,,Na początku byłeś złodziejem
Ukradłeś mi serce
I ja,Twoja uległa ofiara
Pozwoliłam Ci zobaczyć te części mnie
Które nie były do końca przyjemne
Przepraszam ze nie rozumiem
Skąd to wszystko się wzięło
Myślałem, że z nami wszystko w porządku
Twoja głowa znów wymyka się spod kontroli''
Myślałem, że z nami wszystko w porządku
Twoja głowa znów wymyka się spod kontroli''
Pink - Just Give Me A Reason
Wpadliśmy w wir przygotowań do ślubu. Studia, sezon klubowy,
a później reprezentacyjny miały porządnie nam w nich przeszkadzać, ale nie
zniechęcaliśmy się. Chodziłam z Darią od sklepu do sklepu, szukając sukni,
która powali mnie na kolana. Maciek w wyborze garnituru szukał porady u chłopaków
z drużyny i swojego ojca. Trochę mnie ten fakt niepokoił, bo po ciuchu
posądzałam ich wszystkich o brak gustu, ale Kłos i Zati zapewniali mnie, że
żadnego badziewia mu kupić nie pozwolą. Sama więc skupiłam się na swoim stroju.
Musiałam znaleźć taką suknię, która sama wołałaby mnie o przymierzenie. Wiem,
może to trochę śmieszne, ale zawsze kupowałam tylko takie rzeczy, które miały
jakiś urok i to ,,coś’’. Po prostu wpadały mi w oko i nie mogłam zrobić nic
innego, jak tylko je zakupić. Przemierzyłyśmy więc wszystkie okoliczne sklepy,
jednak mojej idealnej, przepięknej sukni nie znalazłam i byłam trochę
zawiedziona. Moja blond kumpela pocieszała mnie za każdym razem, gdy jej o tym
wspominałam.
-Słuchaj, wszystko będzie w porządku. Znajdziemy tę kiecę, szybciej
niż myślisz. – powiedziała znad ,,Białej Damy’’. Ja sama popijałam powoli
,,Czekoladowy sen’’. Podczas dość częstych podróży poznawczych w każdy kąt
Łodzi, znalazłyśmy małą kafejkę, serwującą chyba wszystkie możliwe rodzaje
kawy. Rodzaje, które musiałyśmy wypróbować. Pogładziła jasną serwetkę leżącą na
stole i zaczęła nucić piosenkę, która sączyła się cicho z głośników - piosenkę
Emeli Sande- Heaven. Mimowolnie się do niej przyłączyłam, co wywołało nasz
śmiech. I zdziwione spojrzenie przechodzącej obok kelnerki, ale czegoś w tym
stylu się spodziewałam. – Na razie dopnijmy inne rzeczy na ostatni guzik.
Podsumujmy, co już mamy załatwione. Sala zarezerwowana, zespół też. W kościele
też już wiedzą, kiedy się was spodziewać. Catering i te sprawy też możemy
odfajkować, transport gości i noclegi także. O czymś zapomniałam?
-Nie, chyba nie. A czego jeszcze nie zrobiłyśmy? Nie mam
sukni, welonu, butów, niczego. Zaproszenia kupione, ale nie
rozesłane. Chociaż, chyba nie będziemy ich rozsyłać, tylko sami je rozwieziemy, część już rozdaliśmy.
-Tak, zapomnij o wysyłaniu. Osobiście lepiej wręczyć. U
fryzjera musimy zarezerwować termin, tylko najpierw znajdziemy jakiegoś, który
nie zrobi ci z włosów gniazda.
-I jeszcze nauka tańca. –jęknęłam. Maciek uparł się, że
będziemy musieli przyłożyć się do naszego pierwszego tańca, jako małżeństwa. Na
ślub planowaliśmy zaprosić mnóstwo ludzi, nie chciałam się przed nimi zbłaźnić.
Dobrze znając nasze umiejętności taneczne, postanowiliśmy oddać się w dobre
ręce. Przynajmniej ten pierwszy musi być idealny. Na kolejne i tak nikt już nie
będzie zwracał takiej uwagi, będąc pod działaniem wysokoprocentowych napoi.
