,,Hej Stephen, zdaję sobie sprawę z tego, że wygląd może być mylący
Ale wiem, że dostrzegłam w tobie światło
Gdy tak szliśmy i rozmawialiśmy
Nie powiedziałam połowy rzeczy, które zamierzałam
Ze wszystkich dziewcząt rzucających kamieniami w twoje okno
Będę tą, która będzie czekać tam nawet, gdy się ochłodzi
Hej Stephen, chłopcze, mógłbyś sprawić, że uwierzyłabym
Iż nie muszę być zawsze sama''
Był piątkowy wieczór, a ja w końcu miałam święty spokój. W
sumie to kilka wolnych godzin, bo według grafika miałyśmy pójść spać wcześniej,
aby o 6 być już po śniadaniu, gotowe do drogi. W Spale miałyśmy zjawić się
jeszcze do południa, aby po zakwaterowaniu i obiedzie zapoznać się z
reprezentacją i potrenować tak dla rozgrzewki.
Wymyśliłam sobie nową filozofię życiową – jeśli problemy czepiały się
mnie jak rzep psiego ogona, postanowiłam przestać się tym martwić i
najzwyczajniej w świecie to wszystko zignorować, czy olać – jak kto woli. Teraz
było mi to naprawdę obojętne, nawet cała kula ziemska mogła dowiedzieć się, do
kogo czuję miętę. Byłam wdzięczna Aleksowi, że spełnił moją prośbę i nie
odzywał się od naszej ostatniej rozmowy telefonicznej. Gdybym usłyszała jego
głos mój nowy sposób bycia mógł ulec załamaniu, a na to moje postrzępione nerwy
nie były jeszcze gotowe.
Przeżyłam horror zwany sesją zdjęciową. Od kiedy pamiętam
zawsze stałam po drugiej stronie aparatu, po prostu nienawidziłam odkrywać
kolejnej głupiej miny uwiecznionej na wieki dla potomności. Na spotkanie z
naszym fotografem szłam z mieszanymi uczuciami. O ile grupowe zdjęcie poszło
jako tako, to portretowe wyszło jak zwykle beznadziejnie. Teraz do ludzi będzie
przemawiać moja twarz w nienaturalnie wykrzywionym grymasie zwanym uśmiechem.
Nie mogę nic poradzić, że przebywanie w oko w oko z obiektywem wywołuje we mnie
podobne odczucia jak wizyta u dentysty. Całe szczęście, że mam to z głowy.
Dziewczyny oglądały jakiś serial i komentowały poczynania
bohaterów, pakując torby. Idąc ich śladami w tej drugiej czynności, zaglądałam
w każdy kąt pokoju, nawet pod łóżko, żeby tylko czegokolwiek nie zapomnieć.
-Nie, nie wchodź tam teraz! Jezu, nie. Głupia, mówiłam ci
przecież! – krzyczała Daria do blond piękności, na której smukłej twarzy
zaciskały się teraz ręce zamaskowanego mężczyzny. Szybkie spojrzenie na ekran i
chwilowe przysłuchanie się dialogu kobiety z napastnikiem, kiedy normalnie
powinna leżeć nieprzytomna na ziemi, rozśmieszyły mnie. Dziewczyny obrzuciły
mnie wrogim spojrzeniem, zaciskając oczy w szparki.
-Proszę Was, jak wy możecie taki chłam oglądać. – kontynuowałam
wyśmiewanie się z serialu. Daria miała coś odpowiedzieć, gdy na ekranie pojawił
się wysoki, przystojny zapewne ich mniemaniem mężczyzna, który wyswobodził
kobietę z rąk przestępcy, a później wywiózł ją gdzieś sportowym autem. Tłem
kolejnej sceny była panorama miasta i czułe obściskiwanie się pięknej pary.
-Cóż za idealny świat. – westchnęłam. Dziewczyny odetchnęły
z ulgą.
-Wiedziałam, że się wszystko dobrze skończy. Czemu taki
Roberto się jeszcze w moim życiu nie pojawił? – wzdychała do ekranu Daria, gdy
pojawiły się napisy końcowe.
-Bo życie to nie bajka. – rzuciłam, podnosząc z podłogi jej
bluzę i zarzucając jej ją na głowę.
-Zburzyłaś mi fryz! – zaśmiała się. Ola siedziała na
podłodze, układając swoje ciuchy i obserwując nas kątem oka i unosząc wysoko
brwi. Zawsze tak było. Nie angażowała się zbytnio w nasze rozmowy, wolała być
ich biernym słuchaczem. Była naszym ,,cichym Pitem’’, choć snułyśmy
przypuszczenia, że nawet w swojej sławnej małomówności rzeszowski siatkarz nie
dorównywał naszej koleżance. Któraś z dziewczyn stwierdziła, że kiedy już ich
wszystkich poznamy, Ola będzie miała z kim pomilczeć.
Pakowanie zajęło nam trochę czasu, przyszła pora spania. Nie
chciałam być na nieprzytomna następnego dnia, więc wbiegłam do łazienki,
zatrzaskując drzwi Darii przed nosem i śmiejąc się szyderczo, gdy przekręciłam
zamek, a ona szarpała za klamkę i mruczała coś pod nosem. Wzięłam szybki
prysznic i stanęłam przed lusterkiem. Spojrzałam na swoje odbicie – długie,
brązowe włosy były strasznie poplątane. Kilkuminutowa walka z grzebieniem dała
jednak pozytywniejszy efekt. Spojrzałam na suszarkę Oli, ale zignorowałam ją.
Może to nietypowe, ale nie interesowało mnie to, jak będą wyglądać po pobudce,
nigdy nie przejmowałam się ich wyglądem. Popędzana waleniem pięścią w drzwi,
opuściłam łazienkę i wskoczyłam do łóżka. Sen o dziwo przyszedł niespodziewanie
szybko.
Poranek wyglądał jak zawsze. Jedno spojrzenie w lusterko
utwierdziło mnie w przekonaniu, że każdy pojedynczy włos na mojej głowie jest
indywidualnością, bo wszystkie układały się jak chciały. Zrezygnowana
zaangażowałam do walki ciężką artylerię i po chwili moje odbicie przedstawiało
brązowo Oką dziewczynę w włosami splątanymi w niedbały koczek. Gdy byłyśmy już
gotowe, stoczyłyśmy się z naszymi bagażami do holu i wraz z resztą
podziękowałyśmy obsłudze za gościnę. Pracownicy hotelu życzyli nam zdrowia i
szczęścia w nadchodzącym sezonie.
