24 marca 2013

XXXIX

,,W snach, poznaję cię w serdecznej rozmowie
Oboje budzimy się w osamotnionych łóżkach, w innych miastach
I dużo słodkiego czasu zabiera wymazywanie ciebie
I masz swoje demony, kochanie
One wszystkie wyglądają jak ja.

Dystans, odmierzanie czasu, załamanie, kłótnia
Cisza, pociąg wypada z torów
Pocałuj mnie, spróbuj to naprawić
Mógłbyś chociaż postarać się posłuchać?
Odkładanie słuchawki, poddawanie się, nie możemy wrócić...''


Wbiłem wzrok w Atanasijevica, który przecząco pokiwał głową i minął mnie w drzwiach. Wciąż stałem w nich jak wmurowany, kiedy odwrócił się jakieś trzy metry ode mnie.
-Idziesz? Chcesz się z nią zobaczyć, czy nie? – zapytał z rękoma w kieszeniach i nie czekając na moją odpowiedź, odwrócił się ponownie i ruszył powoli korytarzem w stronę wyjścia. Dogoniłem go na zewnątrz i ruszyłem parkingiem do jego auta. Rzuciłem spojrzeniem na stojące niedaleko moje audi. – Spokojnie, podwiozę cię tutaj później, teraz pojedziemy moim.
Wsiedliśmy do środka jego BMW i zapięliśmy pasy. W milczeniu jechaliśmy ulicami Bełchatowa, aż dojechaliśmy do jego mieszkania. Widząc, że wyciąga klucz ze stacyjki, zapytałem:
-Czyli, że ona ten cały czas była u ciebie?
-Yhm. – mruknął tylko, wysiadając.
-I ty nic mi nie powiedziałeś?
-Przykro mi, ale wydaje mi się, że z was dwojga to ona darzy mnie jakimiś przyjacielskimi uczuciami. Musiałem wykazać trochę lojalności.
Prychnąłem, na co dodał:
-No sorry, ale daję głowę za to, że nieraz chciałeś mi przyłożyć. Gdyby nie to, w jakim jest stanie, to uwierz mi, nie powiedziałbym ci o niej ani słowa.
Otworzył drzwi do mieszkania i weszliśmy do małego przedpokoju. Przy szafce stała jedna z jej licznych par tenisówek. Poczułem, że w gardle mam sucho jak na pustyni, a ręce zaczęły pocić mi się z nerwów.
-Ściągaj kurtkę i chodź do pokoju. Nie ma jej, miała wyjść gdzieś z Darią, ale zaraz powinna wrócić.
Milcząc, patrzyłem jak odwiesza moją ciemną kurtkę we wnętrzu szafy. Na jednym z wieszaków zobaczyłem jej jasny płaszcz. Cały czas była tak blisko, tuż pod nosem? Jak mogłem tego nie zauważyć? Weszliśmy do przestronnego pokoju i usiedliśmy na kanapie, w odległych jej końcach. Alek wziął do ręki pilota i odpalił pierwszy lepszy program, a później zabrał ze stołu kilka rozrzuconych książek, badawczo się mi przyglądając. Tytuł jednej z nich rzucił mi się  w oczy: ,, Poradnik dla przyszłej matki’’. Nim jednak jakoś na nią zareagowałem, położył je poza zasięgiem mojego widzenia. Dziennikarz prezentujący popołudniowe wiadomości mówił coś o kryzysie w jednym z krajów europejskich, a jego monotonny głos był jedynym, jaki rozchodził się po mieszkaniu. Milczenie między mną a Serbem było aż namacalne, pora więc je przerwać. Nie wiem dlaczego, ale miałem wrażenie, że jeśli mogę od kogoś wyciągnąć jakieś konkretne informacje, to jedyną taką osobą jest właśnie on.
-Ona wie, że tu jestem?
-Chyba żartujesz. Gdyby wiedziała, to żaden z nas by już jej nie zobaczył. – prychnął Aleks. – Nie jestem pewien, czy w ogóle będzie chciała z Tobą porozmawiać. Przez te trzy miesiące wcale nie zmieniła swojego stanowiska w Twojej sprawie. Cały czas powtarzała, że nie chce cię znać.
-W takim razie dlaczego to robisz? Przecież mógłbyś sobie tak z nią żyć, a ja nadal nic bym o tym nie wiedział.
-Słuchaj, Justyna w pierwszych słowach, jakie do mnie skierowała tego dnia, kiedy tutaj przyszła, powiedziała mi twardo, że będziemy tylko przyjaciółmi. Przez ten cały czas nic się w tej sprawie nie zmieniło. Każdego kolejnego dnia wydaje się być szczęśliwsza, nie zmienia to jednak faktu, że całkowicie się zmieniła. To nie jest już ta sama, beztroska Justyna, którą znaliśmy kiedy wszystko jeszcze było takie proste i żaden z nas nic do niej nie czuł. Dlaczego to robię? Bo nie mogę patrzeć jak cierpi. Chcę jej w jakiś sposób pomóc i nawet jeśli nie chce z Tobą porozmawiać, to i tak kiedyś musi, a chyba lepiej, żebyście wyjaśnili sobie to wszystko jak najszybciej.  Dziecko nie będzie przecież czekać z narodzinami, aż ustalicie co i jak.
Zamilkł nagle, bo usłyszeliśmy zgrzyt klucza w zamku. Serb szybko podniósł się, nakazując mi gestem, żebym został i nic się nie odzywał. Strzępki rozmowy, w które chwilę później zacząłem się wsłuchiwać, jakoś mnie nie uspokoiły.
*
Miły dzień spędzony z Darią, w poszukiwaniu jakichś drobiazgów dla dziecka bardzo podniósł mnie na duchu. Czułam się jak kiedyś, gdy mieszkałyśmy razem, a życie było o niebo lepsze. Z każdej sytuacji było jakieś wyjście...w przeciwieństwie do tej, w której znalazłam się teraz. Miałam tylko nadzieję, że po powrocie do domu będę mogła wziąć długą kąpiel i obejrzeć jakiś dobry film.
Ledwo zamknęłam za sobą drzwi, by zobaczyć wysoką postać Aleksa, zagradzającą mi wejście do pokoju.
-Hm, cześć. Coś nie tak? – zapytałam, ściągając kurtkę i sięgając do drzwi szafy. Spojrzałam na jego twarz, zatrzymując się w połowie czynności. Zmarszczył brwi,  a prawą dłonią drapał się po głowie, po czym od razu poznałam, że ma mi coś do powiedzenia. – Co jest?
Obciągnęłam wolną dłonią koszulkę, która podwinęła mi się na  widocznym już brzuchu. Nim odpowiedział, zabrał z moich rąk moją kurtkę i powiesił ją w szafie.
-Masz gościa. – powiedział cicho, a ja skierowałam swój wzrok na dość znajomą kurtkę, wiszącą teraz obok mojej na wieszaku. Marząc, aby był to tylko sen, powoli spojrzałam na podłogę, gdzie obok butów Aleksa stały czarno- zielone Nike.
-Nie, ty chyba żartujesz. Dlaczego… Powiedziałeś mu?! – podniosłam głos, nie martwiąc się, że siedzący prawdopodobnie gdzieś w mieszkaniu Maciek rozumie wszystko dobrze i wyraźnie, nawet jeśli rozmowę prowadziliśmy w języku angielskim.
-Uspokój się. – złapał za klamkę szafy, którą uparcie próbowałam otworzyć, by wydobyć z jej wnętrza kurtkę i wyjść. Wyciągnął drugą rękę nad moim ramieniem i zamknął drzwi, chowając klucze w swojej kieszeni. – Musicie pogadać.
-Alek idioto! Czy ja cię prosiłam, żebyś mi pomagał?! Jeśli masz mnie dość w swoim mieszkaniu, wystarczyłoby coś powiedzieć, przecież bym się wyprowadziła.
