10 marca 2013

XXXIV


,,Na początku byłeś złodziejem

Ukradłeś mi serce
I ja,Twoja uległa ofiara
Pozwoliłam Ci zobaczyć te części mnie
Które nie były do końca przyjemne

Przepraszam ze nie rozumiem 
Skąd to wszystko się wzięło
Myślałem, że z nami wszystko w porządku
Twoja głowa znów wymyka się spod kontroli''

Pink - Just Give Me A Reason


Wpadliśmy w wir przygotowań do ślubu. Studia, sezon klubowy, a później reprezentacyjny miały porządnie nam w nich przeszkadzać, ale nie zniechęcaliśmy się. Chodziłam z Darią od sklepu do sklepu, szukając sukni, która powali mnie na kolana. Maciek w wyborze garnituru szukał porady u chłopaków z drużyny i swojego ojca. Trochę mnie ten fakt niepokoił, bo po ciuchu posądzałam ich wszystkich o brak gustu, ale Kłos i Zati zapewniali mnie, że żadnego badziewia mu kupić nie pozwolą. Sama więc skupiłam się na swoim stroju. Musiałam znaleźć taką suknię, która sama wołałaby mnie o przymierzenie. Wiem, może to trochę śmieszne, ale zawsze kupowałam tylko takie rzeczy, które miały jakiś urok i to ,,coś’’. Po prostu wpadały mi w oko i nie mogłam zrobić nic innego, jak tylko je zakupić. Przemierzyłyśmy więc wszystkie okoliczne sklepy, jednak mojej idealnej, przepięknej sukni nie znalazłam i byłam trochę zawiedziona. Moja blond kumpela pocieszała mnie za każdym razem, gdy jej o tym wspominałam.
-Słuchaj, wszystko będzie w porządku. Znajdziemy tę kiecę, szybciej niż myślisz. – powiedziała znad ,,Białej Damy’’. Ja sama popijałam powoli ,,Czekoladowy sen’’. Podczas dość częstych podróży poznawczych w każdy kąt Łodzi, znalazłyśmy małą kafejkę, serwującą chyba wszystkie możliwe rodzaje kawy. Rodzaje, które musiałyśmy wypróbować. Pogładziła jasną serwetkę leżącą na stole i zaczęła nucić piosenkę, która sączyła się cicho z głośników - piosenkę Emeli Sande- Heaven. Mimowolnie się do niej przyłączyłam, co wywołało nasz śmiech. I zdziwione spojrzenie przechodzącej obok kelnerki, ale czegoś w tym stylu się spodziewałam. – Na razie dopnijmy inne rzeczy na ostatni guzik. Podsumujmy, co już mamy załatwione. Sala zarezerwowana, zespół też. W kościele też już wiedzą, kiedy się was spodziewać. Catering i te sprawy też możemy odfajkować, transport gości i noclegi także. O czymś zapomniałam?
-Nie, chyba nie. A czego jeszcze nie zrobiłyśmy? Nie mam sukni, welonu, butów, niczego. Zaproszenia kupione, ale nie rozesłane. Chociaż, chyba nie będziemy ich rozsyłać, tylko sami je rozwieziemy, część już rozdaliśmy.
-Tak, zapomnij o wysyłaniu. Osobiście lepiej wręczyć. U fryzjera musimy zarezerwować termin, tylko najpierw znajdziemy jakiegoś, który nie zrobi ci z włosów gniazda.
-I jeszcze nauka tańca. –jęknęłam. Maciek uparł się, że będziemy musieli przyłożyć się do naszego pierwszego tańca, jako małżeństwa. Na ślub planowaliśmy zaprosić mnóstwo ludzi, nie chciałam się przed nimi zbłaźnić. Dobrze znając nasze umiejętności taneczne, postanowiliśmy oddać się w dobre ręce. Przynajmniej ten pierwszy musi być idealny. Na kolejne i tak nikt już nie będzie zwracał takiej uwagi, będąc pod działaniem wysokoprocentowych napoi. Byłam na niejednym weselu i już mam pewne doświadczenie w tych sprawach. – Daria, jeszcze jakieś cztery miesiące i będę wychodzić za mąż.
