,, Nigdy nie
podążałam z wiatrem
Po prostu pozwalałam mu płynąć
Pozwalałam mu zabrać mnie tam, gdzie chce
Póki nie otworzyłeś drzwi
Jest tak wiele rzeczy, których wcześniej nie dostrzegałam
Próbowałam fruwać, ale nie umiałam znaleźć skrzydeł
Wtedy zjawiłeś się ty i wszystko zmieniłeś’’
Po prostu pozwalałam mu płynąć
Pozwalałam mu zabrać mnie tam, gdzie chce
Póki nie otworzyłeś drzwi
Jest tak wiele rzeczy, których wcześniej nie dostrzegałam
Próbowałam fruwać, ale nie umiałam znaleźć skrzydeł
Wtedy zjawiłeś się ty i wszystko zmieniłeś’’
Taylor Swift
– Crazier
Przypomniałam sobie siostrzeńca Darii, którym niedawno
przyszło mi się opiekować. Kiedy moja współlokatorka znów wybyła pod byle
pretekstem, musiałam zabrać Małego na zakupy, bo lodówka wołała o uzupełnienie.
Przysięgam, że ludzie od marketingu doskonale znają się na rzeczy, bo gdy tylko
przekroczyliśmy próg supermarketu, dział ze słodyczami zaczął zaklinać
towarzyszącego mi dzieciaka i kusić półkami uginającymi się wręcz od
różnorakich słodyczy. Mądrzejsza o 16 lat przeważnie unikałam tego działu,
wolałam nie wystawiać się na działanie kolorowych opakowań, które skrywały
słodkie, ale zarazem szkodliwe niespodzianki. Już dawno zamieniłam czekoladki
na owoce i jogurty, tylko czasem dawałam się omotać moim ulubionym żelkom czy
landrynkom. Tym razem jednak przyszło mi spędzić dobre piętnaście minut w tym
właśnie dziale. Próbowałam być asertywna, wiadomo, ale wielkie, czarujące mnie
oczy Maćka juniora odniosły zamierzony skutek i ze sklepu wyszliśmy z czekoladą
i opakowaniem chipsów. Wydanie kilku złotych na te produkty spowodowały u mnie
małe wyrzuty sumienia, ale jedno spojrzenie na uśmiechniętego od ucha do ucha,
niemiłosiernie ubrudzonego czekoladą malca, od razu je stłumiło. Aż miło było
na niego patrzeć.
Sama teraz czułam się jak dziecko, któremu rodzice kupili
ogromnego, kolorowego lizaka. Zaczęłam jakby intensywniej zauważać otaczające
mnie barwy, a problemy i problemiki, które nękały mnie od czasu do czasu,
przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Wszystkie smutki i złe myśli odganiała
ponad dwumetrowa postać siatkarza, jego dłoń ściskająca moją i pocałunek. Jak
bardzo myliłam się, myśląc, że to co czuję do Aleksa jest faktycznie miłością. Bogatsza
o nowe doznania wiedziałam, że było to tylko i wyłącznie porządne zauroczenie,
które minęło tak szybko jak się pojawiło. Naprawdę nie mogłam sobie wyobrazić, żeby
ktokolwiek mógł zastąpić Maćka. Byliśmy parą już ponad rok, a ja nie potrafiłam
zrozumieć, jak wszystkie te dni, tygodnie, miesiące, przed jego wyznaniem,
mogłam uważać za udane. Dzień bez niego, to dzień stracony, na szczęście
doskonale dbał o to, żeby było ich jak najmniej.
Lato ustąpiło jesieni. Drzewa rosnące przy alejce, którą
szłam, zaczęły powoli przybierać ciepłe, złote lub czerwone barwy. Właśnie za
to tak kocham tę porę roku. Jak ktokolwiek może być nieszczęśliwy, będąc
otoczonym ze wszystkich stron pięknymi kolorami? Moje rozmyślania przerwało
pojawienie się, nagle jak spod ziemi budynku bełchatowskiej hali. Nie mogłam
jednak poradzić temu, że zawsze, kiedy myślałam o Maćku, czas biegł jakby
szybciej.
Niezdecydowana zatrzymałam się przed jej wejściem i zaczęłam
rysować butem kółka na chodniku. Zawsze byłam tam mile widziana, naprawdę
lubiłam chłopaków, ale ta cała sytuacja z Aleksem, jakoś mnie od nich oddaliła.