Z klubowymi torbami i walizkami przemaszerowałyśmy przez
parking, uśmiechając się do nielicznych kibiców, którzy przyszli nas pożegnać.
To, że była ich garstka jakoś specjalnie mnie nie zdziwiło, w końcu nie
pokładali w nas żadnej nadziei. Jako nowinka w zespole nie zostałam ani razu
poproszona o zdjęcie czy autograf, więc idąc śladem Oli i Darii wrzuciłam swoje
manatki do bagażnika, a potem zapakowałam się do autokaru. Zajęłam miejsce w
rzędzie prawie przy samym końcu i rozłożyłam się wygodnie.
-Nie, tylko nie tutaj. Chcę mieć święty spokój, przynajmniej
podczas tej podróży. -Westchnęłam widząc rozsiadającą się na siedzeniu przede
mną Darię. W odpowiedzi tylko uśmiechnęła się szeroko i ostentacyjnie zarzuciła
kurtkę przez oparcie, tak że wisiała teraz przed moją twarzą. Siedząca w tym
samym rzędzie co ja Ola tylko pokręciła głową z niedowierzaniem.
-Jesteś niemożliwa. – mruknęła. Reszta powoli pakowała się
do autokaru, zajmując miejsca. Śmiały się, rozmawiały, jednak to wszystko do
mnie nie docierało, bo zatraciłam się w swoich myślach. Jakaś cząstka mnie
podpowiadała mi, że ignorowanie Aleksa nie jest rozwiązaniem, bo to wcale nie
sprawi, że problem zniknie, nie widziałam jednak jakiegoś rozwiązania. Żadnego
światełka w tunelu. Według nowej filozofii życiowej, poczekam aż problem
rozwiąże się sam. Pewną ulgą przyniosła mi myśl, że najszybciej zobaczę się z
nim podczas sezonu klubowego, jeśli wrócę do Łodzi, a to i tak nie było takie
pewne. Po tak długim czasie może już nie będzie mi tak głupio, jak go zobaczę.
Zapomnimy i będzie po sprawie.
Założyłam słuchawki i włączyłam odtwarzanie losowe.
Podkręciłam trochę bardziej niż zwykle głośność i próbowałam zatopić się w
dźwiękach moich ulubionych piosenek, spoglądając na szybko mijane przez nas
miasta. Piękne domy, szkoły, szpitale, zadbani ludzie jeżdżący samochodami
najlepszych marek, ale też bezdomni grzebiący w śmietnikach, zaniedbane ogródki
i totalne rudery. Mężczyzna stojący na przystanku i spoglądający na zegarek.
Starsza pani podpierająca się laską i niosąca ciężkie zakupy. Grupa chłopaków
oglądająca się za mijanymi właśnie dziewczynami. Małżeństwo z dwójką dzieci. Ciekawe,
czy i mi dany będzie kiedyś taki spokój, normalne życie? Jak na razie z
wszystkim mam pod górkę, a próbowanie wyprostowania czegokolwiek jest syzyfową
pracą. Po rozwiązaniu jednego problemu, jestem przygniatana przez kolejny.
Czasami mam wrażenie, że jestem chodzącym magnesem na nieszczęścia świata.
Otwarta przestrzeń, przez którą teraz przejeżdżaliśmy była tak nużąca, że
zamknęłam oczy. Dźwięki lecącej w słuchawkach piosenki zaczęły się rozmywać i
oddalać, tak że nie byłam w stanie zgadnąć, co to za utwór…
Coś strasznie gniotło mnie w ramię, próbowałam więc to
strącić. Nagle muzyka w uszach ucichła. Otworzyłam oczy i zobaczyłam tuż nad
sobą Darię, która trzymała w dłoni moje słuchawki, a drugą ręką szturchała
mnie.
-Co jest? – mruknęłam. Przecierałam oczy, kiedy zobaczyłam
godzinę na autokarowym zegarze. Nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam.
Przysięgam, że zanim zamknęłam oczy była 8 rano. – Cholera, zasnęłam.
-Zaraz będziemy na miejscu, pomyślałam że lepiej obudzić cię
jakieś pół godzinki wcześniej, żeby z twojej twarzy miały jeszcze szansę
zniknąć odbicia po zasłonie autobusu, szybie i kablu od lewej słuchawki. Miałyśmy
nawet dwa postoje. Nie wierzę, że się nie obudziłaś.– powiedziała Daria,
wyciągając mi z rąk mp4 i wyłączając ją. – No już, pora wrócić do świata żywych. Muszę obudzić tę drugą śpiącą królewnę, ale
zaraz do ciebie wrócę. Nie waż mi się nawet zamykać oczu!
Obróciłam głowę w prawo, widząc jak maltretuje Olkę. Muszę
przyznać, że ta zapadła w kamienny sen, bo dopiero po jakichś pięciu minutach
ze zdziwieniem przecierała twarz. Reszta dziewczyn też nie spała, a autokarze
jednak było bardzo cicho. Wszystkie byłyśmy zmęczone podróżą i ledwo przytomne.
Oczywiście Daria była wyjątkiem, ale ona zwykle odstawała od reszty. W
pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Kiedy minęłyśmy tablicę z napisem ,,Spała’’, zrobiło mi się
jakoś tak ciepło na sercu. Maciek mówił mi, że reprezentacja juniorów w
siatkówce także już trenuje, a on jako atakujący brał udział w treningach. Nie
widzieliśmy się już ponad miesiąc, nie mogłam w to uwierzyć. Wiem, że nie
będzie zbyt wielu okazji do rozmów, bo grafiki na pewno będą wyładowane po
brzegi, ale fajnie jest wiedzieć, że ktoś bliski jest na wyciągnięcie ręki i
będę mogła z nim pogadać twarzą w twarz. Nie mogłam się doczekać tego momentu.
Wjechałyśmy na teren ośrodka i byłam zaskoczona, to wszystko
było olbrzymie. Wiedziałam, że trenuje tu wielu sportowców, ale jakoś nie
potrafiłam sobie wyobrazić tego miejsca. Hotele, stadiony, pływalnia, hala
sportowa…
-Przecież my się tu zgubimy. – powiedziała Olka. Skierowałam
wzrok na Darię i zobaczyłam, że sama ma niewyraźną minę. No proszę, nie
wiedziałam że cokolwiek będzie wstanie zmazać z
jej twarzy pewność siebie.
