,,Czasami chcę spadać, chcę się uwolnić
Chcę spadać w powietrzu, by poczuć ulgę
Ponieważ spadanie nie jest problemem, kiedy spadam jestem spokojna
Tylko gdy uderzam o ziemię, czuję żal. ''
-Posłuchaj, przecież my wszystkie wyglądamy tak samo. Jak ja mam sprawić, żeby któryś zwrócił na mnie uwagę? – jęczała cały czas Daria. Byłyśmy w Spale już dobry tydzień, a ona wciąż marudziła na ten sam temat. Faceci, faceci i jeszcze raz faceci. Ile można tego słuchać?
-Na pewno nie zachowując się jak idiotka. – mruknęłam i
przypominając się, jak poprzedniego wieczoru, kiedy biegłyśmy alejkami parku w
ramach codziennego joggingu, rzuciła butelkę z wodą pod nogi jakiegoś siatkarza
plażowego. Koleś wywinął orła i mało brakowało, a nie zagrałby już żadnego
meczu, przynajmniej nie w tym sezonie. Trochę poobcierany, podniósł się i
taksując nas wzrokiem, czym prędzej uciekł w przeciwną stronę, kiedy stałam, i
opierając się o drzewo pękałam ze śmiechu. Nie ma to jak dobry podryw.
-Może przefarbuję włosy na jakiś krzykliwy kolor? –
spoglądała na mnie ciągnąc swoje blond włosy za końcówki.
-Polecam czerwony, ostatnio jest na topie. – rzuciłam z
ironią. Widząc jednak błyski w jej niebieskich oczach, zawołałam. – Żartowałam
przecież, nawet o tym nie myśl.
- Założę się, że siedzieli na tej
ławce nie przez przypadek. – na jej słowa, przypomniałam sobie dalszą część
naszego joggingu. Kiedy już myślałam, że podryw ma już za sobą, na widok
siatkarzy zaczęła udawać, że zrobiła sobie coś z kostką. Stałam nad nią,
szturchając stopą, bo naprawdę nie miałam ochoty na ten cały cyrk, ta jednak
nie miała zamiaru podnieść się i zachowywać jak normalny człowiek. Kiedy ,,rzucili'' się nam z pomocą, Zibi zaśmiał się:
-Zawsze tak służysz pomocną stopą? – podnosząc wysoko prawą
brew.
-Chyba po prostu nie nadaję się na przyjaciółkę. –
odpowiedziałam, żeby jej nie wydać, kiedy Bartek holował biedaczkę
do ławki. Przyszło mi trochę z nimi posiedzieć i nie powiem, że był to czas
stracony, jednak z każdym dniem bałam się coraz bardziej, bo Daria była
nieprzewidywalna. Codziennie zmieniała obiekt swoich westchnień i przekonywała mnie, że nie interesuje jej, czy ma
dziewczynę - będzie jej. Z ludźmi psychicznie chorymi się nie zadziera, więc
tylko potulnie jej przytakiwałam. Każde wcześniejsze próby wybicia jej czegokolwiek z głowy, niczym konkretnym nie skutkowały.Ten typ tak ma.
-Lecę się przejść, zaraz wrócę.
Nie czekając na odpowiedź i propozycję wspólnego spaceru
wyskoczyłam z pokoju, przebiegłam przez hol, po schodach i wybiegłam z hotelu.
Kiedy szybkim krokiem oddaliłam się od budynku, byłam pewna, że za żadne skarby
świata już mnie nie dogoni. Popatrzyłam więc na zegarek- chwila po naszej porze
obiadowej… Pół godzinki świętego niezmąconego gadaniem o facetach spokoju. Wpadnę do juniorów, tak jak robiłam to dość często w ostatnich
dniach.