Na początku czułam się głupio, wyobrażając sobie, co mówią o mnie za moimi
plecami, teraz jednak, gdy już wszystko sobie wyjaśniliśmy, niby mogłam
spokojnie przebywać w tym towarzystwie. Było w tym jednak jedno ,,ale’’ – Alek
sam, wtedy w kawiarni powiedział mi, że to co było między nami przed jego
związkiem z Idą nie było czystą przyjaźnią. W moim sercu obudził się cień
nadziei, przytłumiony przez rozum, a później całkowicie stłamszony przez jedno
spojrzenie w oczy Maćka. Ten chłopak był przy mnie zawsze, byłam dla niego
wszystkim i wreszcie mogłam odpowiedzieć mu tym samym. Bałam się jednak, jak
zachowa się Aleks i jak zachowam się ja, po prostu sobie nie ufałam. Nie
chciałam zrobić nic, czym mogłabym skrzywdzić Maćka, dlatego Serba unikałam jak
ognia. A jeśli unikałam jego, to i Cupko. Skoro nie kontaktowałam się z Cupko,
zerwałam też kontakt z Karolem, ponieważ ukrywanie się przed jednym, a swobodne
rozmawianie z drugim, skutkowałoby zapewne silnymi wyrzutami sumienia. Kiedy
jednak Maciek poprosił mnie, żebym przyszła pod halę po treningu, bo ma dla
mnie niespodziankę, musiałam zebrać się w garść i spełnić jego prośbę. Głębia
jego brązowych oczu sprawiła, że nie byłam w stanie zaprzeczyć.
Spojrzałam na zegarek. Jeszcze jakieś dziesięć minut.
Przycupnęłam na krawężniku i założyłam na uszy słuchawki, czekając na mężczyznę
mojego życia.
*
Wyszedłem spod prysznica, mocno pocierając ręcznikiem włosy.
Kiedy były już praktycznie suche, zaczesałem je, jednak za nic nie chciały się
ułożyć.
-Jasna cholera. – mruknąłem do swojego odbicia w szybie.
Chłopacy jak zwykle nabijali się, widząc jak próbuję ułożyć sterczące na
wszystkie strony kosmyki. Czy dzisiaj nie mogłybyście zrobić wyjątku i
grzecznie poddać się grzebieniowi? Włosy nie chciały mnie słuchać, więc
zrezygnowany otworzyłem szafkę i ubrałem jeansy i szary T-shirt. Wiązałem
sznurówki, nucąc cicho, kiedy obok mnie usiadł Kłos i szturchnął mnie tak, że
pochylony, prawie spadłem z ławki.
-A coś ty dzisiaj w takim humorze? Szykuje się coś wielkiego
z Małą czy co? – zapytał jakieś pół metra ode mnie, jednak wypowiadając każde
słowo tak głośno, że jestem pewien, usłyszał to nawet Kurek, grający nadal w
odległej i zimnej Moskwie. Efekt został jednak osiągnięty, bo wszystkie rozmowy
umilkły, a ubierająca się reszta, zaczęła ociągać się i zerkać w moją stronę, czekając
na odpowiedź.
-Nie powiesz nam przecież, że nie ma to nic z nią wspólnego,
bo od czasu, kiedy jesteście razem, jakoś mniej martwisz się o to gniazdo na
głowie.
-Może tak, może nie? – zacząłem się z nimi droczyć,
pomijając jego uwagę dotyczącą włosów. Skrzyżowałem spojrzenie z siedzącym
kawałek dalej Aleksem i uśmiechnąłem się pod nosem. Odkąd usłyszał, że jestem z
Justyną, był jakiś nie w sosie. Dobrze ci tak, kolego. Trzeba było brać, póki
miałeś okazję, a nie rzuciłeś się na tą ( kiedyś) rudą lafiryndę, której potem w bardzo krótkim
czasie dałeś się złapać na dziecko.
-Ty nie bądź taki tajemniczy. Chcesz żebyśmy zastosowali
tortury? – zaśmiał się Michał Winiarski, a kapitan już wstawał, zacierając
ręce. – Zmienimy ci trochę długość twojej czuprynki, to od razu nam wszystko
wyśpiewasz.