-Nie chodzi o to, że chcę się ciebie pozbyć. Popatrz tylko na siebie, jesteś już w siódmym miesiącu. Może dla ciebie Maciek to już zamknięty rozdział, ale nie możesz go tak po prostu wykreślić, choćby z powodu dziecka.
Zaczęłam trząść się z wściekłości, miałam ochotę dorwać wyższego o jakieś 30 cm Serba i wyrzucić przez okno, lub zrobić cokolwiek. Nie zapytał mnie o zdanie i z góry założył, że sama nie poradzę sobie z sytuacją. Zacisnęłam pięści, aż zbielały. Aleks był przerażony moim zachowaniem. No cóż, przeważnie to ja jestem tą spokojną niezależnie od sytuacji, nie wkurzającą się osobą.
-Hej, bo mi tutaj zaraz urodzisz. Uspokój się. – położył mi rękę na ramieniu, patrząc z troską. Ściszył głos. – Słuchaj, porozmawiaj z nim chwilę, będziesz to miała z głowy. Ja na ten czas wyjdę, ale jak coś to będę na zewnątrz.
Patrzyłam zrezygnowana jak ubiera buty, narzuca kurtkę i wychodzi, obrzucając mnie jeszcze jednym, zapewne mającym podbudowującym w jego mniemaniu celu. Stałam jeszcze chwilę w pustym przedpokoju, zbierając siły na rozmowę z czekającym na mnie Maćkiem. Jeszcze nigdy te kilka kroków nie wymagało ode mnie takiego samozaparcia. Stanęłam w futrynie drzwi, patrząc na jego tak wysoką sylwetkę, teraz przygarbioną. Włosy podciął i układał inaczej niż zwykle, widziałam to już na zdjęciach z meczów. Jego brązowe oczy spoglądały z wyczekiwaniem w moje. Wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, jednak nie był w stanie. Ja także. Dzieliło nas kilka metrów, a dla mnie ta odległość wydawała się być przepaścią. Znajoma twarz wywołała falę wspomnień i emocji, aż dziwne, jak skrajnych. Od miłości do nienawiści, od radości do smutku. Przypomniałam sobie dzień, kiedy mi się oświadczył i obiecał, że będziemy już razem na zawsze, nasz ślub, a potem widok jego i Klaudii na ekranie telewizora i ten moment, kiedy go o nią zapytałam, a on nie powiedział, że nic ich nie łączyło. To wielkie rozczarowanie. Jak to możliwe, stać przed kimś i nie wiedzieć, co dokładnie się do niego czuje? Kochałam mojego Maćka, miałam jednak złe wrażenie, że tamtej osoby już nie ma, a przynajmniej ja nie potrafię jej odnaleźć. Staliśmy tak dobrą chwilę, gdy odchrząknął.
-Justyna… co dalej?
-Maciek, ja naprawdę to sobie wszystko przemyślałam. Miałam na to trochę czasu, ty także.
-Nie przekreślaj tego wszystkiego, co było między nami. – powiedział, zbliżając się do mnie o parę kroków. Wbiłam spojrzenie w jasny parkiet.
-Sam to zrobiłeś. Czasem myślałam, że lepiej byłoby się z Tobą spotkać i dać ci drugą szansę, ale… Później moje myśli diametralnie się zmieniały. Kochałam cię Maciek i nadal kocham, ale to chyba nie ma sensu. Nie mogę już nic poradzić na to, że kiedy cię widzę, przypomina mi się ta scena z Klaudią, to jak bardzo mnie zraniłeś. Wiązałam z Tobą marzenia, przyszłość, a nagle to wszystko pękło jak mydlana bańka. Kiedy przyznałeś się do zdrady, czułam się nikim. Bezwartościową dziewczyną, która na dodatek dawała się oszukać i bezgranicznie wierzyła we wszystkie Twoje słowa. Pokazałeś mi, jak głupia byłam. Ja… ja naprawdę szczerze żałuję tego wszystkiego. Od pierwszej chwili, kiedy tylko przyjechałam do Łodzi. Nie mogę się powstrzymać od myśli, że gdybym wybrała inne miasto, inną uczelnię, to teraz miałabym jakąś przyszłość – miałabym zawód, pracę, rodzinę pewnie też. Co mi teraz pozostało? Dwa razy podejmowałam studia, z których żadnych nie ukończyłam. Moją jedyną perspektywą na przyszłość jest samotne wychowywanie dziecka. – wyrzuciłam z siebie przemyślenia ostatnich nocy.
-To znaczy, że chcesz odejść? Daj nam jeszcze jedną, ostatnią szansę. – odpowiedział, spoglądając na mnie ze zdziwieniem i czymś jeszcze. Czy w jego brązowych oczach zobaczyłam przerażenie? Widok tej strony Maćka, wywołał we mnie skojarzenie z bezbronnym chłopcem, któremu ktoś powiedział, że Mikołaj nie istnieje. Ten bezbronny chłopiec jednak już raz głęboko mnie zranił,  a ja wciąż nie mogłam o tym zapomnieć.
-Ja już odeszłam, nie dałeś mi wyboru. Powiedz mi, jak to sobie wyobrażasz? Jak mam żyć u Twojego boku, jeść śniadanie przy tym samym  stole, oglądać mecze Twojego klubu, kłaść się w tym samym łóżku? Miałabym przytulać się do ciebie, myśląc, że kiedyś robiła to Klaudia? Jaką mam gwarancję, że to wszystko już się nie powtórzy? Nie rozumiesz? Nie chcę już pakować się w to całe bagno. Chcę normalnie, spokojnie żyć i nie martwić się, że osoba, na której tak się opieram, nagle zniknie pod rękę z inną długonogą blondynką.
-Co  z dzieckiem? – wysunął kolejny argument, tym razem bardziej racjonalny. Fakt, że był zdolny tylko i wyłącznie do zadawania pytań, uświadomił mi, że przychodząc tutaj, spodziewał się zapewne czegoś innego z mojej strony.
-Jesteś jego ojcem, będziesz się z nim widywał. O porodzie także cię poinformuję. Dam sobie radę Maciek, życie nauczyło mnie, że powinnam być silna. Chyba tylko to jest jedyną pozytywną cechą tej całej sytuacji. Kiedy mnie zdradziłeś, nauczyłam się, że jedyną osobą, na jaką mogę liczyć w stu procentach jestem ja sama. Jeśli sobie na coś nie zapracuję, nie będę tego miała. Jeszcze kilka miesięcy i nie będę zdana na Aleksa czy rodziców…
-Justyna, proszę. Ja cię kocham, kocham ciebie i naszego syna.
-Trzeba było pomyśleć o tym zanim zacząłeś dobierać się do tamtej laski. – odpowiedziałam gorzko, obejmując ramiona rękoma. Stał zaledwie metr ode mnie, a w moim wnętrzu toczyła się walka dwóch osób – Justyny, która szaleńczo go kochała i była gotowa wybaczyć, a tej u której ta opcja nawet nie wchodziła w rachubę. – Pozew o rozwód złożę po porodzie. Chyba, że Tobie się spieszy.
-Nie zgadzam się na to.
-Maciek,  jesteś racjonalnie myślącym facetem, tak? Albo przynajmniej cię za takiego uważałam. W takim razie wiesz zapewne, że operując dowodem, jakim jest nagranie telewizyjne, z łatwością dostanę rozwód. Nie lepiej byłoby, gdybyś sam się na to zgodził?
-Czyli to już, to już koniec, tak?
-Tak. Jeśli nie masz nic więcej do powiedzenia, to muszę cię poprosić, abyś wyszedł i nie zawracał mi więcej głowy bez potrzeby.

