16 marca 2013

XXXVI



,, Wydaje się, że zawsze jest ktoś, kto jest przeciw
Oni osądzają nas, jakby znali mnie i ciebie
I werdykt pochodzi od tych, którzy nie mają niczego innego do zrobienia
Jury jest na nie, ale mój wybór to ty

Nigdy nie wiesz, co ludzie chowają w rękawach
Duchy z przeszłości wyskoczą na mnie
Przyczajone w cieniu ze wyszminkowanymi uśmiechami
Ale nie obchodzi mnie to, bo teraz jesteś mój
Ta miłość jest nasza’’

Taylor Swift – Ours

Czułam się, jakbym miała zaraz wystąpić w roli pierwszoplanowej bohaterki w jakimś spektaklu. Nerwowo starałam się przygładzić i tak już gładką białą suknię, poprawiałam wiszący na mojej szyi perłowy naszyjnik i dreptałam w tą i z powrotem, stukając obcasami o parkiet. Sąsiadka z dołu musi już być  u kresu załamania nerwowego. Moje ręce pociły się z paraliżującego mnie stresu, nie byłam w stanie odezwać się ani słowem. Byłam jak manekin, jedyną różnicą był fakt, że miałam myśli, w których mogłam się pogrążyć.
Nie mogę uwierzyć, że to już. Jakieś to takie nierealne. Po ukończeniu szkoły byłam pewna, że nie znajdę nikogo, z kim będę mogła założyć rodzinę. Byłam pesymistką, pozbawioną złudzeń i zranioną przez rodzinę, która przez te wszystkie lata ukrywała przede mną fakt, że tak naprawdę w naszych żyłach płynie całkiem inna krew. Sama jak palec, odosobniona chciałam znaleźć w Łodzi coś, w czym mogłabym się zatracić, co spowoduje, że będę czuła się kimś potrzebnym, na odpowiednim miejscu. Nie chciałam tak po prostu spokojnie wegetować, robiąc to co inni, zatracając się w wyścigu szczurów, ale szukać szczęścia, które nigdy szczególnie mi nie dopisywało. Otoczona przez tych wszystkich ludzi, którzy przyjechali tutaj na moje wesele, czułam, że chyba znalazłam to, czego szukałam.
Mieszkanie, które wynajmowałam z Darią, było teraz wypełnione po brzegi przez wszystkie moje ciotki, babcie, kuzynki i mamę. Naprawdę, zagęszczenie ludzi na metr kwadratowy jak w supermarkecie podczas letniej wyprzedaży. Każda z nich co chwili podchodziła do mnie, poprawiając według nich, źle ułożony welon, makijaż czy aby po prostu stać przede mną i płakać ze szczęścia. Moja mama robiła właśnie to ostatnie.
-Naprawdę, mamo, wszystko w porządku. – próbowałam uspokoić ją na odległość, bo o przytuleniu nie było mowy. Wszyscy obchodzili się ze mną jak z unikatem, który w każdej chwili może się stłuc czy pobrudzić, co byłoby zapewne ogromną katastrofą. Daria złapała moje spojrzenie i zabrała ją do łazienki, gładząc po ramieniu. Ja w tym czasie nasłuchałam się, jak to czas szybko minął, że już wychodzę za mąż, że mam dobrą partię czy że nie spodziewali się, że tak będę się z tym wszystkim spieszyć. Po co jednak czekać, skoro wiem, że naprawdę chcę być z Maćkiem?
Był środek sierpnia, słońce przepięknie świeciło. Ciepłe powietrze delikatnie owiewało moją twarz, gdy zjeżdżałam windą wraz z siostrą, mamą i Darią. Ręce trzęsły mi się niemiłosiernie, starałam się więc zacisnąć je na bukiecie białych róż.  Wsiadłam do wynajętego na ten czas auta wraz z Baśką, którą miała być  świadkiem. To moja siostra, nie mogłam przecież wybrać kogoś innego, skoro była dla mnie tak ważna. Daria żartowała, że skoro ona nie mogła dostąpić tej zaszczytnej funkcji, to chrzestną pierwszego dziecka być już musi. Czułam maleńkie wyrzuty sumienia, przecież blondynka tyle dla mnie zrobiła, jednak kiedyś, gdy bawiłyśmy się lalkami w dom z Basią ustaliłyśmy to między sobą. Obietnica to obietnica.