-Dobra, dobra. Justyna miała przyjść pod halę, mam coś dla
niej. – szybko odpowiedziałem, bojąc się, że mogą szybko przejść od słów do
czynów. Na moje słowa Kłos, który był już praktycznie ubrany, zerwał się i
narzucił bluzę.
-Idę ją porwać. Nikt nie będzie bezkarnie ignorował Karola
Kłosa. – zaśmiał się w drzwiach, gładząc swoje włosy w ostentacyjny sposób i
zniknął. Chwilę później wybiegł za nim Cupko. Reszta też jakoś szybko się
zebrała i wyszli, zostawiając mnie sam na sam z Aleksem. Niezręczna sytuacja.
Wrzuciłem wszystkie swoje rzeczy do torby, pragnąc jak
najszybciej się stamtąd wyrwać. Zarzucałem kaptur od bluzy na rozczochrane
włosy, gdy odezwał się.
-Ona jest z Tobą szczęśliwa?
-Na pewno bardziej, niż byłaby z Tobą. – odpowiedziałem
krótko, spoglądając na niego z góry. W końcu te siedem centymetrów więcej
wzrostu przydało się poza boiskiem.
-A co jeśli miałaby wybierać, między Tobą a mną? – drążył.
-Ale nie będzie wybierać. Jesteś żonaty koleś, dobrze ci
radzę, trzymaj się tej swojej rudej jak kamizelki ratunkowej. – warknąłem,
zarzucając torbę na ramię i wychodząc. Szedłem szybko korytarzem, kiedy złapał
mnie za rękaw.
-Nie wiesz, co by zrobiła, prawda? Nie jesteś taki pewien
jej uczuć.
-Odwal się.
-Nie chcesz nawet ze mną porozmawiać?
-Nie mamy o czym.
-J. zanim została Twoją dziewczyną, powiedziała mi, że już
nic do mnie nie czuje. Chciałbym tylko wiedzieć, czy to prawda.
-A co, szukasz koła ratunkowego, planu B, w razie gdyby Ida
zgarnęła dziecko i Twoje pieniądze i pognała w siną dal? – nie mogłem
powstrzymać się od złośliwości. Staliśmy przed drzwiami Energii mierząc się
wzrokiem. Mocniej zacisnąłem dłoń na pasku od torby sportowej, z całej siły
próbując nie stracić panowania nad sobą. Kątem oka dostrzegłem chłopaków,
którzy oblegali Justynę. Nasze pojawienie jednak przerwało ich rozmowy, teraz wpatrywali
się w nas, ze zdezorientowaniem na twarzy. Serb trzymał mnie za rękaw bluzy i
nie zamierzał puścić.
-Lepiej uważaj, co mówisz o mojej rodzinie. – jego ciemne
oczy ciskały pioruny. Złapałem jego dłoń i odciągnąłem palce, wyswobadzając
się.
-A ty lepiej uważaj, co mówisz o mojej dziewczynie. –
odpowiedziałem, akcentując wyraźnie przedostatnie słowo. Zmarszczył brwi,
jednak już nie odezwał się ani słowem.
Podszedłem do stojącej nieopodal grupki, łapiąc Justynę za rękę i
żegnając się z chłopakami.
-Miłego dnia. –mrugnął Karol, na co odpowiedziałem lekkim
uśmiechem. Objąłem idącą obok mnie, wpatrującą się brązowymi oczami w moją
twarz Justynę. Dłoń umieszczona na jej talii i bijące od niej ciepło sprawiły,
że powoli się uspokajałem.
-Co to było, tam pod halą? – zapytała mnie, nie doczekawszy
się z mojej strony ani jednego słowa. Rzuciłem jej szybkie spojrzenie, zastanawiając się, co
odpowiedzieć.
-Miałem małe starcie z naszym ukochanym Aleksem, tyle.
-Hm, tyle? Przysięgam, wszyscy myśleliśmy, że rzucicie się
sobie do gardeł. – zmarszczyła lekko brwi i spoglądała na mnie z zatroskaniem.
-Nie zapytasz mnie, dokąd idziemy? – zapytałem, próbując
zręcznie zmienić temat. Nie wystarczająco zręcznie. Zatrzymała się,
wyswobadzając z objęcia.
-Proszę, nie ukrywaj niczego. Czy chodziło o mnie? –
lustrowała moją twarz i zanim się odezwałem, dodała. – Chodziło o mnie. Coś ci
powiedział, obraził mnie?