Maciek był zaskoczony moim widokiem, kiedy po powrocie do
hotelu podczas pierwszego dnia pobytu w Spale, zawołałam go przez okno. Gdy
tylko wyszłam z hotelu, ignorując kolegów rzucił się mi w ramiona i ściskał tak
mocno, że nie mogłam oddychać. Oczywiście ten gest nie pozostał bez komentarza
– rozległy się gwizdy i śmiechy. Uśmiechnęłam się szeroko, kiedy w końcu
wypuścił mnie z objęć. Tęskniłam za nim, rozmowy przez telefon to nic, gdy
porówna się je do możliwości wymienienia poglądów twarzą w twarz, obserwując
każdy grymas twarzy i próbując coś wyczytać ze spojrzenia. Tego samego dnia
spędziliśmy razem trochę czasu. Wyjaśniłam mu, że nie gniewam się na niego za
to, że powiedział Aleksowi prawdę. Emocje już dawno wyparowały, więc nawet nie
musiałam kłamać. Chodziliśmy po parku, a ja opowiadałam mu o kadrze, o
telefonach od rodziców i zmianie ich zachowania, o pobycie w Szczyrku.
Przypomniałam sobie, za co go uwielbiam – potrafił iść tak obok mnie, słuchając
uważnie o czym do niego mówię i zabawnie to komentując. Od tamtej pory każdą
wolną chwilę starałam się spędzać z nim, bo wiedziałam, że gdy tylko zaczniemy
jeździć na mecze, nie będziemy się już widywać.
Wbiegłam do hotelu juniorów i skierowałam swoje kroki na
stołówkę. Była prawie pełna, miałam więc pewną trudność ze zlokalizowaniem
siatkarzy. Kiedy jednak przy szwedzkim stole zobaczyłam znajomą koszulkę,
postanowiłam udać się do jej właściciela po pomoc.
-Zugaj, nie objadaj się. – zaśmiałam się, widząc wyładowany
po brzegi talerz.
-Też byś sobie coś wzięła. Jeszcze się rozpadniesz podczas
treningu. – szturchając mnie łokciem. W odpowiedzi zabrałam sobie ze stołu
jabłko i ruszyliśmy do stołu, przy którym siedziała reszta reprezentacji.
Siadłam między nim a Kubą Wosiem. Przysłuchiwałam się ich
narzekaniom na trenera i męczące treningi, wiedziałam jednak, że bez nich nie
mogliby żyć. Maciek siedział kawałek dalej i za każdym razem, kiedy któryś z
chłopaków żartował coś na mój temat, dogryzał mu.
-Ej, Muzaj, a ty co. Branżę zmieniasz, adwokatem jesteś? –
rzucił któryś z jego kolegów.
-Eee tam, zapunktować chce u niej tylko, widać jak na dłoni
. – zaśmiał się Łukasz siedzący obok mnie. Podniosłam wysoko brwi i prawy kącik
ust.
-Nie tylko on chyba. –
dopowiedział Kuba, czekając na moją reakcję. Wgryzłam się w jabłko, dając sobie
czas do namysłu, a potem odpowiedziałam:
-To wszystko przez Darię. Człowiek chce sobie w spokoju,
niezauważenie wegetować, a ona potrafi umiejętnie zwrócić na siebie uwagę. A to, że przeważnie jej towarzyszę, nie poprawia mojej sytuacji.
-Słyszałem o tej hecy ze skręconą kostką. – zaśmiał się
Piechocki.
-Weź mi nawet nie przypominaj. Z kim ja się przyjaźnię. –
zawtórowałam mu. Nasza miła pogawędka została jednak przerwana przez pojawienie
się ich trenera. Zaczął do nich mówić, a dopiero po chwili mnie zauważył.
-Dziewczyna- kameleon. Umiejętnie wtopiłaś się w tłum. Tylko
liczba podopiecznych mi się jakoś nie zgadzała, to dało mi do myślenia.
-Nie wiem, czy potraktować to jak komplement czy raczej nie.