-Ostatnie minuty Twojej wolności. – mrugnęła do mnie Daria, kiedy szłyśmy powoli w stronę kościoła. Wszyscy byli już w środku, ceremonia miała się zaraz zacząć. Prawie wszyscy. – Ja lecę. Powodzenia kochana.
Cmoknęła mnie przelotnie w policzek i wraz z tłumem ciotek i ich mężów, z Piotrkiem pod rękę, zniknęła we wnętrzu budowli. Moja mama trzymała mnie kurczowo za rękę, bałam się, że już nigdy mnie nie puści i ze ślubu nici.
-Mamo, będzie dobrze.
-Po prostu nie mogę uwierzyć, że to już. Byłaś przecież taka malutka… - wspominki przerwał jej tato, który powoli wyswobodził moją dłoń i pociągnął mamę w stronę wejścia. Przy drzwiach wyraźnie rysowała się wysoka postać przystojnego mężczyzny w idealnie dopasowanym garniturze. Uśmiechnął się szeroko na mój widok, a ja zrobiłam to samo. Zbliżyłam się do niego, a on wziął mnie pod rękę, nie odrywając ode mnie wzroku.
-Wyglądasz przepięknie. – powiedział cicho, kiedy stanęliśmy obok siebie tuż przed wejście do budynku. W środku ucichły wszystkie rozmowy, a chwilę później rozbrzmiała tak dobrze mi znana, towarzysząca ślubom melodia. Sam dźwięk zawsze wprawiał mnie we wzruszenie, tym razem jednak strach i zdenerwowanie zablokowały moje kanaliki łzowe.  – Gotowa?
Skinęłam głową, nie potrafiąc wydobyć z siebie dźwięku. Szliśmy powoli czerwonym dywanem, skupiając na sobie spojrzenia wszystkich obecnych. Była tu cała moja rodzina, krewni Maćka, oraz masa siatkarzy wraz z małżonkami/ dziewczynami. Wszyscy płakali, uśmiechali się lub po prostu cieszyli się jak głupi. Starałam się za bardzo nie rozglądać, nie chcąc dostrzec charakterystycznej kręconej czupryny. Dotarliśmy do ołtarza, przy którym czekali już nasi świadkowie – Baśka i Karol Kłos. Powoli napięcie zaczęło zanikać i nim się obejrzałam, było już po przysiędze. Z obrączką na palcu, uśmiechnęłam się szeroko do Maćka, kiedy ksiądz ogłosił nas mężem i żoną. Pocałowałam go, tak jakby wokół nas nie było tych wszystkich ludzi, nie poznając siebie w tym zachowaniu. Tym razem jednak byłam tak bezgranicznie szczęśliwa, że wszystko było mi praktycznie obojętne.
Po wyjściu z kościoła zostaliśmy obsypani ryżem i przyjęliśmy tonę prezentów oraz zabawnych życzeń. Trochę nerwowo uśmiechnęłam się do Idy, która podeszła do nas wraz z Aleksem i Ane.
-Wszystkiego najlepszego Justyna. – przytuliła mnie i pocałowała w policzek. Żałowałam, że zaprosiłam Serba, bo wraz z nim musiała przyjść i moja była przyjaciółka, co było dla mnie na maksa niezręczne. Tym bardziej, że jej serdeczność oznaczała, iż nic nie wie o wyskoku własnego męża. Ane instruowana przez matkę, nieporadnie wręczyła mi kopertę, zapewne zastanawiając się co się dzieje i kim jestem. Ida przeszła do Maćka, żeby i jemu złożyć życzenia, a do mnie podszedł Aleks. Sztywno go objęłam i poczułam jego usta na policzku.
-Najlepszego. – powiedział, patrząc mi w oczy, zapewne życząc mi czegoś dokładnie odwrotnego. A może bardziej tyczyłoby się to Maćka?