-Fajnie ci. Twój Maciek od razu przeszedł do konkretów, a Piotrek sam się niczego nie domyśli. Jesteśmy razem już prawie dwa lata, a on ciągle by tylko za rączkę chodził. Może ja mam się mu oświadczyć? – zachichotała, chociaż w jej oczach nie było ani cienia uśmiechu. Złapałam ją za dłoń i ścisnęłam.
-Będzie dobrze, zobaczysz. Nie martw się na wyrost. Przecież ten facet kocha cię do szaleństwa.
Moja odpowiedź ją uspokoiła, bo z lekkim uśmiechem powróciła do sączenia napoju. Gadałyśmy o przygotowaniach do ślubu, aż zorientowałyśmy się, że nasze szklanki są już puste, a w kawiarni spędziłyśmy dobre półtora godziny, wyszłyśmy więc z kawiarni i ruszyły piechotą do naszego mieszkania. Czułam się troszkę głupio, mówiąc jej o Maćku i ślubie, bo wiedziałam, jak bardzo chciałaby, żebyśmy to jej ślub planowały. Mi samej nie spieszyło się do małżeństwa, gdyby nie fakt, że byłam pewna, iż Maciek jest tym, z którym chcę spędzić resztę życia, nie zgodziłabym się. Zawsze wszystko musiałam sobie przemyśleć, a decyzję, jeśli chodzi o ślub, podjęłam w trzy sekundy. Nie miałam jednak żadnych wątpliwości, po co miałabym odkładać to na później?
-Co mówiłaś? – zapytałam Darię, która przyglądała mi się, zapewne oczekując odpowiedzi na pytanie, którego nie usłyszałam, bo byłam zbyt zajęta sobą i swoimi myślami. Egoistka.
-Ziemia do Justyny. Opowiadałam o tym, jak rodzice Piotrka zaprosili nas na obiad w zeszłym tygodniu.
-Jej, to świetnie. Czemu mi o tym wcześniej nie wspominałaś? – wyszczerzyłam się do niej. Dziewczyna wpatrywała się gdzieś przed siebie, z niewyraźną miną. – Hej, skoro poznałaś jego rodziców, to chyba jest to coś poważnego, prawda? Coś nie tak?
-Wszystko, wszystko poszło nie tak. Do dupy, że się tak wyrażę. – wykrzyknęła, wykrzywiając twarz ze smutku i złości. – Pojechałam tam w sukience i kozakach na obcasie. Tuż przed domem, jeden z butów utkwił mi w studzience kanalizacyjnej i Piotrek musiał mnie ratować, ale buty już do wywalenia. Kosztowały tyle forsy…
-Nie mówi mi, że chodzi ci o buty. – zaśmiałam się cicho, ale spojrzenie, które mi posłała, od razu mnie uciszyło. – Dobra, już nic nie mówię. Co dalej?
-W beznadziejnym humorze weszłam do domu jego rodziców. Jego mama była bardzo miła, pytała mnie o takie tak różne, zwykłe rzeczy, typu plany na przyszłość. Za to jego ojciec to gbur. Tak samo, jak jego siostra. Oboje wpatrywali się we mnie, jakbym nie wiem, planowała go zabić, czy ściągnąć na złą drogę. On wydawał się jednak tego nie zauważać i cały czas z nimi żartował. Chciałam się wyrwać z tej niezręcznej sytuacji, więc zaoferowałam, że pomogę jego matce przynosić potrawy na stół. Kiedy szłam z talerzem wypełnionym po brzegi ziemniakami, zahaczyłam się o wystający obok futryny gwóźdź i zostałam unieruchomiona. Jego siostra… mówiłam ci już, że ma na imię Klara? Popatrzyła na mnie z triumfem w oczach, przysięgam. Wkurzyłam się i nie chciałam dać jej satysfakcji, więc szarpnęłam i zrobiłam sobie dziurę w nowej sukience. Rozumiesz to? Myślałam, że się tam rozpłaczę. Tym bardziej, że później, kiedy jego mama pożyczyła mi jakieś żakiet, żeby tylko ukryć naderwany rękaw, podczas jego ubierania strąciłam wazon stojący u niej w sypialni i go zbiłam. Mówiła, że nic się nie stało, a jego ojciec stanął nade mną i powiedział coś w stylu ,,Cóż za niesamowita koordynacja ruchowa. Nie dziwię się, że nasze siatkarki nie zdobywają medali, skoro mają taki refleks i na boisku…’’. Myślałam, że spalę się ze wstydu. Przysięgam, że już nigdy do nich nie pojadę. – otarła łzę, spływającą powoli po policzku. Jej widok bardzo mną wstrząsnął.
