25 lutego 2013

XXVII


,,Byłam w twoich myślach

Trzymałeś się każdego słowa, które wypowiedziałam
Gubiłeś się w czasie
Przy wspominaniu mojego imienia
Czy kiedykolwiek będę wiedziała, jak to jest mieć cię blisko?
I czy powiesz mi, że nieważne jaką drogę wybiorę, pójdziesz ze mną?''

Adele - One and Only


Nienawidzę tego uczucia, kiedy czekasz na coś, a godziny do tego momentu okropnie się ciągną. Nie masz co ze sobą zrobić i co chwilę zerkasz na zegarek, a wskazówka wydaje się w ogóle nie poruszać. Za to w odwrotnej sytuacji, kiedy masz masę spraw na głowie, czas nie jest dla ciebie ani trochę łaskawy. Nim się obejrzysz, jesteś już spóźniona i nie wyrobiłaś się z połową zaplanowanych rzeczy.
Męczyłam się od wczesnych godzin porannych. Żaden program telewizyjny, książka czy nawet monolog Darii nie był w stanie na długo przyciągnąć mojej uwagi. Kiedy więc na wyświetlaczu mojego telefonu ukazała się godzina piętnasta, nie mogłam usiedzieć na miejscu. Biegałam ( o ile bieganie o kulach jest w ogóle możliwe) w tą i z powrotem. Widząc moje poczynania, Daria zgarnęła kluczyki do mojego auta z półki i ruszyłyśmy na lotnisko. Byłyśmy tam ponad pół godziny szybciej niż planowany przylot samolotu. Siadłyśmy więc w poczekalni, uzbrojone w gazowany napój zakupiony w po drodze. Odliczałam minuty do jego powrotu.
-Owsiki masz czy co? – zapytała Daria, pociągając łyk z półlitrowej butelki Fanty i uśmiechając się pod nosem. To prawda, nie byłam w stanie usiedzieć na miejscu. – Twój Maciek zaraz wróci.
-To nie jest mój Maciek. – odpowiedziałam, ale rozglądając się przy tym po czekających ludziach, szukając kogoś. Zamiast tego, dostrzegłam jednak Mariusza Wlazłego. Pomachałam mu, kiedy obrócił się w moją stronę, chwilę później był już obok nas.
-Cześć Mała. Jak tam noga? Też przyszłaś Maćka powitać? – zapytał, uśmiechając się.
-Głupie pytanie. – zaśmiała się Daria, za co dźgnęłam ją kulą.
-Mariusz, to jest Daria, moja koleżanka z reprezentacji i współlokatorka. -  uścisnęli sobie dłonie.
-Myślałam, że awansowałam już na przyjaciółkę. – zwróciła się do mnie, udając naburmuszoną, co spowodowało nasz wybuch śmiechu. – Swoją drogą, może powiesz nam Mariusz, którzy ludzie to rodzice Maćka, bo jesteśmy bardzo tym zainteresowane. Albo raczej ona jest.
-Nieprawda. – mruknęłam, jednocześnie czując, że moja twarz bynajmniej ze mną nie współpracuje. Czułam jak palą mnie policzki. Myślałam, że moje dyskretne szukanie jakichś podobieństw do mojego giermka u gromadzących ludzi jest naprawdę dyskretne. Najwidoczniej było odwrotnie. Mariusz popatrzył na mnie krótko i pokiwał głową.
-Taaa, jasne. Stoją tam, przy barierce. – wskazał na wysokiego mężczyznę i kobietę ubraną w kwiecistą sukienkę. – Obiecałem im, że z nimi porozmawiam.
-Spoko. – rozciągnęłam usta w uśmiechu, kiedy powoli oddalał się w ich stronę. Obserwowałam chwilę, jak z nimi rozmawia, gdy moją uwagę przyciągnęło coś innego. W drzwiach pojawiło się wielu ludzi obładowanych bagażami, nie muszę chyba dodawać, że osoba na którą czekałam dosyć wyraźnie odstawała od reszty. Takie tam pół metra więcej wzrostu. Razem z Darią przybliżyłyśmy się trochę, nadal jednak stojąc troszkę na uboczu.
-Czemu nie podejdziesz bliżej? – zapytała, ciągnąc mnie za ramię. Może gdyby moja koordynacja ruchowa była mniej ograniczona poprzez ortezę na nodze, dałoby to jakieś rezultaty.