Wszyscy zapakowaliśmy się w auta i wynajęte autokary i pojechaliśmy na salę, gdzie miało odbyć się wesele. Standardowo, rzucanie za siebie kieliszkiem, toast, pierwszy taniec, taniec z rodzicami i masą gości. Chyba jeszcze nigdy nie byłam tak rozchwytywaną partnerką. Wszyscy kuzyni, wujkowie oraz siatkarze nie dali mi odrobiny oddechu. Gdy tylko siadałam, znów ktoś inny zapraszał mnie do tańca. Maciek wcale nie miał inaczej, a wręcz odwrotnie. Wszystkie moje koleżanki z liceum i przyjaciółki z rodzinnego miasta nie mogły sobie odpuścić wykorzystania sytuacja i porwania do tańca nie tylko jego, ale i tych siatkarzy, którzy pojawili się tutaj bez drugiej połówki. Pewnie na ich miejscu zachowałabym się tak samo. Zatańczyć z osobą, którą normalnie ogląda się na ekranie telewizora… życzenie nie jednej fanki.
Mijały godziny, a ja miałam niezły ubaw z podpitych znajomych, którzy pletli czy po trzy czy też podrywali moje koleżanki. Wszyscy, którzy przyjechali z dziećmi, tuż po torcie i oczepinach zabrali się z nimi do hotelu. Ja sama byłam bardzo zmęczona, Maciek również, jednak tym razem to my mieliśmy wyjść ostatni. W środku było tak duszno, że wyszłam na taras, zajęty przez palaczy. Odsunęłam się trochę, by nie wdychać papierosowego dymu i oparłam o barierkę, korzystając z świeżego powietrza. Chwilę później usłyszałam kroki, a obok mnie pojawił się ten, którego przez ten cały czas unikałam, skutecznie aż do tej pory. Nie mogłam jednak odwlekać tego w nieskończoność i dobrze o tym wiedziałam.
Westchnął głęboko, gdy wciąż twardo wpatrywałam się przed siebie i także oparł o barierkę. Mimowolnie na niego spojrzałam. Marynarkę i krawat zostawił zapewne na sali, a rękawy białej koszuli podwinął po same łokcie. Odpięte górne guziki odsłaniały fragment jego torsu. Nakrył mnie na przyglądaniu się jego osobie i gdy nasze spojrzenia się spotkały, znów spojrzałam przed siebie, zawstydzona. Palący stali w pewnym oddaleniu, zbyt daleko by usłyszeć cokolwiek, bałam się jednak, co zrobi Serb, bo był dla mnie całkowicie nieprzewidywalny. Co jeśli rzuci się na mnie na ich oczach, co sobie o mnie pomyślą?
-Wydaje mi się, że powinniśmy porozmawiać. – przysunął się do mnie bliżej, w tej chwili moje ręce oparte na barierce stykały się z jego rękami. – Nadal jesteś na mnie zła?
-A jaka mam być? Aleks,  co ty sobie wtedy myślałeś? Sprawdzałeś mnie? Moją wierność, wytrzymałość? – po chwili wyrzuciłam z siebie kilka pytań, które nurtowały mnie od naszego pocałunku.
-Przepraszam, nie powinienem był. Tak jakoś wyszło.
-Byłeś nachalny, totalnie nachalny. Co się z Tobą dzieje? Kiedy się przyjaźniliśmy, byłeś całkiem inny. Zmieniłeś się.
-Musiałem się przystosować do nowej sytuacji, ot co. Każdy się kiedyś zmienia.
-Nikt jednak nie kazał ci zmieniać się na gorsze.
-Skoro moje życie jest gorsze, to czemu ja miałbym być lepszy? Kiedy sypią ci piaskiem w oczy, jesteś w stanie nadal się uśmiechać?
-Tym piaskiem w oczach nazywasz Ane? – pytając z nutką złości. Dziewczynka była bardzo do niego podobna, przepiękna. Brązowe, duże oczy i loki tego samego koloru. Nie zasłużyła na rodzinę, w której nie ma szczęścia i miłości.