Byłam na niejednym weselu i już mam pewne doświadczenie w tych sprawach. –
Daria, jeszcze jakieś cztery miesiące i będę wychodzić za mąż.
-Fajnie ci. Twój Maciek od razu przeszedł do konkretów, a
Piotrek sam się niczego nie domyśli. Jesteśmy razem już prawie dwa lata, a on
ciągle by tylko za rączkę chodził. Może ja mam się mu oświadczyć? –
zachichotała, chociaż w jej oczach nie było ani cienia uśmiechu. Złapałam ją za
dłoń i ścisnęłam.
-Będzie dobrze, zobaczysz. Nie martw się na wyrost. Przecież
ten facet kocha cię do szaleństwa.
Moja odpowiedź ją uspokoiła, bo z lekkim uśmiechem powróciła
do sączenia napoju. Gadałyśmy o przygotowaniach do ślubu, aż zorientowałyśmy
się, że nasze szklanki są już puste, a w kawiarni spędziłyśmy dobre półtora
godziny, wyszłyśmy więc z kawiarni i ruszyły piechotą do naszego mieszkania.
Czułam się troszkę głupio, mówiąc jej o Maćku i ślubie, bo wiedziałam, jak
bardzo chciałaby, żebyśmy to jej ślub planowały. Mi samej nie spieszyło się do
małżeństwa, gdyby nie fakt, że byłam pewna, iż Maciek jest tym, z którym chcę
spędzić resztę życia, nie zgodziłabym się. Zawsze wszystko musiałam sobie
przemyśleć, a decyzję, jeśli chodzi o ślub, podjęłam w trzy sekundy. Nie miałam
jednak żadnych wątpliwości, po co miałabym odkładać to na później?
-Co mówiłaś? – zapytałam Darię, która przyglądała mi się,
zapewne oczekując odpowiedzi na pytanie, którego nie usłyszałam, bo byłam zbyt
zajęta sobą i swoimi myślami. Egoistka.
-Ziemia do Justyny. Opowiadałam o tym, jak rodzice Piotrka
zaprosili nas na obiad w zeszłym tygodniu.
-Jej, to świetnie. Czemu mi o tym wcześniej nie wspominałaś?
– wyszczerzyłam się do niej. Dziewczyna wpatrywała się gdzieś przed siebie, z
niewyraźną miną. – Hej, skoro poznałaś jego rodziców, to chyba jest to coś
poważnego, prawda? Coś nie tak?
-Wszystko, wszystko poszło nie tak. Do dupy, że się tak
wyrażę. – wykrzyknęła, wykrzywiając twarz ze smutku i złości. – Pojechałam tam
w sukience i kozakach na obcasie. Tuż przed domem, jeden z butów utkwił mi w
studzience kanalizacyjnej i Piotrek musiał mnie ratować, ale buty już do
wywalenia. Kosztowały tyle forsy…
-Nie mówi mi, że chodzi ci o buty. – zaśmiałam się cicho,
ale spojrzenie, które mi posłała, od razu mnie uciszyło. – Dobra, już nic nie
mówię. Co dalej?