-Przestań, niech się przywita z rodziną najpierw. – powiedziałam, czując się trochę niewyraźnie. Bardzo ucieszyłam się, kiedy go zobaczyłam, szeroko uśmiechniętego. Wpadł w ramiona rodziców, którzy chwilę później zaczęli klepać go po ramieniu ( tata), całować w policzek ( mama) i czochrać starannie ułożone włosy ( oboje). Przybił piątkę z Wlazłym. Kiedy podeszło do niego kilka fanek, z prośbą o zdjęcie i autograf, ostatki pozostałe po mojej pewności siebie wyparowały.
-Przecież nie będziemy tutaj stały wiecznie. Chodź. – próbowała teraz popchnąć mnie do przodu, ja jednak stałam jak wmurowana. Pewnie byłoby tak długo, gdyby nie fakt, że gdy fanki już odeszły,  Mariusz powiedział coś do Maćka, a ten podniósł głowę i skierował wzrok w moją stronę. Jego rodzice także popatrzyli na mnie ze zdziwieniem. Ich zdziwienie sięgnęło zenitu, kiedy rzucił trzymaną na ramieniu torbę i podbiegł do mnie, przytulając z takim impetem, że obie kule wypadł mi z ręki, a ja sama, gdyby nie fakt, że mnie objął, leżałabym na podłodze. Musiało to wyglądać komicznie – gigant przytulający dobre trzydzieści centymetrów niższą, kaleką dziewczynę. Z pewną trudnością wyciągnęłam ręce i objęłam go w pasie, bo szyja było poza moim zasięgiem. Wciśnięta twarzą w jego bark powoli się dusiłam.
-Maciek. Dusisz mnie. – wykrztusiłam, jednocześnie upajając się zapachem jego bluzki. Nadal używał perfum, które dostał ode mnie na urodziny. W odpowiedzi odsunął się trochę, nie wypuszczając mnie z rąk i uśmiechając się szeroko. Nie mogłam się opanować i zburzyłam mu fryzurę. Czułam, że ja sama odwzajemniam jego uśmiech, tak mimowolnie. Kiedy jednak obok jego ramienia mignęła mi twarz jego szczerze zdziwionej matki dodałam. – Twoi rodzicie są tacy trochę… w szoku.
Na moje słowa puścił mnie, odwrócił głowę w ich stronę i znów na mnie patrząc, śmiejąc się i przeczesując palcami swoją grzywkę. Dopiero teraz zauważył Darię, która do tej pory przyglądała nam się z triumfem wypisanym na twarzy.
-Nie przeszkadzam chyba, co? – zapytała z niewinną miną.
-Cześć. – odpowiedział. Na jego twarz także wstąpił rumieniec. Przenosiłam wzrok z niej na niego i czułam, że chyba czegoś nie wiem. Przerwał moje rozmyślania. - W sumie to nie dziwię się, nic o Tobie nie wiedzą. Chodźcie przedstawię was.
Podał mi kule i powolutku dobrnęliśmy do jego rodziców. Mój żołądek zawiązał się w supeł, kiedy przed nimi stanęłam. Państwo Muzaj dokładnie mi się przyglądali, a Wlazły, stojący obok, miał identyczną minę jak Daria. Ta dwójka mogłaby sobie z powodzeniem przybić piątkę. Niezręczną ciszę przerwał Maciek.
-Mamo, to jest Justyna, moja przyjaciółka. A to Daria. Obie grały w reprezentacji. – powiedział. Uścisnęliśmy dłonie. Widząc uśmiech na twarzy matki Maćka, poczułam że czuję się o niebo lepiej.
-A tak, pamiętam. Paskudna kontuzja. – powiedział jego ojciec, pokazując na moją nogę. – Jak długo tak jeszcze?
-Jakieś trzy tygodnie. Na rehabilitacje już chodzę, więc powinnam szybko wrócić do formy. – odpowiedziałam.
-Muszę przyznać, że obie miałyście kilka spektakularnych akcji. Ciekawe jak będziecie prezentować się w następnym sezonie. – uśmiechnął się. Z grzeczności zrobiłam to samo, myśląc, że nijak będę się prezentować, bo do kariery, która nawet dobrze się nie zaczęła, nie miałam zamiaru wracać. Nie wiedziałam też, czy rzut w trybuny i wylądowanie na czyichś kolanach, czy powyginanie kilku band reklamowych i przypadkowych fikołków można nazwać spektakularnymi akcjami.