-Nie przedstawiaj tego w ten sposób. Ane jest moim światłem, w przeciwieństwie do Idy, która tylko ciągnie mnie na dno. Topię się, rozumiesz? Między nami nigdy nie było i nie będzie dobrze, już jej to uświadomiłem.
-Świetnie. I co dalej?
-Rozwód. Już złożyłem pozew. – zszokowana spojrzałam na jego twarz. Wzrok wbił przed siebie, wyglądał na smutnego. W zmarszczonych brwiach i przygarbionej postaci spostrzegłam tego Aleksa, którego widywałam po przegranych meczach, załamanego i pozbawionego chęci do życia. Może nie powinnam była tego robić, ale uścisnęłam jego dłoń. Nie mogłam po prostu zapomnieć o tym, że kiedyś byliśmy przyjaciółmi, nawet najgorszemu wrogowi nie życzyłabym nieszczęścia.
-Ida tak po prostu się na to zgodziła?
-Nie miała nic przeciwko. Dobrze wiedziała, że robię to wszystko na siłę, już od czasu kiedy zaszła w ciążę. Miałem nadzieję, że jakoś się do niej przekonam, jednak moje uczucia nie uległy zmianie. Kiedyś mnie pociągała, była wesoła, piękna i pewna siebie. Teraz jest tylko cieniem człowieka, sam się do tego przyczyniłem. Zasługuje na kogoś, kto będzie się nią opiekował, ja nie jestem jej wart.
-A Ane?
-Zamieszka z nią. Będę ją odwiedzać, płacić alimenty, sam jej jednak nie wychowam. Praca mi na to nie pozwoli, wieczne wyjazdy… To nie miałoby sensu.
-W ten sposób pozbędziesz się problemów, tak?
-Nie chciałbym tak tego nazywać.
-Ale taka jest prawda. – odpowiedziałam poirytowana, bo jakiś głosik w mojej głowie podpowiadał, że jako kobieta, powinnam trzymać stronę Idy, która była przecież moją byłą przyjaciółką. Nigdy nie życzyłam jej źle.
-Słuchaj, nie chcę się z Tobą kłócić.
-W takim razie wyjaśnijmy sobie to, co mieliśmy wyjaśnić i dajmy temu spokój.
-Dopięłaś swojego, przepraszam za to wszystko. Teraz ci wierzę. Jesteś inteligentną kobietą, nie pakowałabyś się w małżeństwo bez perspektyw na przyszłość, w przeciwieństwie do mnie. Obiecuję ci, że dam ci spokój. Byłem zdenerwowany, zdesperowany, nie wiem co myślałem. Po weselu już się nie zobaczymy, a przynajmniej nie będę do tego dążył. – spojrzał na mnie krótko, uśmiechając się lekko. – Zniszczyłem już życie jednej dziewczynie, nie chcę mieć na sumieniu dwóch. Chcę zapewnić cię o jednej rzeczy. Kocham cię i nie potrafię tego zmienić, ani oszukać samego siebie. Gdybyś kogoś kiedyś potrzebowała, chciała się wygadać, wiedz, że zawsze będę. Nie zapomnę o Twoim istnieniu i mam nadzieję, że ty też nie.
Zanim zdążyłam przemyśleć sobie jego słowa, zniknął w drzwiach prowadzących na salę, mijając się w nich z Maćkiem. Ten trochę zdziwiony popatrzył na mnie, podszedł i przytulił mnie.
-Jak tam pani Muzaj? Czego ten Serb od ciebie chciał? Masz, ubierz się, bo zimno – zmarszczył brwi, spoglądając na mnie badawczo i zarzucając mi na ramiona marynarkę.
-Wszystko w porządku, tak rozmawialiśmy. Naprawdę. – zapewniłam go, widząc jego niewyraźną minę. Kolejne małe kłamstewko, ale nie planowałam już kolejnych. Źle się czułam, oszukując go. Pocałowałam go lekko, a on uśmiechnął się.
-Ja też mam dla ciebie prezent. Zajrzyj do kieszeni. – wsadziłam rękę do wnętrza marynarki i wyciągnęłam mały pakunek. – No otwórz.
Zerwałam ozdobny papier i zobaczyłam klucze.
-A to co?