Moje słowa musiały bardzo go zaboleć. Widziałam zranienie w jego oczach, jednak jakaś część mnie zawistnie cieszyła się, że teraz to on cierpi tak jak ja. Może jest sprawiedliwość na tym świecie? Przesunęłam się, robiąc mu miejsce w przejściu. W ciszy ubrał buty i założył kurtkę. Wyciągnął w moją stronę rękę, chcąc zapewne pogłaskać mnie po ramieniu, ale uchyliłam się, a ona bezradnie zawisła w powietrzu. Schował ją do kieszeni i wyszedł bez słowa.
Powinnam być zadowolona z siebie, że w końcu to załatwiłam. Te wszystkie rozmowy, jakie z nim prowadziłam w myślach, w końcu doszły do skutku. Wszystko miało wyjść na prostą.
Aleks wrócił i zrobił kolację. Usiadłam obok niego na kanapie, oglądając jakiś kabaret. Wymieniliśmy ze sobą kilka słów, ale dobrze wiedział, że nie mam ochoty rozmawiać na jakikolwiek temat. I tak wyglądał każdy kolejny dzień. Coraz więcej zamienionych słów, wyjścia na zakupy czy choćby maratony filmowe. Dbał o mnie i o dziecko, żeby było mi jak najlepiej. Zbliżał się termin porodu. Można by powiedzieć, że byłam szczęśliwa, jednak w głębi serca, jakaś maleńka cząstka mnie, tęskniła za Maćkiem i chciała, żeby wszystko było znowu tak jak dawniej. Niestety czasu nie da się cofnąć…Po prostu tego, co istniało między nami, tej magii, już nie ma.
*