– powiedziałam, bo z pewnością z wyglądu nie przypominałam chłopaka. Widząc, że
wszyscy skończyli już jeść, zerwałam się z miejsca. – Ja lecę. Trener urwie mi
głowę jak się spóźnię.
I tak praktycznie wyglądał każdy mój dzień. Mordercze treningi i chwila wytchnienia podczas rozmów z chłopakami. Kochałam ten sport, ale nie mogłam pozbyć się przeczucia, że nie wszystko jest tak, jak być powinno. Ostatnio forma mi nie dopisywała, wyraźnie odstawałam.
Powietrze było bardzo ciężkie, praktycznie pozbawione tlenu. Kiedy po kąpieli kładłam się do łóżka, niebo przecięła błyskawica. Słysząc grzmot, otuliłam się kołdrą, mimo że w pomieszczeniu było prawie trzydzieści stopni i zacisnęłam oczy.
Nienawidzę burzy.
Powietrze było bardzo ciężkie, praktycznie pozbawione tlenu. Kiedy po kąpieli kładłam się do łóżka, niebo przecięła błyskawica. Słysząc grzmot, otuliłam się kołdrą, mimo że w pomieszczeniu było prawie trzydzieści stopni i zacisnęłam oczy.
Nienawidzę burzy.
*
Oddaję w Wasze ręce kolejny rozdział. Przepraszam, że taki krótki, ale mam urwanie głowy. Szkoła, szkoła i jeszcze raz szkoła. Mogę się pochwalić, że czwartkowy rozdział mam już napisany. Długością nie powala, ale treściwy.
Nie wydaje wam się, że w moim opowiadaniu wszystko toczy się ślimaczym tempem? Może to tylko moje wrażenie.
Chciałabym też odnieść się do komentarza pod poprzednim postem, który wywołał burzę. Wszystko, co miałam na ten temat do powiedzenia, także tam zamieściłam. Drogi Anonimie, jeśli to czytasz, to wiedz, że wzięłam sobie Twoje rady do serca. Szczerze, to nie musiałam nawet wprowadzać żadnych zmian, bo jak już powiedziałam, jestem raczej realistką i wiem, że jeśli komuś zbyt długo się układa, to dostaje niezłego kopniaka od losu, planowałam to wprowadzić za kilka rozdziałów. Ponieważ jednak opowiadanie ciągnie się jak ser w pizzy, już w czwartek opublikuję rozdział, który planowałam dodać za tydzień.
Wątki już powoli się wyczerpują, zostały mi tylko dwa do opisania, jeśli tylko nie wymyślę czegoś nowego. Nie wiem jeszcze, ile dokładnie mi zajmą i nie chcę nikogo straszyć, ale postów będzie jeszcze kilka, chyba że coś wymyślę. Od soboty zapewne wszystkie kolejne rozdziały będą dłuższe, abym mogła szybciej doprowadzić to wszystko do jakiegoś sensownego końca. Spokojna głowa. Możliwe, że sobie jednak na to poczekacie. Po prostu mam dość ciągnięcia pewnych rzeczy w nieskończoność ;) Prawdopodobnie po zakończeniu tego opowiadania, wystartuję z nowym, bo mam już nawet pomysł. Nie, nie mam zamiaru kończyć z pisaniem.
Czekam na Wasze komentarze. Jakaś konstruktywna krytyka? ;)
Oddaję w Wasze ręce kolejny rozdział. Przepraszam, że taki krótki, ale mam urwanie głowy. Szkoła, szkoła i jeszcze raz szkoła. Mogę się pochwalić, że czwartkowy rozdział mam już napisany. Długością nie powala, ale treściwy.
Nie wydaje wam się, że w moim opowiadaniu wszystko toczy się ślimaczym tempem? Może to tylko moje wrażenie.