-Myślałaś, że po weselu dalej będziesz mieszkać z Darią? Nie, nie, nie moja droga. Na Twoje miejsce chrapkę miał od dawna Piotrek. Te klucze to przepustka do naszego wspólnego życia. Wynająłem małe mieszkanko, tak na czas kiedy wybudujemy swój wymarzony dom.
Wtuliłam się w jego białą koszulę w wyższym niż zazwyczaj miejscu, dzięki wysokich butach na obcasach, których przeważnie unikałam. Byłam szczęśliwa, szczęśliwa jak nigdy dotąd.
-Dobra, chodź wejdziemy do środka, bo pierwsze dni z nazwiskiem Muzaj spędzisz w łóżku z porządnym przeziębieniem. Trzeba pogonić tych pijaczków do hotelu.
Jakieś pół godziny później leżałam obok niego w hotelowym łóżku. Wszystko ucichło, jednak nie na długo, bo po czterech godzinach jedliśmy już śniadanie wraz z nieprzytomnymi gośćmi, którzy tego dnia zajmowali się już tylko i wyłącznie jedzeniem. Pożegnaliśmy się po kilku godzinach i wszyscy rozjechali się do domów z ogromnym kacem. Pierwsze, co zrobiliśmy z Maćkiem, to przyjazd po moje rzeczy do mojego już byłego mieszkania. Ciężko było mi się rozstać z tymi wszystkimi znajomymi kątami i meblami, z którymi wiązała się masa wspomnień. Ostatni raz obrzuciłam spojrzeniem mój pokój i ruszyliśmy w drogę, która była dla mnie wielką niewiadomą. Po kilkunastominutowej drodze, zatrzymaliśmy się pod kamienicą w centrum Łodzi.  Weszłam z Maćkiem niosąc torby na pierwsze piętro i patrzyłam jak otwiera ciemnobrązowe drzwi. Mieszkanie było duże, przestronne. Okna były większe niż te w bloku, od razu je pokochałam. Proste, pełne uroku meble, piękna kuchnia, sypialnia i łazienka.
-Swoje rzeczy już przywiozłem. – wskazał leżące pod ścianą pudła. Kiedy już przenieśliśmy wszystkie moje kartony, usiedliśmy na kanapie odpoczywając. Przytuliłam się do niego, wdychając woń jego perfum, która była dla mnie jak mleczna czekolada – od razu poprawiała mi humor. Objął mnie i pocałował w czoło.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też. Dzięki Bogu już po wszystkim.
-Też się cieszę, że jesteśmy już po, chociaż nie było tak źle. Gdyby nie ta Twoja ciotka, co cały czas przekręcała moje imię, byłoby wręcz idealnie.
-Twój wujek też nie był lepszy. Wiesz, że stwierdził, że nasz ślub to efekt tego, że czekamy na dziecko? Cały czas próbowałam mu uświadomić, że to nieprawda, ale on i tak wiedział swoje.
-Cały Henio. Zawsze wie wszystko najlepiej, ekspert w każdej dziedzinie. Bałem się, że ktoś mi cię odbije, wyglądałaś jak anioł w tej białej sukni.
-Anioł z brązowymi włosami? One nie są niebieskookimi blondynkami?
-Mój anioł miałby brązowe oczy i włosy tego samego koloru. – pocałował mnie lekko, po czym uśmiechnął się szeroko. - Niech wszyscy trzymają rączki jak najdalej od pani Justyny Muzaj. Teraz oficjalnie jesteś już moja i tylko moja. To jest najważniejsze. 
*
I po ślubie. Nie był epicki, a przynajmniej tak mi się wydaje. Ot zwykła, nudna ceremonia, jak wiele tych, na których byłam. Nie wiem, może z perspektywy pary młodej wygląda to całkiem inaczej, na pewno nie jest tak jeśli jest się gościem posadzonym w samym rogu stołu lub przy stole dla dzieci, gdzie średnia wieku to pięć lat, z dala od ludzi, z którymi można by porozmawiać. Mówię o tym z własnego doświadczenia. ;)