Pozostała pustka, wielka pustka. Nigdy tak naprawdę nie brałem pod uwagę tego, że tak to może się skończyć. Wiele razy przerabiałem sobie w myślach naszą rozmowę, co powinienem był powiedzieć. Jak mógłbym ją zatrzymać? Dopiero, gdy uświadomiła mi, że to już koniec, poczułem, że jestem sam. Zacząłem się dusić. To tak jakby ona była powietrzem, tlenem niezbędnym do życia, które nagle znikło. Wszystko było już mi obojętne, no może prawie wszystko. Nie chcąc wylądować na bruku a przy okazji zająć myśli, oddałem się bez reszty siatkówce. Na tyle, że otrzymałem propozycję gry w lidze rosyjskiej. W Bełchatowie już nic mnie nie trzymało, a każde spojrzenie wymieniane z Aleksem było jak dotknięcie rozżarzonym prętem. Spakowałem więc swoje bagaże, a dom, w którym nadal mieszkałem sam, oddałem rodzicom pod opiekę. Spoglądając przez okno samolotu, widziałem jak to wszystko się oddala. Wyjazd do Moskwy był chyba najlepszą rzeczą, jaką mogłem zrobić.
Wraz z początkiem sezonu dowiedziałem się, że Justyna urodziła. Zadzwoniła do mnie dzień po porodzie, pytając, czy zgadzam się, żeby dać mu na imię Karol. Zdziwiony, oświadczyłem, że nie mam nic przeciwko, chociaż w podświadomości wiedziałem, że nawet gdybym zaprotestował, nie przejęłaby się tym i zrobiła, jak uważa. Każda rozmowa, jaka się między nami nawiązywała, była wyprana z emocji i polegała na suchym podawaniu informacji.  Zapewne było to spowodowane moim ociąganiem się w sprawach rozwodu, musiała już zauważyć, że specjalnie to wszystko przedłużam, chociaż bezcelowo.Wysyłała mi masę zdjęć Karola, czasami siedziałem przed ekranem komputera, słuchając jego gaworzenia, kiedy udawało mi się namówić ją na włączenie Skype. Patrzyłem na jego bystre, brązowe oczy, ciemną szczecinkę na głowie i wsłuchiwałem się w śmiech Justyny, gdy ciągnął ją za włosy. Dźwięk ten powracał do mnie wielokrotnie w myślach i przypomniał tamte wszystkie chwile, kiedy jeszcze byliśmy szczęśliwi.
Zmieniałem dziewczyny jak rękawiczki, próbując w którejś z nich odnaleźć chociaż cząstkę Justyny, która tak mnie kiedyś oczarowała. Nawet jeśli jednak fizycznie były do niej podobne, to żadna przecież nie była jej klonem. Iva, z którą byłem od jakichś dwóch miesięcy, nie zadawała zbędnych pytań i była w porządku. Prawda jednak była taka, że nikt nie był w stanie jej zastąpić. 