-Daria, przecież ty nie płaczesz. – przytuliłam ją, a ona ukryła twarz w moich włosach. Przechodzący obok nas ludzie dziwnie na nas spoglądali, nie interesowało mnie to jednak. Gładziłam ją po plecach, próbując uspokoić. – A co na to Piotrek?
-Nic, niby mnie pocieszał, ale jakoś tak inaczej się od tamtej pory zachowuje. Chyba coś mu nagadali, Klara i jego ojciec.
-Przestań wymyślać Daria, wszystko się ułoży.
Dotarłyśmy pod nasz blok, a ja zorientowałam się, że nie zrobiłyśmy zakupów.
-Słuchaj, ja pójdę do sklepu, a ty zrób herbatę, ok.?
Skinęła głową i zniknęła za drzwiami klatki, a ja odwróciłam się i ruszyłam do supermarketu. Zachowanie rodziny Piotrka nie podobało mi się, w ogóle. Że też mogli ją tak potraktować... Ledwo wyszłam zza bloku, gdy stwierdziłam, że nie dane mi będzie tak spokojnie wypełnić swoich planów. Chodnikiem w moją stronę powoli szedł Aleks. Ubrany w czarną kurtkę z logiem Skry i ciemną czapkę, naciągniętą na kręcone brązowe włosy, prawą dłoń trzymał na pasku od torby sportowej, którą zarzucił na prawe ramię. Momentalnie zmarszczyłam brwi.
-Cześć. – wypowiedział, będąc metr ode mnie. Jakim cudem dotarł tutaj szybciej niż Maciek? Przecież oboje byli na treningu.
-Cześć. Po co tutaj przyszedłeś?
-Cupko przekazał mi to. – wyciągnął kieszeni znajomą, kremową kopertę. Przypomniałam sobie, jak bardzo nalegałam, żeby i jego zaprosić na ślub, chociaż Maciek się na to nie zgadzał. Teraz zaczęłam sądzić, że powinnam była się jego posłuchać, teraz jednak było już na to za późno.
-Możesz to zignorować. Nie przyjdziesz, to się nie obrażę. Maciek to się nawet ucieszy. – odparłam, wpatrując się w kopertę, którą powoli schował z powrotem do kieszeni kurtki.
-Nie przyszedłem tutaj, żeby powiedzieć ci, że nie pojawię się na waszym ślubie. Nawet o tym nie pomyślałem. Szłaś gdzieś?
-Na zakupy. – odpowiedziałam chcąc, nie chcąc na jego pytanie. Nie chciałam kłamać, a może powinnam, przynajmniej wyplątałabym się z tej niezręcznej sytuacji. Mimowolnie spojrzałam na parking, jednak nie zauważyłam tam srebrnego auta Maćka.
-To ja pójdę z Tobą. Też muszę kupić to i owo. – szliśmy ramię w ramię, kiedy odezwał się ponownie, jakby czytając w moich myślach. – Maciek nie przyjdzie tak szybko, mieliśmy dzisiaj wywiady do jakiejś gazety. Jak wychodziłem, dopiero stał w kolejce. Jakąś godzinkę go nie będzie.
-Yhm. – mruknęłam niezadowolona.
Szliśmy powoli w stronę widocznego już supermarketu. Drzewa, pozbawione liści, uginały się pod ciężarem śniegu, który w ostatnich tygodniach sypał się z nieba godzinami. W tej chwili, najwyższe zaspy sięgały mi aż do kolana. Zima jest świetną porą roku, dopóki te masy śniegu nie zaczynają się topić. Przemakające buty i auta ochlapujące pieszych są nieodłączną częścią chłodnych miesięcy. Nieodłączną, a tak znienawidzoną. Chodnik nie był regularnie posypywany piaskiem, bo po prostu z tym  nie nadążano, z powodu wciąż padającego, gęstego śniegu. Przyspieszyłam, chcąc jak najszybciej dojść do celu i uwolnić się od Serba. Bałam się, że dotknie zaraz jakiegoś drażliwego tematu i znajdę się w głupiej sytuacji. Moje rozmyślania przerwało poślizgnięcie się. Zamachałam panicznie rękoma, już praktycznie leżąc na chodniku, kiedy złapał mnie w talii. Jego twarz znalazła się milimetry od mojej, kiedy stałam już bezpiecznie na chodniku. Wydawało mi się, że stoimy tak całą wieczność, patrząc sobie w oczy. Odepchnęłam go lekko i odchrząknęłam.