-Spokojnie, nie będzie tak źle. Byłyśmy tutaj tylko raz i to
na hali sportowej, ale jakoś sobie poradzimy. – rzuciła pani kapitan. Fajnie
jest wiedzieć, że nie jest się jedynym żółtodziobem na pokładzie. Z lekkim
ociąganiem zabrałyśmy swoje bagaże i ruszyłyśmy do hotelu.
-,,Champion’’. Dobra nazwa dla przyszłych mistrzyń. –
zaśmiała się Iga Chojnacka.
W recepcji dowiedziałyśmy, że do dyspozycji mamy tylko
pokoje dwuosobowe. Do tej pory mieszkałyśmy w trójkach i nie bardzo się nam to
uśmiechało.
-Spoko dziewczyny, nie będę się z Wami bić. Zamieszkacie
razem. Nie wytrzymałabym z nią sam na sam. – zaśmiała się Ola, wskazując głową
na Darię. Ta zrobiła naburmuszoną minę, ale podeszła do trenera po klucz i
ruszyłyśmy za sparowanymi już siatkarkami na pierwsze piętro. Pokój jak pokój – maleńka łazienka, dwa łóżka,
telewizor, szafa i stoliki nocne.
Rzuciłyśmy torby na łóżka i wróciłyśmy do recepcji. Pracownik hotelu
zaproponował oprowadzić nas po obiekcie, więc wraz z resztą kadry zaglądałyśmy
teraz w każdy kąt Championa. Ogromna samoobsługowa stołówka, trzy sale
konferencyjne, kawiarnia. Na kolejnych piętrach apartamenty, pokoje i kolejne
sale do konferencji.
-Tutaj mamy Centrum Zdrowia, ten tutaj budynek to hotel dla
juniorów. Jeśli pójdziemy tędy, dojdziemy do Parku Mistrzów Sportu. – szliśmy
alejkami wśród pięknych, wysokich drzew. Żadna z nas nie odezwała się nawet
słowem, byłyśmy po prostu przytłoczone masą nowych wrażeń. – Amfiteatr. Sale
audiowizualne, kawiarnia Olimp, hotel Olimpijczyk – zakwaterowalibyśmy panie
tutaj, ale nie było wystarczająco miejsca. Stadion lekkoatletyczny, korty
tenisowe, boiska do siatkówki plażowej – Daria zaczęła szarpać mnie za rękę i
niedyskretnie wskazywać palcem na trenujących mężczyzn. Ubrani jedynie w
spodenki i czapki z daszkiem robili zapewne furorę wśród płci przeciwnej, a
dowód na to miałam w odległości pół metra ode mnie, czyli śliniącej się
siatkarki.
-Zachowuj się trochę, patrzą na nas. – mruknęłam,
szturchając ją i śmiejąc się. Cała kadra spacerująca po obiekcie nie mogła
przejść niezauważenie. Skupiłam się jednak na słowach oprowadzającego nas
mężczyzny.
-Pływalnia, hala lekkoatletyczna, hala sportowa i kolejny
stadion. To już chyba koniec naszej wycieczki, jakieś pytania? – kiedy żadna z
nas nic nie powiedziała, odezwał się ponownie – Życzę więc miłego pobytu w
naszym ośrodku.
I zniknął gdzieś między budynkami.
-Teraz chyba jesteśmy zdani sami na siebie. – powiedział
trener. Ruszyliśmy w stronę, gdzie prawdopodobnie stał nasz hotel. –
Przebierzecie się i spotkamy się przy recepcji, a potem pójdziemy na halę.
Sztab mógłby razem ze mną tu zostać, ale nie ufam waszej zdolności orientowania
się w terenie, a chciałabym żeby cała drużyna stawiła się na rozgrzewkę. Do
obiadu mogłybyście trochę pograć.
-Spokojna głowa trenerze, damy radę. Pół godzinki
maksymalnie i jesteśmy z powrotem. – rzuciła pani kapitan. Po krótkiej chwili
zastanowienia, kiwnął potakująco.
-Dobra, ale ani minuty dłużej, bo dołożymy wam kolejne
ćwiczenia.
Na te słowa truchtem pobiegłyśmy do hotelu. W pokoju
przepakowałyśmy torbę, wrzucając do środka czarne stroje, które dostałyśmy od
związku. Miałyśmy wyglądać jednakowo, zarówno podczas meczów jak i w czasie
wolnym. Nie powiem, żeby się nam to podobało, nie znam kobiety, która lubi nie
wyróżniać się w tłumie, choć trochę.
-Zero indywidualności. – powiedziała Daria, gdy obie szłyśmy
do recepcji ubrane w czarne rybaczki, szarą bluzę i czarny podkoszulek z logiem
związku piłki siatkowej. Wraz z resztą, jak modowe klony wyrobiłyśmy się w
dwadzieścia minut i teraz będąc w holu hali sportowej nie wiedziałyśmy, gdzie
skierować swoje kroki. Rzuciłyśmy okiem na boiska do szermierki, do podnoszenia
ciężarów – były pełne trenujących ludzi. Kiedy w końcu znalazłyśmy boisko do
siatkówki, trener zawołał nas do siebie. Usiadłyśmy na trybunach, oglądając ćwiczących
polskich siatkarzy.
-Sądząc po wyglądzie ich koszulek, muszą już długo ćwiczyć.
– szepnęłam do Olki i Darii, które usiadły obok mnie. Siatkarze byli ubrani w
jasnoszare stroje, na których jak na dłoni było widać ogromne plamy potu. –
Dobrze, że my trenujemy w czarnych.
-Faktycznie, teraz ten kolor jakoś bardziej zaczął się mi
podobać. – zaśmiała się Daria. Jej śmiech poniósł się po hali, co spowodowało
przerwanie treningu. Wszyscy siatkarze lustrowali nas od góry do dołu, ledwo
się przemogłam, żeby nie spuścić wzroku na moje trampki.
-Trenerze, może skończymy tak na dzisiaj? – rzucił Zbyszek.
-Jak my wyglądamy, przecież tak nie ma co się damom
pokazywać. – zapiał Igła, udając rozpacz.
Zaczęli schodzić z boiska. Stałam obok Darii i Oli, gdy
witali się z każdą z nas. Kłos, Zati i Winiar uściskali mnie serdecznie,
szeroko się przy tym uśmiechając. Nie widzieliśmy się już od kilku miesięcy.
Nie obyło się oczywiście bez głupich tekstów Karola, ale brakowało mi ich. Nie
mogłam pozbyć się myśli, że jeśli chodzi o naszą trójkę, przyciągałyśmy większą
uwagę od reszty.