-Zapytał mnie, czy jesteś szczęśliwa. Ze mną. Później zaczął
pleść jakieś głupoty, że pewnie wybrałabyś go, gdybyś tylko miała wybór. –
odpowiedziałem, patrząc gdzieś obok niej. – Wyszło, jakbym był Twoim
chłopakiem, tylko dlatego, że nie było innych kandydatów.
-Dupek. Chyba mu nie uwierzyłeś? – zapytała. Spojrzałem na
nią, uśmiechała się delikatnie.
-A czemu miałem nie wierzyć? Jest tyle facetów na Ziemi,
czemu wybrałaś właśnie mnie?
-Żartujesz? Mogłabym zadać Ci te samo pytanie. Tyle
dziewczyn wzdycha do Ciebie zza barierek, tuli do ciebie po meczach, kiedy
proszą cię o zdjęcia i autografy… Kto tu powinien być zazdrosny? – zaśmiała się,
zarzucając mi ręce na szyję. Stanęła na czubkach palców, jednak nadal była
sporo ode mnie niższa.
-Co ty robisz? Chcesz mi kark skręcić? Taka Twoja taktyka? –
poczułem, że powoli wraca moje poczucie humoru. Połaskotałem ją w bok.
-Chciałam Cię pocałować idioto. – odpowiedziała, śmiejąc się
i uciekając. Złapałem ją kilka metrów dalej i okręciłem dookoła. Taka drobna i
lekka.
- W takim razie teraz możesz to zrobić. – pochyliłem się w
jej stronę, tak, że nasze twarze dzieliły już tylko centymetry. Przyłożyła swój
nos do mojego. Chwilę później poczułem dźgnięcie w żebro.
-Teraz już mi się odechciało. – zaśmiała się, znów
uciekając. Tym razem jednak biegła tak szybko, że dogoniłem ją znacznie dalej i
zanim zdążyła zaprotestować, wbiłem się na długo w jej usta.
-Dobra, to gdzie mnie zabierasz? – zapytała, oddalona do
mojej twarzy zaledwie o milimetry. Znów ją pocałowałem.
-Niespodzianka.
-A co jeśli nie lubię niespodzianek?
-Taką polubisz.
-Przyjdzie mi ci zaufać.
-Zaufanie do podstawa dobrego związku. –zaśmiałem się, tuląc
ją do siebie.
*
Szliśmy przed idealnie podstrzyżony trawnik państwa Muzaj.
Zaczynało zmierzchać, gdy Maciek zaprowadził mnie do ogrodu, przed furtką
zakrywając mi oczy. Szłam po omacku, bojąc się, że po drodze legnę jak długa.
-Maciek, naprawdę? Nie lubię nic nie widzieć.
-Jeszcze chwilka.
-Boję się.
-Przecież nie przyprowadziłem cię tutaj, żeby zepchnąć w
czarną dziurę. Chyba. – zaśmiał się, a ja w odpowiedzi zawtórowałam mu trochę
nerwowo. - Poczekaj chwilkę. I nie otwieraj oczu.
Słyszałam jego oddalające się kroki, jednak przemogłam się i
spełniłam jego prośbę. Stałam tak w ciemności, zastanawiając się, o co mu
chodziło, kiedy odezwał się tuż nad moim uchem.
-Możesz otworzyć. – zanim ogarnęłam wzrokiem cały trawnik,
wręczył mi mały pakunek. Spojrzałam na niego zdziwiona, by po chwili zwijać się
ze śmiechu. Po rozerwaniu opakowania, moim oczom ukazała się biała bluzka, z
ogromnym napisem.
-,,Team Muzaj’’. Naprawdę? Czy to jakiś przekaz do pana o
kręconych włosach?
-Nie potwierdzam, nie zaprzeczam. Niech reszta też wie, gdzie
jest ich miejsce. – zaśmiał się, kiedy go pocałowałam. Trwaliśmy tak w uścisku,
kiedy odchrząknął. – Nie chciałabyś zobaczyć reszty? Jeszcze się na mnie
napatrzysz.
Sprzedałam mu kuksańca i spojrzałam na ogród. Na jego środku
stał stolik, przykryty obrusem i udekorowany kwiatami. W centrum znajdowały się
zapalone świeczki, była też butelka wina i dwa talerze, wypełnione aromatyczną
potrawą, której nigdy w życiu nie widziałam. Poprowadził mnie do krzesła i
odsunął je dla mnie, po czym nalał nam wina do wysokich kieliszków.