*
Oddaję w Wasze ręce rozdział 39. Kolejny to już epilog.
Pewnie część z Was nie tak to sobie wszystko wyobrażała.
Kolejny, ostatni już post we wtorek lub środę.
Założyłam sobie blogowe gg, jeśli ktoś ma ochotę, to piszcie:  46817349. :)

35 komentarzy:

  1. Nie wierzę, że to piszę, ale: szkoda mi Maćka. I nie, wcale nie zapomniałam, co zrobił i że to wszystko przez niego, że sam na to zasłużył i to on do tego doprowadził, ale teraz tak zwyczajnie, po ludzku mi go szkoda. Smutno mi się robi, gdy czytam, jak cierpi i jeszcze bardziej gubi się w swoim życiu. Wyjazd do Rosji i ucieczka w niczym mu nie pomoże, a zmienianie dziewczyn jak rękawiczki, tym bardziej. Dlatego to wszystko jest takie skomplikowane, bo mimo tego, że tak ją zranił i popełnił największy błąd w swoim życiu, kocha ją. I już zawsze będzie kochał, dlatego też zawsze będzie cierpiał, bo nie będzie z nią i z ich synem. Rozumiem, że w jego sytuacji, każda możliwość oderwania się od dotychczasowego życia, wydaje się być dobra, ale mam do niego żal o to, że tak łatwo się poddał, że nawet nie próbował walczyć. Jedna rozmowa i zrezygnował ze swojej rodziny. Czy tak zachowuje się człowiek, któremu naprawdę zależy na swoich najbliższych? Fakt, Justyna nie pozostawiła mu złudzeń, że coś jeszcze z tego będzie, ale gdyby spróbował, nie miałby chociaż do siebie pretensji, że nie zrobił nic więcej. Nadal uważam, że jest idiotą, bo to wszystko dzieje się przez niego, ale mu współczuję. Jeśli szybko się nie pozbiera, to jeszcze bardziej zagubi się w swoim życiu i będzie jeszcze gorzej. Musi chyba nauczyć się nowej sytuacji i tego, że sam skazał się na bycie "okazjonalnym" tatą. Natomiast widzę, że to, co w ostatnim rozdziale uznawałam za szansę dla niego, a mianowicie brak pozwu o rozwód, teraz stało się rzeczywistością.
    Justyna... Nie dziwię się jej postępowaniu, jej decyzjom. Podejrzewam, że sama chyba postąpiłabym tak samo, zrobiła dokładnie to, co ona. Posłałabym go w diabły, nie chcąc mieć z nim nic wspólnego, poza dzieckiem. Tyle, że nie jest to takie proste, jeśli czyta się taką historię, jak ta. Jestem rozdarta, bo jedna część mnie mówi: dobrze zrobiłaś, dobrze mu tak, niech cierpi! Ale jest jeszcze druga, która wręcz woła: wybacz mu, przecież go kochasz, on ciebie też kocha. Zdaję sobie jednak sprawę, że ich życie w ani jednym procencie nie przypominałoby już tego, co było wcześniej. I sama nie potrafię odpowiedzieć sobie na pytanie, jak by to było? Musieliby wszystko budować od początku, a to jest znacznie trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Maciek teraz tylko ponosi konsekwencje swoich decyzji i wyborów, szkoda, że od razu w tak bolesny sposób. Jeden błąd, od razu taki poważny, który zniszczył jego dotychczasowe, poukładane życie. Szkoda mi ich, jako pary, małżeństwa, całej tej ich historii, która teraz już nic nie znaczy. Nie ma już ich, są osobno, ona i on. I o ile Justyna jakoś się trzyma, za co naprawdę należą się jej gratulacje, o tyle on totalnie sobie nie radzi. Współczuję mu życia z poczuciem winy i tą bezradnością, bo nie może nic na to poradzić, nie może zrobić nic, by to zmienić. To jest chyba najgorsze dla niego.
    I choć jedna część mnie chciałaby, by cała ta historia skończyła się szczęśliwie, wydarzyło się coś, co sprawiłoby, że postanowią spróbować jeszcze raz, zacząć nowe życie we trójkę, to zdaję sobie sprawę, że to mało realne. Podziwiam Justynę za tą konsekwencję i siłę, za to, że daje sobie radę i się nie załamała. Na pewno świadomość tego, że będzie/jest matką stanowi dla niej motor napędowy. Nie jest sama, musi dbać także o małego Karola :) Nie próbuję nawet zgadywać, jak ta historia może się zakończyć, będę cierpliwie czekać na epilog, z nadzieją, że może jednak będzie happy end, albo chociaż jego namiastka? Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć, czy chciałabym szczęśliwego zakończenia czy nie, a to świadczy tylko o tym, że łatwo się mówi, jeśli mówimy o teorii, a w praktyce nie jest już to wszystko takie oczywiste, jak wydawało się wcześniej ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałaś tak długi komentarz, a ja niestety nie mogę się ci odpłacić. Po prostu, gdybym potwierdziła czy zaprzeczyła Twoim słowom, to nie byłoby już o czym pisać w epilogu, a przynajmniej nie byłby on dla ciebie niespodzianką. Maciek długo próbował się wcześniej z Justyną kontaktować, ale była uparta, dlatego też jakieś dalsze próby zatrzymania jej przy sobie, spełzłyby na niczym. Zdrada boli, a ona nie była mu w stanie wybaczyć i chyba nie można mieć o to do niej pretensji. Jest silna, bo ma dla kogo, w końcu wychowuje swojego synka. Maciek został sam jak palec, pewnie dlatego się załamał.