-Narybek. – zaśmiał się Bartek, kiedy podchodził, by
uściskać nam dłonie. Usłyszawszy to, nasz trener powiedział:
-Bardzo zdolny narybek. Jedne z najlepszych zawodniczek
pierwszej ligi. – na te słowa wyrwał się z Kubiak:
-Ale tej pani w pierwszej lidze nie widziałem. – powiedział,
spoglądając na mnie. Wiedziałam, że tak tego nie zostawią.
-Nie mógł mnie tam pan widzieć, skoro mnie tam nie było. –
odpowiedziałam, zanim ktokolwiek inny zdążył.
-Jaki pan, Michał jestem. –zaśmiał się, zawtórowałam mu,
mówiąc:
-Jaka pani, Justyna jestem.
Atmosfera została rozładowana. Trener popędził nas do
szatni. Przebrane, wybiegłyśmy na boisko i zrobiłyśmy krótką rozgrzewkę. W tym
czasie siatkarze siedzieli na trybunach, a trener wspomagający wyjaśniał
im, jak się nasza kadra przedstawia.
-Jeszcze dokładnie nie wiemy, jak to wszystko załatwimy, ale
po ostatnim sezonie potrzebne były pewne znaczące zmiany. Postanowiliśmy
postawić na utalentowaną młodzież. –
uśmiechnął się, wskazując nas i inne, już grające przynajmniej od sezonu w
reprezentacji. Nie ubrałam soczewek i nie zbyt dokładnie widziałam co dzieje
się na trybunach, ale Daria doskonale zastępowała mi sokoli wzrok.
-Cały czas się na nas gapią. – jęczała mi do ucha, szeroko
się uśmiechając. – Zibi chyba do mnie mrugnął.
Patrząc na nią, jak macha rękami z podekscytowania, byłam
pewna, że zaraz odleci. Uniosłam wysoko brwi, spojrzałam na trybuny.
-Dziwisz się, że na nas patrzą, skoro zachowujesz się,
jakbyś miała ADHD? Coś mu do oka wpadło pewnie.– mruknęłam, przekomarzając się
z nią. Rozgrzewałyśmy się z piłką w parach, ale coraz bardziej działała mi na
nerwy. W ogóle nie skupiała się na ćwiczeniach, ale na spoglądaniu na trybuny.
Nawet zaganiany trener to zauważył. Widząc jego zdziwione spojrzenie, złapała
piłkę i obróciłam się twarzą do trybun, ją obracając do nich plecami.
-Tak lepiej. Skup się, bo Makowski będzie zły. – rzuciłam do
niej piłkę. Bardziej skupiona, była lepszym partnerem do rozgrzewki.
-Andrea chciałby zobaczyć jak gracie na swoich pozycjach.
Dzielimy się na dwa składy. – zarządził trener.
Stanęłam na przyjęciu, Daria na ataku. Po drugiej strony
siatki Ola zajęła miejsce rozgrywającego. Kiedy już wszystkie dziewczyny były
na pozycjach, trener wyrzucił piłkę na naszą połowę. Każda piłka podana do
Darii jednak powodowała punkt dla przeciwnika, za każdym razem jej atak był
blokowany.
-Drużyna która przegra dostanie 10 karnych kółek. – na myśl
o bieganiu po meczącym treningu, syknęłam do niej:
-Skup się, Daria.
Nasza rozgrywająca, widząc że nie ma już po co kierować
piłkę do atakującej, włączyła do gry atak środkiem. Przynajmniej przyjęcie
naszej drużyny było bliskie ideału. Kiedy wyrównałyśmy wynik do 10:10 i
zrobiłyśmy przerwę na wodę, zobaczyłam, że większość zawodników męskiej kadry i
ich sztabu śledzi każdy mój krok. Trener zawołał mnie na bok.
-Justyna, musisz dać czadu. Przyjmujesz świetnie, ale
jeszcze ani razu nie atakowałaś. Zaraz zagrywasz. Wiesz, wyskok i z całej siły.
Przyłóż się, musisz im udowodnić, że nie jesteś dziewczyną z nikąd zasłużyłaś
na pobyt tutaj.– klepnął mnie przyjaźnie w plecy i poszedł instruować naszą rozgrywającą.
Kiedy już trzymałam piłkę w dłoniach, zrobiłam jak kazał.
Odsunęłam się trochę od linii dziewiątego metra, podrzuciłam wysoko piłkę i z
rozbiegu uderzyłam ją najmocniej jak potrafiłam.
-As! – zawołał trener. Dziewczyny pokazały mi uniesione kciuki.
Powtórzyłam serw kilka razy, tym razem za każdym razem był odbierany z pewną
trudnością. Kiedy rozgrywająca podawała do mnie piłki, atakowałam je, z
łatwością mijając lub obijając blok. Kilka razy co prawda nie skończyłam akcji,
ale i tak byłam z siebie zadowolona.
Mecz zakończył się wynikiem 25: 18. Siadłyśmy na trybunach
patrząc jak druga drużyna robi 10 okrążeń wokół hali. Widziałam, że chłopaki
inaczej już na mnie patrzą.
-Kopara im opadła. – zaśmiała się Daria, wciąż lustrując
Zbyszka, Bartka i kilku innych siatkarzy, który spoglądali w naszą stronę. Zati
i Kłos unieśli wysoko kciuki, widząc to, zaśmiałam się. Byłam świetnym humorze.
Udowodniłam , że jestem warta miejsca w
kadrze. Zadowolenie, które mnie teraz rozpierało, było świetnym uczuciem, mogłoby
mnie już nie opuszczać.
Mój brzuch zaczął się do mnie odzywać, kiedy w szatni przebierałyśmy
się w swoje ciuchy.
-Pora na obiad. – zaśmiała się Kaśka Skowrońska, mrugając do
mnie.
W tej chwili zjadłabym konia z kopytami. Wyszłyśmy z hali i
podążając za siatkarzami udałyśmy się w stronę hotelowej stołówki. Całe
szczęście, że przez całą drogę podczas rozmowy ze mną, skrzacie niedobitki ani
słowa nie zająknęły się o mnie i Aleksie.
,,Hej Stephen, mogłabym podać ci pięćdziesiąt powodów
Dla których to ja powinnam być twoją wybranką
Te wszystkie inne dziewczyny
Cóż, są piękne, ale czy napisałyby dla ciebie piosenkę?''