-W beznadziejnym humorze weszłam do domu jego rodziców. Jego
mama była bardzo miła, pytała mnie o takie tak różne, zwykłe rzeczy, typu plany na przyszłość. Za to jego
ojciec to gbur. Tak samo, jak jego siostra. Oboje wpatrywali się we mnie,
jakbym nie wiem, planowała go zabić, czy ściągnąć na złą drogę. On wydawał się
jednak tego nie zauważać i cały czas z nimi żartował. Chciałam się wyrwać z tej
niezręcznej sytuacji, więc zaoferowałam, że pomogę jego matce przynosić potrawy
na stół. Kiedy szłam z talerzem wypełnionym po brzegi ziemniakami, zahaczyłam
się o wystający obok futryny gwóźdź i zostałam unieruchomiona. Jego siostra…
mówiłam ci już, że ma na imię Klara? Popatrzyła na mnie z triumfem w oczach,
przysięgam. Wkurzyłam się i nie chciałam dać jej satysfakcji, więc szarpnęłam i
zrobiłam sobie dziurę w nowej sukience. Rozumiesz to? Myślałam, że się tam
rozpłaczę. Tym bardziej, że później, kiedy jego mama pożyczyła mi jakieś
żakiet, żeby tylko ukryć naderwany rękaw, podczas jego ubierania strąciłam
wazon stojący u niej w sypialni i go zbiłam. Mówiła, że nic się nie stało, a
jego ojciec stanął nade mną i powiedział coś w stylu ,,Cóż za niesamowita
koordynacja ruchowa. Nie dziwię się, że nasze siatkarki nie zdobywają medali,
skoro mają taki refleks i na boisku…’’. Myślałam, że spalę się ze wstydu.
Przysięgam, że już nigdy do nich nie pojadę. – otarła łzę, spływającą powoli po
policzku. Jej widok bardzo mną wstrząsnął.
-Daria, przecież ty nie płaczesz. – przytuliłam ją, a ona
ukryła twarz w moich włosach. Przechodzący obok nas ludzie dziwnie na nas
spoglądali, nie interesowało mnie to jednak. Gładziłam ją po plecach, próbując
uspokoić. – A co na to Piotrek?
-Nic, niby mnie pocieszał, ale jakoś tak inaczej się od
tamtej pory zachowuje. Chyba coś mu nagadali, Klara i jego ojciec.
-Przestań wymyślać Daria, wszystko się ułoży.
Dotarłyśmy pod nasz blok, a ja zorientowałam się, że nie
zrobiłyśmy zakupów.
-Słuchaj, ja pójdę do sklepu, a ty zrób herbatę, ok.?
Skinęła głową i zniknęła za drzwiami klatki, a ja odwróciłam
się i ruszyłam do supermarketu. Zachowanie rodziny Piotrka nie podobało mi się, w ogóle. Że też mogli ją tak potraktować... Ledwo wyszłam zza bloku, gdy stwierdziłam, że
nie dane mi będzie tak spokojnie wypełnić swoich planów. Chodnikiem w moją stronę
powoli szedł Aleks. Ubrany w czarną kurtkę z logiem Skry i ciemną czapkę, naciągniętą
na kręcone brązowe włosy, prawą dłoń trzymał na pasku od torby sportowej, którą
zarzucił na prawe ramię. Momentalnie zmarszczyłam brwi.
-Cześć. – wypowiedział, będąc metr ode mnie. Jakim cudem
dotarł tutaj szybciej niż Maciek? Przecież oboje byli na treningu.
-Cześć. Po co tutaj przyszedłeś?
-Cupko przekazał mi to. – wyciągnął kieszeni znajomą,
kremową kopertę. Przypomniałam sobie, jak bardzo nalegałam, żeby i jego
zaprosić na ślub, chociaż Maciek się na to nie zgadzał. Teraz zaczęłam sądzić,
że powinnam była się jego posłuchać, teraz jednak było już na to za późno.
-Możesz to zignorować. Nie przyjdziesz, to się nie obrażę.
Maciek to się nawet ucieszy. – odparłam, wpatrując się w kopertę, którą powoli
schował z powrotem do kieszeni kurtki.
-Nie przyszedłem tutaj, żeby powiedzieć ci, że nie pojawię
się na waszym ślubie. Nawet o tym nie pomyślałem. Szłaś gdzieś?
-Na zakupy. – odpowiedziałam chcąc, nie chcąc na jego
pytanie. Nie chciałam kłamać, a może powinnam, przynajmniej wyplątałabym się z
tej niezręcznej sytuacji. Mimowolnie spojrzałam na parking, jednak nie
zauważyłam tam srebrnego auta Maćka.