-Dzięki wielkie, prawie przywitałam się z chodnikiem.
-Nie ma za co. – odpowiedział, praktycznie za mną biegnąc, kiedy wchodziłam do supermarketu. Pchałam przed sobą wózek, nie patrząc, czy nie zatrzymuje się po drodze przy którymś z regałów.
-Hej, czekaj. Przecież to nie wyścigi. –starał się zażartować, ja jednak nie zwolniłam. Zrobiłam to dopiero, gdy wyprzedził mnie i zatrzymał wózek.
-Co to miało być Aleks? – zapytałam zdenerwowana. – To przed sklepem.
-Przewróciłabyś się, to ci pomogłem.
-Dobrze wiesz o czym mówię. – warknęłam. – Czemu nie zostawisz mnie w spokoju? Nas. NAS w spokoju. Masz swoją rodzinę, tak? To czemu do jasnej cholery…
-Słuchaj, przyszedłem do ciebie, bo chciałem wykorzystać fakt, że nie będzie Maćka. Przyszedłem przemówić ci do rozumu.
-Przyszedłeś co zrobić?- wyszeptałam, pochylając się nad wózkiem w jego stronę.
-Naprawdę to jest to, co chcesz zrobić? Chcesz za niego wyjść, urodzić mu dzieci i zostać kurą domową?
-Tego, że Ida jest właśnie taką kurą domową, to nie widzisz? – prychnęłam. Obszedł wózek i stanął tuż przy mnie. Czułam jego oddech na swojej twarzy.
-Ida, to inna sytuacja.
-Ach, no tak. Bo najpierw było dziecko, a później ślub.
-Boże, przecież wiesz dobrze, że gdyby nie ta wpadka, to do ślubu by nie doszło, tak? – jęknął trzymając mój podbródek tak, że nie mogłam odwrócić wzroku.
-Nie ma to jak przyznać się, że chciałeś ją tylko wykorzystać, a później zostawić. Facet. – wyglądał, jakbym sprzedała mu liścia. Wkurzył się i puścił mój podbródek, a ja wykorzystałam chwilę i ruszyłam dalej, pchając przed sobą wózek, który chociaż przeszłam już przez pół sklepu, nadal był pusty. Zgarnęłam z półki kilka przypadkowych artykułów, gdy znów mnie dogonił.
-Powiedz mi, tego chcesz? Naprawdę tego chcesz? Kochasz go? – położył swoje dłonie na moich barkach. Zebrałam całą pewność siebie, jaka mi jeszcze została i spojrzałam we wpatrzone we mnie brązowe oczy.
-Tak, kocham go. Już skończyłeś mnie przesłuchiwać? -próbowałam się wyrwać, jednak mocniej mnie przytrzymał.
-Powiedz mi prawdę.
-Przecież mówię idioto!
-Nie wierzę ci.
-Nie interesuje mnie to. Co, coś w domu nie gra? Czemu znowu się do mnie przyczepiłeś, chociaż przez tyle czasu miałeś mnie po prostu gdzieś?
-Nieważne co się dzieje w moim domu. Powiedz mi jeszcze raz, że chcesz, żebym sobie poszedł, a to zrobię. Zostawię ci w spokoju, jeśli tylko powiesz mi, żebym znikał z Twojego życia. Już więcej się nie zobaczymy. – spojrzałam na jego twarz. Takie to proste? Naprawdę, jeśli tylko wypowiem kilka słów, moje problemy znikną? Wciąż trzymał dłonie na moich ramionach, czułam zapach jego perfum. Otworzyłam usta, jednak nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Jego usta rozciągnęły się w uśmiechu. – No powiedz to.