Taylor Swift- Hey Stephen
*
Witamy w Spale! Ten rozdział powala swoją długością, ale musiałam zbudować tło pod następne fragmenty. Uprzedzam Wasze pytania - piosenka do tego postu tyczy się Darii, nie Justyny ;) Miałam zamiar tyle napisać w tym rozdziale, ale patrząc na ilość stron w Wordzie (6) zrezygnowałam i pojawi się to w następnym, publikowanym we wtorek. Chciałabym wam wszystko szczegółowo opisywać, ale niestety ilość tekstu rośnie w zastraszającym tempie, a nie chcę was przytłaczać takimi długimi postami.
Ten rozdział niczego raczej nie wyjaśnia. Ale ja was maltretuję.
Czytając Wasze komentarze mam taką ochotę uchylić rąbka tajemnicy...Jednak tego nie zrobię. Mogę tylko powiedzieć, że często aż uśmiecham się sama do siebie, kiedy któraś z Was zgadnie co się dalej wydarzy, a ja nie mogę jej przytaknąć ;)
Bardzo, bardzo dziękuję za komentarze. Witam też serdecznie nowych czytelników. Nawet nie wiecie, ile to dla mnie znaczy, kiedy dowiaduję się o kolejnej osobie, czytającej moje opowiadanie :>
Mnie zastanawia, dlaczego: a. siatkarki obserwowały trening siatkarzy, b. siatkarze obserwowali trening siatkarek, c. cała uwaga skupiała się na Justynie. Chodzi mi o to, że - okej, ja rozumiem, fikcja literacka - ale nie fikcja zupełna. Ja już nic nie mówię o tym, że to jest logicznie, fizycznie i w każdy inny sposób niemożliwe, żeby dziewczyna grająca przez parę miesięcy, dosłownie PARĘ MIESIĘCY trafiała do kadry. Niewyobrażalny talent, okej. Ale to ona by musiała grać od rana do nocy, nic innego nie robić tylko trenować, a i tak zajęłoby jej to więcej czasu. Ogrywanie Skry? Dziewczyno! Błagam! Przychodzi ktoś z ulicy i ogrywa magicznym sposobem takich przedstawicieli siatkarskiej klasy jak Wlazły i Winiarski. To już nie jest nagięcie rzeczywistości. To jest surrealizm! Surrealizm dość obraźliwy, bo jednak Skra to drużyna na europejskim poziomie, a wkładanie im w treningi takiej, jakby to nie było "ordinary girl" to wręcz obraża. Sama bohaterka to klasyczny przykład Mary Sue. Zero osobowości, zero głębi, ma WIEEEEEEEELKIE problemy, które - powiedzmy to sobie wprost - dałoby się rozwiązać jednym telefonem, jedną rozmową w cztery oczy. Ale mimo to wszyscy ją uwielbiają, życie wszystkich zawodników Skry (i nie tylko Skry) kręci się wokół niej, jakby nie mieli swojego życia. Oczywiście, jest Ida, Zła Różowa Barbie, dla której bohaterka tyle zrobiła, a ona - nawet w warstwie lingwistycznej - zachowuje się jak Rachel McAdams w "Mean girls". Nikt jej, rzecz jasna, nie lubi, oprócz tego nieszczęsnego Aleksa, który tego nie widzi, nikt nie wie dlaczego on z nią jest, bo ona jest taka zła, perfidna i niedobra dla kochanej Justyny.
OdpowiedzUsuńGDZIE W TYM REALIZM? I sens momentami, i sens.
Kolejna rzecz: mentalność siatkarzy na poziomie przedszkola? Wszyscy mało się nie pozabijają, bo Justyna na nich spojrzała, obrażają się na siebie, na świat, na siebie i na świat jednocześnie... Ej. Bez przesady, to są faceci mający po 20-30 lat. I wydaje mi się, że w ich hierarchii wartości jednak najpierw jest siatkówka, treningi, a dopiero potem urojone problemy bohaterki.
Co do samych treningów, otoczki niby sportowej, to zarzucenie paroma nazwiskami, czy pozycjami albo teorią z Wikipedii nie czyni z tego opowiadania o siatkarskim tle i nie pokazuje, że znasz się na sporcie. Nie, kiedy bohaterki wpadają ot tak sobie na treningi Skry, a Andrea Anastasi zamiast zajmować się siatkarzami obserwuje sobie siatkarki, Makowski je przedstawia, a wybuch śmiechu jednej z dziewcząt jest w stanie przerwać siatkarzom ćwiczenia. Jak ona się śmiała, przepraszam bardzo? Jak syrena alarmowa? I już w ogóle, to, o czym mówiłam na początku - wzajemna posiadówa na treningach? Błagam!
Nie piszę tego po to, żeby sobie pohejtować dla sportu, tylko po to, żeby pokazać Ci nieprawidłowości. I dlatego, że boli mnie takie kaleczenie - sportu, siatkarzy, tematu... Ja rozumiem, że to poniekąd są Twoje marzenia i owszem, pisanie służy przelewaniu marzeń na papier, ale umiejętnemu. Bohaterki muszą mieć wady, siatkówka musi być siatkówką, siatkarze muszą być ludźmi, sens musi być, logika musi być, poprawność językowa takoż. W pierwszej kolejności obłóż się słownikami, potem zrób research dotyczący siatkówki, zapoznaj się z terminologią, popytaj ludzi, którzy się znają, są prawdziwymi pasjonatami od lat - nie wiem, taty, wujka; następnie usiądź i zastanów się, czy to mogłoby się wydarzyć, a dopiero potem pisz. A jak napiszesz, to wcale nie znaczy, że musisz publikować.
Wiadomo, to jest opowiadanie fan fiction. Realizm musi być nagięty, żeby cokolwiek mogło się stać. Ale wszystko w granicach rozsądku.
Ode mnie to tyle. Chodziło o konstruktywną krytykę, mam nadzieję, że wyciągniesz z tego właściwe wnioski.
Przeczytałam twój komentarz i ja nie wiem chciała bym przeczytać twojego bloga jak masz i zobaczyć jak ty piszesz. Dziewczyna się stara i jest dobra pokarz jak ty potrafisz pisać i dopiero wtedy dawaj takie komentarze, a nie wielka profesjonalistka się znalazła :P
UsuńAnonimku! Justberrry na pewno wyciągnie odpowiednie wnioski z twojej wypowiedzi. Zapewniam cię. Chciałabym zobaczyć twojego bloga, o ile taki piszesz, lub jakieś twoje opowiadanie, chociażby na j.polski. Bardzo chętnie bym je przeczytała i napisałabym, jak to pięknie ujęłaś, konstruktywną krytykę :D Skoro piszesz, że dla ciebie to jest wiadome, że jest to opowiadanie typu FAN FICTION to na jakiego grzyba się czepiasz? Sama/sam piszesz, że realizm MUSI być nagięty. I wszystko tu jest w granicach rozsądku.Sama/sam na pewno masz jakąś nieudaną sprawę typu miłość, przyjaźń, jak w tym opowiadaniu. Każdy z nas, ty też anonimku,WYOLBRZYMIA swoje problemy, jest to naprawdę normalne, i powiem ci, że to są podstawy PSYCHOLOGI! Kochana/Kochany, zapoznaj się z tym co chcesz napisać i dopiero później klikniej "publikuj".
