,,Byłam w twoich myślach
Trzymałeś się każdego słowa, które wypowiedziałam
Gubiłeś się w czasie
Przy wspominaniu mojego imienia
Czy kiedykolwiek będę wiedziała, jak to jest mieć cię blisko?
I czy powiesz mi, że nieważne jaką drogę wybiorę, pójdziesz ze mną?''
Adele - One and Only
Nienawidzę tego uczucia, kiedy czekasz na coś, a godziny do
tego momentu okropnie się ciągną. Nie masz co ze sobą zrobić i co chwilę
zerkasz na zegarek, a wskazówka wydaje się w ogóle nie poruszać. Za to w
odwrotnej sytuacji, kiedy masz masę spraw na głowie, czas nie jest dla ciebie
ani trochę łaskawy. Nim się obejrzysz, jesteś już spóźniona i nie wyrobiłaś się
z połową zaplanowanych rzeczy.
Męczyłam się od wczesnych godzin porannych. Żaden program
telewizyjny, książka czy nawet monolog Darii nie był w stanie na długo
przyciągnąć mojej uwagi. Kiedy więc na wyświetlaczu mojego telefonu ukazała się
godzina piętnasta, nie mogłam usiedzieć na miejscu. Biegałam ( o ile bieganie o
kulach jest w ogóle możliwe) w tą i z powrotem. Widząc moje poczynania, Daria
zgarnęła kluczyki do mojego auta z półki i ruszyłyśmy na lotnisko. Byłyśmy tam
ponad pół godziny szybciej niż planowany przylot samolotu. Siadłyśmy więc w
poczekalni, uzbrojone w gazowany napój zakupiony w po drodze. Odliczałam minuty
do jego powrotu.
-Owsiki masz czy co? – zapytała Daria, pociągając łyk z
półlitrowej butelki Fanty i uśmiechając się pod nosem. To prawda, nie byłam w
stanie usiedzieć na miejscu. – Twój Maciek zaraz wróci.
-To nie jest mój Maciek. – odpowiedziałam, ale rozglądając
się przy tym po czekających ludziach, szukając kogoś. Zamiast tego, dostrzegłam
jednak Mariusza Wlazłego. Pomachałam mu, kiedy obrócił się w moją stronę, chwilę
później był już obok nas.
-Cześć Mała. Jak tam noga? Też przyszłaś Maćka powitać? –
zapytał, uśmiechając się.
-Głupie pytanie. – zaśmiała się Daria, za co dźgnęłam ją
kulą.
-Mariusz, to jest Daria, moja koleżanka z reprezentacji i
współlokatorka. - uścisnęli sobie dłonie.
-Myślałam, że awansowałam już na przyjaciółkę. – zwróciła się
do mnie, udając naburmuszoną, co spowodowało nasz wybuch śmiechu. – Swoją
drogą, może powiesz nam Mariusz, którzy ludzie to rodzice Maćka, bo jesteśmy
bardzo tym zainteresowane. Albo raczej ona jest.
-Nieprawda. – mruknęłam, jednocześnie czując, że moja twarz
bynajmniej ze mną nie współpracuje. Czułam jak palą mnie policzki. Myślałam, że
moje dyskretne szukanie jakichś podobieństw do mojego giermka u gromadzących
ludzi jest naprawdę dyskretne. Najwidoczniej było odwrotnie. Mariusz popatrzył
na mnie krótko i pokiwał głową.
-Taaa, jasne. Stoją tam, przy barierce. – wskazał na
wysokiego mężczyznę i kobietę ubraną w kwiecistą sukienkę. – Obiecałem im, że z
nimi porozmawiam.
-Spoko. – rozciągnęłam usta w uśmiechu, kiedy powoli oddalał
się w ich stronę. Obserwowałam chwilę, jak z nimi rozmawia, gdy moją uwagę
przyciągnęło coś innego. W drzwiach pojawiło się wielu ludzi obładowanych
bagażami, nie muszę chyba dodawać, że osoba na którą czekałam dosyć wyraźnie
odstawała od reszty. Takie tam pół metra więcej wzrostu. Razem z Darią
przybliżyłyśmy się trochę, nadal jednak stojąc troszkę na uboczu.
-Czemu nie podejdziesz bliżej? – zapytała, ciągnąc mnie za
ramię. Może gdyby moja koordynacja ruchowa była mniej ograniczona poprzez
ortezę na nodze, dałoby to jakieś rezultaty.