-Aleks… - nie dał mi dokończyć, bo wbił się w moje usta i zaczął całować mnie na środku supermarketu. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że nie jest to Maciek i próbowałam się wyrwać, a adrenalina krążąca w moich żyłach dała mi siłę, by go odepchnąć. Spojrzałam na niego z wyrzutem, po czym moja dłoń odbiła się na jego policzku. – Dupek.
-Wiedziałem, że tego nie powiesz. – krzyknął jeszcze za mną, gdy zostawiłam wózek i biegiem popędziłam do drzwi wyjściowych.
Biegłam śliskimi chodnikami Łodzi, nie martwiąc się, że mogę poślizgnąć się i upaść. Chciałam uciec jak najdalej od Aleksa, supermarketu i samej siebie. Niestety od własnych myśli nie byłam w stanie uciec. Sytuacji nie poprawił fakt, że przed blokiem zobaczyłam samochód Maćka.
Z głośno bijącym sercem wsiadłam do windy i otworzyłam drzwi do mieszkania. Zostawiłam kurtkę i buty w przedpokoju, po czym weszłam do salonu. Przed telewizorem siedzieli Daria, Piotrek i Maciek, śmiejąc się z jakiegoś kabaretu.
-Zrobiłaś zakupy? – zapytała Daria, ale jej nie odpowiedziałam. Spojrzeli na mnie, a uśmiechy znikły z ich twarzy.
-Boże, Justyna co się stało? – zapytała, a Maciek jednym susem znalazł się przy mnie. Dopiero teraz dotarło do mnie, że płaczę.
-Ktoś zrobił ci krzywdę? Co się stało? – dopytywał się, kiedy wtulona w jego ramię wylewałam hektolitry łez. – Mój Boże, Justyna, odezwij się.
-Wszystko… wszystko w… w… porządku. – wydukałam, urywając zdanie i jąkając się.
-Gdyby było w porządku, nie płakałabyś.
-Wszystko ok. – uspokoiłam się trochę, próbując spojrzeć mu w oczy. - Nie chcę teraz o tym gadać.
Otwierał usta, żeby coś powiedzieć, przerwałam mu jednak.
-Nikt nie zrobił mi krzywdy.
Bo tak właśnie było, prawda? Pocałunek to nie uderzenie pięścią. Wszyscy zauważyli, że nie ma sensu drążyć tematu, a ja pobiegłam do łazienki i zamknęłam się w niej. Usiadłam na krawędzi wanny i schowałam twarz w dłonie. Tak bardzo chciałam powiedzieć im, że to wszystko przez niego, przez Aleksa, który nie może tak po prostu zostawić mnie w spokoju. Już raz porządnie zamieszał w moim życiu, dlaczego robi to po raz drugi? Zaciskałam mocno powieki, próbując wyprzeć z myśli uczucie, jakby nadal jego usta przylegały do moich. Bezskutecznie. Cholera jasna. Nie mogłam powiedzieć Maćkowi, przecież zabiłby go gołymi rękoma…
Wiedziałam, że wszystko szło zbyt prosto, zbyt idealnie. Nie jestem księżniczką z bajki, której wszystko wychodzi. Kiedy wydaje się, że każdy element życia jest na swoim miejscu, musi pojawić się coś, lub ktoś, kto zburzy ten misternie budowany ład, w który włożyłam tyle energii i czasu.
Ale co jeśli to wszystko, co sobie tak zbudowałam, jest tylko domkiem z kart, trzęsącym się przy pierwszym, lekkim podmuchu wiatru?
*
Jest, jest, udało się. Dopięłam swego i udało mi się to napisać. Z opóźnieniem , ale zawsze.
Jak słusznie podejrzewałyście, poprzednie rozdziały były zbyt bajeczne, żebym nie planowała porządnego kopnięcia od losu. Ale, ale, jeśli pachnie wam to tanią komedią ( którą zapewne jest ^^) to mogę was zapewnić, że będą jeszcze maksymalnie dwa wątki, tym ten dotyczący Alka. 
Mam nadzieję, że mnie nie zadźgacie nożem, muzajowcy. Proszę tylko nie spisywać Justyny na straty. ;)
Kolejny za trzy dni, w środę. Nie dam rady już publikować co dwa dni, przynajmniej na razie.