UsuńPoszdrawiam Just me
Zgadzam się z tobą Just Me :D A po pierwsze jak oglądam komentarze to jakoś każdemu się podoba i nie morze doczekać się kolejnego rozdziału jak np ja, bo miło sobie tak pomarzyć. A widocznie ty nie umiesz i nie masz marzeń :P Także ja gratuluję jej bo jest świetną blogerką i niech pisze dalej bo ma dziewczyna talent :D
UsuńWiecie co... mam tylko nadzieję, że autorka podejdzie do tego inaczej, niż Wy, bo inaczej nigdy nie będzie pisać lepiej.
UsuńJeżeli chcecie się na mnie rzucać z pazurami i obrażać, to przynajmniej stosujcie się w tym do zasad ortografii, interpunkcji i fleksji. Wtedy nie będę miała nic przeciwko Waszej konstruktywnej krytyce, bo to zawsze jest w cenie, o ile faktycznie jest konstruktywne, a nie powodowane zwykłą chęcią zemsty.
Och, mam również nadzieję, że autorka, w przeciwieństwie do Was, zauważy, że w ani jednym momencie mojego komentarza nie wspomniałam, że uważam się za profesjonalistkę.
To trochę zabawne, że tyle nienawiści się posypało za jeden komentarz, jakby lubienie opowiadania było obligatoryjne. Wy wyrażacie swoje zdanie, ja wyrażam swoje. Jeżeli miałabym odnosić się do każdego Waszego komentarza tak jak Wy odniosłyście się do mojego, byłoby wesoło.
A co do marzeń - trzeba je mieć, ale nie trzeba ich opisywać w formie opowiadania. Pamiętnik, to jak najbardziej, ale nie opowiadanie.
Pozdrawiam Was z całą serdecznością i życzę dystansu! I czytania więcej książek, mniej blogów.
Widzę, pojawiła się pierwsza krytyka, czekałam na to. Dzięki dziewczyny, że przedstawiłyście swoją opinię na ten temat. Teraz pora na moją litanię do anonima.
UsuńNie wiem, czy zapoznałaś się z całą treścią mojego opowiadania. Po pierwsze, to nigdy nie nazwałam opowiadania siatkarskim - w samym tytule jest zaznaczenie, że jest to ,,historia z siatkówką w tle''. Nie piszę tego, żeby zaznajomić kogoś z siatkarzami, zasadami gry itp., bo jeśli ktoś chce na ten temat poczytać, to raczej na blogach tego typu informacji nie znajdzie.
Co do fikcji - jest to jak najbardziej fikcja literacka. Nigdy nie opisałam dokładnie przeszłości Małej. Fakt, że nie grała w pierwszoligowym klubie, nie znaczy, że grać nie potrafi. Co do ogrywania Skry - wydawało mi się, że nie muszę przy tym zaznaczać, że dawali jej fory. Treningi tego klubu to treningi i moja bohaterka uczestniczyła w nich tylko czasami, jako brakujący zawodnik ale nigdy nie dorównywała im formą przecież ;) Jestem realistką i porównując siatkówkę męską i żeńską widzę ogromną różnicę w grze i wiem, że żadna kobieta nie może być przyrównywana do siatkarza, bo różnica płci równa jest różnicy możliwości i formy.
Teraz o wielkich problemach - z tego co wiem, głównym problemem jest nieodwzajemnione uczucie. Są też inne, poboczne, ale tak też jest w życiu. Nie wydaje ci się, że gdybym nie zamieściła tutaj żadnego problemu, byłaby to całkowita bajka.
Moja bohaterka jak każdy ma uczucia i kieruje się emocjami - dlatego też w ten sposób postrzega Idę. Nie mów mi, że gdyby Twoja przyjaciółka chodziła z chłopakiem, który ci się podoba, nie czułabyś do niej żadnych negatywnych emocji. Nie jest tak, że Idy nienawidzą wszyscy - zauważ, że jest tak tylko jeśli chodzi o przyjaciół J. Dlaczego? Bo jak w przypadku Darii, Oli i reszty siatkarek, tak naprawdę jej nie znają i bazują na jej, dość subiektywnych odczuciach. Maciek jako jej przyjaciel jest zły na rudą, bo to przez nią Mała się zmieniła i cierpiała.
Jak już to napisała Just Me - każdy człowiek jest w mniejszym lub większym stopniu egoistą, a każdy problem urasta do rangi katastrofy, tak też jest w tym przypadku ;)
Nie rozumiem, dlaczego uważasz, że wszyscy siatkarze mają mentalność przedszkolaków. Jedyną osobą, która obraziła się na kogokolwiek może być Maciek, nikt więcej. Tego nawet nie nazwałabym obrazą, a ochłodzeniem stosunków. Subiektywne odczucia J. też na niego wpłynęły.
Faktycznie, niezbyt dokładnie opisałam fakt zaśmiania się Darii, widzę, że się to na mnie zemściło. Kiedy przyszły na halę, trening już się kończył, a jej wybuch śmiechu w momencie, kiedy już mieli fajrant, był zbiegiem okoliczności. Nigdy nie sypię teorią z Wikipedii, ale z głowy, wydaje mi się też, że każdy kibic wie trochę o siatkówce. Nigdy nie uważałam się za eksperta w tej dziedzinie, bo zwyczajnie nie mam tyle czasu, żeby dzień i noc śledzić wszystkie nowinki.
Wzajemne przebywanie na treningach - z tego co wiem, jak na razie było tylko jedno takie ;). Jak napisałam, dziewczyny pojechały tam, żeby obserwować technikę facetów, po to też siedziały wtedy na trybunach, nie wspominając o fakcie, że też miały trochę po nich potrenować. O to, że oni już później zostali było ich wolnym wyborem. Siatkarki w Spale są całkowitą fikcją. Chciałam po prostu zapoznać ze sobą dwie kadry, tyle ;)
Nie jestem hottką, jeśli o to ci chodzi. Interesuję się siatkówką nie dla ładnych twarzy naszych siatkarzy, a dla samego sportu. Siatkówka łączy ludzi i wyzwala ogromne emocje, za to tak ją uwielbiam.