-Chcesz mnie spić? – zaśmiałam się, gdy po posiłku nalał mi
kolejną lampkę.
-A co, boisz się, że coś ci zrobię? – zaśmiał się zza
stolika.
-Nie lubię alkoholu, więcej już nie wypiję. – powiedziałam stanowczo,
odstawiając pusty kieliszek.
Godzinę później siedzieliśmy na kanapie w salonie jego
rodziców, oglądając jakiś film sensacyjny. Przytuliłam się do niego, a on objął
mnie ramieniem, uprzednio przykrywając nas kocem. Miarowe dźwięki płynące z
telewizora, ciepło jego ciała i zapach jego perfum, sprawiły, że moje powieki
stały się bardzo ciężkie. Nie miałam siły się im sprzeciwiać.
*
Z małym poślizgiem czasowym. Przepraszam bardzo, że nie odwiedzam Waszych blogów, ale totalnie nie miałam ostatnio czasu na pisanie opowiadania, a co dopiero czytanie innych. Postaram się to nadrobić w wolnej chwili, może nawet dzisiaj.
Aj, nie wiem jak to rozegram. W najgorszym (dla was) przypadku, będą jeszcze dwa rozdziały, w tym epilog. No, chyba że coś wymyślę i znajdę czas na wystukiwanie tego na klawiaturze ;).
Tak jak wy, nie chcę się żegnać z tym opowiadaniem.
Ale kiedyś trzeba będzie, prawda?
Kolejny w piątek, jakoś tak ok. 14-16.
EDIT: A co gdybym znowu coś namieszała? Miałam mały przebłysk, nie powiem. Jesteście w stanie przeżyć kolejne kilkanaście rozdziałów, gdyby powstały? ;)
Ahh są tacy szczęśliwi :DD Pasują do siebie idealnie. A Aleksowi przepraszam, o co chodzi? Ma rodzinę to niech się nią zajmie.
OdpowiedzUsuńJak to dwa rozdziały i epilog? No chyba żartujesz? Tylko? :((
Czekam na kolejny. Pozdrawiam. :)
Zastanawiam się właśnie nad małym przedłużeniem historii ;). Jeśli nie macie dość związku Małej i Maćka, to może być ich więcej ;)
UsuńNo ja jestem jak najbardziej za tym żebyś pisała dalej :DD
UsuńW takim razie będę ;)
UsuńA ten Loczek idiota co się pruje? Nie rozumiem zachowania Aleksa zupełnie. Widać z Idusią mu się nie udkłada :) I zazdrości naszej małej szczęscia z Maćkiem. Jak masz pomysł to dawaj ja z chęcią jeszcze poczytam tą hisorię :)
OdpowiedzUsuńxoxo K.
A no pruje się, pruje. Jeśli będę miała to dalej ciągnąć, to dowiecie się dlaczego ;).
UsuńTy chętnie poczytasz, ja z chęcią napiszę, więc może epilog jeszcze trochę pokurzy się gdzieś w szarym kącie? :)
Mam alergię na kurz i roztocza. Więc niech się jeszcze trochę pokurzy :D Jestem strasznie ciekawa co się w tej zakręconej serbskiej łepetynie urodziło ;)
UsuńZakręcone włosy to i zakręcone myśli :D. Podjęłam decyzję, więc jeszcze będziecie musieli trochę ze mną wytrzymać, przykro mi. O epilogu na razie zapominamy ;)
UsuńNo i bardzo dobrze :)
UsuńOjejku, jak słodko <3 dałaś wreszcie Justynie spokój i popatrz jak się wszystko pięknie układa <3 Nie rozumiem Alka. hmmm.
OdpowiedzUsuńA jeśli chodzi o te rozdziały to jak masz zamiar zrobić coś, co by BARDZO skrzywdziło Muzaja albo Małą to będę płakać. Bo jest tak pięknie. Ale pisz dalej. Jak chcesz skończyć - skończ. Jak chcesz to dalej pociągnąć - ciągnij. Decyzja należy do ciebie, ja sugeruję, że było by fajnie, gdybyś jeszcze jego nie kończyła.
Właśnie też się nad tym zastanawiam. Kiedy pisałam prolog, nie miałam już żadnego pomysłu, co zrobić z nimi dalej, ale dzisiaj coś tam zaczęło mi świtać.
