. Niestety jakoś tak mam już, że nie potrafię pisać cały czas o sielance, po prostu czasami czuję, że trzeba coś zmienić. Gdyby nic się nie działo, byłoby po prostu nudno, a kończę z przytupem. ;)
UsuńWłaśnie skończyłam pisać kolejny rozdział, jest calutki perspektywą Maćka, więc dostaniesz odpowiedzi na wszystkie Twoje pytania. Swoją drogą, nie myślałam,że moje opowiadanie aż tak może skłaniać kogokolwiek do refleksji ;). Tak mnie korciło, żeby ci coś jeszcze podpowiedzieć, czy masz rację, czy też nie, ale nie mogę, no! Ma być niespodzianka, od początku do końca, więc żadnych wskazówek.
Ja także uważam bójki za bezcelowe. Ale, ale to, że ja tak uważam, nie zmienia faktu, że moi bohaterowie mają inne osobowości i swoje zdanie. Jak będzie, to się okaże.
Dziewczyno, ja tylko żałuję, że nie odkryłaś mojego bloga wcześniej. Uwielbiam czytać długie komentarze, a później na nie odpowiadać. Teraz też bym się rozwinęła, bo zobaczyłam Twój komentarz wcześniej, ale zwyczajnie nie mam tyle czasu. Jestem gadułą i czasem ubolewam nad faktem, że nie mogę usiąść i porządnie przelać wszystkich swoich myśli na klawiaturę. Liczyłam, że odpowiesz na mój komentarz i zerkałam co jakiś czas. Cieszę się za każdym razem, gdy ktoś okaże odrobinę zainteresowania ( chociaż w Twoim przypadku, patrząc na ilość słów, nie można tutaj mówić o odrobinie). Do końca jeszcze trzy rozdziały, więc nie zdążysz chyba napisać tutaj wielu długaśnych komentarzy, ale mam nadzieję, że jeśli skończę już ,,Historię...'' to będziesz ze mną i przy kolejnym opowiadaniu, bo mam takie w planie. :)
Chyba tym razem nie dorównam ci długością komentarza, przykro mi. ;)
Jasne, że będe czytać następne, skoro będzie o siatkówce :) Nie masz się co martwić, na tamtym będę od początku ;) Pozostaje mi zapytać: Kiedy ten nowy rozdział? :D Nie mogę się doczekać, cholercia! :) Taka jestem ciekawa, co Maciek ma na swoją obronę! :D
UsuńJak widzisz, może i skłania do refleksji. Temat mi dość bliski, bo pewien bohater mojego opowiadania też zrobi coś podobnego, sytuacja będzie inna, ale sens nadal ten sam :) I dlatego jestem ciekawa, po trosze, jak można się z tego wybronić ;)
Uwielbiam jak coś się dzieje, komplikacje, zdrady i problemy, ale jeszcze bardziej uwielbiam te oklepane, wyświechtane i mało oryginalne happy endy :) Wychodzę z założenia, że w życiu jest wystarczająco ciężko, że chociaż w opowiadaniach może coś dobrze skończyć :) Także czekam na kolejny i obiecuję wyczerpujący komentarz! :)
Kolejne z pewnością będzie o siatkówce. No ja myślę, że będziesz od początku ;)
UsuńNie przeczytałam Twojego komentarza wczoraj. Gdybym to zrobiła, to to powiedziałabym ci, że nowy rozdział pojawi się w czwartek o 14 :D
Piszesz opowiadanie? Zajrzałabym w wolnej chwili, tyle że jak na razie tyle się uzbierało tych, które czytam, że czasami nie wyrabiam ;). Postaram się jednak znaleźć chwilkę, w końcu jutro popołudniu już weekend :>
Nie mam ulubionego rodzaju epilogu. Czytałam opowiadania zarówno ze szczęśliwym, jak i mniej zakończeniem. Jakie będzie moje? Pozostanie Wam tylko czekać, bo wiem to tylko ja ;)
Muszę jednak przyznać, że zdrada i ciąża są tematami, z których bardzo ciężko się wyplątać. Czasami chyba lepiej dać sobie spokój ;)
Swoją drogą, taki głupi pomysł przyszedł mi teraz do głowy, że gdyby Justyna nie wybaczyła niewiernemu giermkowi, a nie będzie z Aleksem, to moze Wrona wkroczy do akcji? :D wiem, że to głupie, ale musiałam się tym podzielić xD
OdpowiedzUsuńDobry pomysł na kolejne opowiadanie ;). Niestety, ja nawet sama na to nie wpadłam. Poza tym, Wrona pojawił się tylko w kilku rozdziałach, szczególnie tych początkowych, a później jakoś tak ich kontakty zaczęły się zacierać. Są i będą tylko i wyłącznie przyjaciółmi. ;)
UsuńMaciek, ty frajerze! Nie wierzę, że to mówię! Ale dobra, od początku. Wiesz co? Od paru rozdziałów miałam jakieś dziwne przeczucie. Zawsze, kiedy czytałam o Maćku i Justynie (jeszcze przed tym, jak byli oficjalnie razem) miałam mega uśmiech na twarzy, czasami jakieś miłe ciarki na rękach. A ostatnio? Nie wiem, chyba zrobiło się za idealnie. Oczywiście nie odbierz tego źle! Mam mega potrzebę napisania o moich odczuciach, więc piszę :) Wracając. Moje odczucia do Maćka i Aleksa po tym rozdziale zmieniły się diametralnie.