Nie piszę też, jak niektórzy, że moja bohaterka jest boginią seksu, bo przecież wiadomo, że to totalnie nieprawdopodobne. Nie skończyłam studiów humanistycznych, a co za tym idzie, popełniam błędy. Nie przelewam na papier swoich marzeń, bo wiem, że nie ma nawet sensu o czymś takim marzyć, bo to się nigdy w życiu nie wydarzy. Od początku do końca to zostanie fikcją, niczym więcej.
UsuńDziękuję więc za Twój komentarz. W życiu jak i w moim opowiadaniu można zobaczyć, że nigdy nie może być zbyt kolorowo, dlatego też jeszcze raz dziękuję za gorzką pigułkę prawdy. Wydaje mi się, że wyciągnęłam wnioski z Twojego komentarza, jednak nie zamierzam porzucić tego opowiadania i pisania w przyszłości kolejnych. Prowadzenie bloga jest dobrym ćwiczeniem do matury, pomaga w układaniu myśli i wyrażaniu siebie, właśnie w tym celu go założyłam. Jak zapewne zauważyłaś, na samej górze napisałam, że opowiadanie jest fikcyjne. Jeśli rażą cię te wszystkie nierealne zdarzenia, które w nim występują, nie czytaj go. Przecież nikomu nie każę tego robić. Nie wiem, czy chciałaś odwieść mnie od pisania, ale nadal będę to robić. Nie publikowałabym ,gdyby nie było osób chętnych na jego przeczytanie. Gdyby nie ci ludzie, pewnie już dawno bym zrezygnowała.
Nie wiem, czemu mam takie wrażenie, ale czy moja obrona innej bloggerki nie spowodowała tego komentarza? Tam też ktoś zarzucał jej brak realizmu,
być może to czysty przypadek.
Więc podsumuję : jeśli tak rażą cię niedociągnięcia w opowiadaniach jak to, nie czytaj ich. Sięgnij po jakąś dobrą książkę, w której wszyscy bohaterowie będą fikcyjni. Dla osób takich jak ty, umieściłam informację o fikcyjności zdarzeń tu opisywanych.
To chyba tyle. Jeszcze raz dzięki za wyrażenie swojej opinii, mogę cię tylko zapewnić, że co jak co, ale kosmici nie porwą głównej bohaterki w żadnym z następnych rozdziałów. ;)
Przeczytałam całą tę dyskusję i z przykrością stwierdzam, że pierwsza komentująca ma trochę racji - podczas czytania opowiadania kłuje w oczy perfekcyjność głównej bohaterki. Jakby udało ci się pokazać także jej słabe strony, postać zyskałaby więcej charyzmy i nie drażniłaby czytelnika (lub może czytelników) tak jak robi to obecnie. Przeczytałam, że jest to pierwszy krytyczny komentarz na blogu i chciałabym pogratulować ci reakcji - z doświadczenia wiem, że ciężko jest znieść krytykę, a jeszcze trudniej wyciągnąć z niej odpowiednie wnioski. Ty, w porównaniu do poprzedniczek- fanek bloga nie rzuciłaś się na anonima próbując go zakrzyczeć, ale ze spokojem odpowiedziałaś na wszystkie uwagi. A co do anonima, to nie uważam, żeby osoba ta miała na celu zniechęcenie Cię do pisania - z komentarza wywnioskowałam, że raczej chodziło o to, żeby pomóc Ci pisać coraz lepiej. Życzę powodzenia w dalszym pisaniu i wprowadzaniu dobrych rad od anonimów w życie :)
UsuńDzięki za komentarz. Kreując moją bohaterkę już po kilku pierwszych rozdziałach zobaczyłam, że jest zbyt idealna, próbowałam to zmienić, jednak jak widać po waszych komentarzach - niekoniecznie się mi to udało. Od dawna miałam jednak pewne rzeczy w planach, więc na pewno moja bohaterka będzie się lepiej prezentować w waszych oczach, bardziej po ludzku. Wydaje mi się jednak, że pierwszy anonimowy komentarz sam wykazał jedną dającą po oczach wadę - Mała nie potrafi poradzić sobie z problemami. Nie wie jak się do tego zabrać, odwleka je więc, myśląc, że wszystko załatwi się samo. Według mnie, jest to znacząca, utrudniająca życie wada.
UsuńTrochę się rozpisałam, odpowiadając na tamten anonim. Po prostu chciałam dokładnie wyjaśnić to, co myślę, tak aby czytelnicy także widzieli wszystko jak na dłoni. Mam swoje życie i bynajmniej do codziennych czynności nie należy zapisywanie sobie masy zdjęć siatkarzy i wzdychanie do nich. Pisanie jest pewnym rodzajem pasji, a kierowanie tego do ściany, na dysk komputerowy nie przynosi żadnej satysfakcji.
Jestem bardzo wdzięczna dziewczynom, że stanęły w mojej obronie. Bardzo mi się miło zrobiło, dziękuję :) Ich odczucia jednak są bardzo subiektywne, bo po prostu lubią mojego bloga i chciały mi pomóc.
W odpowiedzi nie miałam zamiaru krzyczeć czy wyzywać, bo według mnie przez podnoszenie głosu czy użycie rąk nie da się niczego załatwić.
Moje opowiadanie nie jest cukierkowe, w porównaniu do niektórych. Jestem pesymistką i nie wierzę w sielankę, a gdyby było odwrotnie, to Mała już dawno miałaby gromadkę dzieci i pokaźny stosik medali i pucharów. Nie wierzę w happy endy i w to, że ktoś całe życie może przejść z uśmiechem dla twarzy. Prędzej czy później przelałoby się to na moje opowiadanie, bo miałam taki zamiar, a wasze komentarze zapewne tylko to przyśpieszą ;) Już dawno planowałam nieźle zamieszać. Wszystkie czytelniczki mają swoje zdanie na temat całego opowiadania i jak się ono potoczy, ale żadna dokładnie go nie przewidziała. Nie bierzecie nawet pod uwagę, że Mała nie zwiąże się ani z Alkiem, ani Maćkiem.
Nie zrobię z tego opowiadania brazylijskiej telenoweli, spokojna głowa ;)
Chociaż, happy endu nie wykluczam.
Osobiście mogę tylko pozazdrościć J spotkania z kadrą i wybicia się spośród tylu dziewczyn.
OdpowiedzUsuńCiekawi mnie tylko czy zrobisz coś ze Zibim i Bartkiem, skoro ich postacie interesują się bardziej Justyną... Okaże się.