-To ja pójdę z Tobą. Też muszę kupić to i owo. – szliśmy ramię
w ramię, kiedy odezwał się ponownie, jakby czytając w moich myślach. – Maciek nie
przyjdzie tak szybko, mieliśmy dzisiaj wywiady do jakiejś gazety. Jak
wychodziłem, dopiero stał w kolejce. Jakąś godzinkę go nie będzie.
-Yhm. – mruknęłam niezadowolona.
Szliśmy powoli w stronę widocznego już supermarketu. Drzewa,
pozbawione liści, uginały się pod ciężarem śniegu, który w ostatnich tygodniach
sypał się z nieba godzinami. W tej chwili, najwyższe zaspy sięgały mi aż do
kolana. Zima jest świetną porą roku, dopóki te masy śniegu nie zaczynają się
topić. Przemakające buty i auta ochlapujące pieszych są nieodłączną częścią chłodnych
miesięcy. Nieodłączną, a tak znienawidzoną. Chodnik nie był regularnie
posypywany piaskiem, bo po prostu z tym nie nadążano, z powodu wciąż padającego,
gęstego śniegu. Przyspieszyłam, chcąc jak najszybciej dojść do celu i uwolnić
się od Serba. Bałam się, że dotknie zaraz jakiegoś drażliwego tematu i znajdę
się w głupiej sytuacji. Moje rozmyślania przerwało poślizgnięcie się.
Zamachałam panicznie rękoma, już praktycznie leżąc na chodniku, kiedy złapał
mnie w talii. Jego twarz znalazła się milimetry od mojej, kiedy stałam już
bezpiecznie na chodniku. Wydawało mi się, że stoimy tak całą wieczność, patrząc
sobie w oczy. Odepchnęłam go lekko i odchrząknęłam.
-Dzięki wielkie, prawie przywitałam się z chodnikiem.
-Nie ma za co. – odpowiedział, praktycznie za mną biegnąc,
kiedy wchodziłam do supermarketu. Pchałam przed sobą wózek, nie patrząc, czy
nie zatrzymuje się po drodze przy którymś z regałów.
-Hej, czekaj. Przecież to nie wyścigi. –starał się
zażartować, ja jednak nie zwolniłam. Zrobiłam to dopiero, gdy wyprzedził mnie i
zatrzymał wózek.
-Co to miało być Aleks? – zapytałam zdenerwowana. – To przed
sklepem.
-Przewróciłabyś się, to ci pomogłem.
-Dobrze wiesz o czym mówię. – warknęłam. – Czemu nie
zostawisz mnie w spokoju? Nas. NAS w spokoju. Masz swoją rodzinę, tak? To czemu
do jasnej cholery…
-Słuchaj, przyszedłem do ciebie, bo chciałem wykorzystać
fakt, że nie będzie Maćka. Przyszedłem przemówić ci do rozumu.
-Przyszedłeś co zrobić?- wyszeptałam, pochylając się nad
wózkiem w jego stronę.
-Naprawdę to jest to, co chcesz zrobić? Chcesz za niego
wyjść, urodzić mu dzieci i zostać kurą domową?
-Tego, że Ida jest właśnie taką kurą domową, to nie widzisz?
– prychnęłam. Obszedł wózek i stanął tuż przy mnie. Czułam jego oddech na
swojej twarzy.
-Ida, to inna sytuacja.
-Ach, no tak. Bo najpierw było dziecko, a później ślub.
-Boże, przecież wiesz dobrze, że gdyby nie ta wpadka, to do
ślubu by nie doszło, tak? – jęknął trzymając mój podbródek tak, że nie mogłam
odwrócić wzroku.
-Nie ma to jak przyznać się, że chciałeś ją tylko
wykorzystać, a później zostawić. Facet. – wyglądał, jakbym sprzedała mu liścia.
Wkurzył się i puścił mój podbródek, a ja wykorzystałam chwilę i ruszyłam dalej,
pchając przed sobą wózek, który chociaż przeszłam już przez pół sklepu, nadal
był pusty. Zgarnęłam z półki kilka przypadkowych artykułów, gdy znów mnie
dogonił.