      Usuń
  2. Rozumiem decyzję Justyny, mi samej ciężko byłoby wybaczyć, ale mimo wszystko szkoda mi Maćka (wychodzi ze mnie Muzajowiec). Jednak sam sobie na to zasłużył. Nie doceniał tego co mial i zrozumiał ile to dla niego znaczy dopiero jak to stracił. Klasyczny facet. Miło, że w jakiś sposób próbował to naprawić, ale już za późno. I naprawde nie dziwię się Justynie, bo zdradę cholernie ciężko wybaczyć, o ile w ogóle się da.
    W tym wszystkim po raz kolejny doceniam Aleksa. Za to, że uszanował to, że będą tylko przyjaciółmi, za to, że wspierał ją kiedy bardzo tego potrzebowała. Za to, że próbował jej pomóc i zmusił ją do rozmowy z Maćkiem. Może nic to nie dało, ale próbował. Brawa dla Aleksa, bo udowodnił, że mimo wszystkiego co zdarzyło sie między nim a Justyną udowodnił, że jest jej prawdziwym przyjacielem.
    Pozostaje teraz tylko czekać na epilog, jestem ciekawa co tam wymyślisz :) Ale wielka szkoda, że to opowiadanie się kończy, bo bardzo je polubiłam, chętnie je czytałam i zżyłam się z tą historią. I mam wielką nadzieję, że szykujesz coś nowego, co znów z ogromną radością i chęcią będę czytać :)
    Pozdrawiam serdecznie w towarzystwie padającego śniegu :) Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty :P
    VE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja też jako Muzajowiec, jakim stałam się podczas pisania tego opowiadania, czuję się trochę źle, tak kreując jego losy, ale wyszło, jak wyszło.
      Aleks wykazał się prawdziwą przyjaźnią i próbował im pomóc, niestety bezskutecznie. Niektórzy dziwią się, że Justyna nie dała Maćkowi drugiej szansy, ale na jej miejscu postąpiłabym tak samo. Cały czas miałabym wrażenie, że zdradza mi na boku, a zaufania nie potrafiłabym już odbudować.
      Mi też szkoda, że opowiadanie się kończy, bo bardzo się do niego przywiązałam. Cieszę się, że kiedy wystartuję z nowym, jak mam w planach, będziesz mi towarzyszyć. :)
      Pozdrawiam także z miasteczka lekko opruszonego śniegiem, z temperaturą ok. -3 stopni na termometrze. :)

      Usuń
  3. Szkoda :/ współczuje im obojgu, ale wolałabym, żeby byli razem ;)
    Mam nadzieje, że epilog zakończy się happy end'em :)
    Czekam na zakończenie niesamowitego i zaskakującego opowiadania :)
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także pozdrawiam.
      Jak się zakończy, dowiecie się za 2/3 dni. Nie mogę nic więcej na ten temat powiedzieć. ;)

      Usuń
  4. w pierwszym rozdziale Justyna powiedziała, że musi budować swoją historię na nowo. Na pewno taką właśnie zbudowała.
    Oboje się kochają, ale nie są razem, bo nie potrafią wybaczyć. Piękne, a zarazem tragiczne. Widzieć śmiech dziecka, wiedząc, że jest się jego ojcem, a nie jest się obok niego. Muzaj, gdzie ty miałeś głowę? Naprawdę jest mi przykro z powodu rozwodu Maćka i Justyny, jeśli jednak jest to dla nich "dobre" rozwiązanie... Nie no kogo ja oszukuję. Mam tylko nadzieję, że Justyna jest teraz szczęśliwa ze swoim maluszkiem.
    Pozdrawiam i zapraszam na mojego nowego bloga. Tym razem nie na opowieść. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, jeśli Justyna napisała swoją historię, a jest jaka jest. Cóż, jeszcze się nie skończyła, chociaż do końca pozostały jakieś cztery strony w Wordzie.
      Najwidoczniej dla niej rozwód był właściwym i jedynym rozwiązaniem..
      Zajrzę ;)

      Usuń
  5. Nie wierze w to co pisze ale jak puściłam sobie podkład piosenki Taylor i czytałam to opowiadanie to pojawiły mi się łzy w oczach i zrobiło mi się ich szkoda :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki był mój cel ;). Nie, na poważnie, to jakoś tak mi ta piosenka bardzo pasowała do sytuacji. Jeśli ktoś jeszcze nie zauważył, że początkowe cytaty zawsze pochodzą z piosenek Taylor, to oświadczam, że jestem jej wielką fanką.
      ,,Sad, beautiful, tragic'' jest piosenką o utraconej miłości. Chociaż rzadko się wzruszam, to przy tej piosence łatwo jest uronić łezkę. ;)