Zapraszam do siebie na magia-rubinu.blogspot.con na drugi rozdział :)
Nawet w moim opowiadaniu chłopacy są zajęci ;) Co do wybicia - zauważ, że tylko ona jak do tej pory była wielką niewiadomą dla mediów i świata siatkówki, dlatego też mogła przyciągać większą uwagę.
UsuńŚwietny, świetny, świetny ! :D Jak każdy, jestem uzależniona od twojego bloga :d Zazdroszcze Justynie spotkania z chłopakami.. :d Daria, hahahha, kocham tą dziewczyne! :d
OdpowiedzUsuńUzależnienie groźna rzecz, gdyby nie fakt, że piszę to opowiadanie, to pewnie radziłabym ci zrezygnowanie z jego czytania ;) Świetnie, że ci się podoba.
UsuńHej!
OdpowiedzUsuńDłuuuuugi ten rozdział, ale to dobrze, bo wszystko jest opowiedziane. Chciałabym być tak dobrą blogerką jak ty :) Nie mogę doczekać się następnej publikacji i czekam z niecierpliwością. :D
Po moim wypowiedzeniu można stwierdzić, że nic innego nie robie tylko czytam twojego bloga. :D Taka prawda. UZALEŻNIENIE!!!
Pozdrawiam
Oj tam, wcale nie jestem dobrą bloggerką. Jestem ogromnym molem książkowym, może to ma pewien wpływ na mój sposób pisania. ;)
UsuńChyba faktycznie uzależnienie może skłonić do obrony ;) Dzięki wielkie za wyrażenie swojej opinii w tym temacie. Chociaż wiesz, jest to dość subiektywna opinia. ;)
Wiem, ale rzadko kiedy nie kierujemy się subiektywną opinią ;)
UsuńWgląd w działanie reprezentacji to bardzo ciekawa sprawa :) Chociaż taki sposób życia to ona długo nie pociągnie. Nic tylko pozazdrościć małej gry :) Czekam na next. A wiesz że zastanawiam się nad nowym projektem dla siebie :D Buzia xoxo K.
OdpowiedzUsuńNowy projekt? Brzmi świetnie. Daj znać jak coś wymyślisz ;)
UsuńJaaaaki długi rozdział, super! :) Mam nadzieję, że będzie jeszcze więcej naszych reprezentantów! ;> I oczywiście liczę, na pojawienie się Muzaja!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło :*
http://nad-przepasciaa.blogspot.com/
Nie tylko ty jedna na to liczysz, jak sądzę ;)
UsuńSuper opowiadanie przeczytałam dzisiaj wszystkie rozdziały tak mnie wciągnęły :D Nie mogę doczekać się następnego rozdziału :D Gratuluję wyobraźni i powodzenia w dalszym pisaniu :D :D
OdpowiedzUsuńTo świetnie, że przeczytałaś je wszystkie, trochę ich było. ;)
UsuńDzięki za komentarz.
Mnie kompletnie nie przeszkadza, że niektóre sytuacje są nierealne. Z resztą czy byłyby w tym faktycznie coś dziwnego gdyby siatkarze przyglądali się grze siatkarek ? Bez przesady. :) Podoba mi się, że piszesz normalną i ciekawą historię, nie jak jakaś pierwsza z brzegu hotka i czekam na ciąg dalszy. :)
OdpowiedzUsuńDzięki :)
UsuńPowiem tyle- cóż znaczy wypisanie bohomazów na autorkę jako anonim? Żeby się zalogować i być sprawdzalnym użytkownikiem- od tego powinniśmy zacząć. Każdy może nasmarować, nie biorąc za to odpowiedzialności. Do Anonima- jesteśmy na blogu o tematyce siatkarskiej a nie o siatkówce- spojrzyj na pasek boczny, gdzie Autorka wyraźnie napisała że fabuła, bohaterowie i zdarzenia są zmyślone. Jak chcesz poczytać o sporcie, wejdź na stronę plusligi albo tvp-sport ;)
OdpowiedzUsuńA błędy każdy z nas popełnia, nie jesteśmy humanistami i pisarzami. Gdyby tak było, każda/y z nas dostawałaby za pisanie na blogu honorarium. Idź się wyżywać gdzie indziej, a Justberry zostaw w spokoju.
Justberry- nie przejmuj się, hejterzy są wszędzie i nic tego nie zmieni. W ramach odstersowania zapraszam na nowy rozdział- http://dzikaprzygodazsiatkowka.blogspot.com/
Pozdrawiam gorąco, S. ;)
Nie mam nic do tej osoby, bo wiadomo, że nikt nie wziąłby się za krytykę, będąc zalogowanym. Ale takie anonimy dają do myślenia, a krytyka nie jest zła, jeśli jest obiektywna, zwraca uwagę na niedociągnięcia.
UsuńW ramach odstresowania na pewno zajrzę ;)
U MNIE 4 ROZDZIAŁ
OdpowiedzUsuńSERDECZNIE ZAPRASZAM
POZDRAWIAM
WINIAROWA :)
Wpadnę ;)
UsuńDużo tej "konstruktywnej krytyki". Niektórzy umieją wyrazić własne zdanie na dany temat jako Anonimy. Nie wcale nie świadczy to o tchórzostwie.
OdpowiedzUsuńNie będę Cię bronić Justberry, bo jestem pewna, że nie przejmujesz takimi jednorazowymi hejtami :) Tylko i wyłącznie wyciągasz z nich wnioski.
Zapraszam na drugą nieco ckliwą historię http://lonely-moths.blogspot.com/2013/02/jestem-moze-troche-bledsza-odrobine.html
Przyda mi się konstruktywna krytyka :)
Z mojej strony pewnie nie usłyszysz takiej konstruktywnej krytyki ;) Zajrzę jak będę miała czas, bo teraz to niezłe urwanie głowy.
Usuńnie było mnie tylko przez weekend w domu, dzisiaj patrzę a tu dwa rozdziały do nadrobienia. Dobra ale się ucieszyłam bo to zawsze to więcej czytania świetnego opowiadania:)
OdpowiedzUsuńdobrze, że pokazała, że warta jest powołania bo szczerze to tekst Bartosza był moim zdaniem nie na miejscu, każdy kiedyś zaczyna:)
pozdrawiam i jednocześnie zapraszam na kolejny rozdział:)
http://www.niedostepni-dla-siebie.blogspot.com
,,Narybek'' bynajmniej nie był obraźliwy ;)
OdpowiedzUsuń