-Powiedz mi, tego chcesz? Naprawdę tego chcesz? Kochasz go? –
położył swoje dłonie na moich barkach. Zebrałam całą pewność siebie, jaka mi jeszcze
została i spojrzałam we wpatrzone we mnie brązowe oczy.
-Tak, kocham go. Już skończyłeś mnie przesłuchiwać? -próbowałam
się wyrwać, jednak mocniej mnie przytrzymał.
-Powiedz mi prawdę.
-Przecież mówię idioto!
-Nie wierzę ci.
-Nie interesuje mnie to. Co, coś w domu nie gra? Czemu znowu
się do mnie przyczepiłeś, chociaż przez tyle czasu miałeś mnie po prostu
gdzieś?
-Nieważne co się dzieje w moim domu. Powiedz mi jeszcze raz,
że chcesz, żebym sobie poszedł, a to zrobię. Zostawię ci w spokoju, jeśli tylko
powiesz mi, żebym znikał z Twojego życia. Już więcej się nie zobaczymy. –
spojrzałam na jego twarz. Takie to proste? Naprawdę, jeśli tylko wypowiem kilka
słów, moje problemy znikną? Wciąż trzymał dłonie na moich ramionach, czułam
zapach jego perfum. Otworzyłam usta, jednak nie wydobył się z nich żaden
dźwięk. Jego usta rozciągnęły się w uśmiechu. – No powiedz to.
-Aleks… - nie dał mi dokończyć, bo wbił się w moje usta i
zaczął całować mnie na środku supermarketu. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę,
że nie jest to Maciek i próbowałam się wyrwać, a adrenalina krążąca w moich
żyłach dała mi siłę, by go odepchnąć. Spojrzałam na niego z wyrzutem, po czym
moja dłoń odbiła się na jego policzku. – Dupek.
-Wiedziałem, że tego nie powiesz. – krzyknął jeszcze za mną,
gdy zostawiłam wózek i biegiem popędziłam do drzwi wyjściowych.
Biegłam śliskimi chodnikami Łodzi, nie martwiąc się, że mogę
poślizgnąć się i upaść. Chciałam uciec jak najdalej od Aleksa, supermarketu i
samej siebie. Niestety od własnych myśli nie byłam w stanie uciec. Sytuacji nie
poprawił fakt, że przed blokiem zobaczyłam samochód Maćka.
Z głośno bijącym sercem wsiadłam do windy i otworzyłam drzwi
do mieszkania. Zostawiłam kurtkę i buty w przedpokoju, po czym weszłam do
salonu. Przed telewizorem siedzieli Daria, Piotrek i Maciek, śmiejąc się z
jakiegoś kabaretu.
-Zrobiłaś zakupy? – zapytała Daria, ale jej nie
odpowiedziałam. Spojrzeli na mnie, a uśmiechy znikły z ich twarzy.
-Boże, Justyna co się stało? – zapytała, a Maciek jednym
susem znalazł się przy mnie. Dopiero teraz dotarło do mnie, że płaczę.
-Ktoś zrobił ci krzywdę? Co się stało? – dopytywał się,
kiedy wtulona w jego ramię wylewałam hektolitry łez. – Mój Boże, Justyna, odezwij
się.
-Wszystko… wszystko w… w… porządku. – wydukałam, urywając
zdanie i jąkając się.
-Gdyby było w porządku, nie płakałabyś.
-Wszystko ok. – uspokoiłam się trochę, próbując spojrzeć mu
w oczy. - Nie chcę teraz o tym gadać.
Otwierał usta, żeby coś powiedzieć, przerwałam mu jednak.
-Nikt nie zrobił mi krzywdy.