20 komentarzy:

  1. Ale fajnie coś się dzieje ;) Dobrze postąpiła Justyna... Ciekawe co ona czuje w głębi serca... Myślę że wszystko będzie dobrze ;)
    Czekam za następny. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dzieje, się dzieje ;) Co czuje w głębi serca, to się okaże w następnych rozdziałach, bo raczej ją ta cała sytuacja męczyć będzie ;).

      Usuń
  2. Kurde, Aleks, wypierdzielaj do swojej Iduni i odczep się od J!Ja nie mogę. -,-
    Wiedziałam, że coś musisz snkocić w życiu Małej, bo byłoby zbyt "bajecznie" ;) ZA to cię lubię ;)
    Do zobaczenia w środę ;)
    Zapraszam do mnie na 9 rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie cieszy, że lubisz mnie za plątanie życia biednej J., bo faktycznie, robię to dość często ;). Ale każdy ma czasem pecha, więc chyba nie jest to nic niezwykłego.
      Wpadnę :>

      Usuń
  3. Z takim Maćkiem, to ja Muzajowcem będę już zawsze. Kocham Twojego Maćka :D A Aleks niech spada i zajmie się swoją rodziną, dupek.
    Pozdrawiam :)
    VE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z takim Maćkiem, to i ja będę zawsze Muzajowcem :D. Ja też go kocham, zastanawiam się, gdzie jest taki mój odpowiednik giermka :D.
      Haha, dupek. Widzę, że dobrze się z Justyną rozumiecie ;)

      Usuń
  4. Hmmm Aleks! jak ja bym mu skórę przetrzepała...Znów się we mnie wewnętrzna Majka odzywa xD Co do Małej to trochę ma przechlapane, jak się Loczek z czymś sypnie to nie dość że Muzaj go zamorduje to jeszcze może być bardzo nie przyjemnie. Póki co jest pewna że go kocha a to w sumie coś ;)

    xoxo K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Majka powinna się za brata zabrać, bo się rozhulał ostatnio ;). Twoje domysły wybiegają w przeszłość, tak chciałabym ci odpowiedzieć, potwierdzić, czy zaprzeczyć, niestety jednak będziesz musiała poczekać ;). Wszystko się wyjaśni w swoim czasie.