-Przestań, niech się przywita z rodziną najpierw. –
powiedziałam, czując się trochę niewyraźnie. Bardzo ucieszyłam się, kiedy go
zobaczyłam, szeroko uśmiechniętego. Wpadł w ramiona rodziców, którzy chwilę
później zaczęli klepać go po ramieniu ( tata), całować w policzek ( mama) i
czochrać starannie ułożone włosy ( oboje). Przybił piątkę z Wlazłym. Kiedy
podeszło do niego kilka fanek, z prośbą o zdjęcie i autograf, ostatki pozostałe
po mojej pewności siebie wyparowały.
-Przecież nie będziemy tutaj stały wiecznie. Chodź. –
próbowała teraz popchnąć mnie do przodu, ja jednak stałam jak wmurowana. Pewnie
byłoby tak długo, gdyby nie fakt, że gdy fanki już odeszły, Mariusz powiedział coś do Maćka, a ten
podniósł głowę i skierował wzrok w moją stronę. Jego rodzice także popatrzyli
na mnie ze zdziwieniem. Ich zdziwienie sięgnęło zenitu, kiedy rzucił trzymaną
na ramieniu torbę i podbiegł do mnie, przytulając z takim impetem, że obie kule
wypadł mi z ręki, a ja sama, gdyby nie fakt, że mnie objął, leżałabym na
podłodze. Musiało to wyglądać komicznie – gigant przytulający dobre trzydzieści
centymetrów niższą, kaleką dziewczynę. Z pewną trudnością wyciągnęłam ręce i
objęłam go w pasie, bo szyja było poza moim zasięgiem. Wciśnięta twarzą w jego
bark powoli się dusiłam.
-Maciek. Dusisz mnie. – wykrztusiłam, jednocześnie upajając
się zapachem jego bluzki. Nadal używał perfum, które dostał ode mnie na
urodziny. W odpowiedzi odsunął się trochę, nie wypuszczając mnie z rąk i
uśmiechając się szeroko. Nie mogłam się opanować i zburzyłam mu fryzurę. Czułam,
że ja sama odwzajemniam jego uśmiech, tak mimowolnie. Kiedy jednak obok jego
ramienia mignęła mi twarz jego szczerze zdziwionej matki dodałam. – Twoi
rodzicie są tacy trochę… w szoku.
Na moje słowa puścił mnie, odwrócił głowę w ich stronę i
znów na mnie patrząc, śmiejąc się i przeczesując palcami swoją grzywkę. Dopiero
teraz zauważył Darię, która do tej pory przyglądała nam się z triumfem wypisanym
na twarzy.
-Nie przeszkadzam chyba, co? – zapytała z niewinną miną.
-Cześć. – odpowiedział. Na jego twarz także wstąpił
rumieniec. Przenosiłam wzrok z niej na niego i czułam, że chyba czegoś nie
wiem. Przerwał moje rozmyślania. - W sumie to nie dziwię się, nic o Tobie nie
wiedzą. Chodźcie przedstawię was.
Podał mi kule i powolutku dobrnęliśmy do jego rodziców. Mój
żołądek zawiązał się w supeł, kiedy przed nimi stanęłam. Państwo Muzaj
dokładnie mi się przyglądali, a Wlazły, stojący obok, miał identyczną minę jak
Daria. Ta dwójka mogłaby sobie z powodzeniem przybić piątkę. Niezręczną ciszę
przerwał Maciek.
-Mamo, to jest Justyna, moja przyjaciółka. A to Daria. Obie
grały w reprezentacji. – powiedział. Uścisnęliśmy dłonie. Widząc uśmiech na
twarzy matki Maćka, poczułam że czuję się o niebo lepiej.
-A tak, pamiętam. Paskudna kontuzja. – powiedział jego
ojciec, pokazując na moją nogę. – Jak długo tak jeszcze?
-Jakieś trzy tygodnie. Na rehabilitacje już chodzę, więc
powinnam szybko wrócić do formy. – odpowiedziałam.
-Muszę przyznać, że obie miałyście kilka spektakularnych
akcji. Ciekawe jak będziecie prezentować się w następnym sezonie. – uśmiechnął
się. Z grzeczności zrobiłam to samo, myśląc, że nijak będę się prezentować, bo
do kariery, która nawet dobrze się nie zaczęła, nie miałam zamiaru wracać. Nie
wiedziałam też, czy rzut w trybuny i wylądowanie na czyichś kolanach, czy
powyginanie kilku band reklamowych i przypadkowych fikołków można nazwać
spektakularnymi akcjami.