Bo tak właśnie było, prawda? Pocałunek to nie uderzenie
pięścią. Wszyscy zauważyli, że nie ma sensu drążyć tematu, a ja pobiegłam do
łazienki i zamknęłam się w niej. Usiadłam na krawędzi wanny i schowałam twarz w
dłonie. Tak bardzo chciałam powiedzieć im, że to wszystko przez niego, przez
Aleksa, który nie może tak po prostu zostawić mnie w spokoju. Już raz porządnie
zamieszał w moim życiu, dlaczego robi to po raz drugi? Zaciskałam mocno
powieki, próbując wyprzeć z myśli uczucie, jakby nadal jego usta przylegały do
moich. Bezskutecznie. Cholera jasna. Nie mogłam powiedzieć Maćkowi, przecież
zabiłby go gołymi rękoma…
Wiedziałam, że wszystko szło zbyt prosto, zbyt idealnie. Nie
jestem księżniczką z bajki, której wszystko wychodzi. Kiedy wydaje się, że
każdy element życia jest na swoim miejscu, musi pojawić się coś, lub ktoś, kto
zburzy ten misternie budowany ład, w który włożyłam tyle energii i czasu.
Ale co jeśli to wszystko, co sobie tak zbudowałam, jest
tylko domkiem z kart, trzęsącym się przy pierwszym, lekkim podmuchu wiatru?
*
Jest, jest, udało się. Dopięłam swego i udało mi się to napisać. Z opóźnieniem , ale zawsze.
Jak słusznie podejrzewałyście, poprzednie rozdziały były zbyt bajeczne, żebym nie planowała porządnego kopnięcia od losu. Ale, ale, jeśli pachnie wam to tanią komedią ( którą zapewne jest ^^) to mogę was zapewnić, że będą jeszcze maksymalnie dwa wątki, tym ten dotyczący Alka.
Mam nadzieję, że mnie nie zadźgacie nożem, muzajowcy. Proszę tylko nie spisywać Justyny na straty. ;)
Kolejny za trzy dni, w środę. Nie dam rady już publikować co dwa dni, przynajmniej na razie.
Ale fajnie coś się dzieje ;) Dobrze postąpiła Justyna... Ciekawe co ona czuje w głębi serca... Myślę że wszystko będzie dobrze ;)
OdpowiedzUsuńCzekam za następny. Pozdrawiam ;)
No dzieje, się dzieje ;) Co czuje w głębi serca, to się okaże w następnych rozdziałach, bo raczej ją ta cała sytuacja męczyć będzie ;).
UsuńKurde, Aleks, wypierdzielaj do swojej Iduni i odczep się od J!Ja nie mogę. -,-
OdpowiedzUsuńWiedziałam, że coś musisz snkocić w życiu Małej, bo byłoby zbyt "bajecznie" ;) ZA to cię lubię ;)
Do zobaczenia w środę ;)
Zapraszam do mnie na 9 rozdział ;)
Bardzo mnie cieszy, że lubisz mnie za plątanie życia biednej J., bo faktycznie, robię to dość często ;). Ale każdy ma czasem pecha, więc chyba nie jest to nic niezwykłego.
UsuńWpadnę :>
Z takim Maćkiem, to ja Muzajowcem będę już zawsze. Kocham Twojego Maćka :D A Aleks niech spada i zajmie się swoją rodziną, dupek.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
VE.
Z takim Maćkiem, to i ja będę zawsze Muzajowcem :D. Ja też go kocham, zastanawiam się, gdzie jest taki mój odpowiednik giermka :D.
UsuńHaha, dupek. Widzę, że dobrze się z Justyną rozumiecie ;)
Hmmm Aleks! jak ja bym mu skórę przetrzepała...Znów się we mnie wewnętrzna Majka odzywa xD Co do Małej to trochę ma przechlapane, jak się Loczek z czymś sypnie to nie dość że Muzaj go zamorduje to jeszcze może być bardzo nie przyjemnie. Póki co jest pewna że go kocha a to w sumie coś ;)
OdpowiedzUsuńxoxo K.
Tak, Majka powinna się za brata zabrać, bo się rozhulał ostatnio ;). Twoje domysły wybiegają w przeszłość, tak chciałabym ci odpowiedzieć, potwierdzić, czy zaprzeczyć, niestety jednak będziesz musiała poczekać ;). Wszystko się wyjaśni w swoim czasie.