42 komentarze:

  1. I mamy państwa Muzaj, jak fajnie :D Miło, że Aleks nie próbował im tego popsuć i mam również nadzieję, że będzie się trzymał swojej obietnicy i nie zniszczy tego później. Bo Muzajki naprawdę dp siebie pasują i ja im życzę szczęścia i miłości :)
    Ps. Ślub opisałaś normalnie, bez udziwnień i bardzo fajnie :) Lubię to opowiadanie. Bardzo, bardzo, bardzo.
    Pozdrawiam, VE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie ja bardzo, bardzo, bardzo się cieszę, że się podoba :).
      A co miałam cudować, muszę dać im też trochę w spokoju pożyć ;).

      Usuń
  2. Już się bałam, że Aleks coś odstawi, ale na szczęście nic takiego się nie stało. Przemyślał wszystko, dojrzał, zrozumiał. :)
    No szczęścia dla Państwa Muzaj. :DD
    Czekam na następny. Pozdrawiam :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż ciśnie się na usta : w końcu. W końcu się koleś opamiętał ;).
      Wszystkie mnie posądzałyście o to, że zamieszam i z Aleksem, który coś na ślubie odstawi. Nie jestem chyba aż taka okropna ;)

      Usuń
  3. Witam, zapraszam w wolnej chwili na drugi rozdział http://nowe-szanse.blogspot.com/ Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Czyżby już happy end ? ;) Myślę, że nie, bo nie chce się rozstać z państwem Muzaj :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, jeszcze kilka rozdziałów wam zaprezentuję ;).

      Usuń
  5. czytałam to opowiadanie z wielkim uśmiechem na twarzy;
    a Aleczek ma sie tak nie poddawać,nonoo :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aleczek zgrywał twardego i się nie poddawał, ale może już jednak zobaczył, że sprawa jest beznadziejna i pora zmienić pole manewru? ;)

      Usuń
  6. Przez ten mój wyjazd do Chorwacji trochę mi się zastuj zrobił i musiałam nadrabiać, ale robię to z wieeeelką przyjemnością! :)

    Ten pocałunek Aleksa był jakąś pomyłką! On chyba naprawdę cały czas coś czuje do młodej pani Muzaj. No, ale mówiąc prawdzie w oczy musi obejść się smakiem, bo Justyna jest szczęśliwa u boku Maćka. Czytałam to wszystko z wielkim bananem na twarzy. Aż miło się czyta, kiedy moim ulubionym bohaterom dobrze się układa. Przewidujesz jeszcze kilka rozdziałów? Stawiam, że nieźle namieszasz (a tym, którego do tego wykorzystasz będzie Aleks :D) przez co zafundujesz mi palpitacje serca!
    Trochę bez sensu ten komentarz, ale wybacz, bo piszę szybko, gdyż zeszyty mnie wołają (muszę nadrobić tydzień nieobecności, a w szkole czeka na mnie masa sprawdzianów i kartkówek do napisania :P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że wyjazd do Chorwacji się udał ;).
      Pocałunek był pomyłką, masz rację. Planuję nieźle namieszać, więc banan na Twojej twarzy długo nie zagości ;). W sumie policzyłam sobie dzisiaj rozdziały i jak dobrze pójdzie, to epilog będzie okrągłym, czterdziestym, więc powinny być jeszcze jakieś trzy normalne. A co się wydarzy, dlaczego, to już musisz poczekać do wtorku, bo dodaję co trzy dni.
      Powodzenia z lekcjami, ja po chorobie tygodniowej myślałam, że wyrzucę te wszystkie zeszyty przez okno ;)