Porozmawialiśmy
chwilę i każdy rozjechał się w swoje strony. Zanim rozstaliśmy się na parkingu,
Maciek zaczepił mnie i powiedział:
-Jutro do Was wpadnę,
bo dzisiaj nie wypuszczą mnie z domu. – wskazał kciukiem na obróconych do nas
plecami rodziców.
-Pewnie, będzie też Piotrek. – odpowiedziała mu Daria.
Podniósł brwi, patrząc się na mnie i na nią, jednak przynaglany przez mamę,
odwrócił się i wsiadł do jej auta. My wsiadłyśmy do mojego rzęcha i wróciłyśmy
do siebie.
-Widziałaś jaką miał minę? Myślał pewnie, że kręcisz z
Pitem. – zaśmiewała się podczas drogi powrotnej.
-Ach, przestań gadać głupoty. – odpowiedziałam, wzrok
kierując w drugą stronę, aby tylko nie widzieć miny typu ,,A nie mówiłam?’’,
która od dobrych kilku minut nie opuszczała jej twarzy. – Nie dasz mi teraz
żyć, prawda?
-Nie. – odpowiedziała z rozbrajającą szczerością.
*
Nasz Ford powoli sunął po bełchatowskich ulicach. Słońce
raziło mnie w oczy, skuliłem się więc na tylnym siedzeniu. Jak dobrze jest być
wrócić do domu. Nie miałem nic przeciwko ciągłym podróżom, ale świadomość, że mam ponad miesiąc wolnego... Piękne uczucie.
-No opowiadaj Maciek. – nalegała mama. Widząc jej wzrok w
odbiciu lustra, zacząłem pleść trzy po trzy o tym, jak wyglądały nasze dni,
treningi, co zwiedziłem, jakie pamiątki kupiłem, omijając pechowy, przegrany
mecz, który odesłał nas do domu. Miałem właśnie głębiej wchodzić w temat
kumpli, gdy przerwał mi ojciec.
-Nie o tym miałeś opowiadać. O dziewczynie. – powiedział,
patrząc przed siebie.
-Uhm. – bąknąłem trochę mało inteligentnie i w zamyśleniu poczochrałem
swoje włosy. – To nie jest moja dziewczyna. Przyjaźnimy się, tyle.
-Maciuś, kogo ty oszukujesz. Ja wiem, że możesz się wstydzić
tak przed nami uzewnętrzniać, ale widzę co się z Tobą dzieje. Przed sezonem też
zachowywałeś się jakoś dziwnie, ale nie naciskaliśmy, bo mieliśmy nadzieję, że
nie popadłeś w żadne złe towarzystwo czy kłopoty. Jesteś rozsądnym , dorosłym
chłopcem i wiesz przecież co robisz. Nie zmienia to faktu, że ostatnio aż
kipisz radością. Chyba nie ukrywałbyś przed nami jej istnienia, gdyby nic dla
ciebie nie znaczyła? – zapytała mama, odwrócona w moją stronę, delikatnie się
uśmiechając.
-Mamo, to jest moja przyjaciółka. Po prostu ją lubię. –
odpowiedziałem niemrawo.
-Miałeś już wiele przyjaciółek, ale jakoś nigdy nie
widziałam, żeby któraś z nich bezkarnie mogła niszczyć ci fryzurę. – zaśmiał się
głośno ojciec. – Gdyby nie ten fakt, może byśmy ci uwierzyli.
-I może gdyby nie mała sugestia pana Wlazłego. –
dopowiedziała mama. Podniosłem się na siedzeniu.
-Jak Wlazłego? Co on wam nagadał?
-Opowiadał nam, że przed jej wyjazdem nie było dnia,
żebyście się nie widywali. Z tego co zrozumiałam, bardzo jej w czymś pomogłeś.
Znam cię synku już trochę lat i mnie nie oszukasz. Kolegów z pracy również.
Cisza, która zaległa w aucie chyba dostatecznie mnie
pogrążyła.
-A jednak. Nie ma czego się wstydzisz synku, ładna
dziewczyna. I miła.
-Zaproś ją może do nas na kolację, co?
-Mamo, ona nie jest moją dziewczyną. Nie sądzisz, że
propozycja wspólnego posiłku może ją przerazić? – powiedziałem, rzucając jej
krótkie spojrzenie. Myślałem, że wygrałem tę bitwę, gdy odezwała się.
-Kochanie, jeśli coś do niej czujesz, to jej to powiedz.