UsuńNie naciskam zatem. Jak potrzebujesz kogoś do pokrzyczenia na Alka to proszę bierz xD Jest cała twoja ;)
UsuńPiękna perspektywa, myślę jednak, że i u mnie znajdzie się ktoś, kto poważnie da Alkowi do zrozumienia, gdzie jego miejsce ;).
UsuńJak zawsze lubiłam Aleksa tak teraz mam ochotę go utopić w łyżce wody -.- Zapraszam na nowy rozdział pieprznieta.blogspot.com
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Annie
Oooo. Przykro mi. Może jednak kiedyś zmienisz zdanie na jego temat? Kto wie? ;)
UsuńAlek, buraku. Nagle sobie przypomniał.
OdpowiedzUsuńjaka tania komedia?! kobieto, uwielbiam Twoje opowiadanie, jedno z lepszych. a uwierz mi, sporo w swoim życiu ficków przeczytałam (nie tylko siatkarskich)! :D
i zapraszam na nowy rozdział u mnie ;)
UsuńBurak pełną parą. Swoją drogą dzisiaj moja koleżanka nagadywała na jakiegoś swojego kolegę i nazwała go burakiem cukrowym, więc jesteśmy w temacie :D
UsuńAle mi teraz miło. Myślałam, że mój twór jest taki sobie, pogmatwany od początku do końca, ale skoro wam się podoba, to chyba nie jest aż tak źle.Też przeczytałam wiele opowiadań, ale niestety nie potrafię być obiektywna wobec samej siebie, dlatego zależy mi na Waszej opinii. ;)
http://walcze-bo-warto.blogspot.com zapraszam na nowe opowiadanie o Grzesku Kosoku ;)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam poziomkowa.
O rany, cieszę się, że wreszcie mogę skomentować, bo przeczytałam już przed wczoraj :)
OdpowiedzUsuńW sumie to cieszę się, że wplątałaś w to wszystko jeszcze Aleksa, a co. Dobra, przyznaję się bez bicia, lubię takie akcje. :p Nie wiem co bym zrobiła na miejscu Justyny, naprawdę nie wiem. Tak, zdaję sobie sprawę, że Maciek jest chodzącym ideałem i tak dalej, no ale... W końcu pierwszy był Aleks, nie? Zawsze się trzymałam stwierdzenia, że to pierwsze uczucie jest chyba najmocniejsze... Ba, nawet się przekonałam. Ale co ja tam wiem o Justynie! Ta dziewczyna chyba ciągle będzie mnie zaskakiwać :p
Nie mam pojęcia, jak to rozwiążesz. Ja bym chyba nie umiała :p Bo z jednej strony idealny, kochający Maciek, a z drugiej dupek (no ale cholera - też człowiek! W dodatku przystojny i... Nie obojętny dla J.:)) Aleks.
Czekam, baaardzo czekam na nowy rozdział!
I zapraszam do siebie, jak znajdziesz chwilę, udało mi się dodać rozdział! :)
Buziaki!
http://nad-przepasciaa.blogspot.com/
A ja cieszę się, że już wróciłaś ;). Ja też lubię takie akcje, ale to łatwo zauważyć, bo nie dam dziewczynie spokojnie pożyć ;). Faktycznie, Aleks był tym pierwszym facetem, tyle że to uczucie było jednostronne, w przeciwieństwie do tego, które łączy ją i Maćka.
OdpowiedzUsuńSkoro to napisałam, to jakoś muszę się z tego wyplątać. Mam nawet niecny plan, punkt po punkcie już wymyślony, więc spokojna głowa ;).
Chciałabym coś zdradzić, ale będziesz musiała poczekać do jutra. ;)
O TAK, WITAMY ALECZKU ZNOWU! :)
OdpowiedzUsuńdziękuje za powrót Serba :D
Nie bez powodu Aleczek znajduje się w nagłówku mojego bloga ;). W kolejnych postach też się będzie przewijał, w mniejszym lub większym stopniu, więc powinny ci się podobać.
UsuńTeam Aleks? Chyba jesteś wyjątkiem ;)