      Usuń
  6. Szkoda, że to wszystko się tak potoczyło.Oni się nadal kochają tylko szkoda, że nasza bohaterka nie potrafi mu wybaczyć.Ciekawi mnie co będzie zwierał epilog.Czekam na kolejny i zapraszam.
    http://parkiet-siatka-mikasa-moje-marzenie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, epilog już blisko, więc zaspokoisz swoją ciekawość. Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie. ;)

      Usuń
  7. Kurcze, no. Szczerze liczyłam na to, że oni jednak będą razem, mimo tej jego zdrady, no ale cóż. Rozumiem oczywiście, że Justyna nie potrafi mu tego wybaczyć, ale mają przecież synka. Zdziwił mnie Atanasijevic, nie dość, że pomógł Maćkowi to potem opiekował się Justyną kiedy była w ciąży, no no, szacunek Aleks. Nie wiem tylko czy to wszystko nie dąży do jakiejś bliższej relacji z Aleksem. Tak, Justyna mówiła, że tylko przyjaźń, ale wydaje mi się, że przez ten czas mogła zmienić zdanie, szczególnie jeśli patrzyła przez pryzmat jego zachowania i poczynań, które wykonywał w stosunku do niej.
    Ten fragment o tym jak Maciek słuchał gaworzenia małego Karolka jest rozczulający :) Może jednak stanie się jakiś cud i Justyna ostatecznie będzie z Maćkiem. Zapewne nie, ale nadzieja umiera ostatnia! :)
    Jeśli będziesz publikowała następne opowiadanie to musisz mnie koniecznie o tym poinformować!
    Pozdrawiam zatem i pozostaje mi czekać na epilog.

    Zapraszam też na szesnasty rozdział.
    http://bowoczachjestwszystko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby Justyna miała być z nim wbrew samej sobie, tylko dlatego, że mają synka, to jej związek prędzej czy później rozpadłby się jak ten Aleksa. Serb był jej przyjacielem i teraz pokazał, że mimo tego, co zaszło między nimi, nadal nim jest.
      Nigdy nie sądziłam, że ,,nadzieja jest matką głupich''. Masz rację, umiera ostatnia, więc pozostawię ci ten cień nadziei, nie mówiąc, czy epilog będzie happy endem czy też zupełnie odwrotnie.
      Jeśli masz ochotę, to jasna sprawa, poinformuję się o moim kolejnym opowiadaniu, jak już zacznę je publikować. Fajnie, że będziesz dalej mi towarzyszyć. :)

      Usuń
  8. Szkoda mi Maćka, szkoda mi Justyny, szkoda mi Aleksa.
    Tego pierwszego, bo... Tak, oszukał Justynę, zdradził ją, ale doskonale zdał sobie z tego sprawę, że popełnił ogromny błąd. Świadomość tego, że skrzywdziło się ukochaną osobę, która nadal Cię kocha, ale nie będziecie już ze sobą jest straszna. Pogubił się, w tej Moskwie nie jest mu za dobrze... Ech Muzaj...
    Justyny mi żal, bo została praktycznie sama z dzieckiem. Owszem, są rodzice, jest Daria, jest Alek, ale to nie to samo co mąż. Tak jak ona, nie umiałabym wybaczyć zdrady i doskonale ją w tym momencie rozumiem. Z drugiej jednak strony może gdyby porozmawiali, może gdyby dała mu szansę wyjaśnienia rozwód nie byłby potrzebny? Cóż, synek na pewno da jej dużo radości a ona obdarzy go miłością i jakoś sobie da radę.
    A Aleks? Hmm, facet po przejściach, po rozwodzie, więc zapewne wie co czuje J. Chciał dobrze i nawet zaskoczył mnie tym, że złamał dane jej słowo i przyprowadził Maćka do domu. A może jednak nie wszystko stracone i z przyjaźni wyniknie coś więcej? Stara miłość nie rdzewieje, jak to mówią ;)

    Szkoda, że kolejny to epilog, bo jednak przywiązałam się do J. i kibicowałam jej związkowi z Muzajem. Nic jednak nie trwa wiecznie...

    pozdrawiam i zapraszam na kolejny do siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki długi komentarz, a ja muszę odpowiedzieć tak krótko...;)
      Faktycznie, w każdej postaci jest pewien tragizm ( za to słowo zapunktowałabym sobie u mojej nauczycielki polskiego ;>). Wszyscy przeszli ciężkie chwile w swoim życiu, a teraz próbują się pozbierać. Z tą różnicą, że Aleks już jest, że tak powiem, w jednym kawałku.
      Jak się to wszystko zakończy? Musisz poczekać na epilog, bo pary z ust nie puszczę. ;)

      Usuń
  9. Dzielna mała. Nie dała się złamać i wmanewrować Maćkowi. Brawa dla Muzaja za brak przesadnej desperacji że zdał sobie sprawę że tu nie ma już co walczyć. Załamka i dno ale może znajdzie się ktoś kto go wyciągnie z tego dna. Dobrze że mała nie została sama ;)

    xoxo K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę ty jedna zauważyłaś, że Maciek postąpił w pewnym sensie słusznie, przestając się jej narzucać, a nie mazgając na jej oczach. Pozostał stu procentowym facetem. ;)