      Usuń
    2. Nie naciskam zatem. Jak potrzebujesz kogoś do pokrzyczenia na Alka to proszę bierz xD Jest cała twoja ;)

      Usuń
    3. Piękna perspektywa, myślę jednak, że i u mnie znajdzie się ktoś, kto poważnie da Alkowi do zrozumienia, gdzie jego miejsce ;).

      Usuń
  5. Jak zawsze lubiłam Aleksa tak teraz mam ochotę go utopić w łyżce wody -.- Zapraszam na nowy rozdział pieprznieta.blogspot.com
    Pozdrawiam Annie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo. Przykro mi. Może jednak kiedyś zmienisz zdanie na jego temat? Kto wie? ;)

      Usuń
  6. Alek, buraku. Nagle sobie przypomniał.
    jaka tania komedia?! kobieto, uwielbiam Twoje opowiadanie, jedno z lepszych. a uwierz mi, sporo w swoim życiu ficków przeczytałam (nie tylko siatkarskich)! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i zapraszam na nowy rozdział u mnie ;)

      Usuń
    2. Burak pełną parą. Swoją drogą dzisiaj moja koleżanka nagadywała na jakiegoś swojego kolegę i nazwała go burakiem cukrowym, więc jesteśmy w temacie :D

      Ale mi teraz miło. Myślałam, że mój twór jest taki sobie, pogmatwany od początku do końca, ale skoro wam się podoba, to chyba nie jest aż tak źle.Też przeczytałam wiele opowiadań, ale niestety nie potrafię być obiektywna wobec samej siebie, dlatego zależy mi na Waszej opinii. ;)

      Usuń
  7. http://walcze-bo-warto.blogspot.com zapraszam na nowe opowiadanie o Grzesku Kosoku ;)
    pozdrawiam poziomkowa.

    OdpowiedzUsuń
  8. O rany, cieszę się, że wreszcie mogę skomentować, bo przeczytałam już przed wczoraj :)
    W sumie to cieszę się, że wplątałaś w to wszystko jeszcze Aleksa, a co. Dobra, przyznaję się bez bicia, lubię takie akcje. :p Nie wiem co bym zrobiła na miejscu Justyny, naprawdę nie wiem. Tak, zdaję sobie sprawę, że Maciek jest chodzącym ideałem i tak dalej, no ale... W końcu pierwszy był Aleks, nie? Zawsze się trzymałam stwierdzenia, że to pierwsze uczucie jest chyba najmocniejsze... Ba, nawet się przekonałam. Ale co ja tam wiem o Justynie! Ta dziewczyna chyba ciągle będzie mnie zaskakiwać :p
    Nie mam pojęcia, jak to rozwiążesz. Ja bym chyba nie umiała :p Bo z jednej strony idealny, kochający Maciek, a z drugiej dupek (no ale cholera - też człowiek! W dodatku przystojny i... Nie obojętny dla J.:)) Aleks.
    Czekam, baaardzo czekam na nowy rozdział!

    I zapraszam do siebie, jak znajdziesz chwilę, udało mi się dodać rozdział! :)
    Buziaki!
    http://nad-przepasciaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja cieszę się, że już wróciłaś ;). Ja też lubię takie akcje, ale to łatwo zauważyć, bo nie dam dziewczynie spokojnie pożyć ;). Faktycznie, Aleks był tym pierwszym facetem, tyle że to uczucie było jednostronne, w przeciwieństwie do tego, które łączy ją i Maćka.
    Skoro to napisałam, to jakoś muszę się z tego wyplątać. Mam nawet niecny plan, punkt po punkcie już wymyślony, więc spokojna głowa ;).
    Chciałabym coś zdradzić, ale będziesz musiała poczekać do jutra. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. O TAK, WITAMY ALECZKU ZNOWU! :)

    dziękuje za powrót Serba :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bez powodu Aleczek znajduje się w nagłówku mojego bloga ;). W kolejnych postach też się będzie przewijał, w mniejszym lub większym stopniu, więc powinny ci się podobać.
      Team Aleks? Chyba jesteś wyjątkiem ;)

      Usuń