-Nie ma sensu.
-Nic nie jest bez sensu, nie spróbujesz to się nie uda.
Kiedy się przytulaliście na środku lotniska, nie wyglądaliście na parę
przyjaciół. – odezwał się ojciec.
-Ona kocha się w kim innym tato. – po wypowiedzeniu tego
zdania miałem nadzieję na chwilę spokoju. Rodzice jednak chcieli zasłużyć sobie
na order ,,Pomocnej dłoni’’.
-A ten ktoś też się w niej kocha? – zapytała mama.
-Ten ktoś założył swoją rodzinę. Jest już po ślubie.
-To nic straconego. Wyglądała na rozsądną dziewczynę, chyba
zdaje sobie sprawę z tego, że powinna się od tego odciąć, prawda?
-W sumie nie rozmawialiśmy o tym. Szczególnie od momentu, kiedy
przypadkowo wygadałem się właśnie temu ,,ktosiowi’’.
-Skoro po tym nadal się przyjaźnicie, to może warto
zaryzykować? Zabierz ją gdzieś, niekoniecznie do nas. W jakieś miłe miejsce,
niech sobie wybije tamtego z głowy.
-Dzięki za rady, ale sam sobie poradzę. – powiedziałem wysiadając
przed ich domem. Ja sam mieszkałem wraz z kumplami, niedaleko Energii. Wchodziłem
po schodach na piętro, kierując się do swojego byłego pokoju, gdy ojciec zawołał za
mną:
-Nie możesz tak przecież tego zostawić. Lepiej zrób to,
zanim znajdzie się osoba, która zastąpi tamtego ,,ktosia’’.
Złote rady rodziców. Chcą dobrze, a wychodzi jak zawsze. Wypakowywałem
w furii torbę, rzucając rzeczy gdzie popadnie. Nie mogłem jednak odgonić od
siebie myśli, że mają rację. Jeszcze raz w myślach przeanalizowałem ostatnie
tygodnie. Nie było dnia, żebym o niej nie pomyślał, nawet śniła mi się kilka
razy. Kilka razy dziennie wchodziłem na facebooka z myślą, że może z nią
pogadam, nabijałem też licznik wyświetleń jej bloga, czekając na kolejne posty.
Od chwili, gdy przegrała z dziewczynami tak ważny mecz, nie pojawił się
niestety już żaden. Kiedy po naszym przegranym meczu wszedłem do szatni i w
telefonie wyświetliła mi się jej wiadomość, humor od razu mi się poprawił.
Ostatnie chwile na lotnisku, kiedy wiedziałem, że zaraz ją spotkam. Widząc
rodziców, próbowałem dyskretnie znaleźć ją w tłumie ludzi, co dostrzegł
Mariusz. Ten moment, kiedy zobaczyłem ją, ubraną w piękną sukienkę w kwiaty,
wspartą na kulach. Zapach jej włosów, nadal pachnących cytryną. Mój ulubiony
zapach. Naszyjnik z zawieszką, który jej podarowałem, pięknie prezentujący się
na jej smukłej szyi. I ten uśmiech. Mógłbym wpatrywać się w nią godzinami.
Wpadłeś po uszy Muzaj. I chyba coraz trudniej będzie ci to
ukrywać.
Kurczę.
Fakt, że zwracam się do siebie w trzeciej osobie chyba dostatecznie świadczy o tym, że zwariowałem. No nic, trzeba wymyślić coś, żeby tylko
rodzice nie wzięli się do swatania mnie z Małą, bo tego chyba nie przeżyję.
Kolacja z nimi nawet nie wchodzi w rachubę.
W takim razie co dalej?
*
I macie coś co bardzo uwielbiam, a czego dawno nie było - perspektywę Maćka! Muszę wam przyznać, że ten rozdział poszedł mi jakoś tak szybko, chyba też tęskniłam za tym naszym giermkiem. ;)
Kolejny post prawdopodobnie w środę lub czwartek, zależy jak się mi czas rozłoży. Dzisiaj kolejny mecz Skrzatów, więc nie będę już miała czasu na napisanie czegokolwiek, a we wtorek mogę nie zdążyć.
Trzymajmy kciuki za naszą Skrę! Już raz pokazali, że potrafią!