 Porozmawialiśmy chwilę i każdy rozjechał się w swoje strony. Zanim rozstaliśmy się na parkingu, Maciek zaczepił mnie i powiedział:
-Jutro do  Was wpadnę, bo dzisiaj nie wypuszczą mnie z domu. – wskazał kciukiem na obróconych do nas plecami rodziców.
-Pewnie, będzie też Piotrek. – odpowiedziała mu Daria. Podniósł brwi, patrząc się na mnie i na nią, jednak przynaglany przez mamę, odwrócił się i wsiadł do jej auta. My wsiadłyśmy do mojego rzęcha i wróciłyśmy do siebie.
-Widziałaś jaką miał minę? Myślał pewnie, że kręcisz z Pitem. – zaśmiewała się podczas drogi powrotnej.
-Ach, przestań gadać głupoty. – odpowiedziałam, wzrok kierując w drugą stronę, aby tylko nie widzieć miny typu ,,A nie mówiłam?’’, która od dobrych kilku minut nie opuszczała jej twarzy. – Nie dasz mi teraz żyć, prawda?
-Nie. – odpowiedziała z rozbrajającą szczerością.
*
Nasz Ford powoli sunął po bełchatowskich ulicach. Słońce raziło mnie w oczy, skuliłem się więc na tylnym siedzeniu. Jak dobrze jest być wrócić do domu. Nie miałem nic przeciwko ciągłym podróżom, ale świadomość, że mam ponad miesiąc wolnego... Piękne uczucie.
-No opowiadaj Maciek. – nalegała mama. Widząc jej wzrok w odbiciu lustra, zacząłem pleść trzy po trzy o tym, jak wyglądały nasze dni, treningi, co zwiedziłem, jakie pamiątki kupiłem, omijając pechowy, przegrany mecz, który odesłał nas do domu. Miałem właśnie głębiej wchodzić w temat kumpli, gdy przerwał mi ojciec.
-Nie o tym miałeś opowiadać. O dziewczynie. – powiedział, patrząc przed siebie.
-Uhm. – bąknąłem trochę mało inteligentnie i w zamyśleniu poczochrałem swoje włosy. – To nie jest moja dziewczyna. Przyjaźnimy się, tyle.
-Maciuś, kogo ty oszukujesz. Ja wiem, że możesz się wstydzić tak przed nami uzewnętrzniać, ale widzę co się z Tobą dzieje. Przed sezonem też zachowywałeś się jakoś dziwnie, ale nie naciskaliśmy, bo mieliśmy nadzieję, że nie popadłeś w żadne złe towarzystwo czy kłopoty. Jesteś rozsądnym , dorosłym chłopcem i wiesz przecież co robisz. Nie zmienia to faktu, że ostatnio aż kipisz radością. Chyba nie ukrywałbyś przed nami jej istnienia, gdyby nic dla ciebie nie znaczyła? – zapytała mama, odwrócona w moją stronę, delikatnie się uśmiechając.
-Mamo, to jest moja przyjaciółka. Po prostu ją lubię. – odpowiedziałem niemrawo.
-Miałeś już wiele przyjaciółek, ale jakoś nigdy nie widziałam, żeby któraś z nich bezkarnie mogła niszczyć ci fryzurę. – zaśmiał się głośno ojciec. – Gdyby nie ten fakt, może byśmy ci uwierzyli.
-I może gdyby nie mała sugestia pana Wlazłego. – dopowiedziała mama. Podniosłem się na siedzeniu.
-Jak Wlazłego? Co on wam nagadał?
-Opowiadał nam, że przed jej wyjazdem nie było dnia, żebyście się nie widywali. Z tego co zrozumiałam, bardzo jej w czymś pomogłeś. Znam cię synku już trochę lat i mnie nie oszukasz. Kolegów z pracy również.
Cisza, która zaległa w aucie chyba dostatecznie mnie pogrążyła.
-A jednak. Nie ma czego się wstydzisz synku, ładna dziewczyna. I miła.
-Zaproś ją może do nas na kolację, co?
-Mamo, ona nie jest moją dziewczyną. Nie sądzisz, że propozycja wspólnego posiłku może ją przerazić? – powiedziałem, rzucając jej krótkie spojrzenie. Myślałem, że wygrałem tę bitwę, gdy odezwała się.