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie, że podzieliłaś się ze mną opinią i że dałaś o sobie znać ;). Fakt, że byłaś w stanie przeczytać to wszystko, jest dla mnie bardzo, bardzo miły. Jestem w szoku, że Wam się chce to robić, naprawdę, przecież już tyle się tego uzbierało. ;)
      Co do komentarzy - uwielbiam moich czytelników, a taka już jestem gadatliwa, że lubię z nimi rozmawiać i im odpowiadać. Sama czytam kilka blogów i wiem, jak to miło porozmawiać z ich autorkami.
      Jeśli chodzi o tamten anonimowy komentarz, to muszę przyznać, że wyciągnęłam pewne wnioski. Jeśli ta osoba nadal czyta moje opowiadanie, to mam nadzieję, że już jej tak nie razi i serdecznie pozdrawiam ;). I tak planowałam mieszać w życiu Justyny, a tamten komentarz tylko spowodował wycięcie z planu kilku rozdziałów i przyspieszenie akcji.
      Co do ,,chłopaków'', to przykro mi, jeśli kogokolwiek to razi, ale chyba nie potrafię się odzwyczaić od używania tego słowa ;). Po prostu czasami nie jestem w stanie mówić o kimś ,, chłopcy'' czy ,, mężczyźni'', a przecież nie będę pisać cały czas ,,siatkarze'' czy ,,Skrzaty'', bo nie lubię się powtarzać. Do końca jednak chyba tego określenia chyba już nie użyję, bo nie przewiduję jakiś scen zbiorowych.
      Wydaje mi się, że długo w zakładkach u ciebie nie pobędę, bo koniec się zbliża, pora zwijać żagle mojej ,,Historii...'' ;)
      Także pozdrawiam. :)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Jak skończę pisać to opowiadanie, to może jeszcze raz je sobie przeczytam, żeby zobaczyć całokształt. Chociaż nie dam za to głowy, bo często mam dość patrzenia na coś, co kiedyś zrobiłam, nigdy nie jestem z siebie zadowolona. Ale chyba każdy tak ma. ;)
      Nie mam zamiaru kończyć, w planach mam kolejne opowiadanie i faktycznie pojawi się w nim ktoś z innego klubu, ale kto, to jeszcze tajemnica. Na razie muszę skończyć to opowiadanie, później zabiorę się za nowe. Za bardzo przywiązałam się do pisania, żeby tak po prostu z tym zerwać, po ukończeniu tej historii. :)
      Co do Spały - nigdy tam nie byłam, ale na oficjalnej stronie mają genialny plan i zdjęcia. Bardzo się tym zainteresowałam, nie powiem, dobrze, że udało mi się to opisać na podstawie tego, co tam zobaczyłam. Nie pogardziłabym pojawić się tam naprawdę, bo ośrodek jest genialny. Zazdroszczę, że tam byłaś. Siatkówkę trenujesz? ;)

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. Mieszkam na Dolnym Śląsku, więc jeśli chodzi o rozgrywki klubowe jak i reprezentacyjne, oglądam je raczej w telewizji. Chociaż może na LŚ mi się poszczęści jak kupię bilety, to zobaczę ich na żywo we Wrocławiu :). Spałę chciałabym odwiedzić, może kiedyś moje marzenie się spełni?
      Mam 17, rocznikowo 18 lat i jestem w drugiej liceum. Chciałabym trenować, jednak za późno o tym pomyślałam, a poza tym jakimś ogromnym talentem nie jestem. W siatkę gram tak rekreacyjnie z przyjaciółmi, jak na zewnątrz jest cieplutko, czy w szkole jak brakuje składu. Z moim wzrostem to i tak tylko libero bym mogła zostać ;).
      A ty ile masz lat? Już na studiach, rozumiem? :)

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. Z czystej ludzkiej ciekawości zapytam: co studiujesz? Zastanawiam się nad tym, co wybiorę i zbieram informacje ;).
      Jestem od ciebie tylko pięć centymetrów wyższa, ale nie pogardziłabym kolejnymi pięcioma ;)

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    9. Ach, to nie, ja uderzam w inną stronę. Ścisłowcem jestem ;)
      Wiesz, ja też bym chciała 10-15 cm więcej, ale to niestety nierealne, więc nawet pięcioma bym się zadowoliła, tym bardziej, że już chyba nie rosnę ;/

      Usuń
    10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    11. Dokładnie. Ja sama posiadam w szafie koturny, ale nie miałabym gdzie chodzić w szpilkach, może po liceum sobie kupię parę ;)

      Usuń
  8. Uff, nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że ślub odbył się w spokojnej atmosferze, bo wiesz, ja stawiałam na to, że w momencie wypowiadania przez księdza słów, czy ktoś zna jakieś przeciwności/powody dla których młodzi nie mogą się pobrać wyskoczy Alek i będzie po ceremonii :D
    Trochę się dziwie, że świadkiem Alka był Kłos, a nie Cupko, ale w sumie to na jedno wychodzi :D Ciesze się, że Alek rozwodzi się z Idą, w sumie od początku ten związek był bez sensu. Ciekawa jestem czym jeszcze nas zaskoczysz.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, nie, to by była już typowa komedia romantyczna. Teks typu ,, jeśli ktoś jest przeciwko, niech odezwie się teraz lub zamilknie na wieki'' nie wchodził w rachubę. ;)
      Chyba pomyliłaś imiona, bo jak wiesz na pewno, Mała hajtnęła się z Maćkiem. U Alka z pewnością to Cupko był świadkiem ;).