      Usuń
    2. Może dla tego że sama często ten błąd popełniam i walczę dość desperacko więc wyczulona jestem xD Więc brawa ten pan :)

      Usuń
    3. Desperacja, czyli jak to mówią, ,,tonący brzytwy się chwyta'' i te sprawy. ;)
      Gdybym zrobiła z niego Muzaja- mazgaja, to byłoby baardzo dziwnie. :D

      Usuń
    4. A no niestety tak bywa. Po tym co się nasłuchałam o Maćku wracając z Bełka cieszę się że tu się nie mazgai. Doszłam do wniosku że o ile to co mówiły moje towarzyszki podróży to jest wolny :P Albo po prostu jest statystycznym facetem, no i nie lubi pisać :D

      Usuń
    5. Skąd te Twoje towarzyszki podróży tyle o nim wiedzą? ;) Widziałaś go może na żywo, Maćka z krwi i kości czy może nie zaszczycił swoją obecnością? ;)
      Nie lubi pisać, mówisz? W sensie, że ogólnie, czy SMSy lub listy? :D Nie, żeby mnie to interesowało, rzecz jasna. Nawet wiadomość, że jest wolny, jakoś na mnie wrażenia nie wywarła. W sumie może jako człowiek jest świetny, nie wiem, ale moim ideałem nie jest. ;)

      Usuń
  10. i co dalej ?! czemu tak szybko ?! nieee, to takie cudowne ! ale i tak wole Alka :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko się kończy jak to mówią, a co dalej, to okaże się w epilogu. ;)

      Usuń
  11. Justyna + Aleks = ♥ love forever by Agnes A. xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sory poprawka ~Agnes + Aleks = ♥ love forever by Agnes A. xd

      Usuń
    2. hahahha / Agnes ♥

      Usuń
    3. Widzę zdecydować się nie możesz, trzy komentarze w minutę. ;)
      Love forever by Agnes, ale czy i by justberrry? ;)

      Usuń
    4. eee, nie wiem, ale napisz coś jeszcze :3 / Agnes

      Usuń
  12. Szkoda, że to wszystko tak się skomplikowało:/ ale podziwiam Małą, że Mu nie wybaczyła, pokazała, że jest na prawdę silną kobietą:))

    pozdrawiam
    http://www.niedostepni-dla-siebie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, za tę właśnie jedną cechę można ją podziwiać. Epilog jutro lub pojutrze, zobaczymy czy bez komplikacji. ;)

      Usuń
  13. Kosmos, pierwszy raz czytając opowiadanie się popłakałam.
    Alek zmienił sie strasznie , z tępej dzidy stał sie kochanym przyjacielem,którego każdy chciałby mieć. Szkoda mi Maćka,w końcu każdy popełnia błędy,a widać,że on zrozumiał,że go popełnił. Czytałabym to opowiadanie do końca swojego życia,mam nadzieje,że będziesz pisać. Pozdrawiam, Łucja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także pozdrawiam Łucjo. Szkoda, że wcześniej nie dawałaś o sobie znać, mimo to dziękuję, że podzieliłaś się ze mną swoją opinią, bo zrobiło mi się bardzo miło. Ja też raczej nie rozklejam się przy opowiadaniach, chyba, że są bardzo dobre, a ja zżyłam się z bohaterami. ;)
      Aleks i Maciek tak jakby zamienili się rolami, dopiero teraz to zauważyłam, czytając Twój komentarz. Najpierw Justyna cierpiała z powodu Serba, a Maciek ją pocieszał i był przy niej, a później sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Że też ja tego nie zauważyłam wcześniej... ;)
      Będę, będę pisać, ale więcej informacji na ten temat zamieszczę pod epilogiem. :)

      Usuń
    2. A ja komentuje już, hohooho :) Od początku w sumie , miałam kilka rozdziałów przerwy , ale raczej jestem na bieżąco z komentarzami jak i z postami. Sama nawet próbowałam pisać swoją historie,a ty nawet ją komentowałaś,ale wiesz... mam strasznie słomiany zapał :P

      Licze na nową historię,bo piszesz i wybierasz muzykę pod posty świetnie :)

      Usuń
    3. Właśnie tak mi się wydawało, że mogłaś komentować już wcześniej, bo na początku dostawałam wiele anonimowych komentarzy, ale później jakoś ucichły. Myślałam, że mnie zostawiliście. ;)
      Pisałaś a ja ją komentowałam? Powiem ci, że coś mi świta, ale chyba nie do końca wiedziałam, że ty to ty. ;) Usunęłaś bloga może? Wtedy już mnie naprowadzisz na sto procent. Komentowałam wiele blogów, ale tylko jeden został przerwany, niezakończony.
      Dzięki. Jakoś tak te piosenki wybieram machinalnie, czasami po usłyszeniu jakiejś fajnej wpadają mi do głowy pomysły. Mam już piosenkę przewodnią do kolejnego opowiadania, ale więcej na ten temat napiszę w kolejnym, ostatnim już, jutrzejszym poście. :)

      Usuń