Chciałabym też odnieść się do komentarza pod poprzednim postem, który wywołał burzę. Wszystko, co miałam na ten temat do powiedzenia, także tam zamieściłam. Drogi Anonimie, jeśli to czytasz, to wiedz, że wzięłam sobie Twoje rady do serca. Szczerze, to nie musiałam nawet wprowadzać żadnych zmian, bo jak już powiedziałam, jestem raczej realistką i wiem, że jeśli komuś zbyt długo się układa, to dostaje niezłego kopniaka od losu, planowałam to wprowadzić za kilka rozdziałów. Ponieważ jednak opowiadanie ciągnie się jak ser w pizzy, już w czwartek opublikuję rozdział, który planowałam dodać za tydzień.
Wątki już powoli się wyczerpują, zostały mi tylko dwa do opisania, jeśli tylko nie wymyślę czegoś nowego. Nie wiem jeszcze, ile dokładnie mi zajmą i nie chcę nikogo straszyć, ale postów będzie jeszcze kilka, chyba że coś wymyślę. Od soboty zapewne wszystkie kolejne rozdziały będą dłuższe, abym mogła szybciej doprowadzić to wszystko do jakiegoś sensownego końca. Spokojna głowa. Możliwe, że sobie jednak na to poczekacie. Po prostu mam dość ciągnięcia pewnych rzeczy w nieskończoność ;) Prawdopodobnie po zakończeniu tego opowiadania, wystartuję z nowym, bo mam już nawet pomysł. Nie, nie mam zamiaru kończyć z pisaniem.
Czekam na Wasze komentarze. Jakaś konstruktywna krytyka? ;)
Po co chcesz to tak szybko skończyć? :) Moim zdaniem nie ciągniesz tego "jak ser w pizzie". Nie wiem, ja uważam, ze to opowiadanie ma fajny pomysł, fabułę i można by było je jeszcze trochę pociągnąć (oczywiście nie o 563252 rozdziałów, nie chcemy Mody na Sukces :D), po prostu nie od razu kończyć. Nie musisz tak tego wszystkiego przyspieszać, ja naprawdę lubię jak wszystko opisujesz. Ale to tylko moja opinia.
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału - strasznie krótki! :( Nad czym ubolewam oczywiście. Ale wiadomo - szkoła, szkoła, szkoła - każdy to chyba rozumie :)
Fajnie, że po tym opowiadaniu wystartujesz z czymś nowym. Naprawdę się cieszę. Ale powtórzę się znowu - nie spiesz się może tak bardzo z kończeniem tego opowiadania. To nie jest jakiś wyścig i myślę, że każdy kto czyta Twoją historię, chętnie by jeszcze jakiś czas poczytał :)
Buziaki :)
http://nad-przepasciaa.blogspot.com/
Blebleble, czytam jeszcze raz ten komentarz i wyszło jakieś masło maślane! Wybaaacz, chciałam tyle powiedzieć, że tak wyszło :p
UsuńSpoko, wiem o co ci chodzi. Po prostu nie mam już w planie więcej niż jednego zwrotu akcji, może jak się wszystko ustabilizuje, to się pójdę w szczegółowość i potrwa to dłużej ;) Jak na tą chwilę mam po prostu mało czasu, żeby pisać, a nie chcę was zadowalać krótkimi rozdziałami, jak ten czy następny. Zobaczymy jeszcze, może mnie przekonacie ;)
UsuńOby. :)
UsuńZostałaś nominowana przeze mnie do Liebster Award - jeśli masz ochotę odpowiedzieć na pytania, to zapraszam - http://nad-przepasciaa.blogspot.com/ :) + pojawił się 3 rozdział
Osz ty, a jakieś trzy minuty temu byłam na Twoim blogu ;) Dzięki za Liebster, to już trzecie :D
UsuńTrochę wolne tempo, ale to nic. To tylko doda zaskoczenia, jak wydarzy się coś niespodziewanego (bo mam nadzieję, że cos takiego będzie miało miejsce ;) )
OdpowiedzUsuńU mnie juz niebawem 2 rozdział. Nie wiem czy pociągnę tak długo jak ty, chyba nie mam cierpliwości ;) Powodzenia w dalszym pisaniu, BO MASZ PISAĆ!!! xD Do czwartku ;)
Tak jest kapitanie! ;)