      Usuń
  9. No patrz, wesele tu wesele tam xD Ja właśnie z jednego wróciłam ;) Wesele fajne, czułam się czytając jakbym przyglądała się tym wydarzeniom z bliska ;) Jak cie znam to jeszcze nie koniec, i coś tam pod tą bardzo kręconą czupryną jeszcze siedzi :3

    xoxo K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W swoim życiu byłam już na jakichś pięciu weselach, sądzę że są fajne do momentu, kiedy wszystko ci się znudzi ;). Widziałam właśnie, że jesteś na weselu, przeczytałam rozdział od początku do końca. Przynajmniej byłaś w temacie :D
      Faktycznie planuję jeszcze zamieszać, do końca jeszcze cztery posty. A czy pod kręconą czupryną? Nie powiem ;)

      Usuń
    2. Pięknie powiedziane ;) Hah no byłam ;) Ale to już była taka totalnie zblazowana znudzona pora gdy wytrzeźwiałam już dawno zaliczyłam trzy kawy impreza się rozłaziła a ja się dorwałam do komputera na djce ;) Tylko cztery? Dlaczego? :( A może planujesz coś nowego? (paczy z nadzieją ) My już dobrze wiemy że pod tymi jakże czarującymi loczkami coś się kryje ^^

      Usuń
    3. Tylko cztery, bo już wszystko co wymyśliłam, opisałam ;). Ale spokojna głowa, planuję start z nowym opowiadaniem :)

      Usuń
  10. Wpadłam tylko na chwilę, aby poinformować Cię o nowej historii na moim blog, jeśli masz czas i ochotę zapraszam :) obiecuję, że pod koniec tygodnia nadrobię wszystkie Twoje rozdziały ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Spokojna głowa ;) Zajrzę.

    OdpowiedzUsuń
  12. O matko, kamień mi spadł z serca. Już myślałam, że Aleks coś wykombinuje, ale nie (na szczęście).

    OdpowiedzUsuń
  13. to szybko się Aleks opamiętał w swoich uczuciach:/ na szczęście Justyna nie popełniła jakiegoś głupiego błędu i wszystko poszło dobrze:)

    pozdrawiam
    http://www.niedostepni-dla-siebie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy kiedyś popełnia błędy, Aleks też człowiek ( fikcyjny, ale zawsze), więc to normalne.
      Musiało pójść dobrze, po opowiadanie zbliża się do końca, jeszcze cztery rozdziały, licząc z epilogiem. ;)

      Usuń
  14. Powiem Ci ,ze nono już myślałam ,że Alek okaże się człowiekiem skurwielem i jeszcze coś namiesza i wywinie :< jaki ten Muzaj słodki bo ta akcja z mieszkaniem nie spodziewałam się ,świetnie świetnie :) Sielanka na całego :) Zapraszam do siebie na nowy rozdział pieprznieta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za bardzo lubię Alka w realu, żeby zrobić z niego dupka na całego. Aż takiej wyobraźni nie posiadam. ;)

      Usuń
  15. Genialny.Mam nadzieję że będzie im się układać ;p Zapraszam
    http://parkiet-siatka-mikasa-moje-marzenie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Aww... Szczęśliwe zakończenie ;)
    Nadrobiła u Cb wszystkie zaległości i mogę się delektować na bieżąco, ale coś mi się wydaje, że to nie potrwa za długo :/
    A sądziłam, że coś namieszasz w dniu ślubu, a jednak ;]
    Zapraszam do siebie w wolnej chwili: owocowalandryna.blogspot.com
    Pozdrawiam Natka *_*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do zakończenia jeszcze cztery rozdziały, licząc z epilogiem ;). Jutro kolejny rozdział, co w nim będzie, to się dowiecie po 14.
      Ja nie potwór, żeby komuś ślub psuć, aż taka okropna nie jestem ;).

      Usuń