UsuńMoże tak szybko nie pożegnacie się z ,,Historią z siatkówką w tle'' ;)
Oby ! "Historia z siatkówką w tle" to jedyny blog, który odwiedzam (nie wiedzieć czemu) codziennie ;)
UsuńNawet nie wiesz, jak mi się teraz miło zrobiło ;).
UsuńDziękuję :)
Ale fajnie ;) Nareszcie razem :)
OdpowiedzUsuńCzekam na dalszy rozwój wydarzeń. Możesz zamieszać bo nigdy w życiu nie jest tak idealnie. Ty decydujesz- rób jak uważasz, ale możesz troche przedłużyć ;)
Decyzja podjęta - jeszcze trochę to przeciągnę. Jakoś ze mną wytrzymacie chyba ;)
UsuńOj bardzo chętnie ;)
UsuńAlek teraz to wyskoczył jak Filip z konopii... Mała jest szczęśliwa z Maćkiem, on niech się zajmie swoją rodziną. chociaż... ja bym wolała jednak żebyś trochę zamieszała ;D bez "Historii z Siatkówką w Tle" będzie tak pusto.
OdpowiedzUsuńJakoś tak mnie te Wasze komentarze przekonały, a fakt, że mi się śnili ostatnio bohaterowie mojego opowiadania sprawia, że zostanę na dłużej ;). Epilog jeszcze trochę poczeka.
UsuńPisz, pisz więcej :D
OdpowiedzUsuńOni są tacy słodcy! ♥
A co do Aleksa... To na pewno nie chciałabym z nim nigdy być! No sorry, ma żonę a jest zazdrosny o dziewczynę, którą kiedyś odrzucił?! No po prostu powybijać takich tylko :D
Czekam na więcej ;)
Zapraszam do siebie na setball-for-hope.blogspot.com na nowy rozdział.
Jak już to wyżej napisałam, nie wiadomo, co się pod tymi zakręconymi włoskami znajduje ;)
UsuńMuszę przyznać, że jakoś tak miło się pisze te rozdziały, kiedy w końcu oboje są szczęśliwi.
Fajny rozdział, mam tylko nadzieje że Aleks nie postanowi wtrącić swoich "trzech groszy" w ich życie!!!
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie:
http://please-tell-my-why.blogspot.com/
http://kamiiiiiiila.blogspot.com/
Mania prowadzenia kilku blogów na raz panuje jak widzę? ;)
UsuńZajrzę jak tylko odkopię się spod przytłaczających mnie zadań domowych.
Dzięki za komentarz. Zajrzę ;)
OdpowiedzUsuńLubie zamieszania ,może jakieś większe problemy u Idy i Alexa co z powoduje chęć bycia Serba z Justyną? PROOOSZE :D
OdpowiedzUsuńEkhem. Czy ty siedzisz w mojej głowie, czy może ja jestem zbyt przewidywalna? Powrót Aleksa faktycznie będzie miał pewne podłoże, które na pewno przedstawię wam niedługo ;)
Usuńja z miłą chęcią jestem gotowa na przeczytanie jeszcze kilkunastu rozdziałów:) podoba mi się jak piszesz i cała ta historia :)
OdpowiedzUsuńa co do rozdziału to Aleks jest zbyt pewny siebie:/ na miejscu Maćka dałabym Mu między oczy:p
pozdrawiam
http://niedostepni-dla-siebie.blogspot.com/
Wiesz, bitka z kolesiem z drużyny nie jest chyba najlepszym rozwiązaniem. Chociaż... byłaby może dobrą nauczką na przyszłość. ;)
UsuńAleks lepiej niech się nie wtrąca do ich życia, przecież ma swoje, niech się lepiej zajmie dzieckiem i Idą. Ale znając życie, i tak się wtrąci i to poważnie :)
OdpowiedzUsuńRozdział milutki :) Sielanka, no może bez tej rozmowy Maćka z Aleksem :)
I zgadzam się, jesień jest zdecydowanie najpiękniejszą porą roku!
I ja również poczytałabym sobie jeszcze kilkanaście rozdziałów u Ciebie, także jak tylko masz jakiś pomysł, nawet tak haniebny jak Aleks+Justyna, to zrealizuj go :)
Pozdrawiam :)