-Kochanie, jeśli coś do niej czujesz, to jej to powiedz.
-Nie ma sensu.
-Nic nie jest bez sensu, nie spróbujesz to się nie uda. Kiedy się przytulaliście na środku lotniska, nie wyglądaliście na parę przyjaciół. – odezwał się ojciec.
-Ona kocha się w kim innym tato. – po wypowiedzeniu tego zdania miałem nadzieję na chwilę spokoju. Rodzice jednak chcieli zasłużyć sobie na order ,,Pomocnej dłoni’’.
-A ten ktoś też się w niej kocha? – zapytała mama.
-Ten ktoś założył swoją rodzinę. Jest już po ślubie.
-To nic straconego. Wyglądała na rozsądną dziewczynę, chyba zdaje sobie sprawę z tego, że powinna się od tego odciąć, prawda?
-W sumie nie rozmawialiśmy o tym. Szczególnie od momentu, kiedy przypadkowo wygadałem się właśnie temu ,,ktosiowi’’.
-Skoro po tym nadal się przyjaźnicie, to może warto zaryzykować? Zabierz ją gdzieś, niekoniecznie do nas. W jakieś miłe miejsce, niech sobie wybije tamtego z głowy.
-Dzięki za rady, ale sam sobie poradzę. – powiedziałem wysiadając przed ich domem. Ja sam mieszkałem wraz z kumplami, niedaleko Energii. Wchodziłem po schodach na piętro, kierując się do swojego byłego pokoju, gdy ojciec zawołał za mną:
-Nie możesz tak przecież tego zostawić. Lepiej zrób to, zanim znajdzie się osoba, która zastąpi tamtego ,,ktosia’’.
Złote rady rodziców. Chcą dobrze, a wychodzi jak zawsze. Wypakowywałem w furii torbę, rzucając rzeczy gdzie popadnie. Nie mogłem jednak odgonić od siebie myśli, że mają rację. Jeszcze raz w myślach przeanalizowałem ostatnie tygodnie. Nie było dnia, żebym o niej nie pomyślał, nawet śniła mi się kilka razy. Kilka razy dziennie wchodziłem na facebooka z myślą, że może z nią pogadam, nabijałem też licznik wyświetleń jej bloga, czekając na kolejne posty. Od chwili, gdy przegrała z dziewczynami tak ważny mecz, nie pojawił się niestety już żaden. Kiedy po naszym przegranym meczu wszedłem do szatni i w telefonie wyświetliła mi się jej wiadomość, humor od razu mi się poprawił. Ostatnie chwile na lotnisku, kiedy wiedziałem, że zaraz ją spotkam. Widząc rodziców, próbowałem dyskretnie znaleźć ją w tłumie ludzi, co dostrzegł Mariusz. Ten moment, kiedy zobaczyłem ją, ubraną w piękną sukienkę w kwiaty, wspartą na kulach. Zapach jej włosów, nadal pachnących cytryną. Mój ulubiony zapach. Naszyjnik z zawieszką, który jej podarowałem, pięknie prezentujący się na jej smukłej szyi. I ten uśmiech. Mógłbym wpatrywać się w nią godzinami.
Wpadłeś po uszy Muzaj. I chyba coraz trudniej będzie ci to ukrywać.
Kurczę.
Fakt, że zwracam się do siebie w trzeciej osobie chyba dostatecznie świadczy o tym, że zwariowałem. No nic, trzeba wymyślić coś, żeby tylko rodzice nie wzięli się do swatania mnie z Małą, bo tego chyba nie przeżyję. Kolacja z nimi nawet nie wchodzi w rachubę.
W takim razie co dalej?
*
I macie coś co bardzo uwielbiam, a czego dawno nie było - perspektywę Maćka! Muszę wam przyznać, że ten rozdział poszedł mi jakoś tak szybko, chyba też tęskniłam za tym naszym giermkiem. ;)
Kolejny post prawdopodobnie w środę lub czwartek, zależy jak się mi czas rozłoży. Dzisiaj kolejny mecz Skrzatów, więc nie będę już miała czasu na napisanie czegokolwiek, a we wtorek mogę nie zdążyć.
Trzymajmy kciuki za naszą Skrę! Już raz pokazali, że potrafią!