OdpowiedzUsuńOj tam, ja też nie myślałam, że aż tak długo będę to ciągnąć, wyszło w praniu. W takim razie czekam na kolejny rozdział. W moim czwartkowym będzie przyspieszenie akcji, żebym miała o czym pisać w kolejnych ;)
Skończyłam nadrabiać wczoraj, ale postanowiłam poczekać do nowego rozdziału z skomentowaniem. Powiem tak: jeden z najlepszych blogów, jakie czytałam, a uwierz, że trochę ich było. Od samego początku uwielbiam Muzaja. To w jaki sposób przedstawiłaś go w opowiadaniu jest genialne i moim zdaniem po prostu nie da się go nie lubić :) Cupko lubię chyba w każdym opowiadaniu, w jakim się pojawi, bo zawsze jest przedstawiany prawie tak samo :D Moim zdaniem, mogłabyś jeszcze trochę to pociągnąć, bo naprawdę warto. Krytyka? Moim zdaniem niepotrzebna. Czytałam komentarze w poprzednim rozdziale, ale moim zdaniem niepotrzebne jest czepianie się takich rzeczy. To jest opowiadanie, jeżeli autor chce może nawet napisać, że Aleksandar ma skrzydła. Na tym polega pisanie tego typu rzeczy, możesz dać wariować swojej wyobraźnii. Nie ważne, że Justyna przychodzi na treningi i gra z Skrzatami, nie ważne, że to ona jest zawsze w centrum zainteresowania. To Twoje opowiadanie i masz prawo pisać je tak jak chcesz, tak jak to sobie wyobrażasz i tak jak ci podpowiada wyobraźnia. Tyle na dzisiaj ode mnie :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na więcej!
nadużywam wyrażenia "moim zdaniem", przepraszam. :D
UsuńNie przepraszaj, nawet tego nie zauważyłam ;) Ja sama zbyt często używam wyrażenia ,,w sumie'' i staram się to za każdym razem redukować ;) Szczerze, to jestem tego samego zdania. To moje opowiadanie, ja jestem jego panią i robię w nim co chcę. Nie próbuję stylizować go na rzeczywistą historię, dlatego też dużo rzeczy odbiega od prawdy. Sama jestem zdania, że jeśli ktoś chciałby zwrócić mi uwagę, nie musiałby z lupą szukać każdego potknięcia czy nieścisłości, wystarczyłaby sugestia. Nie wytykanie każdego odbiegnięcia od rzeczywistości, czy poniekąd obrażanie mnie, sugerując, że zanim coś napiszę, powinnam sięgnąć po słownik i niekoniecznie to dodawać. Gdyby faktycznie historia była tak okropna, że uniemożliwiałoby to jej czytanie, to nie miałabym czytelników, prawda? Przecież nikomu nie płacę za to, żeby komentował moje posty, bo ludzie sami to robią.
UsuńDzięki, za uznanie mojego bloga za dobrego. Nie potrafię obiektywnie podejść do tego co piszę, ani porównać tego do innych opowiadań i za każdym razem, jak ktoś mnie chwali, mam ochotę zaprzeczyć. No cóż, mogę tylko wam wierzyć. ;)
Doszłam do wniosku, że po czwartkowym rozdziale będzie bardziej szczegółowo, więc pewnie jeszcze to trochę pociągnę. Chcę napisać dokładnie wszystko to, co mi do głowy przyszło i po zamknięciu historii nie żałować, że czegoś nie dopowiedziałam. Swoją drogą, czytając wasze komentarze, wpadł mi do głowy jeszcze jeden pomysł, który prawdopodobnie sam zajmie mi kilka rozdziałów ;)
mam nadzieję, że Mała nie zawiedzie reprezentacji i pokaże na co Ją stać:)
OdpowiedzUsuńno ta Daria to ma jednak pomysły nie dziwię się Justynie, że ma dosyć;p
pozdrawiam
http://www.niedostepni-dla-siebie.blogspot.com
Kiedyś miałam taką kumpelę w realu. 100 pomysłów na sekundę ;) Czasem miałam dość, ale wiadomo, takie zwariowanie miało też swoje plusy. Narzekałam, a tak naprawdę później zaczęło mi jej brakować.