OdpowiedzUsuńPrzez całą Twoją historię marzyłam o takim swoim, osobistym Maćku, a teraz zastanawiam się, czy chciałabym kiedykolwiek przeżyć coś takiego jak Justyna...
Cholernie to skomplikowane. A ja nie lubię skomplikowanych sytuacji w moim życiu, dlatego cieszę się, że nie jestem na miejscu Justyny.
Aleks? Kochany. Chyba mi totalnie odbiło, że nazywam Maćka frajerem, a Aleksa określam jako kochanego. Ale cóż, to Twoja wina! :p
Nie wiem, kompletnie nie wiem jak to teraz będzie. Czuję takie beznadziejne "coś". Czuję, że nawet jeśli Justyna wybaczy Maćkowi (a coś mi się wydaje, że tak właśnie będzie) to już nie będzie to samo... Z jednej strony mnie to boli, bo zawsze w moich oczach byli parą idealną. Ale z drugiej, może to i lepiej? Jezu, mam tak dużo myśli w głowie, że paplam takie głupoty, tak nieskładnie i w ogóle, więc wybacz!
W każdym bądź razie, jedyne co bym teraz chciała, to żebyś nie zakończyła tej historii tak... "nijako". Zapytasz pewnie o co mi chodzi z tym 'nijako' :p Sama chyba do końca Ci nie odpowiem, bo wyszło by na to, że narzucam Ci jakieś zakończenie. Po prostu chciałabym, żeby ta cała historia miała jakieś fajne zakończenie. Żebym mogła przeczytać epilog i utwierdzić się w przekonaniu, że to była najlepsza historia jaką czytałam :)
Jeśli coś z tych bzdur zrozumiesz, jeśli zrozumiesz co mi siedziało w mojej głowie - gratuluję :p
Ja się czuję o niebo lepiej, bo wreszcie mogłam przelać swoje odczucia co do tego rozdziału w komentarzu ;) A uwierz, nie często mam takie wielkie chęci do komentowania. Niestety, jestem strasznym leniem. Mimo to zawsze chętnie (o dziwo) komentuje Twoje rozdziały :)
Dobra, kończę, bo naprawdę zaczynam gadać od rzeczy! Uwielbiam Cię, czekam na nowy i w ogóle! :)
Także cię uwielbiam za Twoje komentarze, bo zawsze są długie i szczere. Oczywiście ja też czytam na nowy rozdział u Ciebie, więc wiesz... streszczaj się, bo doczekać się nie mogę. ;)
UsuńByło zbyt idealnie, aż dziwiło mnie to, że nikt tego nie zauważył. Kiedy tylko Justyna była perfekcyjna, polała się krytyka, ale tego, że ta para jest zbyt cukierkowa, to nie skomentowaliście negatywnie. Słodko było i się skończyło.
Co do epilogu - wątpię, żebym przerosła Twoje oczekiwania, bo chyba nikt oprócz mnie nie może odgadnąć, jak to się skończy. Sama jednak lubię takie zakończenia, tylko tyle mogę powiedzieć. Mam nadzieję, że aż tak bardzo cię nie zawiodę i będziesz nadal uważać moje opowiadanie za fajne, nawet jeśli nie trafię w Twój gust. ;)
A ja czuję się o niebo lepiej, że tak dokładnie przelałaś mi wszystkie swoje odczucia w tym komentarzu, bo przeważnie z nielicznymi mogę na ten temat porozmawiać. Nie każę nikomu pisać długaśnych komentarzy, ale takie są najmilsze, bo widać, że kogoś obchodzi to, co wystukałam. ;)
Co do pomieszania myśli - ja sama nie byłam pewna, jak to wszystko skończyć. Niby epilog został ten, który napisałam już wcześniej, muszę tylko wprowadzić małe poprawki, a jednak nie byłam pewna, co napiszę w tych najważniejszych rozdziałach i jak dalej potoczyć losy moich bohaterów... Teraz już jednak wiem, a wy musicie jeszcze trochę poczekać. Mam nadzieję, że nie obrzydnie wam po nich moje opowiadanie, nadal będziecie darzyć mnie sympatią. :)
*czekam na nowy rozdział u Ciebie.
UsuńGdyby mi się język plątał, to bym zrozumiała, ale żeby takie błędy sadzić? :D