16 komentarzy:

  1. Nie ma to jak rady rodziców ;) Always the best :)
    Mam nadzieję, że Maciek i Justyna będą razem. To by było takie piekne <3
    Czekam na środę (lub czwartek) xD
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, rodzice zawsze chcą dobrze, ale niekoniecznie im to wychodzi ;)

      Usuń
  2. Rozdział genialny, jak zwykle. No i baaaaardzo sie ciesze , że Maciek znowu zawitał:D Czekam na kolejny:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Mogę tylko zapowiedzieć, że teraz to raczej już na długo nie zniknie ;)

      Usuń
  3. OO, wreszcie Maciek! :) Jeny, brakowało mi go. Uwielbiam Cię za to, że nie ważne w jakiej sytuacji - nie zapominasz o jego nałogowym poprawianiu jego fryzury haha :D Dodawaj jak najszybciej kolejny rozdział, proszę!
    Chcę więcej Maćka, więcej Maćka i Justyny razem! (tak, wiem, jestem psychiczna, ale mogę o nich czytać godzinami!)

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co, w końcu poprawianie fryzury to chyba jego taki ,,znak rozpoznawczy''. ;)
      Jaka tam psychiczna, patrząc na komentarze, to nie tylko ty lubisz o nich czytać. Następny rozdział powinien ci się spodobać w takim razie :)

      Usuń
  4. Normalnie uwielbiam cię za częstotliwość dodawania rozdziałów :D Teraz do rzeczy. Uwieeeelbiam Muzaja i to w sumie było do przewidzenia, że zakocha się w Justynie. Tak sobie myślę, że jestem jak najbardziej za ich związkiem, tylko problem w tym, czy dziewczyna też coś do niego czuje? Mam nadzieje, że tak :D
    Alek i Ida już po ślubie? ;o Tym to mnie zdziwiłaś. W sumie to ciekawa jestem co tam u nich :D
    Zapraszam do mnie na nowy rozdział :)
    http://lonesome-tears-in-my-eyes.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, czas w moim opowiadaniu raczej nie jest określony. Patrząc jednak na to, że w tej chwili mamy czerwiec, powolutku zbliżać będzie się sezon klubowy, a Ida zaszła w ciążę jeszcze za nim poprzedni się skończył, to ślub chyba nie jest niczym dziwnym ;) Zagłębię się w to w którymś z kolejnych rozdziałów ;).

      Usuń
  5. MACIEK, MACIEK, MACIEK wreszcie jesteś, giermku! ♥
    Czuję, że będzie ciekawie. Bardzo ciekawie.
    Ale w sumie - w Twoim opowiadaniu cały czas jest ciekawie :D
    Nie mogę się doczekać następnego, chwała Ci za to, że dodajesz tak często :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, no ja mam nadzieję, że jest ciekawie ;) Co do Maćka - jak już powiedziałam, trochę mi go brakowało, bo pisanie o nim to czysta przyjemność. Nie zamierzam sobie jej odbierać w najbliższej przyszłości ;)

      Usuń
  6. Ech, no fajnie fajnie :D
    Chyba i jedno, i drugie coś do siebie czuje. Oby tylko wypaliło :)
    Wreszcie chociaż jedna strona się przyznała. No ale czego innego się spodziewać, Muzaj jest tu cudowny ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby nie patrzeć, to w którymś z wcześniejszych rozdziałów Maciek już zastanawiał się, czy coś do niej czuje. W końcu musiał spojrzeć prawdzie w oczy, tym bardziej, że go rodzice przycisnęli :D

      Usuń
  7. Maciek ♥ bierz się za nią, chłopie.
    Alek po ślubie? Biedny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam biedny, może jest z Idą szczęśliwy?
      Wydaje mi się, że Maciek może zasugerować się Twoją radą ;)

      Usuń
  8. Skacze sobie po blogach z opowiadaniami. Ten też jest spoko. Ale to zdjęcie u góry... kapitalne! Autorki? :P

    zapraszam --> http://wroclawprzezsiatke.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, czytanie takich opowiadań, to niezłe pranie mózgu. Gdybym w tym nie siedziała po szyję, to nie wiem czy jakiekolwiek bym czytała, niestety poważnie mnie wciągnęło ;)
      Co do zdjęcia - też uważam, że jest kapitalne, jednak to nie jestem ja. Wolałam nie ryzykować, że któryś ze znajomych tu wpadnie i od razu mnie pozna .Poza tym, normalnie wolę pełnić rolę fotografa, a zdjęć unikam jak ognia ;)

      Usuń