UsuńJutro się dowiesz, jak to z Małą będzie ;)
Krytyki brak- wszystko jest idealnie. A im częściej będziesz dodawać rozdziały tym lepiej dla nas, Twoich czytelników ;) I żaden "ser w pizzie"- mi wszystko odpowiada. Rozdział krótszy, i co z tego? Ważne że dobry :D
OdpowiedzUsuńSpała, Spała, Spała- tam wszystko jest możliwe...
"Muzaj, a ty co. Branżę zmieniasz, adwokatem jesteś?"- strasznie mnie to rozbawiło! A komentarze do przyjacielskiego uścisku nieuniknione- w końcu to grono napalonych siatkarzy ;)
Forma na pewno szybko wróci, no bo jak inaczej?
Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na VI- S. ;)
http://dzikaprzygodazsiatkowka.blogspot.com/
Dzięki ;) Jutro kolejny post, z odpowiedzią na Twoje pytanie.
UsuńCo Ty gadasz, wszystko jest w jak najlepszym porządku! ;)
OdpowiedzUsuńJak fajnie, że juniorzy akceptują Justynę, bo mogło być różnie. Co tu się będę bezsensownie rozpisywać, tak jak zawsze idealnie ;> Pozdrawiam serdecznie ;)
Dziękuję ;)
UsuńSer od pizzy? Oj Just kto ci takich głupot nagadał? Eh...Krótki rozdział? Zdarza się, ważne że treściwy :) Mnie się podoba. Forma wróci jest kapryśnym zwierzakiem ale jest, albo mała będzie się musiała pobawić jak Courtney Thompson.
OdpowiedzUsuńxoxo K.
Mój pusty żołądek prawdopodobnie przyczynił się do użycia tego porównania. W sumie, ser w pizzy nie jest zły ;)
UsuńWcale tego tak nie ciągniesz opowiadanie jest super i za każdym razem każdy chce czytać więcej i więcej ;p Zapraszam
OdpowiedzUsuńhttp://parkiet-siatka-mikasa-moje-marzenie.blogspot.com/
Dzięki :)
UsuńSer od pizzy - się uśmiałam! Wcale tak nie ciągniesz tego, fajne, ciekawe opowiadanie, nie kończ jeszcze :) Co do krytyki w poprzednim poście. Ktoś Anonimowy, podejrzewam, że to ta osoba która również czepia się moich opowiadań. NIE PRZEJMUJ SIĘ:) Ja zostałam posądzona, przez tego kogoś, o pedofilię, ale to tak tylko Ci mówię. Masz grono czytelniczek, które chwalą Twojego bloga, więc pisz, pisz i pisz :))
OdpowiedzUsuńAha no i zapomniałam zaprosić Cie do mnie na dwunasty rozdział :)
Usuńhttp://bowoczachjestwszystko.blogspot.com/
Pozdrawiam :)
Widziałam, że ty też dostałaś ostatnio porcję ,,konstruktywnej krytyki''. Szczerze, to jakoś mi się to właśnie z tym skojarzyło. Nawet wyraziłam tam swoje zdanie na temat Twojego opowiadania, to wszystko by wyjaśniało. No cóż, mam nadzieję, że się mylę ;)
UsuńBędę, będę i będę ;)