Nie ma to jak rady rodziców ;) Always the best :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że Maciek i Justyna będą razem. To by było takie piekne <3
Czekam na środę (lub czwartek) xD
Pozdrawiam
Tak, rodzice zawsze chcą dobrze, ale niekoniecznie im to wychodzi ;)
UsuńRozdział genialny, jak zwykle. No i baaaaardzo sie ciesze , że Maciek znowu zawitał:D Czekam na kolejny:*
OdpowiedzUsuńDzięki. Mogę tylko zapowiedzieć, że teraz to raczej już na długo nie zniknie ;)
UsuńOO, wreszcie Maciek! :) Jeny, brakowało mi go. Uwielbiam Cię za to, że nie ważne w jakiej sytuacji - nie zapominasz o jego nałogowym poprawianiu jego fryzury haha :D Dodawaj jak najszybciej kolejny rozdział, proszę!
OdpowiedzUsuńChcę więcej Maćka, więcej Maćka i Justyny razem! (tak, wiem, jestem psychiczna, ale mogę o nich czytać godzinami!)
Buziaki :*
A co, w końcu poprawianie fryzury to chyba jego taki ,,znak rozpoznawczy''. ;)
UsuńJaka tam psychiczna, patrząc na komentarze, to nie tylko ty lubisz o nich czytać. Następny rozdział powinien ci się spodobać w takim razie :)
Normalnie uwielbiam cię za częstotliwość dodawania rozdziałów :D Teraz do rzeczy. Uwieeeelbiam Muzaja i to w sumie było do przewidzenia, że zakocha się w Justynie. Tak sobie myślę, że jestem jak najbardziej za ich związkiem, tylko problem w tym, czy dziewczyna też coś do niego czuje? Mam nadzieje, że tak :D
OdpowiedzUsuńAlek i Ida już po ślubie? ;o Tym to mnie zdziwiłaś. W sumie to ciekawa jestem co tam u nich :D
Zapraszam do mnie na nowy rozdział :)
http://lonesome-tears-in-my-eyes.blogspot.com/
Wiesz, czas w moim opowiadaniu raczej nie jest określony. Patrząc jednak na to, że w tej chwili mamy czerwiec, powolutku zbliżać będzie się sezon klubowy, a Ida zaszła w ciążę jeszcze za nim poprzedni się skończył, to ślub chyba nie jest niczym dziwnym ;) Zagłębię się w to w którymś z kolejnych rozdziałów ;).
UsuńMACIEK, MACIEK, MACIEK wreszcie jesteś, giermku! ♥
OdpowiedzUsuńCzuję, że będzie ciekawie. Bardzo ciekawie.
Ale w sumie - w Twoim opowiadaniu cały czas jest ciekawie :D
Nie mogę się doczekać następnego, chwała Ci za to, że dodajesz tak często :)
Pozdrawiam!
Oj, no ja mam nadzieję, że jest ciekawie ;) Co do Maćka - jak już powiedziałam, trochę mi go brakowało, bo pisanie o nim to czysta przyjemność. Nie zamierzam sobie jej odbierać w najbliższej przyszłości ;)
UsuńEch, no fajnie fajnie :D
OdpowiedzUsuńChyba i jedno, i drugie coś do siebie czuje. Oby tylko wypaliło :)
Wreszcie chociaż jedna strona się przyznała. No ale czego innego się spodziewać, Muzaj jest tu cudowny ;)
Pozdrawiam.
Jakby nie patrzeć, to w którymś z wcześniejszych rozdziałów Maciek już zastanawiał się, czy coś do niej czuje. W końcu musiał spojrzeć prawdzie w oczy, tym bardziej, że go rodzice przycisnęli :D
UsuńMaciek ♥ bierz się za nią, chłopie.
OdpowiedzUsuńAlek po ślubie? Biedny.
Oj tam biedny, może jest z Idą szczęśliwy?
UsuńWydaje mi się, że Maciek może zasugerować się Twoją radą ;)
Skacze sobie po blogach z opowiadaniami. Ten też jest spoko. Ale to zdjęcie u góry... kapitalne! Autorki? :P
OdpowiedzUsuńzapraszam --> http://wroclawprzezsiatke.blogspot.com/
Jejku, czytanie takich opowiadań, to niezłe pranie mózgu. Gdybym w tym nie siedziała po szyję, to nie wiem czy jakiekolwiek bym czytała, niestety poważnie mnie wciągnęło ;)
UsuńCo do zdjęcia - też uważam, że jest kapitalne, jednak to nie jestem ja. Wolałam nie ryzykować, że któryś ze znajomych tu wpadnie i od razu mnie pozna .Poza tym, normalnie wolę pełnić rolę fotografa, a zdjęć unikam jak ognia ;)